"CK Monogatari" Artur Laisen

Tytuł: "CK Monogatari"
Autor: Artur Laisen
Wydawnictwo: Genius Creations
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 360

"W kształtach i przestrzeni drzemie straszliwa siła. (...) To, jak definiujemy kształty i jak aranżujemy przestrzeń, nigdy nie jest obojętne. Wszystko, co nas otacza, zawsze ma jakieś znaczenie, choć czasem jest ono głęboko zakamuflowane. W gruncie rzeczy we wszechświecie jest bardzo niewiele nieznaczących elementów."


Japońskie słowo monogatari znaczy po polsku tyle, co opowieść, opowiadanie. Jest to tradycyjna, napisana prozą, japońska forma literacka, wywodząca się z epoki Heian (794–1185), często porównywana do eposu. Gatunek ten zawdzięcza swoje powstanie, a także popularność, japońskim kobietom (najczęściej arystokratkom), które w odróżnieniu od mężczyzn, skupionych na próbach doścignięcia chińskich mistrzów, tworzyły literaturę związaną z japońskim kręgiem kulturowym i w języku japońskim. Monogatari czerpie z tradycyjnych ustnych opowieści i najczęściej opowiada o fikcyjnych wydarzeniach, bądź przynajmniej, gdy fabuła dotyczy realnych zdarzeń, czy nawet historycznych, wplecione są w nią fikcyjne elementy. Do najbardziej znanych dzieł napisanych w tej formie należą m.in. "Genji monogatari" ("Opowieść o księciu Promienistym"), "Heike monogatari" ("Opowieść o rodzie Taira") oraz "Taketori Monogatari" ("Opowieść o zbieraczu bambusa"). Obecnie słowo monogatari stosowane jest przez Japończyków także dla niejapońskich tytułów i tak, np. "Władca Pierścieni" to po japońsku "Yubiwa Monogatari". Artur Laisen nawiązał w "CK Monogatari" do tego rodzaju literatury nie tylko poprzez tytuł swojej książki, ale również dzięki fabule, w której można odnaleźć wiele z w/w formy literackiej.

"Rzeczywistość nieustannie tka wokół nas swój wzór; to, że nie potrafimy przewidzieć nagle pojawiających się splotów, świadczy jedynie o tym, jak bardzo zaślepieni jesteśmy naszym tu i teraz, naszymi bezużytecznymi namiętnościami. Zdarzenia mają swoją żelazną logikę, tak jak nasza karma i wystarczająco uważne spojrzenie dostrzeże ją bez trudu."

Piotr Jaskulski, dyrektor finansowy firmy KZDM-Nagita, to człowiek twardo stąpający po ziemi. Jego życie jest uporządkowane, pełne rutyny, wręcz nudne. I pewnie dalej toczyło by się tym samym utartym torem, gdyby nie pojawienie się tajemniczego wiceprezesa, Sho Kyubimori. W ślad za nim zjawiają się nieprzenikniona Yuki Yamada z klanu Oda oraz członkowie Yakuzy. Każdy z tych wysłanników przybył do Kielc w jednym celu: wyeliminować Sho. Dlaczego? O tym Piotr bardzo szybko przekonuje się na własnej skórze. I jeszcze coś... Bohater uświadamia sobie, że świat, który ludzie, w tym także on, wkładają zazwyczaj między bajki, istnieje naprawdę. I choć zazwyczaj błąka się on gdzieś na peryferiach naszej świadomości i bywa dostrzegany jedynie kątem oka, odciśnie on silne piętno na życiu Piotra.

"CK Monogatari" zaczyna się niespiesznie. Początek książki zupełnie nie zapowiada tego, co otrzymujemy w jej dalszej części. Obserwujemy dojrzałego, majętnego mężczyznę, zajmującego wysokie stanowisko w japońskiej firmie. Nie ma on rodziny, nie ma też żadnych przyjaciół. Dnie wypełnia mu praca. Piotr jest na zakręcie życiowym, choć sam nie zdaje sobie z tego jeszcze sprawy. Wszystko ulega zmianie w noc wiosennego przesilenie. Podczas ciemnych, nocnych godzin, gdy przenikają się światy - realny i magiczny, a niewidzialne staje się namacalne, bohater odkrywa krok po kroku kim jest. Akcja nabiera tempa. Na scenę wkraczają byty i postaci rodem z japońskich opowieści. Piotr musi się zmierzyć z nimi i z samym sobą. Przeżycia z najdłuższej nocy w roku otworzą mu oczy na bardzo wiele spraw; tak oczywistych, a umykających w codziennym pędzie.

Artur Laisen poradził sobie z konwencją monogatari naprawdę dobrze. Czytelnik, za sprawą opowieści Laisena, ma możliwość zajrzeć na chwilę do świata japońskich legend i tradycyjnych wierzeń, które trzeba przyznać autorowi, przedstawione są w "CK Monogatari" bardzo przystępnie i ciekawie. Znajdziemy tutaj kitsune i legendę o nich, yūrei - "źeńskiego ducha" opętanego chęcią zemsty za krzywdy doznane za życia, czy akemasu-shimemasu - mistyczną umiejętność otworzyć-zamknąć, odnoszącą się właściwie do każdej dziedziny życia. Poczytamy także o giri (pojęciu z dziedziny japońskiej etyki; w uproszczeniu jest to dług wdzięczności, który należy spłacić), kata ( ustalonym wzorcu postępowania) i wa (idealnej harmonii, panującej we wszystkich dziedzinach życia). A to tylko część japońskiego świata w książce polskiego autora. Twórca wplótł w fabułę, osadzoną w realnym świecie i opowiadającą o rzeczywistych miejscach oraz postaciach, nadprzyrodzone elementy, ba!, całe wątki. Laisen dawkuje swojemu czytelnikowi mistycyzm, stopniowo zwiększając jego dawkę. Dodatkowy plus należy się pisarzowi za świetne połączenie polskich realiów z japońskim podejściem do świata i praw nim rządzących. Nadaje ono całej powieści niezwykły posmak "oswojonego" orientu, zrozumiałego dla każdego, a przy tym pociągającego.

"CK Monogatari" napisane jest w narracji trzecioosobowej. Wielu przedstawionym wydarzeniom i rozmowom towarzyszą opisy przemyśleń głównego bohatera, które stanowią równocześnie komentarz do nich. Dzięki temu zawsze wiemy, co na dany temat sądzi Piotr oraz lepiej poznajmy jego uczucia. Pogłębieniu postaci protagonisty sprzyjają również retrospekcje, za których sprawą zaglądamy w przeszłość obecnego dyrektora finansowego KZDM-Nagita i mamy możliwość dokładniej zrozumieć jego obecne życia.

Proza Artura Laisena, łącząca w sobie elementy rzeczywiste z fantastycznymi, nasunęła mi, podczas zaznajamiania się z nią, skojarzenia z twórczością Murakamiego. Podobnie jak u Japończyka, także i tutaj, zetkniemy się z odrobiną mistycyzmu, tajemnicami, których odkrywanie przynosi zaskakujące rozwiązania, dziwacznymi, nieco surrealistycznymi dialogami, prowadzonymi przez głównego bohatera, np. z małą dziewczynką na klatce bloku w Kielcach czy z wytatuowanym szefem Yakuzy, panem Toru. Jest też mały szaro-niebiesko-biały kot, który stanie się przewodnikiem w iluzorycznymi świecie stworzonym przez kitsune, a dla głównego bohatera ważnym symbolem. Są rozmowy o muzyce, o książkach, o sztuce. Dlatego tak mocno uśmiechnęłam się, gdy autor wspomniał na kartach swojej publikacji o japońskim pisarzu:) Ha! Moje skojarzenia były właściwie! :)

"Dla was, ludzi zachodu - odezwała się znienacka Yuki - magia to coś nadzwyczajnego, ponadnaturalnego, kojarzącego się z ciemnymi mocami lub horrorami klasy B. W istocie wiele rzeczy, zjawisk czy umiejętności, które uznałby pan za magiczne wynika jedynie z poszerzonej percepcji... czy też może raczej skupionego i hm... selektywnego postrzegania rzeczywistości. Nadawania w naszej wyobraźni kształtów temu, co zwykle lękamy się zauważać. Nazywanie i opisywanie czegokolwiek przy pomocy naszych ograniczonych zmysłów nigdy nie jest do końca adekwatne, ale w jakimś sensie pomaga nam panować nad rzeczywistością. Magia to tylko dyscyplina postrzegania."

"CK Monogatari" to coś więcej niż przedstawienie czytelnikowi niezwykłej przygody, wypełnionej demonami, duchami i magią, jaka przydarzyła się Piotrowi Jaskulskiemu. To książka o wpływie naszej przeszłości na naszą teraźniejszość oraz przyszłość, o tym, jak istotna jest ona dla naszej tożsamości. To także dzieło o samotności i zagubieniu człowieka, o sile marzeń, o potędze iluzji, jakie sami tworzymy, o kłamstwach, jakimi karmimy siebie i innych. Książka Laisena wypełniona jest rozważaniami nad kondycją człowieka i jego życiem. Dzięki temu przy niebanalnej i interesującej lekturze sami możemy odnieść się do poruszanych tu kwestii i zastanowić się, czy wiemy dokąd zmierzamy i po co.  A może zagubiliśmy się i żyjemy wśród pozorów oraz wyobrażeń, ponieważ nie potrafimy odnaleźć drogi do samych siebie? Może więc warto czasami uwierzyć w to, co niemożliwe i nierealne, i pogodzić się z faktem, że to co niezrozumiałe, niekoniecznie jest nieprawdziwe. Zatrzymać się i pozwolić na odrobinę magii w naszym życiu...

"Podał demonowi liść. I nagle łąka zawibrowała, zaniosła się krzykiem, a potem rozpadła się na pojedyncze cząstki; demon upychał je do czarnego, skrzącego się worka… Pstrągi w panice trzepotały ogonami i wyskakiwały z rzeki…
I wtedy Piotr zrozumiał. Nie – zawołał z przerażeniem – nie!"

***

 CK Monogatari [Artur Laisen]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
***
Książkę przeczytałam w ramach akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają. Dziękuję za taką możliwość :)
  Zapraszam Was na fanpage autora powieści "CK Monogatari" na Facebooku (KLIK)

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Polska

* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "CK Monogatari" Artura Laisena

"Łosoś norwesko-chiński" Michał Krupa

Tytuł: "Łosoś norwesko-chiński"
Autor: Michał Krupa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Psychoskok
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 159

"Łosoś norwesko-chiński" to druga publikacja Michała Krupy, z którą dane mi było się zetknąć. Tym razem autor nie roztrząsa tragicznych skutków, jakie niesie ze sobą uzależnienie, lecz opowiada o pewnym niespełnionym pisarzu, który przez przypadek zostaje wplątany w międzynarodową aferę wywiadowczą.

Maciej Prus (nie z tych Prusów) dobiega czterdziestki i ma wrażenie, że jego życie utknęło w martwym punkcie. Nic nie osiągnął, nic nie ma, nic go ciekawego nie czeka. Nawet słowa na książkę, którą pisze, jakoś nie chcą poskładać się w logiczną całość. Z pomocą w walce z twórczą niemocą przychodzi Maciejowi przyjaciel, który funduje mu tygodniowy wyjazd w zaciszne miejsce o swojskiej nazwie Ruchanko Dolne. Tam na pewno wena powróci i Maciej będzie mógł napisać książkę. Tyle tylko, że już pierwszego wieczoru w tym urokliwym miejscu myśli głównego bohatera zajmuje przede wszystkim seksowna Agata, za której sprawą niedoszły pisarz musi salwować się z hotelu ucieczką, by ocalić życie. Za Maciejem i Agatą rusza pościg. W sukurs przychodzą im lokalni patrioci, walczący z "najeźdźcami zza Odry" z Bogurodzicą na ustach oraz "Pioruny Zbawiciela". Choć Ci ostatni jakby mniej troszczą się o zdrowie i bezpieczeństwo ściganych, a bardziej o pewien niewielki przedmiot...

"Potem poszło już z górki. Kazimierz odwrócił się w stronę Niemców, powoli zaczął śpiewać Bogurodzicę, a z każdym następnym śpiewanym słowem dołączali do niego inni. Gdy głosy były na tyle donośne, a śpiew rozbrzmiewał po całej okolicy, ruszyli w stronę najeźdźców zza Odry. (...)
- Uciekajcie! Walczcie dalej w naszej sprawie! My się nimi zajmiemy, panienko.Niech Bóg Was prowadzi!" [str. 66]

Michał Krupa w swojej książce zgrabnie i bez przesady, bo i tu można przesadzić, pokazuje w krzywym zwierciadle nas Polaków. Znajdziemy tu m.in. polskiego Rambo ukrytego w zaciszu biura szefa wywiadu, kapitana wywiadu, który dzięki piersiówce, kreskom kokainy i smokom wycisza się i jest w stanie tolerować swojego narwanego sekretarza, a także sprawnie kierować akcjami wywiadowczymi. Jest też sam Maciej, który mimo wiszącego nad nim zagrożenia, z trudem skupia myśli na ucieczce, bowiem każdą minutę jego życia wydają się wypełniać myśli o seksie. Postaci wykreowane przez autora są przerysowane, jedne mniej, drugie bardziej, i idealnie wpasowują się w pełną paradoksów historię, jaką serwuje czytelnikowi pisarz.

Krupa sprawnie operuje słowem. Opisy w jego wykonaniu pełne są nieoczywistego dowcipu, a dialogi oraz monologi wewnętrzne bohaterów prawie zawsze wywoływały na mojej twarzy szeroki uśmiech. Z przyjemnością czytałam o polskiej jednostce wywiadowczej. Sceny z jej udziałem uważam za jedne z najlepszych w książce. Zresztą, w moim odczuciu, Jakubiak, kapitan Lisiewski, "Pioruny Zbawiciela" czy Mietek i Stasiek są dużo ciekawszymi postaciami niż tytułowa dwójka. O ile Maciej potrafi rozśmieszyć, a nawet wywołać u czytelnika chwilę zadumy, o tyle Agata jest jakaś taka nijaka. Ni to z niej femme fatale, ni to agentka z prawdziwego zdarzenia. Nie wzbudziła we mnie zainteresowania nawet jako człowiek. Ot, taka tam niezdecydowana kobietka, która sama nie wie, czego chce. Wiem, że z punktu widzenia fabuły jej rola jest istotna, inaczej seksoholik Prus nie ganiałby po lasach pod obstrzałem z broni maszynowej, ale jak dla mnie powód wmieszania w ten galimatias Macieja mógłby być zupełnie inny. Albo też kreacja Agaty bardziej wyrazista.

"Nyska pracowała na najwyższych obrotach. Nigdy jeszcze w swoim długim życiu nie była zmuszona do tak szybkiej i męczącej jazdy. Podobało się jej to jednak i dlatego współpracowała z kierowca na tyle, ile mogła. I do tego prawie wyprzedziła mercedesa! Siłą woli utrzymywała wszystkie części i podzespoły na miejscu. Odczuwała druga młodość. "Oj, za młodu to się wyprawiało, będąc na służbie w milicji" - pomyślała. Pojawiający się stan melancholii sprawił, że przez chwilę, dosłownie ułamek sekundy, straciła samokontrolę. (...)
- Co za cholera?! - Dwójka był zdenerwowany. Nigdy wcześniej nie siedział w Nysie rozpędzonej do takich prędkości. (...) Reszta siedziała w ciszy. Każdy wyczuwał napięcie i zdawał sobie sprawę, że jeden błąd kierowcy i wszyscy zginą. Dwójka po cichy mówił do Nysy. Wiedział, że trzeba to robić, trzeba ją uspokoić i dodać jej siły do jeszcze cięższej pracy." [str. 121-122]

Czytając "Łosia norwesko-chińskiego" odnosiłam chwilami wrażenie, jakby niektóre fragmenty publikacji zostały dopisane przez kogoś innego albo na siłę przez samego autora. Ich język nie pasował mi do wcześniej widocznej w powieści lekkości słowa. Zdawały się jakby wyjęte z innej, nie pasującej do "Łososia norwesko-chińskiego", lecz zbieżnej tematycznie, książki. I jeszcze jedna rzecz, która lekko utrudniała mi cieszenie się lekturą - występujący w wielu miejscach jakikolwiek brak rozdzielenia w widoczny sposób nowych scen, które dzieją się w tym samym czasie, lecz w innych miejscach i dotyczą innych osób. I tak oto czytelnik czyta np. o kapitanie Lisiewskim i Karolu Nowaku, gdy nagle następna linijka tekstu traktuje o Macieju Prusie budzącym się w jakimś hotelu. Przydałby się choć dłuższy odstęp pomiędzy tymi wątkami.

"Karol wyszedł i kapitan został sam. Był dumny z siebie, ze tak sprawnie pokierował podwładnymi i że sprawa niebawem się wyjaśni. (...) "No dobra" - pomyślał - "Trzeba trochę podzwonić".
- Z premierem. to pilne, mówi kapitan Zbigniew Lisiewski....
Obudziłem się w łóżku sam. Teraz, gdy otworzyłem oczy i czułem ból mięśni, o których istnieniu nawet nie wiedziałem, tym bardziej byłem przekonany o zakończeniu owej znajomości." [str. 62]

Powieść Michała Krupy jest przyjemna i lekka, pełna komizmu sytuacyjnego. I choć jest niewielka objętościowo, to autorowi udało się, dzięki zawrotnemu tempu akcji i nietuzinkowym bohaterom, przykuć moją uwagę. Zapewniam Was, że nie będziecie się nudzić, a Wasze spojrzenie na polskie służby wywiadowcze już nigdy nie będzie takie samo.

Łosoś norwesko-chiński [Michał Krupa]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
***
Za książkę serdecznie dziękuję autorowi :)
  Zapraszam Was na bloga Michała Krupy (KLIK) i na jego fan page (KLIK).

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Polska
Polacy nie gęsi
Czytamy polecane książki - do książki zachęciły mnie recenzje w blogosferze oraz sam autor
 


* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Łosoś norwesko-chiński" Michała Krupy

Mitologia w literaturze - wyzwania ciąg dalszy

Minął miesiąc od mojego posta, podsumowującego poprzedni rok wyzwania Mitologia w literaturze. Najwyższy więc czas by napisać, jaką decyzję podjęłam, co do jego dalszych losów. Osoby, do tej pory, biorące w nim udział, wyraziły chęć kontynuowania wyzwania, plus zainteresowanie wyzwaniem wyraziła także jeszcze jedna osoba. Dlatego, choć grono uczestników nie będzie duże, postanowiłam, że Mitologia w literaturze będzie nadal aktywna :)

Zapraszam do zgłaszania się do wyzwania i do zgłaszania swoich recenzji TUTAJ :)

http://zapiskispodpoduszki.blogspot.com/p/mitologia-w-literaturze.html


Czy wiesz, że... #17

... ze współczesnych badań statystycznych dotyczących religijności Japończyków wynika, że całkowita liczba wyznawców dwóch najważniejszych religii Japonii, buddyzmu i sintoizmu, jest większa niż liczba ludności tego kraju?

zdj. http://global.britannica.com/ - Torii (brama) przy wejściu do sanktuarium Shinto na górze Hakone.
Rozbieżność ta spowodowana jest tym, że wielu mieszkańców Archipelagu Japońskiego wypełniając ankietę odnośnie wiary, deklaruje swoje przywiązanie zarówno do buddyzmu jak i shintō. I nikt nie widzi w tym fakcie nic dziwnego i gorszącego :) Japończycy od wieków żyją  hołdując temu dualizmowi, więc czemu współcześnie mieliby tego zaprzestać? Shintō narodziło się i rozwinęło w Japonii, buddyzm przywędrował do Kraju Kwitnącej Wiśni z Chin i Korei i z czasem uległ zmianom wchłaniając czysto japońskie wierzenia i tradycje. Obecnie religia ma jednak niewielki wpływ na życie duchowe Japończyków, to bardziej przestrzeganie pewnych tradycji i obrządków.


Nowości Wydawnictwa Psychoskok cz. II

Kilka dni temu przybliżyłam Wam już kilka nowości, które ukazały się nakładem Wydawnictwa Psychoskok. Jeśli interesuje Was poprzedni post kliknijcie tutaj. Dziś przedstawiam Wam kolejną porcję premier w/w wydawnictwa. Zapraszam do zapoznania się z nimi. 
„Maślana. Czas pokoju”
Autor: Michał Krupa
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 211

Autor powieści zabiera czytelników do krainy płatnych morderców i zdemoralizowanych przedstawicieli „półświatka”. Bohaterem książki jest wyspecjalizowany w doskonałym władaniu mieczem i innymi rodzajami białej broni mężczyzna o pseudonimie „Maślana”. Życie „Maślany”, to zabijanie ludzi za pieniądze. Inteligencję ma co prawda niespieszną i do tego niezbyt pogłębioną wiedzę, ale swój rozum ma. I byle komu nie da się wykiwać. Wcześniej takiego zabije. I już. Życie bohatera komplikuje się, gdy zleceniodawca chce go oszukać, nie wypłacić należnego wynagrodzenia za ciężką pracę. Niedobry zleceniodawca zamyka „Maślaną” w celi, zwanej „pokojem gościnnym”. Tam bohater powieści poznaje Magdalenę, panią naukowiec, która opracowała technologię przerażającej broni: substancji, zamieniającej ludzi w mordercze zombie. Maślana zakochuje się w Magdzie, z którą planują intratny interes.
Książka jest nietypowa, podobnie, jak jej bohater. Przypomina niektóre pastisze gangsterskie Quentina Tarantino, w których zabijanie jest tak normalne, jak jedzenie dropsów. Podobne jest też wplątanie do tego „rzeźniczego” krajobrazu komentarzy na poważne tematy, na przykład współczesnej Polski, zabawne są rozważania na temat pokoju, czyli świata bez wojen i przemocy. Ale przede wszystkim, autor „Maślany” każe czytelnikowi zastanowić się nad tym, czy istnieje różnica między niewykształconym, płatnym mordercą, pozbywającym się ludzi detalicznie, a światem naukowców, pracujących nad przerażającymi narzędziami popełniania masowych zbrodni.

***

„Na przekór”
Autor: Irena Dobosiewicz
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 370

Na Agatę, bohaterkę powieści los zsyła pasmo niekończących się bolesnych i tragicznych zdarzeń. Kobieta jest żoną i matką dwojga dzieci, która pewnego dnia dowiaduje się, że ma chorobę Alzheimera. Chcąc pobyć sama i przemyśleć wiele spraw wyjeżdża w góry. Tam poznaje młodego chłopaka Sebastiana, który zakochuje się w niej bez pamięci. Agacie mężczyzna nie jest obojętny, ale nie może przyjąć jego uczucia. Zły los sprawia, że chłopak umiera. Kolejny cios, kolejny ból, któremu towarzyszy brak wsparcia ze strony męża. Jednak najgorsze dopiero przed kobietą. Agata dowiaduje się o nieuleczalnej chorobie swojej trzyletniej córeczki. Dziewczynka skazana jest na szybką śmierć. W bohaterce rodzi się trudne do opisania cierpienie. Zaczyna kwestionować istnienie Boga. Każda z tych sytuacji jest trudna do przeżycia. Nagromadzenie ich wydaje się niemożliwe do przetrwania. Jednak autorka pokazuje, że może być inaczej, bo „Na przekór” jest wbrew pozorom książką o dobru, o wielkiej sile przetrwania, która drzemie w każdym człowieku. Wreszcie o tym, że trzeba umieć pogodzić się z przeznaczeniem, a koniec jednego etapu zawsze może być początkiem, nowego, lepszego...

***

„44 dni”
Autor: Daniel Hurlak
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 402

Książka przedstawia losy Tomasza Króla, który z zawodu jest ginekologiem. Prócz codziennych czynności zawodowych zajmuje się też przeprowadzaniem aborcji we Francji, gdzie jest ona legalna. Od dłuższego czasu obarczony jest też dziwnym zadaniem, którego sensu nie rozumie, ale realizuje je dla swojej nie do końca pojętej żądzy. Co stanie się, kiedy będzie już po wszystkim? Tajną misję powierza mu jego przyjaciel Jacek. Zadanie z jednej strony go ekscytuje, a z drugiej wykańcza. Tomasz stał się zabójcą na zlecenie, jednak nikt nic mu nie wyjaśnia, ani nie płaci za wykonaną „pracę”. Zaczyna rodzić mu się w głowie pytanie: „o co w tym wszystkim chodzi?”, gdyż na swoich rękach ma już krew czterdziestu osób, których nic nie zdaje się łączyć. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy na drodze bohatera, prócz Jacka stają jeszcze dziwniejsze osoby, utrudniające koncentrację na powierzonej mu misji. Wraz z nimi pojawiają się surrealistyczne, zionące śmiercią sny, które grożą mu potępieniem. Nagle, zdawałoby się zupełnie przypadkiem, w jego życiu pojawia się ostatnia osoba z listy, która zupełnie o tym nie wiedząc sprawia, że Tomasz porzuca swoje dzieło i dowiaduje się o tym, co ono tak naprawdę oznaczało.

***

„Namiętność niejedno ma imię”
Autor: Stefania Jagielnicka - Kamieniecka
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 182

Czy obsesja może być tak silna, by zniszczyć komuś życie? Czy może tak zawładnąć psychiką, by człowiek mógł popaść w paranoję? Okazuje się, że tak. Z takim problemem musi zmierzyć się Martyna – bohaterka książki Stefanii Jagielnickiej-Kamienieckiej. Młoda kobieta od roku mieszkająca w Wiedniu, postanawia odszukać swojego ojca, którego wyimaginowany od lat obraz pielęgnuje w swojej głowie. Choć nic o nim nie wie, nie zniechęca się. Do pomocy w poszukiwaniach angażuje nowo poznanego muzyka, który zakochuje się w Martynie i nie potrafi jej odmówić, choć wie, że jej pomysł jest irracjonalny. I choć pewnego dnia matka wyznaje jej okrutną prawdę, dziewczyna nadal z uporem pragnie odszukać ojca. Mając kilka podstawowych informacji na jego temat, wydzwania do mężczyzn w Wiedniu, poszukując rodziciela. Nie zdaje sobie sprawy z tego, jak jeden telefon do nieznajomego mężczyzny zmieni jej życie w piekło. Co się wydarzy? Czy Martyna odkryje prawdę? Czy odwzajemni miłość młodego melomana? Czy będzie w końcu szczęśliwa?

***

„Ważne są tylko chwile”
Autor: Angelina Palm
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 147

Główna bohaterka książki to Anastazja, z pozoru zwyczajna kobieta, żyjącą w Polsce. Od dziecka, próbowała dostosować się do społeczeństwa, w którym żyła. Przez jakiś czas akceptowała zasady, jakie narzucali jej ludzie i środowisko w jakim przebywała. Z biegiem lat i narastających doświadczeń, coraz częściej dochodziła do wniosku, że postępując w ten sposób, unieszczęśliwia samą siebie. Tak bardzo kochała innych, że zapominała, co tak naprawdę jest dla niej ważne. Zatracała się w dopasowywaniu do osób, które spotykała na swojej drodze, spełnianiu ich zachcianek. Bolesne wydarzenia w jej życiu sprawiły, że granice jej wytrzymałości zostały przekroczone. Przede wszystkim odkryła, czego nie chce. Wystarczyło tylko zdefiniować, co daje jej prawdziwe szczęście. Szukała tego desperacko, rzucając się w różnego rodzaju doświadczenia, smakując życia. W pewnym momencie, zrozumiała, że ma prawie wszystko. Wszystko oprócz prawdziwej miłości. Miłości opartej na wzajemnym partnerstwie i zrozumieniu. Doznania cielesne, nie miały dla niej znaczenia – to było łatwe do osiągnięcia. Liczyło się poczucie bezpieczeństwa, wsparcie, przyjaźń, o które najtrudniej w dzisiejszych czasach. Nie chciała być kolejną osobą, która podda się codzienności życia i zgodzi na bycie marionetką w rękach ludzi, którzy ją otaczają. Mimo wszystko walczyła o szczęście, szukała, nie umiała tracić czasu. Wierzyła, że gdzieś tam, kiedyś znajdzie kogoś, przy kim wreszcie będzie mogła się zatrzymać, odpocząć, zasnąć.
Czy jej się udało? Czy potrafiła zaakceptować swoją słabość, przestać grać twardą, niezależną kobietę, aby dać się poznać i sobą zaopiekować?

***

„Opuścić wczoraj”
Autor: Piotr Wołoszyk
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 214

To druga powieść autora opisująca ludzkie dramaty. Opowiadająca o ludziach, dźwigających problemy, które często ich przerastają. Bohaterką książki jest Katarzyna, młoda, zdolna i artystycznie utalentowana dziewczyna. Mieszka z ojcem alkoholikiem i matką - tyranką. W swoim rodzinnym domu doznaje największego poniżenia – zostaje zgwałcona przez własnego ojca. Matka jednak staje po stronie zwyrodnialca, a dziewczyna przestaje wierzyć w sens życia. Pewnego dnia postanawia je zakończyć...
„Czasem jedno wydarzenie w życiu człowieka może wywołać bardzo silnie negatywny związek zresztą życia. Ja w tej książce nazywam to wydarzenie „wczoraj”. Jak bardzo trzeba opuścić to „wczoraj”, by dzisiaj móc normalnie żyć? Wierzę, że jest to możliwe! I każdy, kto w swym życiu ma takie „wczoraj”, jeżeli chce normalnie żyć, musi zrobić wszystko, by je opuścić! Często wymaga to, by człowiek poświęcił dosłownie wszystko, niczym ziarno, które wpierw musi obumrzeć, by ponownie mogło wydać nowe życie. - Jest to trudne i często wydaje się niemożliwe. Mimo wszystko, gdy czujesz, że nikt i nic Ci nie sprzyja, a na domiar złego nie masz siły już żyć, nie poddawaj się! Wstań i walcz! Bo tylko tak możesz odnaleźć szczęście”. - pisze Piotr Wołoszyk.

***

„Księżniczka i Książęta czyli polowanie na tego jedynego”
Autor: Joanna Plasota
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 80

Autorka za pomocą własnej druzgocącej historii, ale również dzisiejszej swojej wiedzy i świadomości psychologicznej, staje się wojowniczką o dobre życie dla innych kobiet. W swojej książce ukazuje dysonans pomiędzy naiwnymi i infantylnymi oczekiwaniami dziewczyn i młodych kobiet, a realnymi odpowiedziami, jakich udziela codzienne życie. Wierzyła, że jako ponętna i seksowna Księżniczka, upoluje swojego Księcia, który otoczy ją miłością i opieką. Wielu tych książąt przetoczyło się przez biografię autorki, a każdy kolejny z nich to cięższy kaliber dysfunkcji i dewiacji, alkoholicy, seksoholicy. Ale nie mogło być inaczej, skoro marzenia i westchnienia to awers, a niedojrzałość psychologiczna i społeczna to rewers tej samej osoby. Jak sama dzisiaj pisze: „Mam nadzieję, że lektura tej książki będzie dla Ciebie maleńkim światełkiem wskazującym drogę, a może będzie światełkiem latarni morskiej – jakże upragnionym dla zbłąkanych na bezkresach morza. Morze stanie się dla ciebie lustrem, w którym znajdziesz swoje odbicie. Zainspirowana niekończącą się wiarą w człowieczeństwo, w moc akceptacji i zrozumienia napisałam te kilka słów o sobie do Was. Można by rzec: po co to wszystko, cała ta pisanina? Po to, bym nie zapomniała, jak się upada, po to, by głośno powiedzieć to, co od dawna chciało być wypowiedziane, i najważniejsze – po to, bym nie zapomniała kim jestem. Dziś moim pragnieniem jest dawać wiarę w siebie. Zachęcam do poszukiwania własnej drogi, do poznawania, odkrywania siebie – swoich potrzeb, uczuć, myśli, ograniczeń, ale też i swoich możliwości, talentów, potencjału. Fascynującej wędrówki w głąb siebie.”


Dajcie znać, czy coś przykuło Waszą uwagę :) Ja już ostrzę zęby na "Maślanę. Czas pokoju" i z zainteresowaniem zerkam na "Opuścić wczoraj" oraz "Na przekór" :)

Cała oferta wydawnicza dostępna również między innymi w księgarni Bonito.

Czy wiesz, że ... #16

 ... 1. kwietnia 1950 r. gazeta norweska Aftenposten Oslo opublikowała na pierwszej stronie artykuł, w którym informowała obywateli o możliwości otrzymania darmowego wina w Vinmonopolet (norweski sklep z alkoholami). Jedynym warunkiem otrzymania 5 litrów gratisowego wina było przyniesienie... własnego wiadra :)
zdj. http://ndla.no
Wedle artykułu Vinmonopolet musiał pozbyć się dużych partii wina, by móc wywiązać się umowy podpisanej z Francją na dostawę nowych win... Sklepowi zabrakło rzekomo pustych butelek na nową dostawę i pilnie szukał sposobu na pozbycie się zapasów trunku. "Vinen blir rasjonert ut med fem liter pr. kunde så langt beholdningen rekker." - Wino będzie reglamentowane, 5 litrów na jednego klienta aż do wyczerpania zapasów. Wiele osób dało się nabrać na ten żart i ustawiło się w długich kolejkach pod Vinmonopolet z wiadrem w ręku. Zainteresowanie darmowym winem zaskoczyło żartownisiów, którzy nie kryli zdziwienia faktem, że ludzie tak łatwo uwierzyli, że państwo mogło tak łatwo zrzec się należnego mu podatku od sprzedanego alkoholu.
Co ciekawe, Norwedzy dali się nabrać na podobny numer jeszcze kilka razy. Innym najbardziej znanym żartem tego typu był ten z 1987 w Bergen, kiedy to gazeta Bergens Tidende ogłosiła, że Vinmonopolet skonfiskował 10 000 litrów wina z przemytu. W związku z sytuacją mieszkańcy Bergen zostali zaproszeni do zgłaszania się do sklepu w celu odebrania darmowego alkoholu i tym samym pomocy w rozwiązaniu problemu nadprogramowego napoju. Rankiem pod sklepem stało w kolejce 200 mężczyzn i kobiet z butelkami, wiadrami i innymi pojemnikami po drogocenny płyn :)

I jeszcze jeden żart z Norwegii. Tym razem niezwiązany z alkoholem :) W 2008 r. norweski koncern energetyczny Statkraft ogłosił, że opracował technologię przechwytywania promieni gamma, która umożliwia wykorzystanie energii z wybuchający gwiazd. Oto nastąpił przełom w przemyśle energetycznym! W telewizji pojawiła się nawet reklama nowego źródła energii Statkraft :)


Jak to krzyczą norweskie dzieci, gdy uda im się kogoś nabrać: Aprilsnarr i gamle da'r for den som ingen tanker har! :)

A Was nabrał dziś ktoś? Podzielcie się jakimś żartem :)