Czy wiesz, że ... #15

... w Norwegii znajduje się jeden aktywny wulkan?
Beerenberg zdj. ut.no
Zaskoczyłam Was? :) Nie martwcie się, kilka lat temu i ja byłam zdziwiona odkryciem tego faktu :) Wulkan, o którym mowa, zwie się Beerenberg. a sam jego szczyt nosi nazwę Haakon VII Toppen, a po polsku - Szczyt Haakona VII. Nazwa została nadana mu na cześć pierwszego norweskiego króla po unii ze Szwecją, można rzec, że pierwszego króla wolnej Norwegii. Nazwa Beerenberg pochodzi z języka holenderskiego i znaczy tyle, co "niedźwiedzia góra". Już tłumaczę, skąd taka etymologia nazwy. Otóż grupa holenderskich rybaków w XVII w. zaobserwowała w tym miejscu podczas połowów niedźwiedzie polarne.

Cała wyspa Jan Mayen to niezwykły i surowy krajobraz wulkaniczny. zdj. ut.no

Wulkan leży na wsypie Jan Mayen, na Oceanie Arktycznym i wznosi się na wysokość 2277 m n.p.m. Jego krater ma 1.4 km szerokości i 200-300 m głębokości. To drugi najwyższy wulkan Europy i jednocześnie najbardziej wysunięty na północ aktywny wulkan. Beerenberg w większości pokryty jest lodowcami, z czego niektóre sięgają od jego szczytu aż do morza. Ostatni wybuch wulkanu miał miejsce w 1985 r. i wywołał trzęsienie ziemi o sile 5 stopni w skali Richtera. Wcześniejsza, zaobserwowana erupcja miała miejsce jesienią 1970 r., której towarzyszyło silniejsze trzęsienie ziemi niż to w 1985 r. (niestety nie znalazłam informacji o jego sile) oraz wiele wstrząsów wtórnych. Do wybuchu wulkanu w 1970 r. uważano go za wygasły.





Wyniki konkursu z wydawnictwem Sfinks - "Romanse wszech czasów"


http://zapiskispodpoduszki.blogspot.com/2015/02/romanse-wszech-czasow-konkurs-z.html

Trochę późno pojawił się ten post, ale jednak jest :) 

Od razu przechodzę do rzeczy, czyli do ogłoszenia zwycięzcy w konkursie, w którym do wygrania była książka Dagny Kurdwanowskiej "Romanse wszech czasów". Tym razem szczęście uśmiechnęło się do zielonomi, która przedstawiła całą listę niezwykłych i niezapomnianych par, które jej zdaniem mogłyby trafić do w/w publikacji. Ciekawe, czy którąś z nich odnajdziesz na jej kartach podczas lektury :) 
Serdecznie Ci gratuluję, a pozostałym uczestnikom, a właściwie uczestniczkom, gorąco dziękuję za udział w konkursie i za podzielenie się ze mną swoimi zasługującymi na uwagę parami kochanków. Przyznam, że niektóre są mi znane jedynie ze słyszenia, a dzięki Wam poczułam chęć poznania ich nieco bliżej :)

Do zielonomi wysyłam mail, a Wam życzę miłego wieczora i do zobaczenia/poklikania, czy jak to nazwać, w kolejnym konkursie :)

http://sfinks.info/


"Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku cz. 1 - Pinky, czyli nowicjusz" Władysław Zdanowicz

Tytuł: "Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku cz. 1 - Pinky, czyli nowicjusz"
Autor: Władysław Zdanowicz
Wydawnictwo: Księgarnia Zdanowicz
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 455

"Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było." ("Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej" Jaroslav Hašek)

O Józefie Szwejku Jaroslava Haška usłyszałam po raz pierwszy jako dziecko, gdy razem z rodzicami obejrzałam film "Dobry wojak Szwejk" Karela Steklý’ego. W sumie to nawet nie wiem, dlaczego i po co ja wtedy ten film oglądałam. Po książkę Haška sięgnęłam już samodzielnie, jako nastolatka, gdy pochłaniałam wszystko, co znalazłam w lokalnej bibliotece, co nie znaczy, że jakoś dużo lepiej pojęłam sens przygód Szwejka niż miało to miejsce kilka lat wcześniej. Nigdy później nie miałam styczności z wojakiem Jego Cesarskiej Mości Franciszka Józefa K. Jakoś było mi z nim nie po drodze i możliwe, że czas to naprawić. Za to w pamięć wrył mi się obraz naiwnego, prostego człowieka, który w swoich opowiastkach odkrywa wszelkie przywary ludzkie, wytyka absurdalność sytuacji i zachowań. I choć czasami Józef Szwejk wydaje się być niegrzeszącym mądrością prowincjonalnym prostaczkiem to ja nigdy nie nazwałabym go głupim. On zwyczajnie widzi świat i ludzi takimi jakimi są naprawdę i nie boi się o tym powiedzieć na głos. Podobnie ma się rzecz z Piotrem Leńczykiem, głównym bohaterem książki "Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku cz. 1 - Pinky, czyli nowicjusz" Władysława Zdanowicza.

Szeregowy Leńczyk wydaje się być pechowym szczęściarzem albo może raczej - fartownym pechowcem, bo co rusz przytrafia się mu jakieś nieszczęście, ale zawsze wychodzi z tego obronną ręką. Często to on jest sprawcą - całkowicie nieświadomym - należy dodać, mniejszych i większych katastrof i nieprzyjemności dotykających jego otoczenie i jego samego. W wyniku zbiegu okoliczności oraz zbieżności nazwisk, a także niefortunnego splotu wielu przypadków pechowy szeregowy trafia do Diwaniji, czyli Dywanowa na misję stabilizacyjną w Iraku. Oczywiście nikt nie chce wierzyć w opowiadane przez niego bajdy o zmianie tożsamości ani słyszeć o żadnej pomyłce, bo w wojsku pomyłek nie ma. Tyle, że z każdym kolejnym dniem pobytu na nieprzyjacielskiej ziemi, Piotr Leńczyk zdobywa dość szczególny rozgłos wśród żołnierskiej braci, a kolejni przełożeni zachodzą w głowę, jakim cudem taki ktoś mógł się im trafić i jak w ogóle uchował się w wojsku. Tymczasem szeregowy Leńczyk pogodził się już ze swoim losem i stara się zrobić wszystko by przeżyć, nawet nauczył się strzelać z otwartymi oczami. Niestety nadal nie nauczył się, że czasami lepiej jest nic nie mówić, szczególnie gdy ma się przed sobą kogoś wyższego stopniem, i że miłość do jedzenia może okazać się zgubna.

Przyznam się, że już dawno nie spędziłam tak wielu godzin nad lekturą parskając co trochę śmiechem. Główny bohater i jego przygody często mają gorzki posmak, są przerysowane, a do tego równocześnie śmieszą i trochę przerażają, a autorowi książki nie sposób odmówić umiejętności atrakcyjnego przedstawienia absurdów, z jakimi przyszło się zetknąć bohaterom "Misjonarzy z Dywanowa". Jakkolwiek perypetie tytułowych "misjonarzy" śmieszą, to w chwilę później przychodzi smutna refleksja, że skądś człowiek to wszystko zna. Korupcja, tumiwisizm, spychologia, manipulatorstwo, wazeliniarstwo, wszechobecna biurokracja, chęć dorobienia się kosztem stojących niżej w hierarchii itp.. Nie koniecznie trzeba od razu wstąpić do wojska, by zetknąć się z każdym z tych zjawisk. Czytając powieść Zdanowicza doszłam do wniosku, że mogę tylko dziękować, że mnie nie dane było zetknąć się z tym całym szaleństwem na własnej skórze, będąc w miejscu takim, jak jej bohaterowie, bo nie chciałabym, np. wylądować w samym środku działań wojennych z bronią bez amunicji albo musieć latać po całej bazie z jednego miejsca w drugie po to tylko, by zdobyć niezbędne podpisy na jakimś mało ważnym papierze, zamiast spokojnie przygotowywać się, czy zbierać niezbędne informacje do wyjazdu w teren... Żołnierska rzeczywistość opisana przez Władysława Zdanowicza wydaje się być bardzo realistyczną, szczególnie, że czytelnik poznaje ją z punktu widzenia zwykłych żołnierzy, których codzienne życie składa się z wypełniania rozkazów przełożonych - często bez sensu i stojących ze sobą w sprzeczności, prób sprostania wymogom biurokratycznym, które nijak nie przystają do wojennych warunków oraz przeżycia mimo idiotycznych przepisów wprowadzanych przez wierchuszkę, która z dala od niebezpieczeństw wymyśla coraz to nowe paragrafy. Czytelnik za pośrednictwem Zdanowicza może obserwować codzienne życie żołnierzy z kontyngentu pokojowego w Iraku. Armia przedstawiona przez Zdanowicza to przede wszystkim zbiorowisko przeróżnych, ale zupełnie prostych żołnierzy, dla których wojsko stało się domem i sposobem na życie, to oni wydają się być najważniejszą jej częścią. Oni i może jeszcze garstka rozgarniętych dowódców, którzy wiedzą, że wytycznymi z Ministerstwa to można sobie, co najwyżej tyłek podetrzeć. Autor unika patosu, który zazwyczaj razi mnie niemiłosiernie, np. w amerykańskich filmach, za to częstuje czytelnika dosadnym językiem, który idealnie pasuje do fabuły i bohaterów, więc co wrażliwsi mogą nie być zachwyceni ilością zawartych w książce wulgaryzmów i typowo męskiego dowcipu. Ja jednak nie wyobrażam sobie bandy facetów, z dala od normalnego świata, od bliskich, ściśniętych w bazie wojskowej, poddawanych codziennie przeróżnym naciskom i stresom i używających słownictwa rodem z kart powieści Jane Austen. W "Misjonarzach z Dywanowa" nie ma sztucznie wykreowanych superbohaterów, są zwykli żołnierze, którzy swoje zadania starają wykonywać się jak najlepiej, by wyjść cało z każdej sytuacji i równocześnie nie narażać się niepotrzebnie. To ludzie z krwi i kości, którzy zdają sobie sprawę, gdzie się znaleźli i po co tu przyjechali, nie zgrywają większych twardzieli niż trzeba, nie udają, że wojna i zabijanie ich nie rusza, ale też nie roztrząsają tego zbyt mocno. No, może poza Leńczykiem... Nie ma tu porywających akcji wypełnionych heroicznymi czynami, strzelaninami, romansami i łzawymi powrotami z patroli, za to jest skrzący się dowcip i słowne przepychanki, realizm sytuacji w krzywym zwierciadle. Zdanowicz odziera wojnę ze szlachetności wyzwolicieli niosących pokój.

Książka Władysława Zdanowicza przypomina mi, oprócz oczywiście Szwejka Haška, serial i film "M.A.S.H.", który choć opowiada o innej rzeczywistości, skupia się głównie na ludziach, którzy znaleźli się w ekstremalnych warunkach i zmuszeni są sobie radzić z tym, co zastali. Czytelnik ma, podobnie, jak w "M.A.S.H.", możliwość poznania nieoficjalnego życia w bazie, tego, które nie bywa ujmowane w raportach i nie jest pokazywane w telewizji; mam tu na myśli dobijanie wszelkiej maści interesów, handlowanie alkoholem i wyposażeniem wojskowym na lewo, czy prowadzenie małych wojenek przeciwko swoim rywalom. Nonsens goni nonsens i gdy człowiek myśli, że nie może być już bardziej niedorzecznie, okazuje się, że był w ogromnym błędzie. Wariactwo dopada go ze wzmożoną siłą. Zdanowicz świetnie operuje absurdalnym humorem i zgrabnie, pod płaszczykiem satyry, pokazuje bezsens, jaki panuje w armii i bezsens wojny. Pisarz w sposób lekki i prosty przedstawia czytelnikowi współczesny obraz Wojska Polskiego, doprawiając go dużą dawką ironii i satyry oraz sporą ilością wojskowej nomenklatury. Co ciekawe i ważne dla nieobeznanego z życiem żołnierskim czytelnika, a takim typem właśnie jestem ja, fachowe terminy w żaden sposób nie są męczące, nie powodują zagubienia, nie są zbędne, Władysław Zdanowicz podaje je w sposób przystępny i zrozumiały nawet dla największego laika. Przyznam się, że dla mnie było to, jak odkrywanie nowego niezwykłego świata i chłonęła to słownictwo jak gąbka :)

"Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku cz. 1 - Pinky, czyli nowicjusz" Władysława Zdanowicza, podobnie, jak wspomniane "Przygody dobrego wojaka Szwejka: i "M.A.S.H.", świetnie wpisuje się w nurt antywojenny, choć samej wojny jest tu niewiele. Humor, jak się okazuje, to bardzo dobry sposób na oswojenie nieprzyjaznego świata, na oswojenie lęku i sposób na uchronienie w sobie człowieczeństwa. To także idealny sposób, by przybliżyć czytelnikowi, skądinąd mało znany, obraz misji polskich żołnierzy w Iraku. A ja się cieszę, że Władysław Zdanowicz popełnił tą książkę (jak i pozostałe tomy o "misjonarzach") i dane mi było poznać tajemniczego rowerzystę, którego pojawienie się wywołuje panikę, chaos i lokalne walki, reguły rządzące szpitalem polowym, przykazania magazynowe, czy zachwycającą anatomię żołnierza po żołniersku. Polecam Wam sięgnąć po tą pozycję!

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi :)
Zajrzyjcie koniecznie na stronę internetową wydawnictwa, prowadzonego przez Władysława Zdanowicza, gdzie dowiecie się co nieco o autorze i jego książkach, jak również będziecie mogli zakupić wszystkie publikacje pisarza - KLIK oraz na fanpage Misjonarzy z Dywanowa - KLIK.

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Polska

Czytamy polecane książki: tutaj mogłabym wymienić kilka blogerek, jak i samego autora
Biblioteczne 2015

Czytam Opasłe Tomiska

Polacy nie gęsi

***
PS. Przypominam też o konkursie na moim blogu i zachęcam do wzięcia w nim udziału. Macie czas jeszcze do jutra do północy.

Porcja nowości Wydawnictwa Psychoskok

W Wydawnictwie Psychoskok pojawiło się kilka interesujących nowości, które chciałabym polecić Waszej uwadze.

„Ja, Oni i Dżej”
Autor: Jolanta Nasiłowska

"Ja, Oni i Dżej" Jolanty Nasiłowskiej to opowieść o poszukiwaniu szczęścia, własnego miejsca na ziemi oraz o umiejętności akceptowania swoich wad i kompleksów. Główną bohaterka jest Emma – młoda dziewczyna, która bez pamięci zakochuje się, jak sądzi, w wymarzonym mężczyźnie. Wierzy, że to miłość na zawsze. Jednak życie ułożyło jej inny scenariusz, całkiem brutalny. Wizja romantycznej przyszłości szybko pryska niczym bańka mydlana, a rzeczywistość zdaje się rozczarowywać. Wtedy z pomocą Emmie przychodzi Dżej – druga natura, skrzętnie skrywana pod płaszczem skromności i lekkiego roztrzepania. Dżej w przeciwieństwie do swojej drugiej natury nie przejmuje się opiniami innych, czy problemami dnia codziennego. Bawi się do białego rana, flirtuje, czasami pije na umór, ale przede wszystkim nie łączy zabawy z emocjami. Wyłącza myślenie i uczucia. A Emma czuje się coraz bardziej niepotrzebna, snuje się jak cień zupełnie niezauważana przez swojego partnera. Nadszedł jednak dzień, w którym postanawia wszystko zmienić. A może to była Dżej? Odważna i bezkompromisowa? Ta, która spontanicznie postawiła wszystko na jedną kartę... Czy wygrała? Jak zmieniło się życie Emmy? Która osobowość ją zdominowała?
***

„Finezja uczuć”
Autor: Aneta Krasińska
"Finezja uczuć" Anety Krasińskiej to romans współczesny, romantyczna miłość, która napotyka wiele problemów. Główni bohaterowie to młode małżeństwo z dwójką dzieci. Alicja – przykładna i zapracowana żona, prowadząca dom i pracująca zawodowo jako księgowa. Adam pracuje w banku, a do domu wraca tylko na noc. Kobieta pokornie zgadza się na taki układ, ponieważ mąż bardzo dobrze zarabia, a pieniądze potrzebne są na spłatę domu. Alicja czuje się zaniedbana i opuszczona przez męża, który całkowicie poświęcił się pracy. A przecież każda kobieta pragnie być adorowana, doceniana, wspierana. To oddalenie się małżonków od siebie, powoduje też cierpienie dzieci, ale i przyczynek do tego, iż Alicja poznaje innego mężczyznę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jest on księdzem. Dzięki niemu Alicja przeżywa wielką i namiętną miłość, która nie powinna się zdarzyć. Jednak nie na wszystko ma się w życiu wpływ i nie wszystko jest się w stanie kontrolować. Ale czy ta relacja jest w stanie przetrwać? Czy ksiądz Mariusz jest w stanie na zawsze porzucić sutannę i koloratkę w imię wielkiej miłości? Autorka pragnie nam przekazać za sprawą tej powieści, że brak komunikacji między partnerami, musi w końcu doprowadzić do kryzysu, a czasem nawet rozpadu związku. W romansach zazwyczaj wszystko kończy się happy endem, a jak jest w „Finezji uczuć” ?

***

„Ekstrawagantki”
Autor: Anna Kozicka ­ Kołaczkowska

"Ekstrawagantki" Anny Kozickiej – Kołaczkowskiej to pasjonująca opowieść łącząca w sobie elementy kryminału, powieści detektywistycznej i sensacyjno – awanturniczej. To dobra mieszanka trzymająca w napięciu, pełna zwrotów akcji. Trzy kobiety próbują rozwikłać zagadkę związaną z ostatnim okresem panowania Piastów na Śląsku. Jedna z bohaterek z powodu wypadku nie dociera na miejsce, dlatego tajemniczego rozwiązania zagadki podejmują się Karolina – była modelka oraz Agata – śpiewaczka operowa. W trakcie śledztwa okazuje się że sprawą zainteresowane są nie tylko główne bohaterki. Im bardziej zgłębiają zagadkę, im więcej udaje im się dowiedzieć, tym więcej spotyka ich kłopotów. Odżywają demony przeszłości i wplatają się we współczesność. Autorka zabiera czytelnika w podróż po współczesnym i siedemnastowiecznym Śląsku, do miejsc, przez które setki lat były pod władaniem Piastów: Brzegu, Wołowa, Legnicy i Wrocławia. To bardzo ciekawa, a zarazem mądra powieść dla łowców przygód, sensacji oraz pasjonatów kryminałów i polskiej historii.

***

„Kartki z kalendarza”
Autor: Stanisław Smoleński

"Kartki z kalendarza" Stanisława Smoleńskiego to zbiór opowiadań powstałych w wyniku przemyśleń i obserwacji autora z kilku ostatnich lat. Znajdujemy wśród nich wielką różnorodność od opisów przyrody, poprzez refleksje o życiu, szereg wierszy okazjonalnych, aforyzmów, do bardzo dowcipnych poprzez swady wierszyków z przymrużeniem oka. W wielu miejscach przejawia się miłość, nostalgia, a nawet akcenty polityki. Wiek i doświadczenia autora spotkały się z młodzieńczym optymizmem, stąd wiersze są lekkie, niewydumane, adresowane zarówno do młodych, jak i starszych odbiorców, a nawet dzieci. W końcowej bardzo osobistej części autor opisał swój ból i rozpacz związaną z utratą ukochanego syna. W zamyśle autora celem tych wierszy jest pokazanie codzienności życia, stad skojarzenie, że każdy przeżyty dzień to wyrwana kartka z kalendarza. Dodatkową wartością jest wyciąganie wniosków z określonych zdarzeń i sytuacji. W bogactwie treści każdy znajdzie coś co go rozbawi lub zmusi do refleksji czy zadumy. Życie zdaniem autora to różnorodność przybierająca różne odcienie i barwy od różowych do czarnych, a problem polega na tym, czy potrafimy się w nim odnaleźć.

***

„Ptaki. Prawdziwi mistrzowie Ziemi”
Autor: Grzegorz Kaźmierczak
"Ptaki. Prawdziwi mistrzowie Ziemi" Grzegorza Kaźmierczaka to już kolejna książka autora. Tym razem dotyka on Matki Natury i w niej poszukuje, a w zasadzie odkrywa przed czytelnikiem mistykę naturalnej energii w formie usposobienia ptaków. W książce omówionych zostało ponad 100 gatunków tych fruwających istot, zarówno tych nam bliskich, żyjących w naszym polskim ekosystemie jak indyk, wróbel, przepiórka, jak również tych egzotycznych znanych nam tylko z albumów, książek i przyrodniczych programów telewizyjnych jak koliber, struś czy ibis. Ta książka, jak i poprzednie pozycje autora, jest propozycją dla ludzi zainteresowanych stylem życia bliskim naturze, prawdziwej miłości, którą jesteśmy obdarzeni, przyjaźni człowieka z innymi przedstawicielami naszej planety. Cała treść i uwaga skupiona jest wokół naturalnych predyspozycji, mistyki, energetyki oraz przesłania, jakie zawdzięczamy ptakom, aby uczyć się żyć w harmonii z naturalną energią świata.

                                                                                 ***

„Nigdziegęści. Solenopsis”
Autor: Andrzej Baczewski

"Nigdziegęści. Solenopsis" ­ Andrzej Baczewski. W wirtualnym świecie na planecie Alekandzie zarządzającej przez piękną Idriss, dochodzi do najazdu przez obce cywilizacje. Życie na planecie zostaje zagrożone, a samozwańczy król Solenopsis, chce zawładnąć nowymi ziemiami. Do walki o wolność i spokój mieszkańców Alekandy staje oddział Nigdziegęstych – formacja sił specjalnych do zwalczania zorganizowanej przestępczości w świecie wirtualnym, w którym panują reguły rodem ze średniowiecza. Walka z obcą cywilizacją okazuje się niełatwym zadaniem, ale dzięki pomocy plemion pustynnych i zjednoczeniu królestw dowodzący żołnierzami Phiatyl – może rozpocząć bitwę o uwolnienie mieszkańców spod tyrańskiego jarzma Solenopsisa. Dodatkowo dzięki swym umiejętnościom i sprytowi, Phiatyl zostaje mianowany królem jednego z plemion dzięki czemu zyskuje rozgłos i szacunek, a także zwiększa swe możliwości militarne. Niestety nie wie, że ma w swych szeregach zdrajcę, który spiskuje z Solenopsisem. Czy w takiej sytuacji uda mu się doprowadzić swych żołnierzy do zwycięstwa? Jakie będą skutki zaciętych walk między Nigdziegęstymi, zrzeszonymi plemionami, a armią przeciwnika wyposażoną w nowoczesną i technologicznie zaawansowaną broń?

Czy któraś z książek Was zainteresowała?

"Dwaj bracia" Ben Elton - recenzja przedpremierowa

Tytuł: "Dwaj bracia"
Autor:  Ben Elton
Oryginalny tytuł: "Two Brothers"
Tłumaczenie:  Elżbieta Maciejewska
Wydawnictwo: Zona Zero
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 524


Wojna wszystko zmienia, odmienia każdego, czy to oprawcę, czy ofiarę. W niespokojnych, wypełnionych strachem i okrucieństwem czasach, gdy jedyną myślą jest ta o przetrwaniu kolejnego dnia, trudno jest pozostać sobą, trudno jest nie zostać okaleczonym psychicznie, trudno o prawdziwe miłość, czy przyjaźnie.  Lecz nie jest to niemożliwe, a więzy, jakie rodzą się w czasach chaosu bywają silniejsze niż te powstałe w dobie spokoju. Często rodzą się uczucia, które w normalnych warunkach nigdy nie mogłyby zaistnieć.

24 lutego 1920 roku na świat przychodzi dwójka dzieci, dwóch chłopców, którym los przeznaczył by stali się braćmi. W tym samym dniu w Monachium narodziła się partia, która stanie się w przyszłości bezlitosnym katem dla milionów ludzi w Europie. Ten oprawca, noszący czerń, biel i czerwień, cieniem położy się na życiu owych dwóch braci. Paulus i Otto Stenglowie dorastają wraz z przyjaciółkami - Silke i Dagmarą - i obaj zakochują się w jednej z nich. Nadchodzi czas, gdy w Niemczech władzę zdobywają naziści. Beztroscy nastolatkowie z niedowierzaniem i rosnącym przerażeniem obserwują szaleństwo, które ogarnia ich ojczyznę, kraj, który znali i kochali, miejsce, które było ich domem. W państwie, w którym nagle krew i pochodzenie stały się najważniejsze dwoje Niemców i dwoje Żydów, których losy przeplatają się od dzieciństwa, zostają zmuszeni do walki o przeżycie, do wielu poświęceń, by ocalić życie własne i osób sobie bliskich. Jak potoczą się losy Sobotniego Klubu i ich najbliższych? Kto przeżyje, a kto odda życie? Tego dowiecie się sięgając po książkę "Dwaj bracia" Bena Eltona, która swoją premierę ma już 16 lutego.

"Wzmocniona partia nazistowska, już nie dziecko, ale zdeprawowana, cwana nastoletnia psychopatka, dała carte blanche do rabunków, gwałtów i morderstw. Jej lider ogłosił, że zbrodnicze działa przeciwko "wrogom" partii  nie są przestępstwami tylko prawomocną służbą niemieckiemu państwu.
Sędziami byli kryminaliści, a prawo było martwe."

Fabuła "Dwóch bracia" Eltona została częściowo zainspirowana prawdziwymi historiami rodzinnymi pisarza. Ben Elton pochodzi z żydowskiej rodziny - jego ojciec, dziadkowie oraz stryj uciekli z Niemiec do Anglii w 1939 r. Jednak wielu członków rodziny zginęło w zawierusze wojennej lub też brało w niej czynny udział, bądź po stronie niemieckiej, bądź po stronie brytyjskiej. Przez lata Elton słuchał rodzinnych opowieści o wojennych losach z kręgu swojej rodziny, a te były często tak niewiarygodne i tak okropne, że z czasem wyrósł z nich pomysł na książkę.

Powieść Brytyjczyka jest mocno osadzona w konkretnym miejscu i czasie historycznym. Czytelnik odnajdzie w niej, bardzo dobrze wplecione w fikcyjną opowieść, wydarzenia historyczne, takie jak pucz monachijski, pożar Reichstagu, noc długich noży, noc kryształowa, Igrzyska Olimpijskie w Berlinie w 1936 r. i inne. Książka zawdzięcza jednak swój realizm nie tylko elementom historycznym, będących ważnym jej elementem, ale także, a może przede wszystkim, bardzo przekonującemu obrazowi życia w przedwojennych i wojennych Niemczech, ukazanemu w książce, dzięki bohaterom, którzy są ludźmi z krwi i kości. W "Dwóch braciach" czytelnik nie odnajdzie napuszonego, czy podniosłego stylu, za to spotka się z potocznym językiem, często upstrzonym wulgaryzmami, zabawnymi powiedzonkami. Nie ma tu, tak dobrze znanych z wielu książek traktujących o zgrozie faszyzmu i zagładzie Żydów, sentymentalizmu, żałobnego zawodzenia i zatracania się w poczuciu pokrzywdzenia. Bohaterowie stroją sobie żarty i kłócą się, chodzą do pracy, by zarobić na rodzinę i miewają problemy finansowe, martwią się o podwyżki w sklepach, tańczą i płaczą, raz ze szczęścia, innym razem ze smutku, dzieci rozkwaszają sobie nosy w bójkach i zdzierają kolana wspinając się na drzewa. I rozmawiają, dużo rozmawiają. A gdy represje stają się coraz ostrzejsze, radzą sobie z nimi jak mogą, każdy ma swoje sposoby. Postaci po prostu żyją. A czytelnik żyje wraz z nimi i bardzo szybko staje się częścią gromadki, w skład której wchodzi rodzina Stenglów i ich przyjaciele. Na kartach powieści nie ma idealnych bohaterów stawiających dzielnie czoła w walce złu, panoszącemu się po Europie. Każda postać ma w sobie pierwiastki dobra i zła, bo natura ludzka jest nieprzewidywalna i zmienna. Groza faszyzmu pokazana przez Eltona w publikacji jest tym wyrazistsza, tym bardziej przejmująca, że nie ma tu żadnych wojennych zestawień zabitych, torturowanych etc., jest za to prostota opisu codziennych zmagań zwyczajnych ludzi, ich walki o godność. Jest też zagubienie i ból własnej bezradności. Opisy pogromów i pobić, upokorzeń, jakich doświadczają niearyjscy mieszkańcy Niemiec napisane są z dużą dozą staranności, pełne są szczegółów, ukazujących tragizm czasów nazistowskich Niemiec. Powieść Eltona czyta się z zainteresowaniem i napięciem do końca, choć nie jest to dzieło przełomowe, czy wybitne.

"Dwóch braci" porusza temat, który do nowych nie należy. Lecz za każdym razem, gdy sięgam po kolejną książkę związaną z powstaniem i rozwojem faszyzmu w Niemczech, z II wojną światową, wcale nie jest mi lżej o tym czytać. Nie staję się bardziej odporna. Wszak każda książka, to następna przerażająca i trudna opowieść o ludziach, których życia zostały zmiecione z powierzchni ziemi przez ludzi oddanych śmiercionośnej idei. Powieść Eltona odkrywa przed czytelnikiem niby znaną już dawno prawdę, a wciąż tak samo niepokojącą - wojna jest straszna i nie ma nikogo, kogo by ona nie zraniła i nie zmieniła, wojna pozostawia po sobie zgliszcza nie tylko fizyczne.

"Światło latarki przemykało po twarzach zamienionych w groteskowe maski, wykrzywionych i nabrzmiałych uzasadnionym okrucieństwem i nieukrywanym sadyzmem. 
Strumienie światła z ręcznych latarek krzyżowały się na ulicach w poszukiwaniu zdobyczy, w poszukiwaniu ofiar. W poszukiwaniu dzieci, które można by kopnąć. (...)
Tłumy zdzierające ubrania z młodych kobiet i skandujące, że to dziwki. Pięcio- i sześciolatki z ustami otwartymi w krzyku tak szeroko, że całe ich twarze wydawały się jedna czarną zawodząca dziurą.
I inne dzieci - milczące, drżące, wstrząśnięte, szeroko otwartymi, martwymi oczami patrzące, jak ich matki i ojcowie są bici. Zabijani na ich oczach."

Powieść Bena Eltona to przenikliwa i ciepła opowieść (dla niektórych może być zbyt łagodna) o nienawiści, towarzyszącej człowiekowi w życiu codziennym, o nieznośnym bólu i stracie, o niemożliwości zapomnienia, a także o tym, jak z tych uczuć czasami rodzi się coś dobrego - szczęście, miłość, oddanie, a czasami coś złego - samotność, strach, przemoc i zdrada. To historia o tym, do czego są zdolni ludzie w trudnych czasach, do jakich poświęceń i do jakich okropieństw. To książka o zwykłych ludziach, którym przyszło żyć w ekstremalnych warunkach, o ludziach, walczących na różne sposoby z szalejącą wokół nich wojenną pożogą. To powieść o ludziach takich jak my, a dla których, rzec można, esencją istnienia stały się te trzy słowa: (prze)życie, walka, miłość... Tylko, że oni są już co najwyżej wspomnieniem, czasami odciśniętym w wyblakłej fotografii, a my żyjemy tu i teraz. My możemy nadal wyciągać wnioski z ich opowieści i uczyć się, m.in. samodzielnego myślenia, empatii i człowieczeństwa oraz aby cenić ludzkie życie bez względu na przekonania polityczne, czy religijne.

***


PS. Przypominam Wam o konkursie na moim blogu i zachęcam do wzięcia w nim udziału.

***

                        Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Zona Zero :)

                                                                                ***

                                                   Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

                                                   W 200 książek dookoła świata: Wielka Brytania
                                                       Historia z trupem                                                                   




"Romanse wszech czasów" - konkurs z wydawnictwem Sfinks (ZAKOŃCZONY)

Chcę Was serdecznie zaprosić do udziału w konkursie, w którym do wygrania będzie książka wydawnictwa Sfinks "Romanse wszech czasów" Dagny Kurdwanowskiej.


"Każda epoka miała swoich miłosnych wywrotowców, którzy postępowali wbrew regułom i nie zważając na cenę schodzili na złą drogę. To właśnie ich śladem postanowiła podążyć autorka – tropem literackich cudzołożników, kochanków, uwodzicieli, femmes fatales, nieszczęśliwie zakochanych, by sprawdzić, jak pisarze i intelektualiści reagowali na ewolucje i rewolucje obyczajowe, w jaki sposób przekładali na język powieści pragnienia, uniesienia i namiętności współczesnych sobie lub odległych historycznie, lecz wciąż fascynujących ludzi.

Opowiadając o ich losach prześledzimy zmiany w postrzeganiu miłości i seksualności, tworzeniu się stereotypów i mitów na ten temat, definiowaniu obszarów tabu i próbach wybrnięcia z konfliktu między chrześcijańską doktryną a świecką namiętnością. Moralność religijną realizowano w małżeństwie, a erotyzm – poza nim. Tak narodziła się instytucja romansu – lekarstwa na rozpalone zmysły i dojmujący brak miłości. Piszącemu o wielkich romansach nie wolno ulec pokusie ich idealizacji. Musi pamiętać o mrocznej stronie takich związków – losie porzuconych, zdradzonych i odrzuconych małżonków, oszukanych rodziców.

Szczęście kochanków było często ich nieszczęściem. Kim byli mężowie Anny Kareniny i pani Bovary? Jakimi motywacjami kierowali się rodzice Romea i Julii? Czy cierpieli lub czuli się zranieni? Temat zdrady to jeden z lejtmotywów naszego życia. Miłość, seks i śmierć – wielka literatura karmi się takimi historiami i bohaterami." (opis książki pochodzi ze strony wydawnictwa)
 
O tym, co trzeba zrobić, aby mieć szansę na wygraną przeczytacie poniżej:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga Zapiski spod poduszki, a więc ja :)))
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Sfinks
3. Nagrodą w konkursie jest 1 egz. książki "Romanse wszech czasów" Dagny Kurdwanowskiej
4. Konkurs trwa od 10.02.2015 do 24.02.2015 do północy.
5. Wyniki ogłoszę dnia następnego, czyli 25.02.1015 r.
6. Wyboru zwycięzcy dokonam ja, kierując się całkowicie subiektywnymi odczuciami.
7. Aby wziąć udział w losowaniu należy odpowiedzieć na pytanie konkursowe i zostawić namiary do siebie - adres e-mail, który posłuży mi do skontaktowania się ze zwycięzcą. (Na adres korespondencyjny czekam 3 dni, jeśli pierwszy zwycięzca się nie zgłosi, wybiorę kolejnego. Wysyłka nagród tylko na terenie Polski.) Zwycięzca zgadza się, abym przekazała jego dane adresowe wydawnictwu, które prześle do niego wygraną książkę.
8. Będzie mi miło, jeśli:
- zostaniesz obserwatorem mojego bloga
- polubisz fanpage mojego bloga na Facebooku
- polubisz fanpage wydawnictwa i księgarni Sfinks na Facebooku
- udostępnisz informację o konkursie.


Pytanie brzmi:
Którzy kochankowie mogliby według Ciebie znaleźć się w publikacji "Romanse wszech czasów" Dagny Kurdwanowskiej i dlaczego?


http://sfinks.info/

Zapraszam do zabawy i życzę Wam powodzenia! :)

"W pogoni za demonem" Katarzyna Markowska-Żal

Tytuł: "W pogoni za demonem"
Autor: Katarzyna Markowska-Żal
Wydawnictwo: Wydawnictwo Psychoskok
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 574


Jeszcze do niedawna Zoobar był wielkim wojownikiem, ulubieńcem samego króla, mógł przebierać w kobietach i upijać się najlepszymi alkoholami. Wystarczyło jednak jedno małe nieporozumienie i został banitą bez ojczyzny, zagubionym przegranym, próbującym przeżyć i odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Towarzyszem w tej tułaczce będzie mu Meshala, powód jego upadku i jego wybawienie z wszelkich opresji. Z biegiem czasu Zoobara coraz bardziej zaczynają niepokoić dziwne zachowania kompana i stara się odkryć ich przyczynę. Niestety odkrycie prawdy nie zawsze przynosi spokój i zrozumienie, lecz za to często rodzi nowe pytania. Tylko, czy są pytania, które warto stawiać i na które warto szukać odpowiedzi za wszelką cenę? Może lepiej nie budzić śpiącego licha...

"Ach, śpij i śnij...

Dzielny ancharyjczyku błękitnooki

Nie wierzysz w baśnie, czary i uroki

Wnet ruszymy razem w daleki świat

Gdy król cię wygna i kata bat

Ach, śpij i śnij...

Na ognistych skrzydłach pomknę w dal

Pójdziesz za mną przez góry i toń pełną fal

Ach, śpij i śnij...

Będę mrokiem na twym niebie

Będę zawsze krok od ciebie"

Powieść Markowskiej-Żal to opowieść o wędrówce dwóch głównych bohaterów, których zetknął ze sobą los i zmusił do wspólnej podróży. Zoobar i Meshala to dwie różne osobowości, dwa odmienne spojrzenia na świat, więc non stop między nimi coś zgrzyta, o coś się sprzeczają. Ta odmienność jednak zamiast oddalać ich od siebie, z każdym przebytym kilometrem, tworzy między nimi coraz silniejsze więzi. Na swojej drodze napotykają wiele niebezpieczeństw, ratują innych ludzi z opresji i sami wpadają w tarapaty, toczą pojedynki i uciekają z pułapek i jak przystało na prawdziwych bohaterów dążą do celu niepomni na wszelkie zagrożenia. Postaci stworzone przez pisarkę nie są zbyt skomplikowane, ich zachowania bywają przewidywalne, ale w ten pozytywny sposób, w sposób, jakiego czytelnik od nich oczekuje. A mimo to czasami zaskakują, zmieniają się, zachowując swoje najbardziej charakterystyczne cechy, dzięki czemu są przekonujące.

Książka "W pogoni za demonem" jest barwna i ciekawa, wypełniona bardzo swojskimi, choć i niezwykłymi postaciami, tradycjami, wierzeniami. Elementy mityczne są nienachalne, świetnie wtopione w świat powieści, są nieodłącznym elementem fabuły. Magia, choć istnieje w universum powieści, nie wiedzie w nim prym, bywa niedosłowna, nieoczywista. Najczęściej uwidacznia się poprzez rytuały, wizje, wieszczenia etc.

Powieść napisana jest prostym językiem, bez skomplikowanych figur stylistycznych. Czyta się ją szybko i przyjemnie. Autorka wplotła w ten język pojedyncze, nieco już przestarzałe i zapomniane we współczesnej mowie słowa, posłużyła się w wielu miejscach delikatnym przestawnym szykiem zdań - szczególnie w wypowiedziach głównych bohaterów - co dla mnie dodawało całości smaczku. Bardzo spodobał mi się ten drobny zabieg autorki, który urozmaicił styl "W pogoni za demonem", a który w żadne sposób nie utrudniał mi czytania. Podczas lektury "W pogoni za demonem" odnosiłam wrażenie, że czytam o jakiś dawno minionych czasach i wydarzeniach, o czymś na kształt starożytnych opowieści o przygodach Odyseusza, czy Cúchulainna.

Książka Katarzyny Markowskiej-Żal przyciągnęła moją uwagę swoim tytułem i opisem na stronie wydawnictwa, który głosił, że wraz z bohaterami trafię do baśniowego świata, wypełnionego dzielnymi bohaterami, magią i mitycznymi elementami. Mam słabość do demonów i mitów, więc się na nią skusiłam i... nie żałuję, bo odnalazłam w niej wytchnienie. "W pogoni za demonem" nie jest wybitną książką, ja jednak odkryłam, że jest to dobra powieść.

***

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydanictwu Psychoskok :)


***

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:



W 200 książek dookoła świata: Polska


Historia z trupem


Czytam Fantastykę


Polacy nie gęsi


Czytam Opasłe Tomiska





* Cytat pochodzi z książki "W pogoni za demonem" Katarzyny Markowskiej-Żal

"Meczet Notre Dame. Rok 2048" Elena Czudinova

Tytuł: "Meczet Notre Dame rok 2048"
Autor:  Elena Czudinova
Oryginalny tytuł: "Мечеть Парижской Богоматери: 2048 год. "
Tłumaczenie:  Aleksandra Lewandowska
Wydawnictwo: Varsovia
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 310

Od kilku lat możemy zaobserwować zjawisko, które można by nazwać, i wiele osób tak je nazywa, islamizacją Europy. Większość krajów europejskich odnotowała znaczny przyrost obywateli, w większości imigrantów bądź ich potomków, dzieci lub wnuków, muzułmańskiego wyznania.  W wielu państwach istnieją dzielnice muzułmańskie, które rządzą się swoimi prawami, a władzom ciężko wymusić u ich mieszkańców respektowanie prawa obowiązującego w danym kraju. Od jakiegoś czasu możemy też obserwować coraz częstsze przypadki ekstremistycznych zachowań wśród muzułmanów zamieszkujących Stary Świat, a nawet ataków terrorystycznych. Co jakiś czas dochodzą do nas wiadomości o tym, jak to muzułmanie domagają się wyniesienia swoich praw ponad prawa kraju, w którym żyją, ustanowienie szariatu, wprowadzenia zakazu noszenia krzyży, czy innych symboli wiary chrześcijańskiej etc. Takie wydarzenia, jak na przykład, zamachy w Madrycie w 2004 r., w Londynie w 2005 r., czy w Paryżu w styczniu tego roku, niewątpliwie uświadamiają Europejczykom, że fundamentalizm islamski to jeden z problemów, których Europa nie powinna ignorować i z którym przyjdzie się jej zmierzyć.

zdj. azbuka.ru
Rosyjska pisarka, publicystka i dramaturg, Elena Czudinova, w swojej książce "Meczet Notre Dame. Rok 2048", nawiązując do narastającego ekstremizmu islamskiego, przedstawia czytelnikowi złowieszczą, nieodległą przyszłość, w której islam stał się jedyną i prawdziwą (oraz państwową) wiarą Unii Europejskiej, a innowiercy (w większości chrześcijanie) są prześladowani, siłą nawracani bądź zabijani. Chrześcijanie zeszli do podziemi, nie-muzułmanie zostali umieszczeni w specjalnych gettach, które jak żywo przypominają te tworzone przez nazistów dla Żydów podczas II wojny światowej.  Ulice patroluje policja religijna, która tępi każdy przejaw odstępstw od zasad szariatu i kontroluje każdą dziedzinę życia w Euroislamie. Na porządku dziennym są publiczne egzekucje giaurów, nagłe naloty na mieszkania w gettach, niszczenie pozostałości po dawnej europejskiej cywilizacji. Przybytki chrześcijańskie obracane są w perzynę albo adaptowane na potrzeby nowej wiary i zamieniane w meczety. Tylko garstka wciąż stawia opór, organizując akcje sabotażowe, pod wodzą Sophie Sevazmiou. Pokłoń się Allahowi lub walcz bez nadziei na zwycięstwo i zgiń. Innej drogi nie ma.

Akcję swojej powieści-misji, tak nazwała ją Czudinova, autorka umieściła we Francji, w Paryżu, czyniąc z niej oraz z katedry Notre Dame symbol upadku chrześcijańskiego świata, ale też symbol walki o wolność w świecie zdominowanym przez prawa szariatu. Świat przedstawiony przez Czudinovą to bardzo nieodległa przyszłość - rok 2048, i być może dlatego właśnie wizja, jaką rozwija przed czytelnikiem pisarka, wywołuje niepokój. Czudinova sprawnie łączy przeszłość, pokazującą drogę do upadku chrześcijańskiej Europy, z teraźniejszymi wydarzeniami, a z tego przeplatańca tworzy przyszłość, która wcale nie wydaje się być taka nieprawdopodobna. 

zdj. http://www.chudinova.info/
W "Meczecie Notre Dame. Rok 2048" wyraźnie uwidocznione są antyislamskie poglądy samej autorki, która znana jest ze swoich pro-chrześcijańskich przekonań, mówiących o wyższości tej wiary nad innymi, nawoływań do obrony prawdziwej wiary - chrześcijaństwa, które jako jedyne może dać odpór islamowi. Zresztą pisarka nie kryje tego faktu w swoich wypowiedziach dla rosyjskich mediów. Czytając tą książkę odnosiłam niestety wrażenie, że przedstawieni na jej kartach chrześcijanie (głównie prawosławni i katoliccy tradycjonaliści, zwolennicy ekskomunikowanego francuskiego arcybiskupa Marcela Lefebvre'a.) to fanatycy, którzy gdyby tylko mieli taką możliwość zachowali by się tak, jak Ci źli i barbarzyńscy muzułmanie. Inną rzeczą, która nie przypadła mi zbytnio do gustu w książce Rosjanki, jest jednowymiarowe przedstawienie bohaterów i wydarzeń. W "Meczecie Notre Dame. Rok 2048" wszyscy i wszystko jest albo białe albo czarne, albo dobre albo złe, nie ma nic pomiędzy, a przecież życie składa się z wielu odcieni szarości. Brakowało mi głębszego wniknięcia w problem islamizacji Europy, spojrzenia na historię z kilku stron, bez faworyzowania jakiejś idei, brakowało mi pewnego dystansu do przedstawionej historii, tak abym była do niej całkowicie przekonana, brakowało mi też wielowymiarowości głównych bohaterów, dzięki czemu mogłabym bardziej uwierzyć w pobudki ich działań i mogliby mnie oni do siebie przekonać. Książka jest tendencyjna i, jak na mój gust, zbyt patetyczna. Wiele wypowiedzi bohaterów brzmi zbyt górnolotnie (kto tak mówi?!), nawet jak na wielkich patriotów. Całość napisana jest w stylu: ci wspaniali i dobrzy chrześcijanie/obrońcy wiary chrystusowej kontra ci obrzydliwi i źli muzułmanie. Po zapoznaniu się z biografią pisarki, po przeczytaniu kilku wywiadów z nią, zrozumiałam, że ten jednostronny sposób przedstawienia fabuły był celowy i zaakceptowałam to, w końcu pisarz ma prawo do przedstawienia stworzonej przez siebie historii w taki sposób, jak zechce. Jednak nadal uważam, że potencjał tematu nie został właściwie wykorzystany przez pisarkę. Pomijając już istniejący, bądź nie, w książce aspekt rasizmu i nawoływania do nienawiści, który zarzucają pisarce krytycy, np. rosyjscy, czy francuscy, uważam, że fabuła wymagałaby większego dynamizmu. Tymczasem sceny akcji sabotażowych, czy walk były mało porywające i mocno przegadane. Wciąż czekałam na jakąś akcję, a tu książka dobiegła końca. Nie jest to w żadnym wypadku jakoś szczególnie zła książka, choć we mnie wywołała mieszane uczucia. Pewnie również za sprawą moich oczekiwań, co do tej publikacji, które niestety zostały zawiedzione. Za dużo lepsze przedstawienie przyszłości Europy walczącej z islamem, uważam książkę "Samemu Bogu Chwała" Aleksandra Kowarza. Tam  historia jest wciągająca i dopracowana, ale i wielowymiarowa. Książka Kowarza jest przekonująca nie tyle za sprawą umiejscowienia akcji w niedalekiej przyszłości i podsycania strachów współczesnego człowieka, jak ma to być w przypadku "Meczetu Notre Dame", co dzięki umiejętności przedstawienia problemu islamizacji Europy i konsekwencji, jakie może ten proces ze sobą przynieść. U Kowarza bohaterowie są prawdziwi, u Czudniovej to tekturowe postaci, wycięte wedle schematu. Nawet główna bohaterka Sevazmiou jedynie momentami staje się pełnokrwistą i ciekawą postacią.

Co bardzo przypadło mi do gustu w powieści "Meczet Notre Dame. Rok 2048", to spora ilość objaśnień dotyczących historii, obrzędów i struktur Kościoła rzymskokatolickiego, dzięki czemu można liznąć nieco historii chrześcijaństwa z jakże ciekawego i nieodległego okresu jego istnienia. W pewnym momencie przyłapałam się na tym, że bardziej jestem ciekawa tych przypisów, niż tego jak rozwinie się fabuła książki.
zdj. http://www.chudinova.info/

Z jednej strony powieść Czudinovej czyta się naprawdę dobrze, z drugiej - razi nieco swoją sztucznością. Pomysł na fabułę jest świetny, wykonanie - niestety nie jest najwyższych lotów. Nie sądzę, by książkę tą można uznać za nawołującą do nienawiści religijnej, a takie zarzuty są jej stawiane, raczej za stronniczą i lekko kontrowersyjną. Fakt, czytając "Meczet Notre Dame. Rok 2048" można odnieść wrażenie, że to nie powieść spod znaku anty-utopii, a powieść agitacyjna, ale nie przesadzałabym też ze wskazywaniem pracy Eleny Czudinovej jako odezwy nawołującej do zjednoczenia sił chrześcijańskich przeciwko wrogowi zwanemu islamem. Za to na pewno jest to książka, która zachęca do zastanowienia się nad tym, dokąd zmierza nasz świat i jakie są, o ile w ogóle można o nich mówić, granice tolerancji. A każda książka, która zmusza do myślenia jest w moim odczucia warta przeczytania.

***

                        Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi eKulturalni, który docenił jedną z moich wcześniejszych recenzji zamieszczoną na ich stronie. :)

                                                                                ***

                                                   Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

                                                   W 200 książek dookoła świata: Rosja

                                                                   Historia z trupem
                                                                    
*Dla znających rosyjski język - na You Tube można obejrzeć 4 odcinki dokumentalnego serialu "Мечеть Парижской Богоматери" wyreżyserowany przez Władimira Sinelnikova na podstawie książki Czudinovej.


Kartki z kalendarza: Luty

Kono ume ni
ushi mo hatsune to
nakitsu beshi


W tych kwiatach śliwy
niechaj i krowa pierwszy
zaryczy śpiew

(Bashō)


*Źródła: "Haiku" w tłumaczeniu Agnieszki Żuławskiej-Umedy   
** Hiroshige, Wzgórze pod śniegiem i łukowaty mostek w Meguro z serii: Sto słynnych widoków Edo. Zdjęcie pochodzi z mojego kalendarza wydanego przez teNeues :)