Maraton Czytania. Koniecznie weź udział!

Ostatnio na blogu Czytam, bo lubię trafiłam na informację o bardzo ciekawej inicjatywie i postanowiłam się podzielić nią z Wami. W skrócie: 11 kwietnia br. o godzinie 10 startuje Maraton Czytania i trwa cały dzień i noc. Udział może brać każdy, byleby co jakiś czas podzielił się z innymi na stronie wydarzenia, jak idzie mu czytanie i co aktualnie czyta. Oto strona wydarzenia na Facebooku.
Poniżej przedstawiam Wam, o co dokładnie chodzi w Maratonie Czyta i dlaczego każdy powinien wziąć w  nim udział. Informacje pochodzą ze strony Maratonu na Facebooku.

https://www.facebook.com/events/1386650648324098/

Maraton Czytania to popularny wśród amerykańskich miłośników książek sposób na wspólne czytanie – przenieśmy go na polski grunt!

Zapraszam blogerów książkowych oraz osoby, które nie prowadzą blogów, ale lubią czytać książki – to wydarzenie jest dla Was.

Na czym to polega?
Umawiamy się, że jeden dzień poświęcamy głównie na czytanie. Przygotowujemy sobie książki, które chcemy dokończyć, zacząć, przeczytać od deski do deski. Co tam kto ma na oku (lub na sumieniu ;) ). Staramy się tak zorganizować sobie dzień, by znaleźć jak najwięcej czasu dla siebie i książki – tu już każdy musi pokombinować we własnym zakresie. Szykujemy sobie jakieś przekąski, coś do picia, kibiców wirtualnych lub realnych.

Na tej stronie:
1. Pokazujemy zdjęcie lub piszemy tytuły książek, które będą nam towarzyszyć.
2. Co jakiś czas meldujemy o postępach – ile stron przeczytanych, jak wrażenia, dlaczego zmieniliśmy książkę itp. Możemy też pokazać czym zakąszamy, gdzie wyszliśmy z książką w plener, jak odpoczywamy od czytania. Naprawdę interesuje nas to, jak zorganizowaliście sobie dzień maratonu czytelniczego.
3. Następnego dnia robimy podsumowanie – jak nam się podobało, co przeczytaliśmy itp.

Zapraszamy też kibiców, osoby które będą dopingować, doradzać, zaglądać i mówić nam, że jesteśmy fajni :) Komentujcie!

Blogerzy książkowi - możecie pisać relację na własnych blogach i podawać tutaj linki do kolejnych aktualizacji.

Dla kogo jest to wydarzenie?
Dla wszystkich, którzy lubią czytać książki, dla tych, którzy wciąż nie mogą wygospodarować chwili na lekturę oraz tych, którzy chcieliby podzielić się swoimi literackimi odkryciami, a nie mają gdzie i z kim.

Kiedy?
W sobotę 11 kwietnia od 10 rano. Czas trwania – cały dzień i całą noc – jak kto lubi czytać i na ile starczy mu sił ;)

Zgłaszajcie się już teraz. Zapraszajcie znajomych. Nieważne ile i co przeczytacie, ważne, że będziemy czytać wspólnie, udowadniając sobie i innym, że jeśli chcemy, możemy znaleźć czas na czytanie.
Pamiętajcie, nie chodzi o bicie rekordów, lecz o wspólną zabawę!

I jak, dołączycie? Ja postanowiłam wystartować w Maratonie Czytania i już nie mogę się go doczekać :)

Nowości Wydawnictwa Psychoskok cz. I

Wydawnictwo Psychoskok przywitało tegoroczną wiosnę sporą dawką nowości wydawniczych. Dziś przedstawiam Wam część z nich. W tym poście znajdziecie głównie książki dla młodszego czytelnika, ale nie tylko :) Resztę propozycji wydawnictwa przedstawię Wam we wpisie, który pojawi się na blogu za kilka dni.

„Zabawki na wakacjach”
Autor: Joanna Łaczna
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 36

„Zabawki na wakacjach” Joanny Łacznej to  zabawna bajka o sile przyjaźni i tęsknocie za najbliższymi. Bohaterem opowiastki jest mały Michałek, który wraz z rodzicami wybrał się na wakacje, ale mógł wziąć ze sobą tylko jedną zabawkę. Wybór padł na małego bałwanka, który nigdy nie widział lata, łódek, jeziora, zielonej trawy i innych pejzaży lata. Kiedy rodzina wyjechała, w pokoju chłopca zapanowało wielkie zamieszanie, któremu towarzyszył smutek i żal. Michałek tęsknił jednak za pozostawionymi przyjaciółmi, a one za nim. A ponieważ były to zabawki potrafiące mówić i poruszać się – postanowiły odszukać swojego właściciela. Zapakowały się wszystkie na wóz strażacki i ruszyły w drogę. Całym planem dowodził miś Poldek – najmądrzejszy ze wszystkich towarzyszy podróży. Podczas wyprawy pomagały im gwiazdy i księżyc, ale i tak nie obyło się bez licznych przygód. Jakie to niespodziewane historie przytrafiły się małym podróżnikom? Czy zabawkom udało się odnaleźć Michałka?

***
„Książka dla mnie. Book about me” cz. I, cz. II i cz. III
Autor: Róża Pop
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 80

„Książka o mnie. Book about me” Róży Pop to książeczka dwujęzyczna polsko – angielska, przeznaczona dla dzieci nawet tych, które jeszcze nie potrafią czytać. Całość składa się z trzech części, a każda zawiera po siedemnaście rozdziałów, będących drogowskazem pracy dla dziecka. Pierwsza część jest pod hasłem „Portrety” bliskich, zwierząt, szkoły, kolegów itd. Część druga to „Moje sukcesy”, a część trzecia „Jestem spostrzegawczy i dużo wiem”. Poszczególne rozdziały znajdują się na osobnych stronach zawierających polecenia i podpowiedzi na temat tego co i jak rysować. Książka jest formą zabawy poprzez naukę. Ćwiczenia mają za zadanie wzbudzić w dziecku wyobraźnię i kreatywność, a także umiejętność obserwacji i poczucia wartości. Dziecko opracowując ją spędza czas z rodzicami, ale przede wszystkim staje się autorem książki, co na pewno daje mu poczucie ważności i spełnienia.

***

„Wyspy Paprykarzowe”
Autor: Aneta Skarżyński
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 295

„Wyspy Paprykarzowe” - Aneta Skarzyński. Powieść jest kontynuacją przygód Anetki z pierwszej części „Wysp Naftalinowych”. To nastolatka o barwnej osobowości, trudnym do okiełznania temperamencie i organicznej zdolności pakowania się w tarapaty. Jej szalone pomysły i zachowania potęguje nadpobudliwość psychoruchowa. Poznajemy ją w momencie wokalnego debiutu podczas rodzinnej uroczystości pogrzebowej, kiedy wraz z siostrą demoluje część wystroju kaplicy.  Ale to tylko początek kłopotów… Jeszcze tej samej nocy toczy zaciekły bój z duchem zmarłej ciotki, a już parę dni później niszczy rower sąsiadki i wylewa wrzątek na głowę ukochanej babci… Jej postępowanie budzi zdumienie graniczące z oburzeniem, napawa zmartwieniem rodziców, a troską dziadków. Jednak to właśnie z babcią i dziadkiem dziewczyna ma najlepszy kontakt, pomimo trudnego okresu romantyczno – trądzikowego. Nastolatka nie rozpamiętuje zbyt długo swych  porażek, bo właśnie zaczyna nowy etap życia – szkołę średnią. Choć nauka nie stanowi dla niej priorytetowej sprawy, to jednak chętnie skupia się na zajęciach z muzyki i plastyki, a przede wszystkim na budowaniu przyjaźni i realizacji planów… W szkolnej toalecie  zamyka niegdyś znienawidzoną nauczycielkę fortepianu, a na głowie innego wykładowcy pragnie wypróbować skuteczność maczugi lub kolczatki. Imię psa myli z imieniem narzeczonego matki kolegi, a chłopakowi przyjaciółki na obiad poleca sos, który nieopacznie okazuje się być woskową miksturą. W obecności całej orkiestry wojskowej tratuje ambicję dyrygenta, a innym razem nachalnemu adoratorowi łamie nos. Nie przepuści nawet nieboszczykowi! WYSPY PAPRYKARZOWE obejmują  39 rozdziałów, które równają się 39 wyspom, a każda z nich to zabawa na 24 fajerki. Kontynuacją powieści są WYSPY PIEPRZOWE przenoszące czytelnika do najbardziej burzliwego i obfitującego w przygody życia bohaterki – jej studiów.

                                                                                      ***

„Powroty”
Autor: Danuta Pasieka
Oprawa: Twarda
Liczba stron: 97

„Powroty” Danuty Pasieki -  to poezja niezwykle subtelna a mimo to dosadna – między słowami. Dużo w niej kobiecej spostrzegawczości, zadumy, inspiracji filozofią, religią. Autorka doskonale uchwyciła wątek przemijania, które jest nieodłączną cechą naszego bytu. Przemija czas, przemija nasze życie. Jedne rzeczy się kończą, inne zaczynają. Jednak to wszystko sprawia, ze człowiek jest bardziej doświadczony. Poezja poetki to wypadkowa różnych pytań: egzystencjalnych, dotyczących śmierci, strachu, naszych ziemskich wędrówek. To właśnie śmierć pojmowana jest według autorki, jako jeden z podstawowych elementów egzystencji, która wpływa na świadomość każdego człowieka. Charakterystyczne w jej wierszach jest to, że śmierć uważana jest za przepustkę do raju, ale jednocześnie stanowi też wielką tajemnicę. W wierszach Danuty Pasieki wiele jest również mowy o podróżach rozumianych jako wyprawy w głąb siebie w celu samopoznania lub przeciwnie, mogących być ucieczka od problemów i wewnętrznych rozterek. Każda, nawet najdalsza podróż kończy się powrotem do domu, tak jak życie kończy się śmiercią. Według autorki, to właśnie życie jest ciągłym wędrowaniem, poszukiwaniem nowych horyzontów, poznawaniem siebie i innych.

***

„Zdrowe myśli, zdrowe życie”
Autor: Barbara M. Dura
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 166

„Zdrowe myśli, zdrowe życie” Barbara M. Dura - to poradnik, z którego dowiesz się, jak czerpać przyjemność z życia, jak pozbyć się ograniczających cię przekonań, co sprawić, by twoje życie było satysfakcjonujące w każdej sferze. Dowiesz się także, czym jest prawo przyciągania i czy rzeczywiście może ono zmienić życie? Czy jest możliwe uzdrawianie własnych emocji, duszy i ciała? Czy można wyleczyć się siłą woli bez udawania się do lekarza? Na te i wiele ciekawych pytań odpowiada autorka książki. Przedstawia w niej mnóstwo przykładów na działanie prawa przyciągania, które na co dzień wykorzystuje w swoim życiu. Pokazuje jak dzięki stosowaniu różnych technik można być szczęśliwym i zdrowym, jak pozbyć się nabytych przekonań, które wprowadzają ograniczenia do naszego życia. Jak spełniają się marzenia o rzeczach materialnych, ale także jak dzięki prawu przyciągania pomagać innym. Jak uwolnić się od złogów przeszłości i śmiało iść do przodu ku lepszemu życiu. Jeśli jesteś na rozdrożu i chcesz zmienić swój byt – koniecznie musisz to przeczytać.

Mam nadzieję, że coś Was zainteresowało :)

Cała oferta wydawnicza dostępna jest między innymi w księgarni Bonito.

"Na krańcach luster" Piotr Ferens

Tytuł: "Na krańcach luster"
Autor: Piotr Ferens
Wydawnictwo: Białe Pióro
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 482

"Lustra są trochę podobne do ludzi. Widzą wiele, ale nie wszystko zapamiętują. Czasami zwyczajnie zasypiają i nie mają pojęcia, co też odbija się w ich zwierciadłach. Z pewnością w ich pamięci znajdują się wydarzenia, które zwróciły ich uwagę. Tak samo jak  w naszym życiu, bywa, że jesteśmy świadkami scen, które tkwią w naszym umyśle, aż do śmierci, każdego dnia tak samo żywe, jak wtedy, kiedy je ujrzeliśmy."

Dla jednych lustro to przedmiot, w którym powstaje obraz odbity przedmiotów znajdujących się przed nim, dla innych - przedmiot magiczny, będący portalem do innych wymiarów. Zwierciadło od najdawniejszych czasów pobudzało ludzką wyobraźnię, służyło jej do nawiązywania kontaktów z innym światem, przepowiadania przyszłości, przywoływania zdarzeń minionych i dopiero z biegiem czasu stało się przedmiotem czysto użytkowym, łechcącym ludzką próżność. Ze swojego dzieciństwa do dziś pamiętam pewne wydarzenia, które utwierdziły mnie na długie lata w przekonaniu, że lustro to przedmiot ze wszech miar niezwykły, kryjący w sobie tajemnice dostępne nie dla każdego. Jedno z wydarzeń wiąże się ze śmiercią i pogrzebem osób mi bliskich. Jeszcze nie tak dawno, gdy ktoś umierał, często odchodził z tego świata we własnym łóżku. Jego ciało, przygotowane już do ostatniej podróży, pozostawało zazwyczaj w jednym z pomieszczeń w domu, gdzie rodzina i każdy kto zechciał mógł przyjść i pożegnać zmarłego zanim zatrzaśnie się nad nim wieko trumny. I ja, jako kilkuletnie dziecko, przebywając u babci, spotkałam się tą praktyką. Zafascynowana obserwowałam dorosłych przewijających się przez pokój, w którym znajdował się zmarły. Wtedy też po raz pierwszy spotkałam się ze zwyczajem zasłaniania luster znajdujących się w domu zmarłego. Jak wytłumaczyła mi babcia, lustro uważa się za nieprzewidywalny magiczny przedmiot, którego siła wzmocniona energią uwolnionej duszy może okazać się niebezpieczna dla żyjących. Drugim z tych wydarzeń była lektura "Po drugiej stronie lustra" Lewisa Carrolla. Perypetie Alicji w magicznej krainie sprawiły, że jeszcze bardzo długo po zetknięciu się z książką Carrolla, wypróbowywałam wszystkie lustra i lusterka i starałam się za ich pośrednictwem trafić do fantastycznego świata opisanego na jej kartach. Doświadczenia te pobudziły moją ciekawość i rozbudziły fantazję. Zafascynowana mocą, kryjącą się w wypolerowanej powierzchni, wierzyłam, że przekroczenie lustrzanej ramy jest naprawdę możliwe. Ale nawet będąc dzieckiem, wyczuwałam, że po drugiej stronie lustra niekoniecznie znajduje się bezpieczny świat, bo to, że niezrozumiały dla mnie, to było oczywiste. Intuicja podpowiadała mi, że skoro ja mogłabym przejść do innego świata, to i ktoś lub coś mogłoby przedostać się do mojego. Postanowiłam więc nie kusić losu i zaprzestałam prób przeniknięcia. No, może tylko raz na jakiś czas, dźgnę palcem taflę lustra, by upewnić się, że to tylko przedmiot optyczny, będący na wyposażeniu mojego domu.

Daniel Naderski, główny bohater książki Piotra Ferensa "Na krańcach luster", przybywa do Paryża w związku z tragicznymi wydarzeniami. Jego przyjaciel Augusto Sentire  ginie w niewyjaśniony sposób, a jego żona Elizabeth, znika w tajemniczych okolicznościach kilka dni wcześniej. Naderski staje się spadkobiercą ich mieszkania i sekretu, który ono skrywa. Strzępy faktów, dotyczące obu spraw - zniknięcia/porwania Elizabeth i śmierci Augusto - sprawiają, że główny bohater postanawia przyjrzeć się im bliżej. Im bardziej Daniel zagłębia się w przeszłości swoich przyjaciół i odkrywa kolejne puzzle tej niezwykłej historii, tym mocniej utwierdza się w przekonaniu, że to, co miało miejsce w domu przy Fungere wykracza poza ramy racjonalnego pojmowania świata. Śledztwo prowadzone przez Naderskiego i jego kompanów prowadzi do zaskakującego finału i udowadnia, że magia nie zniknęła jeszcze z naszego świata.

"Broniłem się uciekając całkiem pustymi ulicami Paryża, gdzie świt wił się wstęgami wczesno-porannych, zimnych mgieł. Słyszałem dziwny, nienaturalnie brzękliwie szklany stukot ich butów, raz drobny, to znów wydłużony jakby rozciągnięty w czasie. Pamiętam, jak w pewnej chwili odwróciłem się i ujrzałem tuż za sobą jednego z nich. Miał głęboko osadzone srebrne oczy i ziemistą cerę. Snop światła poraził mnie. (...) Usta dziwacznego i przerażającego stwora rozwarły się i do mych uszu dobiegł chrzęstliwy krzyk, przejmujący i paraliżujący zarazem całe ciało: 
– Przeeeeeeeejdziesz z naaaaaaaaami!"

Lektura "Na krańcach luster" pochłonęła mnie bez reszty. Zupełnie zapomniałam o otaczającej  mnie rzeczywistości. Już po pierwszych kilkunastu stronach byłam pewna, że tej nocy nie dane będzie mi zasnąć. Odkrywanie wraz z bohaterami krok po kroku wszystkich tajemnic, skrytych w zakamarkach Paryża, skutecznie przykuło moją uwagę. Powieść Ferensa to ciekawe połączenie thrillera i fantastyki z dużą dozą przygody. Fabuła trzyma w napięciu do finału tej niezwykłej opowieści. I choć czytelnik z biegiem czasu zaczyna się coraz więcej domyślać, wciąż jest zaskakiwany.

Język powieści zasługuje na szczególne wyróżnienie. Jest bardzo plastyczny i sugestywny, pełno w nim zachwycających porównań i niespotykanych połączeń słów. Brzmiał dla moich uszu jak najpiękniejsza melodia, w której każdy nowy instrument wzbogaca ją o świeże brzmienia. Sprawia, że "Na krawędziach luster" czyta się bardzo przyjemnie, podkreśla klimat powieści. Przez większość książki czytelnik styka się z narracją prowadzoną w pierwszej osobie i poznaje fakty oczami Daniela Naderskiego, jedynie prolog powieści napisany jest w trzeciej osobie. Dzięki takiemu zabiegowi czytelnik, mając dostęp do m.in. wspomnień  i przemyśleń głównego bohatera, może lepiej wniknąć w opowiadaną historię i bliżej przyjrzeć się samemu protagoniście.

Bohaterowie to zwykli, choć bardzo ciekawscy i jak się okazuje nietuzinkowi ludzie. Każdy chce pomóc w rozwikłaniu zagadki, a przynajmniej tak się może wydawać na pierwszy rzut oka. Postaci rozwijają się wraz z biegiem akcji, stają się bardziej przekonujące, a czytelnik dowiaduje się o nich coraz to nowych rzeczy. Każda z nich dokłada swoją cegiełkę do opowieści.

Książka Ferensa świetnie wpisuje się w nurt literatury osnuty wokół toposu lustra. Odkrywa przed czytelnikiem nie tylko niepokojącą moc tkwiącą w zwierciadłach, ale i prawdę o ukrytych pragnieniach każdego człowieka. Lustro widzi więcej. Staje się narzędziem, dzięki któremu autor obnaża ludzkie słabości i lęki. Człowiek w swoim dążeniu do realizacji marzeń, szczególnie tych najbardziej przez niego pożądanych, potrafi uczynić wiele. Często posuwa się zbyt daleko, a echa jego czynów jeszcze długo pobrzmiewają w przyszłości.

"Spojrzałem na wody Sekwany i poczułem chłód dreszczu mknący truchcikiem z nieodłącznym chichotem złośliwości po moich plecach. Miasto odbijające się w wodzie wyglądało, niczym rozmyte deszczem na świeżym płótnie, akwarele. Poskręcane budynki, piruety wież, wykrzywione okna. Moja sylwetka odbijała się jedynie zarysem, lekko lśniącego błękitnawego seledynu na obwiedzionych obrzeżach. Tuż za mną przeszła para młodych ludzi  z kilkuletnią dziewczynką. Podeszli do barierki i zanurzyli spojrzenia  w spokojnych, hipnotyzujących wodach rzeki. Ich sylwetki odbijały się lekko szarganymi przez małe fale obrazami, idealnie dopasowując się do pozostałych wykrzywionych wizerunków. Być może tak naprawdę istnieje tyle światów, ile ich przeróżnych odbić? Przyszło mi na myśl, że zarówno los, jak i przeznaczenie, to mimo wszystko bardzo cwani gracze. Niewielkie mamy wobec nich szanse, jakkolwiek byśmy się nie starali być domyślni i przewidujący."

***
Książkę przeczytałam w ramach akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają. Dziękuję za taką możliwość :)
  Zapraszam Was na stronę internetową powieści "Na krańcach luster" (KLIK)

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Polska

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Na krańcach luster" Piotra Ferensa

Krótkie podsumowanie wyzwania Mitologia w literaturze

Postanowiłam krótko podsumować wyzwanie, które istnieje na moim blogu od trochę ponad roku. Mowa tu o wyzwaniu Mitologia w literaturze. Do wyzwania zgłosiło się pięć blogów, sześć licząc także mój. Przy czym Sonisa Art uczestniczy w tym wyzwaniu od bieżącego roku.
Najwięcej książek jak do tej pory - 39 - przeczytała w ramach wyzwania Marta z bloga Okiem MK (wcześniej MK Czytuje). I to ją postanowiłam nagrodzić małą niespodzianką :) Marto, czekaj na mail, skontaktuję się z Tobą.

Ponieważ część osób, które zgłosiły się do wyzwania chyba z niego zrezygnowała, mam do Was pytanie: czy jest ktoś zainteresowany kontynuowaniem tego wyzwania? Tak, widziałam, że Marta i Sonisa Art nadal zgłaszają książki do niego, ale chciałabym upewnić się, że nadal jest ktoś, oprócz mnie, kto będzie brał udział w tym wyzwaniu :) Czekam na informacje od Was, przez jakiś miesiąc, po upływie tego czasu zaktualizuję listę uczestników lub zakończę wyzwanie.

Pozdrawiam Was ciepło i życzę Wam udanego dnia i weekendu :)

http://zapiskispodpoduszki.blogspot.com/p/mitologia-w-literaturze.html


"Pan Snów. Sen o Niczym" Magdalena Świerczek


Tytuł: "Pan Snów. Sen o Niczym."
Autor: Magdalena Świerczek
Seria: Pan Snów, tom I
Wydawnictwo: Papierowy Motyl
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 378

"człowiek śpiący to człowiek zniewolony" (Dannie Abse "Brak odpowiedzi")

Jestem przekonana, że każdy z Was przynajmniej raz w życiu budząc się rano, chciałby, aby jego sen trwał nadal albo wręcz przeciwnie, łapał głębszy oddech i konstatował z ulgą - to tylko mara senna. Każdemu też zapewne zdarzyło się pragnąć, by to, co było tylko sennym marzeniem nabrało realnych kształtów. Tylko, czy zastanawialiście się, jakie konsekwencje pociągnęłoby za sobą  urzeczywistnienie Waszego snu? Czy i jak wpłynęłoby na życie innych ludzi? A, co gdyby ktoś Wam powiedział, że chwila, gdy otwieracie oczy po nocy spędzonej w świecie sennej ułudy, to tak naprawdę chwila, gdy dopiero wpadacie w objęcia Morfeusza? A jakby się okazało, że to sen jest życiem na jawie, a świat, który uznajecie za prawdziwy, został Wam narzucony przez kogoś innego, został wyśniony wraz z Wami? Chcielibyście nadal tkwić w czyimś śnie, czy też może zasnąć z nowo daną świadomością, obudzić się tak naprawdę i... No, właśnie. Co miałoby się wtedy stać?

W książce "Pan Snów" Magdaleny Świerczek czytelnik trafia do świata będącego snem Khazana, Ostatniego Strażnika Równowagi. Jego sen nie jest zwyczajnym marzeniem sennym. Jest miejscem, dającym schronienie przeróżnym istotom z wielowymiarowego uniwersum, istotom niechcianym, zapomnianym, wyrzuconym na Wysypisko Dusz. Ta przystań jest równocześnie więzieniem dla samego Śniącego, który uciekając przed swoim przeznaczeniem, coraz bardziej zatraca się w bólu. To udręka przegranego, który podejmując przez tysiące lat próbę wyzwolenia wszystkich istot z okowów Czasu i Cyklu, wciąż ponosi porażkę. Khazan przestał dostrzegać jakikolwiek sens w swoim istnieniu, w ciągłym odradzaniu się, w walce. Marzy o całkowitym nieistnieniu, o Śnie wiecznym, który przyniósłby spokój i ukojenie. Jednak nie wszyscy podzielają jego zdanie i zrobią co w ich mocy, by nie dopuścić do spełnienia planów Strażnika, by zatrzymać to, co wydaje się nieuniknione.

"w świecie, w którym nic nie umiera ostatecznie,
przeszłość nigdy nie przemija,
strzeż się cieni, są żywe,
wiecznie za tobą, widzą cię" [str. 114]

Uniwersum wykreowane przez autorkę jest przebogate i wielowarstwowe. To mieszanina tego, co realne i tego, co fantastyczne. Zaludniają je wszelkiego rodzaju istoty, m.in. wielorakie szczepy elfów, krasnoludy, wampiry, ludzie, smoki, Plejadianie, Jaszczury, choć obraz większości z nich odbiega dość mocno od ogólnie przyjętych wyobrażeń literackich. Magia to coś więcej niż sztuczki, ona wpływa na strukturę świata, zmienia ją, kształtuje wedle woli najpotężniejszych. Jest esencją świata-snu Khazana. Tutaj sen to więzienie, z którego oswobodzenie możliwe jest dopiero w momencie, gdy się obudzisz. Wtedy będziesz tak naprawdę świadomy swojego istnienia, będziesz mógł poznać prawdę o wszechświecie. Jednym ze sposobów na wyzwolenie dla ludzi jest śmierć, która równoznaczna jest z przebudzeniem. Ten świat to zbiór emocji, wrażeń zmysłowych, wypełniony zachwycającymi obrazami i feerycznymi postaciami, dojmująco realny w swej złudności marzenia sennego. A może złudny w swej realności... Wszak świat przedstawiony to sen, a w śnie wszystko jest możliwe.

Widać, że Magdalena Świerczek, tworząc swoją powieść, czerpała inspiracje nie tylko z serii o wiedźminie Sapkowskiego, czy z twórczości Tolkiena, o których otwarcie mówi, ale i z wielu założeń różnorodnych systemów religijnych i filozoficznych. Nie obawiajcie się jednak, nie znajdziecie tu klona w/w, lecz spójną całość nowo wykreowanego świata, świeże spojrzenie na koncepcję jego powstania. Pisarka prezentuje czytelnikowi oryginalne podejście także do takiej kwestii jak cel istnienia. Czy jest takowy w ogóle? W trakcie lektury powieści Magdaleny Świerczek odnalazłam w niej wiele nawiązań do jakże żywotnych i rozbudzających od wieków wyobraźnię ludzką uniwersalnych zagadnień: Czym tak naprawdę jest życie, kim jesteśmy,  skąd się wzięliśmy na tym świecie, co czeka nas po śmierci, czym jest wolność, czy istnieje jakiś demiurg, jakiś absolut, który zna cel do którego zmierzamy? W "Panie Snów" dostrzegam także motyw oswobodziciela,  który ma pomóc strząsnąć kajdany zniewolenia. Zbawiciela, który ma uwolnić wszystkie istoty z ułudy, w jakiej tkwią i wskazać drogę ku prawdzie. Mit tego, który kiedyś przybędzie, by nas uratować istnieje w każdej kulturze i w każdym czasie. I jak żaden inny tkwi w świadomości każdego człowieka. W dziele młodej autorki odnajdziecie również  rozważania nad przebaczeniem i istotą miłości, zdradą i poświęceniem. Jak więc widać "Pan Snów" nie jest kolejną zwyczajną pozycją fantasy. Autorka odważyła się sięgnąć głębiej i stworzyła zachwycające uniwersum. Jest to także książka, która wymaga od czytelnika skupienia. Mnogość koncepcji, postaci i zwrotów akcji nie pozwala na bezmyślną lekturę, bo ta skutkować może zagubieniem się w gąszczu informacji i niedostrzeżeniem zalet dzieła Świerczek.

Język powieści jest równie plastyczny, co sama fabuła. Jest dosadny i wypełniony sporą ilością wulgaryzmów. Lecz kiedy wymaga tego fabuła bywa poetycki i delikatny. Według mnie idealnie pasuje do powieści i jej bohaterów. Ostrzegam jednak, że nie jest on prosty. Szczególnie w części wprowadzającej, opisującej powstanie świata i praw nim rządzących, jest to język wręcz naukowy, wymagający od czytelnika maksymalnej koncentracji. Zarówno wstęp jak i rozdział: podsumowanie rozmów channelingowych mogą niestety zrazić czytelnika do dalszej lektury. Wypełnia je trudny język, którym autorka tłumaczy skomplikowany świat, w którym osadziła fabułę "Pana Snów". Sama przyłapałam się na tym, że kilka razy musiałam wrócić stronę, czy dwie, by być pewną, że zrozumiałam wszystko to, co przeczytałam. Dalsza część powieści - "Faza NREM" - jest napisana lżejszym językiem i z każdą stroną czytelnik zaczyna coraz lepiej pojmować prawa rządzące senną rzeczywistością. Na końcu książki znajduje się słowniczek wybranych pojęć, ciekawostki i informacje niezbędne do pełnego zrozumienia "Pana Snów". Dlatego zachęcam by nie poddawać się i zapoznać się dokładnie z utworem, bo czeka Was niezapomniana przygoda.

Książka Magdaleny Świerczek za sprawą swojego tytułu od razu wywołała u mnie skojarzenie z książką innego pisarza fantasy, Rogera Zelaznego, którego "Pana snów" czytałam przed wieloma laty. Ku mojemu zadowoleniu powieść Świerczek nie miała wiele wspólnego z dziełem tego autora. Oba tytuły łączy, poza samą nazwą, odwołanie się do świata snów, jako miejsca, które w żadnym wypadku nie jest mniej realne niż świat rzeczywisty. U Zelaznego widać silny wpływ  na fabułę psychoanalizy Freuda i psychologii analitycznej Junga, ale pokusiłabym się o to, by stwierdzić, że i u Świerczek koncepcje te są widoczne, choć w dużo delikatniejszym wydaniu.

"Pan Snów" zawładnął mną jak jeden z tych snów, które człowiek za wszelką cenę stara się utrzymać pod powiekami. Wyraźny i przejmujący, obezwładniający każdy ze zmysłów, zda się, bardziej realny niż świat czekający go po przebudzeniu. Historia przedstawiona przez pisarkę jest intensywna i niepokojąca, jak tylko potrafią być przejmujące i zatrważające sny. Poraża dokładnością przedstawień, dopieszczeniem detali, szeroką paletą barw charakterów. Wszystko to, co napisałam powyżej, wydaje się być mizerne w porównaniu z tym, co chciałabym Wam przekazać na temat tej publikacji oraz w porównaniu z tym, co "Pan Snów" oferuje tym, którzy po niego sięgną. . Dlatego zachęcam Was gorąco byście zanurzyli się w śnie Khazana, bo zostanie on w Was na zawsze i kto wie, może zapragniecie do niego powrócić. 

"Oddychajcie głęboko i zamknijcie oczy na wszystko oprócz tego Snu." [str. 10]


Pan Snów. Tom 1 [Magdalena Świerczek]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
 ***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Papierowy Motyl oraz autorce :)
  Zapraszam Was na stronę internetową "Pana Snów" (KLIK) oraz fanpage książki (KLIK).

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Polska
Polacy nie gęsi



* Wszystkie cytaty, poza pierwszym, pochodzą z książki "Pan Snów. Sen o Niczym" Magdaleny Świerczek

"Arlin" Adrian Atamańczuk

Tytuł: "Arlin"
Autor: Adrian Atamańczuk
Wydawnictwo: Self Publishing
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 298

Fantastyka to ten rodzaj literatury, po który bardzo lubię sięgać, niezależnie, czy mam do czynienia z zagranicznymi, czy rodzimymi twórcami. Zawsze, gdy w moje ręce trafia nowa pozycja spod jej znaku, czuję oprócz podekscytowania również lekki niepokój. Uczucie to spowodowane jest ogromną popularnością tego gatunku wśród osób parających się pisaniem oraz wszechobecną opinią, że fantastyka to lekki, łatwy i niewymagający typ literatury. Skutkuje to tym, że za pióro łapią i ci, którzy w żadnym wypadku tego robić nie powinni. Powstają więc kalki książek Sapkowskiego, Tolkiena, Martina, Goodkind`a i innych, a ja łapię się za głowę i zgrzytam zębami próbując przebić się przez kolejne strony tych wątpliwej jakości dzieł. Tym przyjemniej czytało się mi książkę "Arlin" napisaną przez Adriana Atamańczuka, która strona za stroną coraz bardziej mnie wciągała i udowadniała, że każdy temat można opowiedzieć na nowo i to w interesujący sposób.

"To zdumiewające, gdy uzmysłowimy sobie, jak jeden epizod, owe "w tym miejscu o tym czasie", może wpłynąć na całe nasze życie. Ba, może nawet niejako wypchnąć nas poza tor naznaczony dla egzystencji człowieka." [str. 8]

Tytułowa Arlin, to zwyczajna kobieta, wywodząca się z biednej rodziny, która zostaje wciągnięta w wir niezwykłych i niebezpiecznych zdarzeń. Jej życie ulega diametralnej i niezwykłej zmianie, za sprawą spotkania, które miało miejsce przed wieloma laty. Pomoc, jakiej wtedy Arlin udzieliła nieznajomej kobiecie, stała się punktem zwrotnym w życiu głównej bohaterki, choć ona sama wtedy jeszcze o tym nie wiedziała. Arlin staje się uczestnikiem niezwykłych przygód, w których legendy okazują się być prawdziwe, a pradawne zło panoszy się, rozsiewając wszędzie śmierć i grozę. Kobiecie przyjdzie brać udział w walce, która zadecyduje o losach nie tylko jej świata.


Książka Atamańczuka składa się z dwóch opowiadań. To zabieg zbyteczny.ponieważ tworzą całość.  Pierwsze z nich, noszące tytuł "Książę Cienia", jest swoistym wprowadzeniem do głównej historii, drugie, zatytułowane "Płomień i Mrok", jest jej rozwinięciem i sercem całej opowieści. Oba opowiadania zabierają czytelnika do niezwykłego świata, w którym odwieczną walkę toczą ze sobą dobro i zło, a zwykli śmiertelnicy muszą stawić czoła siłom dla nich niepojętym. I choć nadzieja z każdym dniem gaśnie coraz bardziej, to jak to bywa w klasycznym i jakże lubianym przeze mnie ujęciu fantasy, umiera ostatnia. To ona sprawia, że w najbardziej nawet rozpaczliwej sytuacji człowiek walczy do ostatniego oddechu, gotowy do poświęceń i czynów godnych herosów. Po przeczytaniu pierwszego z opowiadań, czułam ogromny niedosyt, brakowało mi rozwinięcia przedstawionej w nim historii, wgłębienia się w wątki. Jego koniec był dla mnie, jak gwałtowne cięcie nożem i cóż, przyznam, zaskoczyło mnie, że to już, że nic więcej tutaj nie ma. Na szczęście okazało się, że drugie opowiadanie zaspokoiło moją ciekawość czytelniczą, a historia, rozpoczęta w "Księciu Ciemności", ma swój ciąg dalszy. I tym razem opowieść zawarta w "Płomieniu i Mroku" jest bardziej szczegółowa i rozbudza wyobraźnię.

Universum stworzone przez autora choć nieskomplikowane, kryje w sobie więcej niż czytelnik się spodziewa. Postaci, nawet te fantastyczne, zaludniające "Arlin", okazują się być bardzo ludzkie, bardzo bliskie w swoich wyborach, pragnieniach i obawach czytelnikowi. Dzięki temu cała historia opowiedziana na kartach powieści staje się bardziej przekonująca. Tytułowa bohaterka zaraża swoją ciekawością świata, to dzięki niej czytelnik odkrywa dawno zapomniane sekrety i pragnie poznawać wraz z nią nowych ludzi i nowe miejsca. Arlin uczy otwartości na świat. Każdy z bohaterów ma w powieści Adriana Atamańczuka do odegrania swoją rolę i żaden z nich nie został potraktowany po macoszemu, nawet gdy pojawia się na chwilę. Pisarz zachwycił mnie nie tylko kreacją głównych postaci, ale i tych drugo-, czy trzecioplanowych, a nawet tych, które stanowią zaledwie tło.

Powieść napisana jest w większości w pierwszoosobowej narracji i trochę przeszkadzał mi fakt, że w niektórych jej fragmentach ulegała ona zmianie. Wprowadzało to lekkie zamieszanie, choć rozumiem, że zabieg ten miał ukazać czytelnikowi zdarzenia i postaci z szerszej perspektywy. Język powieści bardzo przypadł mi do gustu, choć sądzę, że dla niektórych może być momentami nieco przyciężki, przytłaczający. Według mnie bardzo dobrze pasuje zarówno do klimatu książki, jak i jej bohaterów. Narracja, podobnie jak dialogi, poprowadzone są swobodnie i płynnie. Do tego należy dodać przyciągające uwagę i żywe opisy przyrody i scen batalistycznych. Całość mimo, że nie poraża rozmachem, pokazuje bogatą wyobraźnię autora i przenosi czytelnika we wspaniały świat. Przyznam, że ja czytając "Arlin", czułam jakbym została porwana przez wyraźny, lecz delikatny nurt opowieści, który wytyczany kolejnymi zdaniami spod pióra Atamańczuka, niósł mnie w głąb coraz bardziej intrygującej przygody. Nie chciałam walczyć z tym nurtem, poddawałam mu się z przyjemnością i wiarą, że wraz z końcem książki bezpiecznie przybiję do brzegu.

Atamańczuk udowadnia, że nie trzeba silić się na wymyślną fabułę, że można napisać dobrą powieść fantasy o zdawałoby się oklepanych tematach: wierności, przyjaźni, miłości. I wcale ona nie nudzi. "Bo czyż jest coś wspanialszego niż miłość?"[str. 290], jak zauważa główna bohaterka. "Arlin" pozostanie w mojej pamięci na długo i co najważniejsze, wrażenia, jakie przywołuje, należą do tych pozytywnych.

"Przeminiemy jak liście w borze
Skute pierwszymi pocałunkami zimy.
Szelest będzie naszym pożegnaniem,
Ciemność zimnym grobem zapomnienia." [str. 206]

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi :)
  Zapraszam Was także na fanpage pisarza, bo tam właśnie udało mi się zdobyć "Arlin" :) - KLIK.

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Polska
Czytamy fantastykę

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Arlin" Adriana Atamańczuka

Kartki z kalendarza: Marzec

Kusa no to mo
sumikawaru yo zo
hina no ie

I pod twą strzechę
gospodarz przyjdzie nowy
dom marzec lalki...


 (Bashô)

Żeby pomóc niektórym z Was w interpretacji haiku, wyjaśnię trochę ostatni wers, bo inaczej gotowi jesteście pomyśleć, że Basho napisała sobie coś zupełnie bez sensu :) Marzec w Japonii kojarzony jest ze Świętem Dziewczynek albo inaczej Świętem Lalek, które przypada na dzień 3 marca. Więcej na temat tego święta możecie dowiedzieć się tutaj :)


* Źródła: "Haiku" w tłumaczeniu Agnieszki Żuławskiej-Umedy 
** Hiroshige, Wzgórze pod śniegiem i łukowaty mostek w Meguro
z serii: Sto słynnych widoków Edo. Zdjęcie pochodzi z mojego kalendarza wydanego przez teNeues :) 

Moje życie w tytułach książek

Dawno, dawno temu, Za górami, za lasami, za morzem... Pewna wyśmienita blogerka, Książkówka, zaprosiła mnie do zabawy blogowej, w myśl której, miałam opisać swoje życie tytułami książek. Tytuł ten miał idealnie pasować do udzielonej przeze mnie odpowiedzi. Nie musiały być to książki, które czytałam, ale i tak zadanie okazało się trudne, choć równocześnie inspirujące :) Zapraszam do lektury :)
Mam dwa latka :D
JA

Jak opisałabyś szesnastoletnią siebie?
20 odsłon zachłannej młodości
Czy trzeba tu coś dodawać? :) Byłam ciekawa wszystkiego i wszystkich i starałam się korzystać z życia, ile tylko mogłam.

Co widziałaś, patrząc w lustro?
Ciało obce
Aaaa, tak! Nie lubiłam swojej nowej, kobiecej figury. Wszyscy powtarzali że powinnam się cieszyć, że już jestem kobietą, że taka figura to skarb etc., a ja najnormalniej w świecie chciałam nadal być dziewczynką :P Kiedy więc spoglądałam w lustro i widziałam w nim zupełnie obcą mi osobę!

Jakie motto przyświecało szesnastoletniej tobie?
Żyj i pozwól żyć
Nigdy nie miałam problemu z tym, że ktoś ma inne zdanie niż ja, inne sympatie i antypatie. Nigdy też nie starałam się nikogo "nawracać" na jedną słuszną drogę życiową, czyli swoją własną. Pewnie dlatego tak mocno denerwowało mnie kategoryzowanie w każdej dziedzinie życia i próby wmówienia mi, że istnieje tylko jeden dobry sposób życia.

Jak inni opisaliby twoją osobowość?
Delikatny mechanizm
Ha ha ha :) Emocje buzowały we mnie pod powierzchnią z ogromną siłą, a ja jako grzeczna dziewczynka - tak mnie wychowano - starałam się zbytnio ich nie uzewnętrzniać. Niestety często wystarczył jakiś drobiazg i... następował silny wybuch. Takie ujawnianie emocji przeze mnie wywoływało popłoch, a nawet lekką panikę u świadków owych wybuchów :D

Twoja najgorsza cecha z czasów szkolnych?
W głąb szczerości
Jak wiadomo grzeczne dziewczynki winny swoje uwagi i wnioski, płynące z obserwacji, zostawić sobie i nie uświadamiać biednych ludzi w kwestii ich ułomności i błędów. Cóż, tyle, że grzeczne dziewczynki nie widzą nic złego w szczerości, nawet tej bolesnej... Na szczęście dla nich ja byłam tego świadoma i bardzo rzadko pozwalałam sobie na dogłębną szczerość, bo zazwyczaj kończyło się to obrażaniem i zerwaniem jakichkolwiek kontaktów...

Opisz zawartość swojego dziennika/pamiętnik
Myśli nieuczesane wszystkie
Dziennika, czy pamiętnika nie prowadziła, za to co roku musiałam mieć kalendarz, z miejscem na swoje zapiski. (Kto pamięta Kalendarz Szalonego Małolata?!? :D) Każdy mój kalendarz był wypełniony mnóstwem słów, rysunków, wklejek itp. Mam te kalendarze do dziś i gdy je przeglądam czuję na przemian radość i zażenowanie :D

Twój największy lęk
Małe krzywdy
Bałam się skrzywdzić kogoś niechcący, przez nieuwagę i sama bałam się być skrzywdzona.

Co Cię wyróżnia?
Empatia. Najpiękniejszy rozkwit miłości
To moje przekleństwo i błogosławieństwo równocześnie. Empatia pozwalała mi rozumieć ludzi na wyższym poziomie i równocześnie zbyt intensywnie wszystko przeżywałam :)

Zawsze martwiłaś się o...?
Wszystko
Serio :) Nie było nic, o co bym się nie martwiła, nawet jeśli wiedziałam, że powodów do zmartwień nie ma :)

Ja-dziewięciolatka, na imprezie w ośrodku wczasowym :P Dziewczyny były naprawdę super!

ŻYCIE UCZUCIOWE

Jak podsumujesz swoje życie uczuciowe z czasów szkolnych?
Chce się żyć!
Lubiłam być zakochana, lubiłam obdarzać kogoś uczuciem i sama lubiłam być nim otaczana. Lubiłam być adorowana i lubiłam flirtować. Te wszelkie miłości szkolne sprawiały, że chciało mi się żyć, a życie dzięki nim było barwniejsze i bardziej intensywne.

Opisz swojego najpoważniejszego chłopaka ze szkolnych lat
Zazdrość - niebezpieczna namiętność
Miał wiele zalet, ale zazdrość była bardzo męcząca i niestety z upływem czasu jej intensywność się nasiliła, co w końcu miało swój przykry - dla niego - finał.

Opisz swój pierwszy pocałunek
Przedszkolne zabawy z elementami karate
Przedszkole, my trzy i on jeden :P Nie potrafił wybrać, którą z nas obdaruje drogocennym pocałunkiem, więc wzięłyśmy sprawę w swoje ręce (kłócić się przez chłopaka to by była głupota!) i ustaliłyśmy, że pocałuje każdą z nas :D A później zgodnie zrzuciłyśmy go z huśtawki :D

Twoja filozofia dotycząca miłości
Daj sercu szansę
Nawet, gdy rozum, rodzina i znajomi mówią Ci co innego, posłuchaj serca i daj mu szansę! :)

RODZINA

Twoje relacje z mamą, gdy byłaś nastolatką
Ty nic nie rozumiesz
Darłyśmy ze sobą koty. Nie rozumiałyśmy się. Nie potrafiłyśmy docenić starań tej drugiej. Jakiś strasznych awantur nie było, ale to tylko dlatego, że mnie prawie nigdy nie było w domu, a jak byłam to poruszałyśmy się na odległych orbitach. Teraz na szczęście jesteśmy sobie bliskie :)

Twoje relacje z tatą, gdy byłaś nastolatką
Rozmowy poufne
Z tatą zawsze potrafiłam się dogadać, choć on wcale nie zawsze na wszystko mi pozwalał. Jako nastolatka więcej rozmawiałam (na wszystkie tematy) z tatą niż z mamą, on zdawał się mnie rozumieć, na wszystko mieć odpowiedzieć, radę, mądre słowo :)

Twoje relacje z rodzeństwem
Mój mały braciszek
Upierdliwy, ale zabiłabym jakby ktoś chciał go skrzywdzić. Toczyłam z nim walki zapaśnicze i zaśmiewałam się do łez i bólu brzucha, oglądając kabaret Potem, czy Samych swoich. Lubię być i czuć się starszą siostrą :)

Co sądziłaś o metodach wychowawczych twoich rodziców?
Zaufanie działa!
Byłam im wdzięczna, że nie trzymali mnie na krótkiej smyczy, że potrafili powściągnąć obawy i wypuścić mnie w świat :) Mogłam wracać późno w nocy, a nawet nad ranem, znikać u koleżanek na całe dni i nigdy nie zawiodłam ich zaufania. Nasze umowy były dla mnie święte.

W zdrowym ciele zdrowy duch :P
PRZYJACIELE

Opisz siebie i swoją najlepszą przyjaciółkę z czasów, gdy miałaś szesnaście lat
Trzej muszkieterowie
Byłyśmy nierozłączne. Można było odnieś wrażenie, że czytamy sobie w myślach. Bawiłyśmy się razem świetnie i zawsze mogłyśmy na siebie liczyć. Brakuje mi tamtych dni...

Twój status społeczny
Tajemniczy opiekun
Tak mi się wydaje... Trudno mi tu udzielić trafnej odpowiedzi, o to pewnie byłoby lepiej spytać kogoś postronnego. Lubiłam się wszystkimi opiekować i służyć pomocą, więc często robiłam to po kryjomu, żeby kogoś nie urazić :)

Opisz swoją grupę przyjaciół
Szaleńczaki
W naszych żyłach krążyła krew zaprawiona dużą dozą szaleństwa. Byłyśmy postrzelone, roześmiane do łez, uwielbiałyśmy imprezy w klubach rockowych i na świeżym powietrzu, domówki i koncerty :D Potrafiłyśmy imprezować kilka dni pod rząd i chodzić na lekcje :) Dodam, że żadna z nas nie powtarzała klasy :P

OBECNE ŻYCIE


Opisz swoje obecne życie uczuciowe
Małżeństwo Nieba i Piekła
Idealna chemia
Są dwa tytuły, ponieważ to one najlepiej oddają to, co obecnie dzieje się w moim życiu uczuciowym. Moja druga połówka i ja jesteśmy od siebie bardzo różni, a jednak, jak Niebo i Piekło uzupełniamy się i jest między nami "Idealna chemia" :) A, gdzie jest Niebo i Piekło oraz "Idealna chemia" tam są też burze :P

Opisz stan swojej przyjaźni z czasów szkolnych
Przeminęło z wiatrem
Niestety... Wciąż wracam z rozrzewnieniem do tamtych lat i do przyjaźni, które okazały się tak ulotne. Za każdym razem myślę o moich amigos ciepło i wierzę, że ich życie jest dobre i szczęśliwe, bo tego im właśnie życzę.

Twoje relacje z rodzicami
Wolność wyboru
Naturalny efekt sposobu w jaki byłam wychowywana. Zaufanie zaprocentowało umiejętnością dawania sobie nawzajem wolnego wyboru, jakkolwiek trudny i niezrozumiały byłby on dla drugiej strony. Z mamą krok po kroku zbliżyłyśmy się i nareszcie się rozumiemy i doceniamy :) A do taty wiem, że nadal mogę się zwrócić w każdej sprawie. Obie nie narzucają mi swojego zdania, pozwalają wybrać samej swoją drogę, ja odwdzięczam się im tym samym.

Największa nauka, jaką wyniosłaś ze szkoły
Pochwała różnorodności
O, tak! Szkoła nauczyła mnie doceniać każdą odmienność, dostrzegać zalety bycia innym.

Jedna rzecz, której chciałaś się nauczyć
Kyudo Japońska sztuka łucznictwa
Może... jeszcze kiedyś... :D

Rada, jaką chciałabyś dać nastoletniej sobie
Nigdy nie mów nigdy
Lubiłam słówko "nigdy" ;)

Coś, czego mogłabyś nauczyć się od szesnastoletniej siebie
Człowieku, wyluzuj!
Bardzo brakuje mi tego nastoletniego dystansu do życia! Mimo, że zamartwiałam się wszystkim, byłam zbyt emocjonalna, to potrafiłam wyluzować bez wspomagaczy :)


                                                             Świeżo upieczono i szczęśliwa maturzystka :D

Teraz już znacie moje kolejne tajemnice :D No i wiecie, jak wyglądałam dawno dawno temu :D
Jeśli by np. monweg, Basia Pelc, czy Lustitia zechciały wziąć udział w tej zabawie byłabym bardzo szczęśliwa :) Zapraszam Was dziewczyny za zabawy i czekam na Wasze wpisy :)

"Sopot 1939. Starcie wywiadów. Miłość i wojna" Zofia i Jan Puszkarow

Tytuł: "Sopot 1939. Starcie wywiadów. Miłość i wojna"
Autor:
Wydawnictwo: Wydawnictwo Psychoskok
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 151

W lipcu 1939 r. do portu w Gdyni zawinął luksusowy i nowoczesny statek pasażerski MS Piłsudski. Na swoim pokładzie przywiózł do Polski m.in. młode małżeństwo, Martę i Maksa Mortonów, dzieci polskich emigrantów. Młodzi pragną spędzić w Sopocie swój miesiąc miodowy, by następnie zabrać się za spełnianie marzeń Maksa i założyć własną wytwórnię filmową. Jednak nowożeńcy zostają rozdzieleni. Maks rzekomo targnął się na swoje życie, a następnie w tajemniczych okolicznościach opuścił miasto oraz swoją świeżo poślubioną żonę i wrócił w pośpiechu do Stanów Zjednoczonych. Marta nie wierzy ani w jego próbę samobójczą ani w powrót do Ameryki i zdaje się, że ma rację... Tajemnica, którą skrywa Maks, okazuje się być groźna również dla niczego nie świadomej Marty, a całą sprawę dodatkowo komplikuje atak Niemiec na Polskę. Czy Marta i Maks spotkają się jeszcze? Dokąd zawiodą ich splątane wojenne ścieżki?

Zofia i Jan Puszkarow zabierają czytelnika w przeszłość, w trudny dla Polski okres historyczny, który odmienił oblicze Europy i świata. Na kratach powieści "Sopot 1939. Starcie wywiadów. Miłość i wojna" fikcyjne zdarzenia zostały wplecione w prawdziwe historyczne fakty, które stanowią tło całej książki. To ten rodzaj zabiegu, który bardzo lubię. "Sopot 1939. Starcie wywiadów. Miłość i wojna" łączy w sobie wątek miłosny z wątkiem szpiegowskim, ale thrillera tu nie dostrzegam. Owszem czuć w fabule lekkie napięcie, ale to za mało, by móc nazywać książkę thrillerem. Dla mnie jest to raczej lekka powieść sensacyjna z elementami romansowymi i szpiegowskimi.

Powieść "Sopot 1939. Starcie wywiadów. Miłość i wojna" to publikacja, której koncepcja jest na 6, a wykonanie - najwyżej na 3. Niestety to powieść z rodzaju tych utworów o zmarnowanym potencjale. Czytając książkę cały czas odnosiłam wrażenie, że jest to raczej streszczenie, czy też może  konspekt, pełnoprawnej powieści o tym samym tytule, a której nie dane było mi przeczytać. Na 151 stronach autorzy zawarli zaledwie zarys publikacji, z jaką miałam nadzieję się spotkać. Wszystkie wydarzenia opowiedziane w tomiku są tylko muśnięte, delikatnie zaznaczone, jakby były przygotowane do rozwinięcia, a według mnie takiej rozbudowy bardzo potrzebują. Bez tego brak im głębi, a fabuła nie wciąga zbyt mocno. Przeszkadzały mi też bardzo krótkie rozdziały, na jakie książka została podzielona. Potęgowały we mnie uczucie, że tytuł, który mam przed sobą jest zarysem właściwiej publikacji. Bohaterowie, podobnie jak cała fabuła, są przedstawieni zbyt powierzchownie, nie przekonują mnie ich zachowania, ich pobudki, ich intrygi.

Jak na tak niewielką objętościowo pozycję i moje narzekanie, że wszystkiego mi za mało, autorom udało się całkiem dobrze oddać klimat minionego świata. Duet pisarski oprowadza czytelnika po luksusowym transatlantyku, najlepszych sopockich hotelach, pensjonatach i kasynach, uliczkach Trójmiasta, willach miasta-ogrodu Podkowy Leśnej. Autorzy nie szczędzą opisów ubioru, czy elementów wystroju. Czytając te opisy często miałam wrażenie, jakbym oglądała fragment starej fotografii. Książka napisana jest prostym i bardzo przystępnym językiem i czyta się ją bardzo szybko, ale i on podkreśla skrótowość powieści.

Gdybym, po przeczytaniu tych 151 stron, została zapytana, czy byłabym zainteresowana przeczytaniem powieści o fabule, jakiej projekt właśnie poznałam, z pewnością odpowiedziałabym twierdząco. A tak czuję jedynie ogromny niedosyt i zawód.

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Psychoskok :)

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Polska

Historia z trupem