"Odnajdę dzieci!" Ula Kaźmierczak

Tytuł: "Odnajdę dzieci!"
Autor: Ula Kaźmierczak
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 232

Sięgając po książki o tematyce wojennej, gotowa jestem zawsze, by zmierzyć się z ogromem tragedii, jaka zostanie mi w niej przedstawiona. Poziom odczuwania przeze mnie przerażenia, niedowierzania i bólu, wzrasta, gdy pozycja, z którą się mierzę, dotyka terenów bardziej mi znany, bardziej bliskich. Stąd być może wynika także moje zamiłowanie do literatury, traktującej o wydarzeniach II wojny światowej. To jej skutki są dla mnie najbardziej namacalne, znane z własnego podwórka, dotykają historii mojej rodziny. Dziś chcę się z Wam podzieli właśnie taką rodzinną opowieścią, którą Ula Kaźmierczak postanowiła ocalić od zapomnienia i wydała w postaci książki.

Autorka "Odnajdę dzieci. Historia prawdziwa" połączyła w swojej pracy pamiętniki swojej babki Zofii Grodzkiej oraz swojego ojca Edmunda Grodzkiego. Oboje opowiedzieli w nich o latach, kiedy pozostawali rozdzieleni i nie wiedzieli, co dzieje się pozostałymi członkami ich rodziny. Obie części opisują ten sam przedział czasowy, te same wydarzenia, lecz przedstawiają je z różnych perspektyw. I choć historia Zofii Grodzkiej i jej dzieci rozpoczyna się jeszcze przed wojną, to właśnie jej wybuch sprawił, że ich życie zostało wywrócone do góry nogami. W części pierwszej stykamy się z opowieścią Zofii Grodzkiej, matki Edmunda i Feliksa oraz Wali. Swoje wspomnienia kobieta spisała z myślą o dorosłych już dzieciach, które nigdy nie miały szansy usłyszeć całej historii losów swojej matki podczas rozłąki z nimi. Z tej opowieści wyłania się obraz silnej kobiety, kochającej ponad miarę swoje pociechy, która niestety nie miała szczęścia do mężczyzn, z którymi się wiązała. Jeden z nich stał się przyczyną jej tragedii oraz bezustannej tułaczki w poszukiwaniu utraconych dzieci. Pani Zofia mimo przeciwności losu wciąż podejmowała próby odszukania ich. Nawet, gdy inni jej to odradzali, gdy wszystko i wszyscy byli przeciwko niej, ona nieustanie myślała, w jaki sposób dowiedzieć się czegokolwiek, co pozwoliłoby trafić na ich ślad. Druga część książki to relacja Edmunda Grodzkiego, najstarszego syna Zofii, który napisał swoje wspomnienia na życzenie córki, czyli autorki "Odnajdę dzieci! Historia prawdziwa". Tu z kolei widzimy, jak z rozstaniem radzi sobie młody chłopak. Obserwujemy jak dorasta, jak zakłada rodzinę. Cały czas bez najbliższych, bez świadomości, że jego rodzina żyje i szuka go. Oba pamiętniki to obraz 15 lat straconego życia rodzinnego i 15 długi lat rozpaczy matki, która nie wie, co stało się z jej dziećmi. I  choć czas spędzony na poszukiwaniach, został uwieńczony sukcesem, to miał on gorzki posmak dla Zofii. Nie udało się jej scalić ponownie rodziny.

Wędrując wraz z Zofią i Edmundem po wyniszczonej wojną ziemi, oglądamy ludzką biedę, częste przypadki okrucieństwa, poznajemy nieszczęścia, spotykające innych. Pokrzepiające jest to, że w nawet tak trudnych czasach, jak okres wojenny, człowiek człowiekowi bywał nie tylko wilkiem. Relacje obojga bohaterów zaznajamiają czytelnika z mniej znaną szerszemu gronu odbiorców stroną wojny. Nie ma tu obozów koncentracyjnych i masowej eksterminacji (choć jest sporo stron, poświęconych egzystencji w przerażających warunkach w obozie pracy przymusowej), jest za to dramat tysięcy rodzin zagubionych w wojennej zawierusze. Jest to koszmar, który często nie kończył się wraz z zaprzestaniem działań wojennych.

Ula Kaźmierczak we wstępie napisała "Oddając cześć babci nie mogłam jednak pominąć tego, co sama napisała, dlatego też cytuję jej pamiętnik, rozwijając niektóre wątki." Cóż, według mnie nie wyszło to najlepiej. Wolałabym aby autorka zacytowała wspomnienia swojej babci, dodając do nich własny komentarz w formie przypisów, bądź oddzielnego rozdziału. Przeszkadzało mi także podczas czytania ciągłe przeskakiwanie z narracji pierwszoosobowej do trzecioosobowej i z powrotem. Był to zbędny zabieg, który wprowadził do książki chaos. W publikacji czuć brak płynności w prowadzeniu wątków, nieporadność językową, widać brak warsztatu. Zapewne czytałoby się ją przyjemniej, gdyby była lepiej skonstruowana. Praca Kaźmierczak dużo zyskałaby, gdyby dopracować tą właśnie sferę. Podam Wam przykłady dla zilustrowania tego, o czym wspominam.

"Uwierzyła tej kobiecie. Też była matką i rozumiały się. Spojrzała jeszcze raz na swoją malutką córeczkę i wyszła, mimo że rozpacz rozdzierała jej serce. Znowu musiała wybrać.
Poszłam, nie miałam wyboru. Nie ma już tej dobrej kobiety, zmarła dawno temu." 

"(...) Ciągle jej szukałam. Po wielu perypetiach znalazłam matkę Hermana i ona mi dała adres do Wali. Mieszkałam wtedy z Feliksem i jego żoną Manią w Kazachstanie, a Wala mieszkała w Duszanbe. Pojechałam do niej.
Nigdy się nie spodziewała, że będzie musiała uciekać z Edmundem zostawiając swoje dzieci, Walę i Feliksa. Zrobiła to jednak dla ratowania życia."

Żeby całkowicie zrozumieć, czemu forma książki tak bardzo uwierała mnie podczas lektury, musielibyście sami po nią sięgnąć i przekonać się o czym piszę na własnej skórze. Nie jest jednak tak, że publikacja jest beznadziejna. To nie język stanowi o jej wartości, lecz historia, opowiedzianej na jej kartach. Treść jest przejmująca, wręcz niewiarygodna. Mimo, że nie jest typowym wyciskaczem łez, jeśli wziąć pod uwagę temat jaki porusza, to sprawia, że odbiorcę przenika zimny dreszcz na myśl, o tym co przeżyli, co czuli i co myśleli w owym czasie bohaterowie. Zdarzenia nakreślone w "Odnajdę dzieci! Historia prawdziwa" nie są odosobnione. W dobie lat wojennych wiele było rodzin, który na długie lata zostały rozdzielone, osób, zadręczających się ciągłymi pytaniami o los najbliższych. (Sama znam takie rodziny.) Finał ich tułaczek często był dużo bardziej przerażający niż ten opowiedziany w książce Kaźmierczak.  A jeśli jeszcze dodać do tego skalę wspomnianego wyżej zjawiska, które nie ograniczało się przecież tylko do terenu Polski, to jego tragizm nabiera mocy. "Odnajdę dzieci! Historia prawdziwa" to kolejny istotny głos wśród setek tysięcy innych tego rodzaju opowieści. A każdą z nich uważam za wartą poznania.

Ula Kaźmierczak mogła pokusić się o napisanie bardziej przejmującej, mocniej przemawiającej do większej liczby czytelników, powieści. Mogła stworzyć typowy wyciskacz łez, grać na uczuciach czytelnika, podkreślając do bardziej dramatyczne wydarzenia, słowa, gesty etc.. Mogła, lecz sądzę, że nie to było jej zamierzeniem. Materiał, który zaprezentowała w "Odnajdę dzieci! Historia prawdziwa" miał na zawsze już uwiecznić dla potomnych pełen rozpaczy okres oraz opowiedzieć o ludzkiej (w tym wypadku matczynej) determinacji i odwadze. I to właśnie tutaj odnajdziecie.

***
Książkę przeczytałam w ramach akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają. Dziękuję za taką możliwość :)
 
***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Polska

* Cytaty pochodzą z książki "Odnajdę dzieci! Historia prawdziwa" Uli Kaźmierczak
Reakcje:

19 komentarzy:

  1. Nie zachęciła mnie ta książka. Ani okładka, ani fabuła. Nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno, choć czasami warto dać szansę książce, która zdaje się być mało zachęcająca :)

      Usuń
  2. Ja nie zwróciłam szczególnej uwagi na styl autorki, bo przedstawiona historia mocno mnie wciągnęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim wypadku niestety tak nie było, ale uważam, że dobrze jest przeczytać tą książkę.

      Usuń
  3. może być kolejna ciekawa pozycja ! dawno nie czytałam nic w tej tematyce.
    chociaż ostatnio ciężko mi się wraca do tematu II wojny, czy filmem czy książką.
    Jakaś mniej odporna się zrobiłam na starość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że spokojnie dasz radę ją przeczytać :) Ja na starość nie mogę czytać krwawych horrorów ;)

      Usuń
    2. Ja jakoś do tej tematyki nigdy nie byłam przekonana. Może na starości mnie zainteresuje, a Wy dziewczyny to żadne staruszki nie jesteście! Druga młodość przed wami :PPP A horrorów to ja nigdy nie lubiłam czytać Dysiu - wyjątkiem jest King i Ketchum ;)

      Usuń
    3. Kinga, daję radę. Ketchuma chyba już bym nie dała rady :P Ja to się sama sobie dziwię, że daję radę czytać trudne, bolesne książki.

      Usuń
  4. Dla tej treści z chęcią po nią sięgnę.
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba :)

      Usuń
  5. I mnie fabuła książki pociąga. Mimo, że całość idealna nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie jest, ale, tak jak napisałam, warto poznać historię rodziny Grodzkich.

      Usuń
  6. Ciekawe. Czegoś w niej brakuje,mówisz :) Temat jednak interesujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to tylko ja tak uważam, a Tobie nic by w niej nie brakowało :) Tak, czy siak, książka jest ciekawa.

      Usuń
  7. Patrząc na tytuł, myślałam, że będzie to typowa obyczajówka, a nie prawdziwa historia, w dodatku wojenna. Myślę, że to może być ciekawy tekst i chętnie bym go poznała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam podobne skojarzenia z tytułem, ale przeczytałam opis i skusiłam się na tą książkę.

      Usuń
  8. Dziękuję za recenzję mojej książki. Uważam, że uwagi są słuszne i cenne dla mnie Odnośnie stylu miałam trudny wybór w jaki sposób przedstawić suchy pamiętnik i jednocześnie poprzez dialogi sprawić by książka była ciekawa dla czytelnika i nie miała typowo pamiętnikarskiego charakteru. Co do okładki to był mój celowy wybór. Postać na okładce została wykonana przez moją siostrę Zofię Griffel. Znajduje się na tle obrazu, który namalowała. Przez to książka ma jeszcze bardziej rodzinny charakter. Pozdrawiam Ula Kaźmierczak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Urszulo, dziękuję za Pani komentarz. Przy treści Pani książki, jej styl schodzi na plan drugi i choć, jak wspomniałam, nieco mnie uwierał podczas lektury, nie uważam, by wartość "Odnajdę dzieci!" na tym ucierpiała. Teraz rozumiem lepiej wybór takiej, a nie innej okładki. To musi być wspaniałe uczucie, gdy można się podzielić swoją rodzinną historią z innymi, obcymi ludźmi.

      Usuń
    2. Tak to prawda, tym bardziej, że mój tata żyje i wszystkim opowiada o książce, wielu jego znajomych przeczytało a On jest taki dumny:) Warto zbierać rodzinne historie bo to część nas.

      Usuń