"W krainie kolibrów" Sofia Caspari

Tytuł: "W krainie kolibrów"
Autor:  Sofia Caspari
Oryginalny tytuł: "Im Land Des Korallenbaums"
Tłumaczenie: Paulina Filippi-Lechowska
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 650

Dziś rano zaprosiłam Was do udziały w konkursie, w którym macie możliwość wygrać jeden z dwóch egzemplarzy "W krainie kolibrów" Sofii Caspari. Teraz zapraszam Was na wpis, w którym podzielę się z Wami swoimi wrażeniami z lektury w.w. książki. 

Moja wiedza o Argentynie jest mizerna, przyznaję bez bicia. Jakoś nigdy te rejony świata nie były w kręgu moich zainteresowań. Pierwsze skojarzenia z tym krajem? Ameryka Południowa, rządy junty, Diego Maradona, "Boskie Buenos" Maanamu i kobieta prezydent. Niewiele tego. Dlatego skusiłam się na książkę Caspari, mając nadzieję, że ciut lepiej poznam Kraj Srebra, wszak reklamowana jest ona m.in. takimi słowami: ""W krainie kolibrów" to pierwszy tom żywiołowo opowiedzianej sagi rozgrywającej się na tle zapierającej dech argentyńskiej panoramy."

Jest 1863 rok. Na statku wiozącym imigrantów z Niemiec do Argentyny, spotykają się dwie kobiety, Anna i Victoria, które dzieli prawie wszystko. Dziewczyna bez grosza przy duszy i bogata dziewczyna z dobrego domu zmierzają do kraju, w którym mają się spełnić ich marzenia. Obie z nadzieją patrzą w przyszłość. Anna płynie do swojego męża, który udał się do obcego kraju rok wcześniej wraz z jej rodziną w celu poszukiwania lepszego życia i pracy. Victoria także zdąża do męża, bogatego plantatora, który w jej opowieściach i wspomnieniach jawi się niczym książę z bajki. Jest też Julius, dobry znajomy Victorii, młody mężczyzna pełen zapału i z głową pełną planów. On w  wyjeździe do Argentyny widzi szansę na realizację swoich ambicji i udowodnienie ojcu, że jest kimś więcej niż rozpieszczonym młokosem, który zawdzięcza wszystko rodzinie. Między trójką pasażerów, w trakcie długiego rejsu,  zadzierzgną się więzi, które okażą się być silniejsze niż więzy krwi i na zawsze połączą wspomnianą trójkę. Gdy schodzą na ląd w Buenos Arie, żadne z nich nie podejrzewa, że ich losy kiedyś jeszcze się przetną. Czy jednak bohaterom uda się zrealizować swoje marzenia? Czy nowy początek okaże się dla nich tym, czego oczekiwali? Cóż... życie lubi płatać figle, a zawiedzione nadzieje bolą najmocniej. 

"Argentyna, Kraina Srebra - czy to nie brzmi, jak obietnica? Ale co się za nią kryje? Co ta ziemia naprawdę im przyniesie?"

Po przeczytaniu 600 stron powieści, będącej debiutem Caspari, w dwa dni, dotarło do mnie, że jest ona z gatunku tych, po które sięgam bardzo rzadko. Bo musicie wiedzieć, że "W krainie kolibrów" to romans pełną gębą. Przewidywalny, często naiwny, gdzie miłość, ta prawdziwa, jest wyidealizowana i zdolna pokonać wszelkie przeciwności, a dobro okazuje się, w ostatecznym rozrachunku, zawsze brać górę nad złem. I choć zazwyczaj krzywię się na myśl o takich pozycjach i wzdragam się na myśl o zagłębieniu w lekturę tego typu, to w przypadku książki niemieckiej autorki stało się coś zaskakującego dla mnie samej. Książka mi się spodobała! Nie jestem ślepa i dostrzegam jej mankamenty, takie jak: bardzo prosta historia opowiedziana prostym językiem, fabuła niczym z telenoweli, w tym wypadku argentyńskiej, naciągane i nieprawdopodobne, w realnym życiu, wydarzenia, czy wreszcie spora ilość błędów (głównie literówek i gramatycznych). (W tym ostatnim przypadku zapewniono mnie, że otrzymana przeze mnie wersja powieści, jest przed ostateczną korektą i do księgarń trafiła publikacja bez tych niedociągnięć.) Mimo to, trudno mi było się z książką rozstać. To chyba jest właśnie ta siła przyciągania telenoweli! Gdy raz się człowiek wciągnie, przepadł z kretesem :) Widać w tym czasie taka właśnie lektura była mi potrzebna.

Co w takim razie sprawiło, że "W krainie kolibrów" przypadło mi do gustu? Wielu z Was zapewne zdaje sobie sprawę, że czasami jest to kwestia trudna do ujęcia w kilku prostych słów. Szczególnie, gdy rzecz tyczy się książki daleko odbiegającej od Waszego kręgu zainteresowań i fascynacji. Ale postaram się Wam wytłumaczyć, skąd u mnie taka opinia o pracy Caspari. Po pierwsze lekkość książki. Choć rzecz dzieje się w kręgu niemieckich imigrantów, z których większość żyła w skrajnym ubóstwie, choć poruszana jest też delikatnie kwestia rdzennych mieszkańców Argentyny i niesprawiedliwości względem nich, choć wspominany jest świat przestępczy, rozwijający się w najlepsze w rozrastającym się Bueons Aries, choć jest przemoc, prostytucja, kłamstwa, które niszczą rodziny, to pisarka nie zadręcza czytelnika roztrząsaniem wszystkich tych problemów. Nie wgryza się w nie, nie rozkłada na czynniki pierwsze, ale daje ogólny obraz ówczesnego życia. Wszystkie wspomniane przeze mnie powyżej wątki są kanwą dla rozgrywającej się akcji. Podobnie jak owa "zapierająca dech argentyńska panorama". Oczywiście wolałabym aby było więcej opisów przyrody argentyńskiej, ówczesnych realiów, odniesień historycznych, bo ja to lubię. Jakkolwiek, w przypadku tej publikacji, jest ich tyle, ile trzeba. Dają one czytelnikowi pewne wyobrażenie o opisywanych miejscach i czasie, pozwalają poczuć odrobinę tej prawdziwej Argentyny. Nie one są tutaj na pierwszym planie. Są tłem dla fabuły, skupiającej się przede wszystkim na perypetiach trójki głównych postaci, na ich uczuciach. Postaci te są nakreślone prosto, posiadają oczywiste cechy i zachowania, nie zaskakują, ale łatwo je polubić. Lub nie... To już kwestia gustu. Właśnie za tą prostotę, za tą przewidywalność doceniłam powieść niemieckiej autorki. Wspominałam już, że tematem przewodnim jest, w moim odczuciu, miłość. Ponad granicami, ponad podziałami, poplątana, lecz idealna. Jest to uczucie, które w przypadku każdego z bohaterów, okazuje się być siłą napędzającą dla ich działań. Miło jest czasami przeczytać książkę, w której dostaniemy porządną dawkę idealizmu, gdy z każdą przewróconą stroną, jesteśmy pewni, że wszystko musi skończyć się dobrze, a prawdziwa miłość to potęga. Także w takim nieskomplikowanym wydaniu.

Ktoś może zarzucić książce Sofii Caspari, że jest zbyt banalna, nie wnosi w świat literacki nic nowego, a jest kolejnym romansem, reklamowanym hasłami na wyrost. Ja jednak nie uważam, by czas spędzony z bohaterami jej opowieści był stracony. Jak już wspominałam, nie zawsze człowiek ma chęć, by mierzyć się z ciężkimi tematami, z bólem i tragediami wykreowanych przez autora postaci. Czasami chce zanurzyć się w idealnym do przesady świecie, w którym jest pewien, że bajka o Kopciuszku mogłaby się ziścić. Jeśli szukacie lekkiej i niewymagającej książki na wakacje albo na zimne jesienne i zimowe wieczory, to, w moim odczuciu, powinniście sięgnąć po "W krainie kolibrów".


***
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Otwartemu :) Książkę otrzymałam w ramach akcji Klubu Polki na Obczyźnie. Zachęcam Was do zajrzenia na stronę Klubu oraz do śledzenia go na Facebooku.
 
***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Niemcy
Historia z trupem
Czytamy Polecane Książki: pozycje poleciła mi pani Anna

Czytam Opasłe Tomiska


* Cytaty pochodzą z książki "W krainie kolibrów" Sofii Caspari
Reakcje:

10 komentarzy:

  1. Czasami właśnie takie niby banalne lektury są nam potrzebne:) ja mam na nią wielką ochotę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą całkowicie Kasiu :)

      Usuń
  2. Okładka już dawno rzuciła mi się w oczy. Mam nadzieję, że będę miała okazję ją poznać :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patka, w takim razie może poszczęści Ci się w konkursie, który jest na moim blogu :)

      Usuń
  3. Chciałabym przekonać się czy moje wrażenie po przeczytaniu tej książki będą podobne do Twoich. :) Zresztą okładka wydaje się być za delikatna do treści, skoro - jak mówisz - jest to romans pełną gębą. :) Lubię takie przeciwieństwa, a ta powieść mnie intryguje do szpiku kości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa, jakie byłby Twoje wrażenia po lekturze "W krainie kolibrów"/ Zawsze mnie ciekawi, jak inni odbierają te same książki, które i ja czytałam :) Trzymam w takim razie kciuki za Twoją wygraną w konkursie :)

      Usuń
  4. Bardzo przyjemna książka... aż sama się z tego powodu zdziwiłam, bo to też nie jest dla mnie literatura, po którą zazwyczaj sięgam, ale sama jestem zaskoczona, że AŻ tak bardzo mi się podobała, więc zwyczajnie ma coś w sobie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tytuł jest piękny, ale nie do końca mam na nią na dzień dzisiejszy ochotę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Basiu, bo masz pewnie tak, jak i ja, nie sięgasz za często po tego rodzaju literaturę, więc musisz mieć odpowiedni dzień, by cieszyć się nią podczas lektury :) Ale fakt, tytuł jest urzekający.

      Usuń