Sankthans, czyli Noc Świętojańska po norwesku

Pamiętam mój pierwszy rok w Norwegii i moje ogromne zdziwienie, gdy przez okno z mojego mieszkania zobaczyłam na zboczach gór na przeciwko kilka płonących ognisk. I to nie jakieś tam maleńkie ogniki, ale ogromne płonące stosy, Gdyby było to jedno ognisko, czy dwa, pewnie pomyślałabym, że ktoś na swojej farmie coś pali albo organizuje jakąś imprezę dla rodziny, bliskich itp. Ale, że było ich sześć, czy siedem, zastanowiło mnie to zjawisko. Z pomocą wujka Google dowiedziałam się, że w nocy z 23 na 24 czerwca w Norwegii obchodzona jest wigilia św. Jana albo inaczej Noc Świętojańska czyli Sankthans. Święto to nazywane jest także Jonsmesse, Jons vake lub Jonsok. (Ja będę używała głównie nazwy Sankthans, ponieważ jest ona najpopularniejsza w Norwegii i gdy zbliża się 23 czerwca to ona przewija się w mediach i w wielu rozmowach. W Polsce odpowiednikiem tego święta jest Noc Świętojańska, Sobótka, czy też inaczej - Noc Kupały.) Także i dziś wieczorem w całej Norwegii zapłoną setki ognisk, tych mniejszych i tych większych. (Takie ogniska noszą nazwę sankthansbålet i są odpowiednikiem polskich ogni świętojańskich.) Na szczycie niektórych z nich, tak jak dawniej, znajdą się szmaciane lalki, symbolizujące to, co stare, a czego ludzie chcą się pozbyć. Wokół nich zgromadzą się młodzi i starzy. Będą tańczyć, śpiewać, snuć opowieści i najzwyczajniej w świecie plotkować. Sankthans to pozostałość po dawnych pogańskich obrządkach, w letnie przesilenie. Podobnie, jak w Polsce w przypadku Sobótki, także i tutaj Kościół podjął próbę zasymilowania pogańskiego święta i nadania mu wydźwięku bardziej zgodnego w wiarą chrześcijańską. I choć Norwegia należy do grona krajów chrześcijańskich już ponad 10 wieków, Sankthans nadal ma wydźwięk minionych tradycji. Nie sądzę, by wielu Norwegów trzymało się ściśle w tym wypadku, czy to pogańskich, czy to chrześcijańskich tradycji, bo dla nich to po prostu świetny pretekst do zabawy i do grillowania :) Dodatkowym plusem jest fakt, że Sankthans odbywa się latem, dzięki czemu rosną szanse na pogodną i ciepłą noc. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, by oddać się zabawie na świeżym powietrzu. Nie żeby deszcz, czy wiatr jakoś szczególnie w tym przeszkadzały. No, ale i Norwegowie doceniają sprzyjające warunki atmosferyczne :)

zdj. vg.no
Ze świętem Sankthans wiąże się wiele wierzeń i zabaw, z których większość, o ile nie wszystkie, wywodzą się z pogańskich tradycji. Wszak Noc Świętojańska to magiczny czas, kiedy przenikają się światy ludzi i bogów oraz duchów. Dziś raczej nikt nie traktuje ich poważnie, lecz niektóre zabawy współczesne, jak taniec wokół ognisk, czy zaplatanie wianków, nawiązują do minionych wierzeń. Oto kilka tradycji i wierzeń związanych z Sankthans.
W zachodniej Norwegii (Vestlandet) częstym było zawieranie w tą noc pozorowanych małżeństw dzieci. Taki ślub symbolizował witalność i nowe życie. Wszyscy wiedzieli, że w tą niezwykłą noc rośliny nabierają szczególnej mocy. Zioła zebrane w Noc Świętojańską miały odznaczać się większą siłą, miały leczyć każdą dolegliwość. Wierzono, że jeśliby zwierzęta gospodarskie zostały nakarmione sianem skoszonym i zebranym w Sankthans, nabrałyby siły i byłyby bardziej odporne. Jako, że ta wyjątkowa noc była dawniej m.in. świętem płodności, wierzono także, że młodzi właśnie w tym czasie, mogą sobie wyśnić przyszłego współmałżonka. W tym celu należało zebrać sankthansblomster, włożyć je pod poduszkę, na której złoży się głowę do snu. Jest też wersja mówiąca o tym, że tych świętojańskich kwiatów powinno być siedem rodzajów. W niektórych miejscach była inna tradycja, która nakazywała chętnym ujrzeć przyszłego ukochanego, by tę noc przespali na zewnątrz na podziemnym strumieniu... Ja chyba wolałabym pierwszą wersję :) Oczywiście do zwyczajowych zabaw należało skakanie przez ogniska, toczenie płonących kół w dół góry. W wielu miejscach palono stare łodzie. Woda, podobnie jak ogień, tej nocy nabierała szczególnej mocy. Rosa zebrana w Noc Świętojańską uznawana była za najlepsze lekarstwo na wszystkie choroby oczu. Także święte źródła objawiały w tę noc swą największą moc, więc ludzie chętnie do nich podążali.

Dlaczego palenie ognisk jest tak ważnym elementem obchodów Sankthans? Wytłumaczenie jest proste: ogień oczyszcza i chroni przed złymi mocami. I mimo, że w XVIII w. Kościół mocno sprzeciwiał się tradycyjnym tańcom wokół ognisk, grożąc piekłem i karą za pogańskie praktyki, tradycja ta przetrwała i ma się świetnie. Co roku największe ognisko płonie pod Ålesund i mierzy zazwyczaj od 30 do 40 metrów wysokości! To konkretne ognisko zawsze płonie 3 dni przed Nocą Świętojańską. Na poniższym filmiku możecie obejrzeć tegoroczne ognisko mierzące ok. 34 metry.


Dla tych, którzy obawiają się o bezpieczeństwo i możliwość zaprószenia ognia, spieszę z informacją, że aby móc rozpalić ognisko trzeba mieć pozwolenie. Co roku gminy oraz straż pożarna decydują czy, gdzie i kto może je rozpalić. Preferowane miejsca, w jakich rozpalana są ogniska, to te w pobliżu wody. Największe ogniska, często będące elementem większej gminnej, czy miejskiej imprezy, doglądane są przez strażaków.

O ważkości Sankthans dla dawnych Norwegów może świadczyć także fakt, że w codziennym życiu często odnoszono się do niego i w pewny, specyficzny sposób liczono rok od i po tym święcie. Często mówiono, że, np. jak szybko rozkwitną kwiaty jarzębiny przed jonsok, tak szybko będą mogły odbyć się żniwa przed świętem św. Michała Archanioła (Mikkelsmesse). Zresztą święto Sankthans było istotnym wyznacznikiem również tego, jaka miała być pogoda w pozostałe miesiące roku. W Telemark wierzono, że padający w Sankthans deszcz zwiastuje wczesną jesień. Z kolei mgła miała zwiastować zimy okres zwany elgskjølen. W Troms mgła podczas Nocy Świętojańskiej zwiastowała złe zbiory moroszki.

Ale w Norwegii Sankthans ma także bogatą i nie mniej magiczną chrześcijańską tradycję. W danych czasach ludzie tłumnie odwiedzali kościoły i święte miejsca w wigilię. Jednym z bardziej znanych tego typu miejsc był kościół w Røldal, który słynął z cudownego krucyfiksu, pochodzącego z XIII w.  Każdego roku do kościoła w Røldal ściągały tłumy miejscowych i pielgrzymów, głównie tych chorych, by na własnej skórze odczuć moc owego artefaktu. Legenda głosi, że cudowny krucyfiks "pocił się" podczas nocnej mszy. Płyn wydzielany przez krzyż był zbierany lnianą szmatką, którą następnie przykładano do chorych miejsc na ciałach przybyłych pątników. I dokonywał się cud uleczenia. Chorzy porzucali przy ołtarzu kule, nosze, szyny itp., by cieszyć się odtąd swoim ozdrowieniem. Wiele z tych porzuconych sprzętów można obecnie oglądać w Muzeum w Bergen. Ponoć zachowały się także świadectwa tych, którzy widzieli te dziwy na własne oczy...

I jeszcze jedna ciekawostka związana z wigilią św. Jana. Do 1771 r. dzień ten był dniem świątecznym i wolnym od pracy w Norwegii, ponoć także i obecnie jest tak w niektórych gminach norweskich, m.in. w gminie Sandefjord.

Ha en strålende Sankthansfeiring i dag!:)

7 komentarzy:

  1. Dziękuję ci za ten wpis. Zaraz po słowiańskiej, najbardziej lubię skandynawską mitologię :) A ognisko robi wrażenie :)
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój wpis przypadł Ci do gustu :)

      Usuń
  2. Ale świetna tradycja :) Chciałabym móc w czymś takim uczestniczyć. Dobrze, że te ogniska są strzeżone i przestrzegane są środki ostrożności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W czasie tegorocznego święta u mnie tak wiało, że urywało głowę, więc krótko podziwiałam uroki ogniska :) Ale, wiesz, ja pamiętam z dzieciństwa, że w Noc Świętojańską w Polsce też były m.in. palone ogniska.

      Usuń
  3. Tylu ciekawych rzeczy się tu dowiedziałam! Uwielbiam te Twoje wpisy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Karolino za bardzo miłe słowa :) Ja się zawsze zastanawiam, czy to, co napiszę, przypadnie komukolwiek do gustu, bo Ameryki to ja w swoich postach nie odkrywam, a i Norwegia nie jest tak egzotyczna, jak Japonia, czy Peru.

      Usuń
  4. Pozwolilam sobie umiescic link do Pani blogu na stronie Tema Morsmål Polsk Barnehage. Opis jest ciekawy i bogaty w szczegoly, Przyda sie w zaznajomieniu polskich rodzicow z norweskimi zwyczajami. Jak dotarla Pani do smacznych szczegolow np. toczenie plonacego kola? czy podobny do naszego zwyczaj skakania przez ogien? Pytalam kilku mieszkancow zachodniej Norwegii ale widac od pokolen zyja trybem miejskim bo nic nie potrafili na ten nemat powiedziec. Gratuluje!

    OdpowiedzUsuń