"Srebrny młotek" Vera Henriksen

Tytuł: "Srebrny młotek"
Autor:  Vera Henriksen
Seria: Córka wikingów tom 1
Oryginalny tytuł: "Solvhammeren"
Tłumaczenie: Beata Hłasko
Wydawnictwo: Książnica
Rok wydania: 2004
Liczba stron: 256


Oto nadszedł ten dzień, kiedy mój stosik "do przeczytania", zalegający na regałach z książkami, nieco uległ zmniejszeniu. Nareszcie sięgnęłam po trylogię "Córka wikingów" autorstwa Very Henriksen, norweskiej pisarki, spod pióra której wychodzą od kilkudziesięciu lat zarówno powieści historyczne, jak i współczesne, a także literatura faktu oraz sztuki teatralne. (Henriksen otrzymała tytuł Kawalera 1. klasy Orderu Świętego Olafa w 1997 r.) Autorka skupia się w swoich książkach na człowieku w momencie przełomowych zmian, w czasach, gdy prawa i normy, obowiązujące do tej pory tracą swoją siłę, a zwykli ludzie muszą odnaleźć się w nowo powstającym świecie i od nowa niejako uczyć się w nim żyć. Nie inaczej ma się sprawa w "Córce wikingów" i w pierwszej jej części "Srebrnym młotku", o której dziś napiszę Wam kilka słów.

Młoda Sygryda, ledwie piętnastoletnia, zostaje wydana za mąż za Olve syna Grjotgarda (Ølve Grotgardsson), pana w Egge (północny Trondelag), w którego żyłach płynie krew jarlów z Lade. Olve choć dużo starszy od Sygrydy, okazuje się, ku zaskoczeniu i radość dziewczyny, być człowiekiem mądrym, cierpliwym i wyrozumiałym. I prawdziwie kocha swoją młodą żonę. Ona uczy się być panią dworu, zarządzać gospodarstwem i domem, a także jak być dorosłą kobietą i żoną możnego pana i jak kochać. On musi zmierzyć się ze swoimi wątpliwościami i słabościami, z narzucaną przez tradycję rolą, jaką winien odgrywać. Oboje stają wobec wyzwań, jakie niosą ze sobą nowe czasy i nowa wiara, rozprzestrzeniająca się po Norwegii.

"Życie nie jest piękne - Sygryda mówiła powoli, oglądając swoje paznokcie. - Człowiek musi być albo głuchy i ślepy na to, co dzieje się dookoła, albo nauczyć się żyć z tym wszystkim." [str. 151]

"Srebrny młotek" jest debiutem Henriksen, wydanym w 1961 roku przez norweskie wydawnictwo Aschehoug. Wraz ze "Znakiem" i "Świętym królem" stanowią trylogię opowiadającą o życiu Sygrydy córki Tore (Sigrid Toresdatter) na przestrzeni kilkudziesięciu lat. (Książka zdobyła w 1962 roku Nagrodę Księgarzy Norweskich (Bokhandlerprisen). Co ciekawe rękopis powieści został pierwotnie odrzucony przez wydawcę...) Część pierwsza cyklu obejmuje pierwsze lata, jakie Sygryda przeżyła, jako żona Olvego. Fabuła wydaje się być nieskomplikowana, ale to tylko pozory. "Srebrny młotek" jest bowiem czymś więcej niż historią życia tytułowej bohaterki. To opowieść o dorastaniu i dojrzewaniu - do życia w rodzinie i do życia w ogóle, o trudnych wyborach, o poszukiwaniu swojej tożsamości i swojego miejsca na świecie, o sile miłości i przyjaźni, o honorze i o zdradzie oraz o wielkich dziejowych zmianach, których mimowolnymi uczestnikami stają się bohaterowie. Powieść Henriksen przenika duch dawno minionych czasów. Pełno w niej detali, składających się na realistyczny obraz siedlisk i domów ludzkich, ubiorów i biżuterii, najważniejszych świąt z epoki wikingów i tych drobnych codziennych rytuałów, którym hołdowali ówcześni ludzie. No i te opisy przyrody! Surowe, oszczędne, a jednak intensywne i zachwycające. Pisarka nie tworzy mocno rozbudowanych, szczegółowych, kilkunastostronnicowych opisów, nie męczy czytelnika, np. mnóstwem nazw elementów łodzi, czy poszczególnych budynków gospodarczych i mieszkalnych. Wprowadza ich na tyle dużo w swojej powieści, aby odbiorca poczuł atmosferę czasów, o których czyta, lecz nie poczuł się nimi przytłoczony. Moim zdaniem jest to bardzo dobry zabieg, który pozwala nauczyć się trochę o schyłku czasów wikingów i pobudza ciekawość do dalszych poszukiwań w tym temacie. 

Wspomniałam już kilka razy, że "Srebrny młotek" opowiada o epoce wikingów. A jak wikingowie to spodziewać się można i wypraw łupieżczych... I tu co niektórzy mogą poczuć się rozczarowani, ponieważ Vera Henriksen, skupia się na życiu codziennym tego okresu, a wikingi przewijają się tylko w tle, np. gdy ktoś wyrusza na wyprawę bądź z niej wraca bądź też gdy napomyka w rozmowie o odbytej wyprawie.  Ci z was, którzy chcą dowiedzieć się, jak funkcjonował ten fascynujący świat, jak wyglądało życie osławionych wikingów od kuchni, będą zadowoleni z lektury. Ci, z kolei, którzy szukają jedynie szczęku broni, wzbudzającego grozę wycia żądnych krwi berserków, widowiskowych potyczek morskich, niech nie sięgają po książkę Norweżki. Chociaż... właściwie, czemu nie mielibyście skusić się na nią. Przecież każda lektura wnosi coś w życie czytelnika. Kto wie, może odkryjecie coś nowego i równie ciekawego.

Bohaterowie, wykreowani przez autorkę, to prawdziwi ludzie z krwi i kości. Nawet ci, którzy zostali uwiecznieni na kratach historii i odcisnęli na niej swoje piętno. A tych w "Srebrnym młotku" nie brakuje. Jedni przewijają się we wspomnieniach i opowieściach bohaterów, drudzy są postaciami, czynnie biorącymi udział w opisywanych wydarzeniach, choć nie wysuwają się na pierwszy plan. W "Srebrnym młotku" odnajdziecie między innymi Haakona Sigurdssona, jarla regionu Lade i faktycznego władcę norweskiego w latach 976-995, Olafa Tryggvasona, władającego Norwegią po śmierci jarla Sigurdssona, Olafa Haraldssona, króla norweskiego i przyszłego świętego, czy Torego Hunda, stojącego na czele buntu przeciwko Haraldssonowi. I chyba właśnie, czytając o ostatniej z przedstawionych przeze mnie powyżej historycznych postaci, najłatwiej zauważyć skupienie Very Henriksen na zwykłym człowieku, a nie na znanej osobistości. Widać, że pisarkę dużo bardziej od znanych historycznych faktów interesuje osobowość, myśli i uczucia jej bohaterów. Wizerunek Torego Hunda w powieści odbiega od tego, jaki znany jest z podręczników i prac historycznych, gdzie zazwyczaj przedstawiany jest jako tchórz i zdrajca. (Głównie za sprawą sag Snorre Sturlassonsa.) W "Srebrnym młotku" to zwyczajny człowiek, postawiony przed bardzo trudnym wyborem, który zrobił to, co uważał za słuszne i najlepsze w danej sytuacji nie tylko dla siebie, ale i dla swojej ojczyzny. 

"W jasne letnie wieczory myślała o słońcu nie zachodzącym na północy; o fiordzie jedwabiście gładkim, połyskującym i migotliwym w odblasku złocistych promieni, podczas gdy tarcza słoneczna leciutko drgała nad nieboskłonem, a odległe wyspy zdawały się zawieszone między niebem a ziemią.
Tęskniła do morza. (...)
Odgłosy morza... huk i szum nawałnicy, krzyk ptaków, delikatny plusk drobnej fali na brzegu, lekkie trzeszczenie bali pomostu; bliskość morza... krople wodnej piany na twarzy, sól osiadająca na skórze, ciepło bijące od nagrzanych słońcem skał; zapach wodorostów, morza, ryb - wspomnienie o tym wszystkim powracało falami wraz z okrutną tęsknicą." [str. 178-179] 

Kolejnym równie istotnym elementem, a nawet rzekłabym, ważnym bohaterem, książki, stojącym na równi z postaciami pierwszoplanowymi, jest chrześcijaństwo, które pod koniec X wieku i na początku XI wieku starali się zaszczepić na gruncie norweskim dwaj z najbardziej znanych królów norweskich tamtych czasów - Olaf Tryggvason i Olaf Haraldsson. Temu drugiemu misja ta powiodła się i z każdym rokiem przybywało w Norwegii chrześcijan. (Co oczywiście nie oznacza, że dawna wiara została natychmiast zapomniana i porzucona, ale to temat na długie rozmowy :)) Henriksen doskonale przedstawiła reakcje i uczucia, towarzyszące wprowadzaniu nowej religii w Norwegii. Świetnie oddaje chaos, oburzenie, sprzeciw (a nawet wściekłość), nadzieję, a także zagubienie, panujące wśród Norwegów w tamtych jakże skomplikowanych latach. Zgrabnie opisuje walkę o rząd dusz pomiędzy tradycyjną wiarą wikingów a nowo wprowadzanym ładem. Czemu uważam, że chrześcijaństwo jest znaczącą składową "Srebrnego młotka"? Ponieważ oddziaływało ono, mocniej lub słabiej, na każdego z bohaterów, wpływało na ich decyzje i postępowanie, decydowało o ich losach.

Jest jeszcze jeden szczegół, który stanowi, w moim odczuciu, o autentyczności wydarzeń, postaci, dialogów i rzeczy, w pracy Henriksen, to język jakim została ona napisana. Nie jest on udziwniony, zbyt skomplikowany, czy nadto uproszczony. Jest za to dopasowany do epoki w jakiej dzieje się fabuła i do postaci, zaludniających karty książki. Jest delikatnie stylizowany na dawną mowę, bogaty w archaiczne i zapomniane słowa oraz zwroty, a mimo to jest zrozumiały i łatwy w odbiorze. To ogromy plus tej pozycji!

Tak, jak podejrzewałam zaczynając lekturę "Srebrnego młotka", powieść Very Henriksen urzekła mnie od pierwszych stron. Dawkowałam ją sobie, podobnie jak dwie pozostałe części, rozciągając przyjemność płynącą z jej czytania, na ile tylko pozwalała mi moja czytelnicza zachłanność. Chciałam słyszeć huk morza rozbijającego się o przystań w Egge, patrzeć na krzątaninę we dworze, słuchać rozmów i sag, przeżywać z bohaterami radość, spowodowaną powrotem bliskich z tingu, czy z wypraw i ich obawę, przed wrogiem, przed głodem, przed tym, co nieznane. W dziele Henriksen odnalazłam też Norwegię, jaką dane było mi zobaczyć na własne oczy. Mam tu na myśli przede wszystkim naturę, która nawet w te najbrzydsze dni, gdy wiatr smaga z siłą huraganu, deszcz siecze prosto w twarz, a zimy grad wywołuje palący ból na skórze, zapiera dech w piersi. Pisarka nie  opisała po prostu swojej ojczyzny, nie opowiedziała jedynie o wydarzeniach sprzed wieków, ona zawarła w swojej książce ich esencję.

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:
Czytamy polecane książki: po książkę sięgnęłam zachęcona różnym opiniami w internecie




* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Srebrny młotek" Very Henriksen

20 komentarzy:

  1. Znam książkę. Mnie też ogromnie się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja na nią polowałam bardzo długo i aż wstyd mi było, że kilka miesięcy czekała aż ją przeczytam. Na szczęście okazało się, że warto było po nią sięgnąć :)

      Usuń
  2. Interesuję się epoką wikingów, więc z przyjemnością dopiszę ją do listy książek do przeczytania. Z opisu wydaje mi się nieco zbliżona tematyką do "Sagi Sigrun" Cherezińskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarzyczka, jeśli podobała Ci się Północna Droga Cherezinskiej, to koniecznie sięgnij po Córkę wikingów. Tematyka podobna. U Henriksen jest więcej nawiązań do historii i dużo więcej rozważań o chrześcijaństwie, ale obie serię są bardzo dobre.

      Usuń
  3. Jejku, aż mam gęsią skórkę... Pięknie o niej napisałaś... Ostatni akapit totalnie mnie już rozwalił do końca. Cieszę się, że jesteś nią zachwycona. Jakie masz szczęście, że możesz odczuć tę Norwegię na własnej skórze. I jak podobna do "Sagi Sigrun" Cherezińskiej? Z pewnością nie pod względem stylów pisania, ale historie kobiet są dość zbliżone, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż sobie przeczytałam ten ostatni akapit, żeby wiedzieć, co ja takiego napisałam. Dziękuję Basiu za takie miłe słowa :) Zarówno Henriksen jak i Cherezińska skupił się w swoich książkach na życiu codziennym wikingów, poświęcił większość uwagi kobietom. A jednak dla mnie te książki jednak się różnią. U Norweżki jest dużo historii i to tych konkretnych znanych nam wydarzeń, u Cherezińskiej jest tego dużo mniej. U polskiej pisarki losy bohaterów przedstawione są w większym oderwaniu od znaczących wydarzeń historycznych, u norweskiej autorki bohaterowie są w samym ich środku. Coś podobnego zrobiła Cherezińska w swoich powieściach o Piastach. Niemniej kocham obie serię :D

      Usuń
    2. Ja też kocham obie i nie wiem którą bardziej. Kocham je... w inny sposób. I na tym zakończę :).

      Usuń
    3. Mądrze prawisz Basiu :)

      Usuń
  4. Ja gdzieś w gimnazjum chyba miałam prawdziwą manię czytania książek o wikingach. O wikingach albo o wilkach i życiu gdzieś w zimnych klimatach - non stop takie rzeczy czytałam. Trochę żałuję, że te wszystkie książki były z biblioteki, bo teraz nawet tytułów nie pamiętam, żeby je odszukać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. J. ja też już w szkole miałam pociąg do książek o tematyce rodem z północnych krajów :) Mnie zostało to do dziś :D
      Podobnie, jak Ty zdarza mi się żałować, że wiele kiedys przeze mnie przeczytanych książek poszło w zapomnienie, bo właśnie były z biblioteki...

      Usuń
    2. Miało byś: Podobnie, jak Tobie ;)

      Usuń
  5. Nie słyszałam o tym, a bardzo lubię takie historie, więc dzięki! W Polsce podobny temat poruszyła Cherezińska w Cyklu Północnej Drogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam i mam całą Cherezińską :D Henriksen napisała swoje książki kilkadziesiąt lat przez polską pisarką. A skoro lubisz jej twórczość, to i cykl Córka wikingów może Ci przypaść do gustu.

      Usuń
  6. Boże, mam tę książkę od dobrych kilkunastu lat, to jedna z tych, od których zaczęła się moja fascynacja kulturą i mitologią skandynawską! Jak znajdę czas, chętnie ją sobie odświeżę! Fantastycznie, że o niej napisałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja od kilkunastu lat na nią polowałam :) Wiedziałam, że kiedyś uda mi się ją kupić i przeczytać! :)

      Usuń
  7. Czytając opinie o takich książkach myślę sobie, jak wiele cudownych powieści nam umyka - na świecie powstaje ich tyle, a o wielu nie mamy szansy usłyszeć, jeśli nie interesujemy się bliżej daną kulturą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaś, też o tym bardzo często myślę. Po prostu nie dość, że nie sposób wszystkie je przeczytać, to jeszcze niemożliwym jest nawet trafienie na nie. I tu wielkie dzięki za blogi! :)

      Usuń
  8. Dysiu! Jak to dobrze, że Ci się podoba! Ja jak wiesz także upolowałam tę książkę i cieszę się już na lekturę, a tekst świetny, bardzo klimatyczny! Zdecydowanie jesteś we własnym żywiole ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to przyjemnego czytania Tusiu! :) Teraz szukam czasu, żeby napisać o pozostałych dwóch częściach :P

      Usuń