Nowości i zapowiedzi Wydawnictwa Psychoskok

Pośród zapowiedzi i nowości Wydawnictwa Psychoskok każdy znajdzie coś dla siebie. Literatura kobieca staje zaraz obok sensacji i erotyki, a sztuka medytacji naprzeciw dramatu psychologicznego. Znajdzie się także coś dla fanów biografii. Wśród przedstawionych poniżej pozycji odnajdziecie kolejną książkę uznanej pisarki Stefani Jagielnickiej-Kamienieckiej oraz najnowszą powieść Anny Wysockiej- Kalkowskiej. Na fanów biografii czeka pełna nieznanych faktów "Droga Tadeusza Mazowieckiego".

Tytuł: "Droga Tadeusza Mazowieckiego"
Autor: Tomasz Mielcarek

Tadeusz Mazowiecki. Jeden z głównych architektów współczesnej Polski. Jego postanowienia, idee które im przyświecały, widoczne są do dnia dzisiejszego. Kim był ojciec założyciel III RP? Dlaczego decyzje, które podjął są tak ważne. Dlaczego mają tylu samo zwolenników, co krytyków. Droga Tadeusza Mazowieckiego to pochylenie się nad działalnością Premiera, przyjrzenie się jego żmudnej pracy nad zmianą otaczającego go świata. To analiza zmian zachodzących w poglądach, młodego dziennikarza, działacza społecznego i w końcu posła na Sejm PRL. Katolika próbującego łączyć tradycję i wiarę z nurtem marksizmu. Książka ta przybliży czytelnikowi ewolucyjną zmianę, która dojrzewała w umyśle Tadeusza Mazowieckiego. Zainteresowanie socjalizmem przekształciło się w próbę zmian systemu, w próbę humanizacji najtwardszych postaw i działań. Z czasem nadzieja na socjalizm z ludzką twarzą, zastąpiona zostaje przez wejście w opozycje, której szczytowe momenty sięgają podjęcia głodówki i jedno z najdłuższych w czasie stanu wojennego internowań. W książce tej czytelnik znajdzie odpowiedź na to co leży u podstaw najważniejszych decyzji podjętych podczas przewodniczenia radzie ministrów. Wybory personalne, stosunki z Niemcami i Związkiem Radzieckim, współpraca, a później spór z Lechem Wałęsą. Nie można zapomnieć też o działalności politycznej Premiera już w III RP, a także wielkiej roli jaką odegrał podczas wojny w Jugosławii. Tadeusz Mazowiecki osadzony zostaje, między swoimi współpracownikami i przeciwnikami, w epoce i w kolejnych chronologicznie ułożonych wydarzeniach, którym się przyglądał, w których uczestniczył i które go kształtowały. Za co ceniony jest były premier? Za które posunięcia był szczególnie krytykowany? Skąd wzięła się "gruba kreska" z którą zawsze będzie kojarzony? Odpowiedzi dotyczące działalności Tadeusza Mazowieckiego, a także fakty dotyczące jego życia osobistego znaleźć można na kartach niniejszej książki.
 



Tytuł: "W amoku"
Autor: Stefania Jagielnicka – Kamieniecka

"W amoku" to kolejna książka Stefanii Jagielnickiej-Kamienieckiej, w której autorka prowadzi czytelnika w zagmatwany świat poranionych przez życie bohaterów. Powieść od pierwszych stron traktuje o sprawach ważnych dla polskiej historii. Nie uciekniemy tu zatem od wydarzeń lat osiemdziesiątych, od „Solidarności”, od bezpieki i trudnego życia w tamtych czasach – wszak tematyka ta to już znak rozpoznawczy autorki, która osadza bohaterów w realiach zmian ustrojowych. Historia to jednak tylko jedna strona medalu. W powieści niebywałą rolę odgrywają także portrety psychologiczne bohaterów. A jest ich troje. Dwoje mężczyzn (komunista i artysta-opozycjonista) oraz kobieta, o której względy walczą owi panowie. Jak się można domyślać, będą wygrani i będą przegrani. Na szczególną uwagę zasługuje kreacja bohaterów oraz dogłębna penetracja ich psychiki. Nic w powieści nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma swój skutek. Uwikłania w przemiany ustrojowe w Polsce, nie tylko poszukują prawdziwej miłości, ale także miejsca, które będą mogli nazwać domem.



Tytuł: "Moje życie bez ciebie"
Autor: Anna Wysocka – Kalkowska 

Główna bohaterka, Agata, w wieku osiemnastu lat poznaje starszego od siebie mężczyznę. Zakochuje się w nim. Brak akceptacji tego związku ze strony rodziny powoduje, że dziewczyna ucieka z domu i zamieszkuje ze swoim wybrankiem. Po trzech latach trwającej wielkiej miłości, kochankowie pobierają się, żyjąc zgodnie i szczęśliwie. Los bywa jednak bardzo przewrotny i Tomasz, ginie w wypadku, a znany i bezpieczny świat Agaty kończy się w jednej chwili. Na kilkanaście miesięcy bohaterka wpada w przepastną otchłań żalu, żałoby, odrętwienia, całkowicie izolując się od świata. W wyniku starań różnych ludzi, jak też splotów przedziwnych okoliczności, z czasem Agata powoli wraca do życia i funkcjonowania, zaczyna dostrzegać jaśniejsze niż do tej pory odcienie. Kilkutygodniowy pobyt na wsi, z dala od wielkomiejskiej Warszawy, na który została zaproszona staje się punktem zwrotnym i przepustką do budowania życia jeszcze raz. Opowieść ozdobiona jest wątkiem nadprzyrodzonym – Agata doświadcza opieki z niebios.

Tytuł: "Nie wchodź w moją ciszę"
Autor: Alicja Masłowska-Burnos

Książka „Nie wchodź w moją ciszę” to dramat psychologiczno-erotyczny z elementem kryminału,w którym nie brak emocjonalnie naszkicowanych treści. Główną bohaterką jest Maja - piękna, niezależna i bardzo inteligentna 32 letnia singielka zmagająca się od lat z problemem pracoholizmu i perfekcjonizmu, co niestety nie do końca sobie uświadamia …Przewrotny los, który nieoczekiwanie stawia na jej drodze mężczyznę, przystojnego i charyzmatycznego dewelopera Adama zmusza bohaterkę do zmiany i analizy własnego samodestrukcyjnego postępowania. Miłość Mai i Adama przeradza się w trudny i bardzo namiętny romans...Dla Adama bohaterka podejmuje nie łatwą walkę ze swoim destrukcyjnym nałogiem. W książce nie brakuje również refleksji dotyczących macierzyństwa, strachu przed nim jako czymś zupełnie nieznanym i niezrozumiałym dla głównej bohaterki... Powieść jest bardzo współczesna i spójna w narracji. Czytelnik w kolejnych rozdziałach książki orientuje się, iż nie ma do czynienia z klasycznym "love story", tylko książką która niejednokrotnie zachwyci, otworzy szeroko oczy odbiorcy, wywoła silne emocje nie da o sobie zapomnieć i trochę skaleczy w momentach mówiącym o przejmującej stracie, jaką stanowi tytułowa cisza głównej bohaterki...
 
Tytuł: "Posłańcy świętego Floriana"
Autor: Lech Lewandowski

Główny bohater Robert Kortas będąc w wojsku uczestniczył w misji stabilizacyjnej w Iraku, w której został ranny. Opuścił armię i za namową oraz przy pomocy ojca, oficera straży pożarnej, dostał się do służby w komendzie powiatowej PSP. Niestety, straszny pożar, w którym zginęło starsze małżeństwo, komplikuje jego sytuację w pracy. Zostaje przeniesiony do jednostki ratowniczo – gaśniczej, gdzie popada w konflikt z jego dowódcą, ambitnym kapitanem Roguckim. W międzyczasie uczestniczy w działaniach ratowniczych pobliskiej jednostki ochotniczej straży pożarnej co, jak się okazuje, także negatywnie rzutuje na jego relacje z kapitanem Roguckim. Tymczasem nowy komendant brygadier Marczak, na polecenie swojego przełożonego, bada zasadność doniesień o nadużyciach w komendzie. Okazuje się, że nie były one bezpodstawne, a w sprawę zamieszany jest kapitan Rogucki. Służbowe perypetie aspiranta Kortasa przeplatają się z jego kolejną zawiedzioną miłością. Dziewczyna, z którą chce budować przyszłość, decyduje się na powrót do męża. Nieudane są też inne związki bohatera książki. Wszystko to sprawia, że coraz częściej myśli o porzuceniu zawodu strażaka. Tymczasem otrzymuje nieoczekiwaną propozycję...

Tytuł: "Miłość, sutanna i śmierć"
Autor: Józef Popławski

Miłość pary ludzi dojrzałych spełniona po dramatycznych przejściach, oraz druga dwojga młodych, poczęta w wieku dziecięcym, a zakończona tragicznie w wieku dorosłym w cieniu sutanny. Dzieje obu par łączą ze sobą wspólne wydarzenia.
Dzieje dwóch pracowitych rodzin sadowników i ich dzieci, splecione z ludźmi inteligencji. Pełen czaru i dramatyzmu pobyt we Francji, losy dwu rodzin, oraz pedagogów – Olimpii i Włodzimierza łączą wspólne przeżycia. Głównymi bohaterami utworu są: Sobotowscy i Jagodowscy, jedni i drudzy ze swoimi dziećmi – Anielą i Markiem, Olimpia – nauczycielka języka polskiego i francuskiego z mężem impotentem Anastazym, Włodzimierz nauczyciel geografii – kochanek Olimpii. Ale też paryski kuzyn Anastazego Walery z żoną Barbarą, księża Angelus –agent Bezpieki i January – kochanek Anieli, duchowy sprawca jej tragedii i śmierci Marka.

Tytuł: "Achieve Inner Peace with Meditation Techniques, Benefits and Inspirational Teachers"
Autor: Wojciech Filaber

To anglojęzyczna wersja książki „Przemień siebie i własne wnętrze za pomocą medytacji. Życie i dziedzictwo największych mistrzów medytacji”.  Ma ona na celu przedstawienie postaci takich jak Alan Watts, Eckhart Tolle, OSHO, Ram Dass, Mooji, Adyashanti, Jego Swietobliwosc Dali Lama, Maharashi, Papaji,  Jiddu Krishnamurti oraz Thich Nhat Hanh. Celem książki jest przedstawienie czytelnikowi czym jest medytacja i w jaki sposób ona wpływa na jakość tworzonych w życiu doświadczeń. Autor prezentuje pokrótce wszelkie istniejace dotychczas rodzaje medytacji takie jak: medytacja buddyjska, chrześcijańska, medytacja prowadzona, medytacja chodzona, medytacja Japa, oraz medytacja Reiki.  Autor również  przedstawia zalety jakie medytacja wnosi w celu poprawy zdrowia umysłowego do których nalezą: przebaczenie, uzdrowienie oraz obniżenie poziomu stresu. Ponadto, najistotniejszą częścią książki jest przedstawienie czym jest medytacja według powyżej wymienionych osób które posiadają ogromne doświadczenie w tej dziedzinie. Zakończenie książki stanowi osobista refleksje autora dotycząca czym jest umysł Zen i natura Buddy.

Mam nadzieję, że któraś z pozycji przyciągnęła Waszą uwagę :)



Kartki z kalendarza: Listopad

Trochę późno pojawia się niniejszy post, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie. (Tym bardziej, że wiem, że są tu osoby, które czekają na niego niecierpliwie :)) Podobnie jak brak właściwie jakichkolwiek postów. Codzienność domaga się całego mojego wolnego czasu niestety. A musicie wiedzieć, że jest mi bardzo źle z tym, że nie mam kiedy napisać choćby pojedynczego postu na bloga. Mam nadzieję, że do końca roku wszystko się wyjaśni i będę wiedziała, czy będę mogła dalej blogować, czy będę się musiała z Wami pożegnać. A teraz zapraszam na haiku :)


Kakehashi ya
inochi o karamu
tsutakatsura

Most nad przepaścią
czepia się wątłym życiem
czerwony bluszcz

 (Bashô)


*Źródło: "Haiku" w tłumaczeniu Agnieszki Żuławskiej-Umedy  
** Zdjęcie pochodzi z mojego kalendarza wydanego przez teNeues :) 

Kartki z kalendarza: Październik

Nurete hosu
yamaji no kiku no
tsuyu no ma ni
itsuka chitose o
ware wa henikemu

Teraz zroszony
kwiat górskiej chryzantemy
suchy za chwilę
i tak nie wiedzieć kiedy
z tysiącem lat mijamy


(Sosei-hôshi)


*Źródło: "Haiku" w tłumaczeniu Agnieszki Żuławskiej-Umedy
** Zdjęcie pochodzi z mojego kalendarza wydanego przez teNeues :)


"Skazani" Alice Hill

Tytuł: "Skazani"
Autor: Alice Hill
Cykl: Przed czasem
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 580


Gdybym miała wybrać tą książkę po okładce to zapewne nigdy bym nawet nie wyciągnęła w jej kierunku ręki. (Tak, o zgrozo, zdarza się mi sugerować obrazkiem ;)) Na szczęście dla mnie zawsze czytam też blurby, w których czasami jedno, dwa słowa, potrafią zdecydować o tym, czy po daną pozycję sięgnę, czy nie. W tym wypadku skusiły mnie "istoty z prastarych mitów". Tym oto sposobem zdecydowałam się na literaturę YA i paranormal romance, a po tego typu tytuły obawiam się sięgać równie mocno jak diabeł boi się być pokropiony wodą święconą ;) Jednak lektura "Skazanych" przebiegła spokojnie, bez syków, kłębów dymu i zgrzytania zębami ;)

Thilli jeszcze do niedawna wiodła szczęśliwe, spokojne i poukładane życie w domku z idealnie przystrzyżonym trawnikiem. Nagła, a do tego tajemnicza śmierć matki sprawiła, że jej świat rozsypał się, a ona z odkrywanych strzępów faktów próbuje od nowa go odbudować. Jednak to, czego się dowiaduje, wydaje się być raczej jakąś mroczną baśnią, na karty której trafiła lub sugeruje istnienie u niej silnych zaburzeń psychicznych. To, co jeszcze do niedawna było fikcją znaną Thilli z kart przeczytanych książek, staje się codziennością. Istoty z mitów ożywają. A to dopiero początek niezwykłych wydarzeń, których uczestnikiem stanie się dziewczyna. Gdy daje o sobie znać przeszłość, o której bohaterka nie miała pojęcia aż do chwili obecnej, wszystko staje się możliwe.

Główna bohaterka "Skazanych" to na pierwszy rzut oka zwyczajna nastolatka, która buntuje się przeciwko szkolnym regułom i nauczycielom, nie zgadza się na niepisane zasady, według których funkcjonują jej szkolni koledzy i koleżanki, kłóci się z ojcem, ucieka z domu, próbuje odkryć kim jest, na wszystko chce znaleźć wytłumaczenie. Jednocześnie pragnie zwyczajności i bycia kimś innym niż tysiące jej rówieśników, choć do tego ostatniego nie przyznaje się nawet sama przed sobą. Jednak Thilli jest kimś więcej... To indywidualistka, której trudno odnaleźć się w rzeczywistości. Do tego bardzo wrażliwa, zagubiona, niepotrafiąca nawiązać kontaktu z rówieśnikami. A gdy w końcu w nowym miejscu poznaje kogoś, większość jej wyborów okazuje się być co najmniej dyskusyjna. Tracąc matkę, Thilli traci drogowskaz, który do tej pory zawsze pomagał jej podejmować słuszne decyzje, wybierać właściwą drogę. Dziewczyna nie może przeboleć, że jej ukochana mama pilnie skrywała jakąś tajemnicę, która coraz mocniej okazuje się być związana zarówno z nią samą jak i z wszystkimi dziwnym i niebezpiecznymi wydarzeniami, których uczestnikiem i/lub świadkiem jest nastolatka. Odkrywane przez nią tajemnice tylko początkowo wywołują w niej strach, z biegiem czasu stają się coraz bardziej pociągające. I daję nadzieję na znalezienie odpowiedzi jakich poszukuje Thilli. Tylko, czy bohaterka "Skazanych" jest aby gotowa na to, co odkryje?

Hill udało się stworzyć bohaterkę-nastolatkę, która nie jest wyidealizowaną, plastikową kukłą i której dobrze z takimi wizerunkiem, tudzież do niego dąży. Owszem bywa denerwująca, miewa pstro w głowie, miota się między stanami zakochania i nienawiści, jak to nastolatki miewają w zwyczaju. Ale... Thilli to ktoś więcej. Thilli jest sobą, jest prawdziwa. Wie, kiedy jej "odbija", wie, kiedy zachowała się źle. Stara się zmienić, pracuje nad sobą, ale pozwala też sobie na błędy. Nikt nie jest bez wad. Dziewczynę da się lubić. Ba, trzyma się za nią kciuki żeby udało się jej: a) pozbierać do kupy po śmierci matki, b) znaleźć prawdziwego przyjaciela, c) poradzić sobie z, hmmm, nadprzyrodzonymi zjawiskami i nie postradać zmysłów.

Autorka zgrabnie przeplotła w fabule elementy fantastyczne (wielkie brawa za świetne przedstawienie fragmentów mitologii hebrajskiej!)  z realistycznymi. Te pierwsze są przedstawione w taki sposób, że czytelnik odnosi wrażenie jakby czytał o czyiś snach, może przebłyskach wspomnień i to nawet wtedy, kiedy o nadprzyrodzonych i zazwyczaj minionych dawno wydarzeniach opowiada jedna z postaci. A właśnie, sposób narracji. Powieść Hill podzielona jest na rozdziały, które z kolei dzielą się na podrozdziały, których narratorami są różni bohaterowie. Dzięki takiemu zabiegowi czytelnik poznaje historię z kilku perspektyw, ma wgląd w zdarzenia, które są często nieznane innym bohaterom oraz może lepiej przyjrzeć się także postaciom drugo- czy trzecioplanowym. (I, nie, nie powoduje to żadnego zamieszania.) "Skazani" są napisani prostym językiem, bez rozdmuchanych metafor, czy opisów. Według mnie to tylko podkreśla niezwykłość przygód Thilli, dla której są one równie nieprawdopodobne, jak dla czytelnika, gdyby przyszło się mu z takowymi spotkać osobiście. Mimo braku wartkiej akcji, gwałtownych zwrotów w fabule i napisanych z rozmachem scen powieść nie męczy przekombinowanymi dialogami, czy wewnętrznymi monologami. Czyta się ją szybko i przyjemnie. Finał pierwszego tomu "Przed czasem" tempo ma zawrotne i sprawia, że czytelnik ma ogromną chęć sięgnąć po jego kolejną część.


***
Książkę przeczytałam w ramach akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają. Dziękuję za taką możliwość :)
 
***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Polska 

Migawki #7

Obiecałam Wam jakiś czas temu migawki, więc dziś zapraszam za ich odrobinę. Nie zarzucę Was zdjęciami z minionych miesięcy, za to postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma zdjęciami z ostatnich tygodni. Udało się mi znaleźć kilka chwil na małe wypady w góry, choć gdyby nie gość, który do mnie zawitał na kilka dni pewnie by mi się to nie udało. (Wtedy obowiązki jednak biorą górę nad rozkoszami leniuchowania.) Nawet do Norwegii zawitało w tym roku gorące i słoneczne lato. Co prawda tylko na trochę, dziś jest już pochmurno i pada, ale mnie udało się skorzystać z tych bajecznie wakacyjnych, jeszcze, dni.

Stosiki kamieni to coś na co natkniecie się na każdym kroku wędrując po Norwegii, w szczególności, gdy zawitacie w góry. 
Powiem Wam, że rzucanie się śnieżkami latem to nadspodziewanie duża frajda :D

No, dobra, trochę morza też musi być :) Bo gdyby ktoś potrzebował ochłody to norweskie morze, strumyki i jeziora służą pomocą :D
Droga też może zapierać dech w piersi! :)
Mam nadzieję, że ta garść zdjęć pozwoli Wam poczuć choć małą cząstkę tego, co czułam ja widząc te miejsca na własne oczy :)

Do poczytania :)))


Zabierz książkę na wakacje - wyniki konkursu

Nadszedł moment, kiedy mogę już przedstawić Wam zwycięzcę konkursu „Zabierz książkę na wakacje”. W konkursie wzięło udział aż 113 osób i wszystkie odpowiedzi były prawidłowe. :) Okazało się też, że Poradnik bardzo przypadł Wam do gustu. Za wszystkie ciepłe słowa należą się Wam gorące podziękowania! :)

Poszukiwany cytat i zarazem poprawna odpowiedź w konkursie brzmi:
„Pozwól poprowadzić się własnej historii, zaufaj jej, a sama zabierze cię tam, dokąd trzeba.”


Teraz to, na co czekacie zapewne niecierpliwie... Oto zwycięzca...


Serdecznie Ci gratuluję Karolino! :)

Choć konkurs dobiegł końca nadal możecie pobrać Poradnik tutaj.

Pozdrawiam Was ciepło i życzę udanego tygodnia! :)

Najnowsze zapowiedzi Wydawnictwa Psychoskok

Latem, zdarza mi się pod wpływem impulsu sięgać po książki, po które, z niewiadomych mi przyczyn, nie sięgnęłabym w innej porze roku. Dlatego dziś przedstawiam Wam kilka zapowiedzi Wydawnictwa Psychoskok. Kto wie, może wśród nich znajdziecie Waszą idealną wakacyjną lekturę!
Tytuł: „Wszechświat to najpiękniejsza maszyna”
Autor: Maciej Trawnicki

Opowiadanie „Wszechświat to najpiękniejsza maszyna” Macieja Trawnickiego przeniesie cię w zupełnie inny wymiar. Nie będzie to jednak świat składający się z fantastycznych zdarzeń i nierealnych przedmiotów. To miejsce, w którym odkryjesz, co tak naprawdę jest w życiu ważne, zatrzymasz się, bo emocje, które w tobie narosną podczas czytania, zachwieją twoim dotychczasowym systemem wartości. To baśń dla dorosłych, w której wykreowana wizja świata polega na życiu w interakcji z otoczeniem.

 Tytuł: „Jest jeden sekret”
Autor: Melissa Wise

 „Jest jeden sekret skutecznego odchudzania, upragnionej figury; odkryłam go przed laty, pokochałam go...” – tymi słowami Melissa Wise rozpoczyna swój poradnik, który pomoże ci zawalczyć o zgrabną i atrakcyjną figurę! Książka „Jest jeden sekret” to lektura dla wszystkich kobiet, które chcą schudnąć, borykają się z nadmiarowymi kilogramami, które chcą o siebie zadbać, być atrakcyjnymi dla siebie. Proces chudnięcia nie ma być katorgą, kwestią wyrzeczenia się wszystkiego, co dobre. Melissa Wise w swojej książce „Jest jeden sekret” daje proste i skuteczne rady, jak uzyskać wymarzoną sylwetkę, jak poczuć się dobrze we własnej skórze, jak żyć w zgodzie ze sobą i własnym ciałem.

 Tytuł: „Roma i Amor. Historia prawdziwa”
Autor: Jerzy Zieliński

„Roma i Amor – historia prawdziwa” Jerzego Zielińskiego jest powieścią obyczajowo-psychologiczną. Autor opisuje losy kobiety, która wiąże się – mówiąc najogólniej – z nieodpowiednimi mężczyznami. Konsekwencją tego są bolesne doświadczenia oraz próby odbudowania się po nich. Bo Roma nie poddaje się. Po każdym upadku podnosi się niczym Feniks, mityczny symbol odradzającego się życia. Ważni w jej życiu są przyjaciele i matka, na których wsparcie zawsze może liczyć w trudnych chwilach.
Jerzy Zieliński delikatną kreską rysuje obrazy toksycznych związków, w które wikła się Roma, procesów wydostawania się z nich i żałoby po utracie tego, co było dla bohaterki najważniejsze. Ale najistotniejszym przesłaniem tej książki jest chyba to, że każdy koniec może być początkiem czegoś nowego. Wystarczy tę prawidłowość dostrzec i znaleźć siły, żeby ją wykorzystać. Dlatego, kiedy bohaterka powieści spotyka Jana, chce się krzyknąć: - Nie poddawaj się, Roma. Do trzech razy sztuka!
 Tytuł: „Życie i zdrowie masz tylko jedno”
Autor: Violetta Wróblewska
 
 Kiedy myślisz, że nic ci w życiu nie wychodzi lub jakąś dziedzina życia ciągnie cię w dół, ponieważ nie potrafisz nic w tej kwestii zmienić, czas sięgnąć po książkę Violetty Wróblewskiej – psycholog, trenera rozwoju osobistego, coacha i nauczyciela akademickiego – „Zdrowie i życie masz tylko jedno”. To poradnik, w których znajdziesz mnóstwo porad, jak zmienić swoje życie na lepsze. To także książka obdarzona niezwykle pozytywną energią – dzięki zawartym w niej ćwiczeniom, pozwala na lepsze poznanie samego siebie i innych. Książka jest tak skonstruowana, że możesz czytać ją od początku do końca, ale również wybrać interesujący cię rozdział – w zależności np. od nastroju czy ilości czasu, który możesz przeznaczyć na lekturę. Niezależnie od tego, w jakiej konfiguracji będziesz się zapoznawać z książką „Zdrowie i życie masz tylko jedno” – pochłonie cię ona bez reszty!

  Tytuł: „Zeszyt grafomana - żądza”
Autor: Siewca Słów
Czy miłość i żądza to to samo? Czy jedno bez drugiego może istnieć? Czy powinno istnieć?
Roksana kocha Emana do szaleństwa. Innych mężczyzn traktuje instrumentalnie bo tylko Eman się liczy. Jest gotowa zrobić wszystko aby ON z NIĄ był, aby JĄ pokochał, aby ONA w jego życiu była najważniejsza. Jest gotowa na wszystko, dosłownie na wszystko… Kobieta o imieniu Roksana pragnie tylko jednego, być z Emanem. Jednak On traktuje ją jak wieloletnią znajomą która często odwiedza restaurację w której pracuje. Roksana postanawia to zmienić i podstępem zwabia chłopaka do swojego domku letniskowego. Eman nie podejrzewa, że z chwilą przekroczenia progu domu jego życie zmieni się na zawsze.
 
 Tytuł: „Nigdy nie pozwolę ci odejść”
Autor: Marta W. Satniszewska

Gdy kilka miesięcy temu zjawiłam się w tym mieście, nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że kiedykolwiek ponownie go spotkam. Pogodziłam się z tym, że pięć lat temu w jakiś magiczny sposób rozkochał mnie w sobie w raptem jeden dzień, po którym zabrał fragment mnie i zniknął bezpowrotnie. Był jak najcudowniejszy koszmar, który zakończył się zbyt wcześnie, a ja wyrwana z czarodziejskiej bajki i błądząca gdzieś pomiędzy jawą a marzeniem, nie umiałam zapomnieć jak pięknie potrafi być. Okazuje się, że świat jest naprawdę mały, a miłość, która zapłonęła między nami pośród wąskich uliczek i plaż nadmorskiej miejscowości, jest silniejsza niż zło na nią czyhające.
Dziś jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi na Ziemi. Pochłonięci przygotowaniami do ślubu, zanurzyliśmy się w swoim małym wszechświecie i cieszymy się sobą. On jest niczym spełnienie moich najbardziej romantycznych, ale i wyuzdanych marzeń i wciąż nie wiem, komu dziękować, że jest tu ze mną. Mój Boski Thor. Zawsze gotowy, ciągle złakniony mojego ciała, bezustannie na moje żądanie. Nasz dzień wypełnia namiętność, która bez trudu opiera się nudnej codzienności. Szkoda tylko, że uśpiona pozornym spokojem wokół, nie zdołałam dostrzec, kiedy powróciły demony przeszłości. Zbliżała się burza i nikt poza nim nie był w stanie mnie przed nią ochronić. Tylko czy po tym, co zrobiłam będzie jeszcze chciał…?
Mam nadzieje, że wypatrzyliście wśród tych propozycji coś dla siebie.

PS. Niestety niewiele mnie ostatnio na blogu i w blogosferze. Najzwyczajniej w świecie moje codzienne życie wymaga ode mnie całkowitego skupienia na nim. Zamiast pisać posty "na odwal się", wolę pisać je rzadziej lub wcale. Niedługo zaczynam urlop, co oznacza także odpoczynek od sieci - w mniejszym bądź większym stopniu. Dlatego też końca sierpnia/początku września będzie mnie tutaj jeszcze mniej. Mam jednak nadzieję, że nadal będziecie do mnie zaglądać. Ja obiecuję ze swojej strony, że jeśli tylko będę mogła, postaram się publikować posty.  Poza tym właśnie odkryłam, że liczba Obserwatorów na moim blogu przekroczyła 200, więc przydałoby się to jakoś uczcić. Prawda? :)

Życzę Wam wspaniałych wakacji, krótszych i dłuższych wypadów i oczywiście niezapomnianych lektur! :)

Wyniki konkursu z książką "W krainie kolibrów"

W konkursie zorganizowanym na moim blogu, w którym do wygrania były dwa egzemplarze książki "W krainie kolibrów" Sofii Casparii, wzięło udział 35 osób. Przy czym dwie nie pozostawiły adresu mailowego, zgodnie z wymaganiami regulaminu konkursowego, więc zwycięzców wyłoniłam, w drodze losowania, spośród 33 komentarzy pod postem konkursowym.
Najczęstsze podawane przez Was skojarzenia to Leo Messi, tango i piosenka Madonny "Don't Cry For Me Argentina". Ale jest i nasz swojski Gombrowicz i jego "Trans-Atlantyk" :)
Oto zwycięzcy:
Gemma (Messi) oraz Magdalena Jabłońska (tango)! 

Gratuluję Wam serdecznie i za chwilę wyślę do Was maile! :)



Zapraszam Was do zajrzenia do wpisu Co czytać w wakacje,czyli blogosfera czyta, bo i tam znajdziecie konkurs :) A nagrody są zacne :)


Co czytać w wakacje, czyli blogosfera czyta! + KONKURS!

Dla wielu z nas wakacje to jeden z tych okresów w roku, kiedy bez większych wyrzutów sumienia możemy oddać się lekturze. Wszelkie wakacyjne wyjazdy sprzyjają spędzaniu dłuższych chwil na czytaniu. Nawet Ci najbardziej zabiegani z nas są w stanie znaleźć czas na rozkoszowanie się książką podczas urlopu. W dzisiejszym poście chciałabym więc zachęcić Was do zapoznania się z poradnikiem "30 książek na wakacje", w który i ja mam swój maleńki wkład :) W poradniku bowiem znajdziecie, m.in. tytuł, który i ja polecam Wam na wakacje. Do całej akcji zostałam zaproszona przez pomysłodawczynię tegoż poradnika, czyli przez Ewę, prowadzącą bloga Książkówka. Oj, trudno mi było wybrać tylko jedną (!) pozycję, którą można by ze sobą zabrać na letnie wojaże! W poradniku znajdziecie 29 tytułów polecanych przez 29 różnych blogerów.

Poradnik "30 książek na wakacje" 
możecie pobrać w formacie PDF tutaj

Jest jednak jeszcze coś! Specjalnie dla Was, dla osób, które zechcą zajrzeć do poradnika, organizowany jest poniższy konkurs, w którym możecie wygrać pakiet 6 książek! Przyznacie, że to nie lada gratka dla każdego książkoholika :)
Nagroda prezentuje się tak :)
REGULAMI KONKURSU "Zabierz książkę na wakacje"

                                                      ZASADY KONKURSU

Zadanie konkursowe:
Z Poradnika „30 tytułów na wakacje 2015” wybrałyśmy jeden cytat. Zrobiłyśmy z niego rozsypankę, poszczególne wyrazy zaznaczyłyśmy kolorem pomarańczowym i ukryłyśmy w recenzjach. Twoim zadaniem jest odnalezienie wszystkich wyrazów i ułożenie z nich konkursowego cytatu.

Konkurs trwa od momentu publikacji niniejszego posta do 31.07.2015r.

1. Aby wziąć udział w konkursie należy podać swoje imię, nazwisko oraz odpowiedź drogą mailową na adres blogosferaczyta@gmail.com. W tytule e-maila wpisujemy: „Zabierz książkę na wakacje”.
2. Jedna osoba wygrywa pakiet 6 (słownie: sześciu) książek.
3. Jeśli okaże się, że prawidłowych odpowiedzi jest więcej niż jedna, to zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losowania.
4. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi w pierwszych dniach sierpnia 2015 roku.
5. Wyniki zostaną opublikowane na blogach współtworzących poradnik „30 tytułów na wakacje”.
6. Aby odebrać nagrodę, zwycięzca jest zobowiązany do wskazania Organizatorowi konkursu danych adresowych (na terenie Polski), na które zostanie wysłana nagroda konkursowa.

NAGRODY
Nagrodami w konkursie są książki ufundowane przez Partnerów Konkursu.
 „Psy gończe” Jørn Lier Horst - ufundowana przez Smak Słowa.
„Anatomia pewnej nocy” Anna Kim - ufundowana przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” Stieg Larsson - ufundowana przez Wydawnictwo Czarna Owca.
„Gdyby nie ona” Joyce Maynard - ufundowana przez Wydawnictwo Muza.
„Próżna” Sylwia Zientek – ufundowana przez autorki projektu.
„Dworek Longbourn” Jo Baker – ufundowana przez autorki projektu.
1. Nagroda zostanie wysłana w ciągu 14 dni od dnia dostarczenia danych niezbędnych do wysyłki.
2. Nagroda nie podlegają wymianie na gotówkę ani na inne pozycje.
3. Nagroda, ze względu na niską wartość kosztową, nie podlega opodatkowaniu.

POSTANOWIENIA KOŃCOWE
1. Przystąpienie do udziału w Konkursie jest jednoznaczne z przyjęciem warunków niniejszego Regulaminu.
2. W konkursie nie mogą wziąć udziału Blogerzy, współtworzący Poradnik „30 tytułów na wakacje 2015”.
3. W sprawach nieuregulowanych niniejszym Regulaminem zastosowanie mają odpowiednie przepisy kodeksu cywilnego.

***

Życzę Wam udanych wakacji, wyjazdów, urlopów etc. i oczywiście niezapomnianych lektur! :) Trzymam też za Was kciuki w konkursie :)

PS. W pliku jest mały błąd, który zostanie usunięty - autor książki "Samemu Bogu chwała" to Aleksander Kowarz, a nie Kowacz.

"W krainie kolibrów" Sofia Caspari

Tytuł: "W krainie kolibrów"
Autor:  Sofia Caspari
Oryginalny tytuł: "Im Land Des Korallenbaums"
Tłumaczenie: Paulina Filippi-Lechowska
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 650

Dziś rano zaprosiłam Was do udziały w konkursie, w którym macie możliwość wygrać jeden z dwóch egzemplarzy "W krainie kolibrów" Sofii Caspari. Teraz zapraszam Was na wpis, w którym podzielę się z Wami swoimi wrażeniami z lektury w.w. książki. 

Moja wiedza o Argentynie jest mizerna, przyznaję bez bicia. Jakoś nigdy te rejony świata nie były w kręgu moich zainteresowań. Pierwsze skojarzenia z tym krajem? Ameryka Południowa, rządy junty, Diego Maradona, "Boskie Buenos" Maanamu i kobieta prezydent. Niewiele tego. Dlatego skusiłam się na książkę Caspari, mając nadzieję, że ciut lepiej poznam Kraj Srebra, wszak reklamowana jest ona m.in. takimi słowami: ""W krainie kolibrów" to pierwszy tom żywiołowo opowiedzianej sagi rozgrywającej się na tle zapierającej dech argentyńskiej panoramy."

Jest 1863 rok. Na statku wiozącym imigrantów z Niemiec do Argentyny, spotykają się dwie kobiety, Anna i Victoria, które dzieli prawie wszystko. Dziewczyna bez grosza przy duszy i bogata dziewczyna z dobrego domu zmierzają do kraju, w którym mają się spełnić ich marzenia. Obie z nadzieją patrzą w przyszłość. Anna płynie do swojego męża, który udał się do obcego kraju rok wcześniej wraz z jej rodziną w celu poszukiwania lepszego życia i pracy. Victoria także zdąża do męża, bogatego plantatora, który w jej opowieściach i wspomnieniach jawi się niczym książę z bajki. Jest też Julius, dobry znajomy Victorii, młody mężczyzna pełen zapału i z głową pełną planów. On w  wyjeździe do Argentyny widzi szansę na realizację swoich ambicji i udowodnienie ojcu, że jest kimś więcej niż rozpieszczonym młokosem, który zawdzięcza wszystko rodzinie. Między trójką pasażerów, w trakcie długiego rejsu,  zadzierzgną się więzi, które okażą się być silniejsze niż więzy krwi i na zawsze połączą wspomnianą trójkę. Gdy schodzą na ląd w Buenos Arie, żadne z nich nie podejrzewa, że ich losy kiedyś jeszcze się przetną. Czy jednak bohaterom uda się zrealizować swoje marzenia? Czy nowy początek okaże się dla nich tym, czego oczekiwali? Cóż... życie lubi płatać figle, a zawiedzione nadzieje bolą najmocniej. 

"Argentyna, Kraina Srebra - czy to nie brzmi, jak obietnica? Ale co się za nią kryje? Co ta ziemia naprawdę im przyniesie?"

Po przeczytaniu 600 stron powieści, będącej debiutem Caspari, w dwa dni, dotarło do mnie, że jest ona z gatunku tych, po które sięgam bardzo rzadko. Bo musicie wiedzieć, że "W krainie kolibrów" to romans pełną gębą. Przewidywalny, często naiwny, gdzie miłość, ta prawdziwa, jest wyidealizowana i zdolna pokonać wszelkie przeciwności, a dobro okazuje się, w ostatecznym rozrachunku, zawsze brać górę nad złem. I choć zazwyczaj krzywię się na myśl o takich pozycjach i wzdragam się na myśl o zagłębieniu w lekturę tego typu, to w przypadku książki niemieckiej autorki stało się coś zaskakującego dla mnie samej. Książka mi się spodobała! Nie jestem ślepa i dostrzegam jej mankamenty, takie jak: bardzo prosta historia opowiedziana prostym językiem, fabuła niczym z telenoweli, w tym wypadku argentyńskiej, naciągane i nieprawdopodobne, w realnym życiu, wydarzenia, czy wreszcie spora ilość błędów (głównie literówek i gramatycznych). (W tym ostatnim przypadku zapewniono mnie, że otrzymana przeze mnie wersja powieści, jest przed ostateczną korektą i do księgarń trafiła publikacja bez tych niedociągnięć.) Mimo to, trudno mi było się z książką rozstać. To chyba jest właśnie ta siła przyciągania telenoweli! Gdy raz się człowiek wciągnie, przepadł z kretesem :) Widać w tym czasie taka właśnie lektura była mi potrzebna.

Co w takim razie sprawiło, że "W krainie kolibrów" przypadło mi do gustu? Wielu z Was zapewne zdaje sobie sprawę, że czasami jest to kwestia trudna do ujęcia w kilku prostych słów. Szczególnie, gdy rzecz tyczy się książki daleko odbiegającej od Waszego kręgu zainteresowań i fascynacji. Ale postaram się Wam wytłumaczyć, skąd u mnie taka opinia o pracy Caspari. Po pierwsze lekkość książki. Choć rzecz dzieje się w kręgu niemieckich imigrantów, z których większość żyła w skrajnym ubóstwie, choć poruszana jest też delikatnie kwestia rdzennych mieszkańców Argentyny i niesprawiedliwości względem nich, choć wspominany jest świat przestępczy, rozwijający się w najlepsze w rozrastającym się Bueons Aries, choć jest przemoc, prostytucja, kłamstwa, które niszczą rodziny, to pisarka nie zadręcza czytelnika roztrząsaniem wszystkich tych problemów. Nie wgryza się w nie, nie rozkłada na czynniki pierwsze, ale daje ogólny obraz ówczesnego życia. Wszystkie wspomniane przeze mnie powyżej wątki są kanwą dla rozgrywającej się akcji. Podobnie jak owa "zapierająca dech argentyńska panorama". Oczywiście wolałabym aby było więcej opisów przyrody argentyńskiej, ówczesnych realiów, odniesień historycznych, bo ja to lubię. Jakkolwiek, w przypadku tej publikacji, jest ich tyle, ile trzeba. Dają one czytelnikowi pewne wyobrażenie o opisywanych miejscach i czasie, pozwalają poczuć odrobinę tej prawdziwej Argentyny. Nie one są tutaj na pierwszym planie. Są tłem dla fabuły, skupiającej się przede wszystkim na perypetiach trójki głównych postaci, na ich uczuciach. Postaci te są nakreślone prosto, posiadają oczywiste cechy i zachowania, nie zaskakują, ale łatwo je polubić. Lub nie... To już kwestia gustu. Właśnie za tą prostotę, za tą przewidywalność doceniłam powieść niemieckiej autorki. Wspominałam już, że tematem przewodnim jest, w moim odczuciu, miłość. Ponad granicami, ponad podziałami, poplątana, lecz idealna. Jest to uczucie, które w przypadku każdego z bohaterów, okazuje się być siłą napędzającą dla ich działań. Miło jest czasami przeczytać książkę, w której dostaniemy porządną dawkę idealizmu, gdy z każdą przewróconą stroną, jesteśmy pewni, że wszystko musi skończyć się dobrze, a prawdziwa miłość to potęga. Także w takim nieskomplikowanym wydaniu.

Ktoś może zarzucić książce Sofii Caspari, że jest zbyt banalna, nie wnosi w świat literacki nic nowego, a jest kolejnym romansem, reklamowanym hasłami na wyrost. Ja jednak nie uważam, by czas spędzony z bohaterami jej opowieści był stracony. Jak już wspominałam, nie zawsze człowiek ma chęć, by mierzyć się z ciężkimi tematami, z bólem i tragediami wykreowanych przez autora postaci. Czasami chce zanurzyć się w idealnym do przesady świecie, w którym jest pewien, że bajka o Kopciuszku mogłaby się ziścić. Jeśli szukacie lekkiej i niewymagającej książki na wakacje albo na zimne jesienne i zimowe wieczory, to, w moim odczuciu, powinniście sięgnąć po "W krainie kolibrów".


***
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Otwartemu :) Książkę otrzymałam w ramach akcji Klubu Polki na Obczyźnie. Zachęcam Was do zajrzenia na stronę Klubu oraz do śledzenia go na Facebooku.
 
***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Niemcy
Historia z trupem
Czytamy Polecane Książki: pozycje poleciła mi pani Anna

Czytam Opasłe Tomiska


* Cytaty pochodzą z książki "W krainie kolibrów" Sofii Caspari

Argentyna jest na wyciągnięcie ręki! Konkurs :) ZAKOŃCZONY

Jestem w Argentynie!

Argentyna, Kraina Srebra, Río de La Plata, Srebrna Rzeka – nie wiem, które określenie tego kraju najlepiej go opisuje. Przypłynęłam tutaj statkiem - wiem, to staromodne, ale inaczej nie poznałabym Anny i Victorii. Anna płynęła do swojej rodziny, a Victoria do ukochanego męża. Dzieliło je wszystko – pochodzenie, majątek, a przede wszystkim, oczekiwania. Ich historie... no cóż, nigdy nie można być pewnym tego, co nas czeka. Sama nie wiedziałam czego się spodziewać. Kojarzyłam Argentynę z pięknymi krajobrazami, barwnymi kolibrami i gaucho (argentyńska odmiana kowbojów), ale miejsca, które zwiedziłam i historie, które poznałam zupełnie mnie zaskoczyły. Widziałam pustynie soli i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Gdziekolwiek sięgnąć wzrokiem, było widać sól, sól i jeszcze raz sól! Na chwilę zatrzymałam się w dolinie Córdoby, pełnej kościołów, klasztorów i prastarych budowli z białego wapienia. Ciągle towarzyszą mi wierzchołki Andów widoczne na horyzoncie i sięgające niemal samego nieba! Piję dużo yerba mate – jak wszyscy tutaj. Pewnie chcecie wiedzieć coś o kuchni argentyńskiej – często jadam caldo, zupę mięsną, przyprawioną ají, czyli papryką, a do tego asado, poza tym rodzaj herbatników, zwanych galletas i wszystko popijam winem.

Spędzam dużo czasu z Anną i Victorią, poznałam też ich rodziny. Ich świat stał się na chwilę moim światem, dlatego tak trudno będzie mi je pożegnać. Chciałabym żebyście je poznały! Opisuję Argentynę, piękne widoki i poznanych ludzi, ale pewnie zastanawiacie się, jak to się stało, że niespodziewanie wyjechałam w tak odległą podróż?

Moją podróżą była lektura książki Sofii Caspari W krainie kolibrów :) Nigdy nie sądziłam, że podróżowanie z książką jest możliwe, dosłownie przeniosłam się do Argentyny! To jedna z tych lektur, po których od razu chce wyruszyć, poznawać i doświadczać. W krainie kolibrów to pięknie wydaną saga tętniąca życiem i emocjami opowiadająca losy kobiet, które wyruszyły do Argentyny, podczas fali europejskich emigracji w XIX wieku. Świetna wakacyjna lektura napisana z rozmachem. Trzyma w napięciu, a wielowątkowa akcja co rusz zaskakuje. A to wszystko na tle zapierającej argentyńskiej panoramy.

Premiera książki jest właśnie dzisiaj – 1 lipca :)

Polecam tę lekturę wszystkim, którzy marzą o dalekich podróżach, lubią odkrywać nowe kultury i chcą poznać dwie intrygujące kobiety, które nigdy się nie poddają!


***
KONKURS
Już dziś wieczorem będziecie mogli przeczytać moją recenzję "W krainie kolibrów", a teraz zapraszam Was do konkursu, w którym do zdobycia są 2 egzemplarze tej książki. Będzie więc dwóch zwycięzców. Zadanie jest bardzo proste! Aby mieć szansę na zdobycie jednego z dwóch egzemplarzy "W krainie kolibrów" należy w komentarzu pod postem napisać: Co lub kto przychodzi na Ci myśl jako pierwsze/-y, gdy słyszysz słowo Argentyna? Proszę o podanie tylko jednego skojarzenia. Poniżej znajdziecie cały regulamin konkurs. Zapraszam serdecznie :)


Regulamin:

1. Konkurs trwa od 1 lipca 2015 r. do 12 lipca 2015 r. (do 23:59).

2. Organizatorem konkursu jestem ja, czyli właścicielka bloga Zapiski spod poduszki.

3. Sponsorem konkursu jest Wydawnictwo Otwarte.

4. Konkurs przeznaczony jest dla osób, posiadających adres w Polsce.

5. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest udzielenie odpowiedzi na pytanie: Co lub kto przychodzi Ci na myśl jako pierwsze/-y, gdy słyszysz słowo Argentyna? Tylko jedno skojarzenie.

6. Nagrodą w konkursie są dwa egzemplarze powieści "W krainie kolibrów" Sofii Caspari. Jedna osoba może wygrać jeden egzemplarz.

7. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone 13 lipca 2015 r.

8. O tym, kto zostanie zwycięzcą zdecyduję ja.

9. Ze zwycięzcą skontaktuję się mailowo, dlatego proszę każdego uczestnika o pozostawienie w komentarzu swojego adresu mailowego. 


10. Na odpowiedź czekam 3 dni. Po tym czasie wybiorę kolejnego zwycięzcę.

11. Nagrody zostaną wysłane do zwycięzców przez sponsora konkursu.

12. Mile widziane jest udostępnienie informacji o konkursie oraz polubienie fanpejdża Wydawnictwa Otwartego i mojego bloga oraz dodanie bloga do obserwowanych. Nie jest to jednak warunek konieczny do wzięcia udziału w konkursie.

13. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

Życzę Wam powodzenia i już nie mogę się doczekać Waszych odpowiedzi :) 


Proszę, pamiętajcie o adresie e-mail!

"Wierni wrogowie" Olga Gromyko

Tytuł: "Wierni wrogowie"
Autor:  Olga Gromyko
Cykl: Beloria
Oryginalny tytuł: "Верные враги"
Tłumaczenie: Marina Makarevskaya
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 650

O mojej ogromnej sympatii dla twórczości Olgi Gromyko dobitnie świadczą recenzje wszystkich pozycji, traktujących o wiedźmie W.Rednej, zamieszczone na moim blogu. (Wszystkich ciekawych moich wrażeń zapraszam serdecznie do zajrzenia do wspomnianych wpisów.) Nie powinien więc dziwić nikogo fakt, że sięgnęłam także po "Wiernych wrogów", których specjalnie dla mnie zdobyła Kaś. I to z autografem autorki! Dziwić w tym wypadku może za to moja opieszałość, jeśli chodzi o sięgnięcie po nią. Cóż. Ot, zwykły brak czasu i proza życia. Zaspokoiłam już swoją ciekawość i dziś mogę podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami na temat "Wiernych wrogów". Zapraszam.

Wilkołaki i czarodzieje to śmiertelni wrogowie. Ich nienawiść sięga wieków wstecz. A Szelena i Weres mają dodatkowe powody, by nie darzyć się miłością. Tyle, że los ma zazwyczaj głęboko w poważaniu czyjeś uczucia, poglądy etc. i z lubością stawia swoje ofiary w niekomfortowym, delikatnie mówiąc, położeniu. Dlatego też tych dwoje wyrzutków - wilkołak i wypędzony czarodziej - staną ramię w ramię do walki przeciwko większemu złu. Kto wie, co przyniesie przyszłość i jakie plony wyda ten niezwykły sojusz w zawierusze bitwy.

"I u piekła bram
Nie zakrzyknę "Dość!"
Nie jest warty łez
Mej przyszłości mrok
Losie, łaski bez
Sama zrobię krok."

"Wierni wrogowie", podobnie jak cały cykl o wiedźmie Rednej, osadzeni są w Belorii. Tyle, że tym razem Gromyko przedstawia czytelnikowi tę krainę na wiele lat przed narodzinami Wolhy. I podobnie, jak to miało miejsce w "wiedźmowskiej" serii, także tutaj pierwsze skrzypce odgrywa rezolutna kobieta. A jednak Szelena jest inna. Wydaje się być twardsza, bardziej doświadczona przez życie i nie raz dostała od niego porządnego kopniaka. W moim odczuciu brak jej ciętości języka i niefrasobliwości tak charakterystycznych dla Wolhy. "Wierni wrogowie" nie mają lekkości "Wiedźmy naczelnej", czy "Wiedźmy opiekunki". Książka jest bardziej stonowana, poważniejsza. Praca okazała się być głębsza, bardziej skomplikowana niż wspomniana przeze mnie powyżej seria. Bohaterowie nakreśleni są dokładniej. Pisarka skupiła się mocniej na ich myślach oraz uczuciach, na wzajemnych relacjach i pokusiła się nawet na ich lekki rys psychologiczny. Śpieszę jednak zapewnić, że Gromyko nadal nie stroni od ironii i sarkazmu w opowieści o Szelenie i Weresie. Dzięki cynicznemu humorowi zawartemu w książce, poruszane przez autorkę w niej trudne i bardzo aktualne obecnie kwestie - m.in. uprzedzenia, ślepa nienawiść, żądza władzy  - nie przybijają czytelnika, nie wpędzają go w przygnębienie. Okazuje się, że pod płaszczykiem lekkiej i przyjemnej lektury można przemycić ważkie tematy. Pisarka bardzo dobrze łączy soczysty język, barwne, realistyczne opisy, ciężkie emocje i niebezpieczne przygody.

Mam też pewne ale. Podczas lektury odnosiłam wrażenie, że elementy humorystyczne czasami był nie na miejscu, a sytuacje, wymagające dramatyzmu miały go za mało. Niestety nie mogę podać przykładów nie ujawniając Wam fabuły. Podobnie ma się sprawa z powodem, dla którego Szelena i Weres stanęli ramię w ramię w bitwie przeciwko wrogowi zagrażającemu całej Belorii. Rozwiązanie w tejże bitwie pewnego magicznego problemu - że się tak wyrażę, żeby zbyt wiele nie napisać - pisarka potraktowała jakoś tak zdawkowo. Aż zaczęłam się zastanawiać, dlaczego było to tak istotne i czy aby na pewno tak było. Jest też kwestia tytułowej wrogości. Od samego początku nijak nie czułam jej pomiędzy bohaterami. Jest ona zbyt niejasno, zbyt delikatnie zaznaczona. Wzajemna ostrożność. Nieufność. Tak, one są. Ale żadnej głęboko zakorzenionej animozji, o której tu i ówdzie wspomina się w książce.

"Kto tam? - Głos pełen nieśmiałej nadziei, że "tam" już nikogo nie ma, albo było to tylko złudzenie. (...)
- Oj nikt ważny, tylko czarownik, smok i okrutny wilkołak w mojej skromnej osobie, a raczej potworze.  Otwieraj drzwi, bo jesteśmy wściekle głodni!"

Choć "Wierni wrogowie" nie odbiegają od ogólnego schematu, wedle którego Gromyko napisała swoje książki, które wcześniej czytałam, to nie nudzą. Ich lektura sprawiła mi przyjemność, mimo pewnych niedostatków.  Niewątpliwie Gromyko ma talent do pisania wciągających książek. I nawet, gdy historia jest banalna i łatwo przewidzieć jak potoczą się koleje bohaterów, to trudno jest rozstać się z powieścią. To po prostu dobra rozrywka. Światy wymyślone przez pisarkę są zawsze pełne magii i mają swój niepowtarzalny urok. Tak jest również w przypadku "Wiernych wrogów" To nie jest książka pełna patosu, pretensjonalności i wzniosłości. Całość jest znacznie prostsza i bliższa sercu. Choć w moim wypadku to seria o wiedźmie jest tą milszą mojemu sercu :)

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Białoruś
Czytam fantastykę
Mitologia w literaturze 

Czytam Opasłe Tomiska
Historia z trupem
 Wyzwanie biblioteczne

* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Wierni wrogowie" Olgi Gromyko

Sankthans, czyli Noc Świętojańska po norwesku

Pamiętam mój pierwszy rok w Norwegii i moje ogromne zdziwienie, gdy przez okno z mojego mieszkania zobaczyłam na zboczach gór na przeciwko kilka płonących ognisk. I to nie jakieś tam maleńkie ogniki, ale ogromne płonące stosy, Gdyby było to jedno ognisko, czy dwa, pewnie pomyślałabym, że ktoś na swojej farmie coś pali albo organizuje jakąś imprezę dla rodziny, bliskich itp. Ale, że było ich sześć, czy siedem, zastanowiło mnie to zjawisko. Z pomocą wujka Google dowiedziałam się, że w nocy z 23 na 24 czerwca w Norwegii obchodzona jest wigilia św. Jana albo inaczej Noc Świętojańska czyli Sankthans. Święto to nazywane jest także Jonsmesse, Jons vake lub Jonsok. (Ja będę używała głównie nazwy Sankthans, ponieważ jest ona najpopularniejsza w Norwegii i gdy zbliża się 23 czerwca to ona przewija się w mediach i w wielu rozmowach. W Polsce odpowiednikiem tego święta jest Noc Świętojańska, Sobótka, czy też inaczej - Noc Kupały.) Także i dziś wieczorem w całej Norwegii zapłoną setki ognisk, tych mniejszych i tych większych. (Takie ogniska noszą nazwę sankthansbålet i są odpowiednikiem polskich ogni świętojańskich.) Na szczycie niektórych z nich, tak jak dawniej, znajdą się szmaciane lalki, symbolizujące to, co stare, a czego ludzie chcą się pozbyć. Wokół nich zgromadzą się młodzi i starzy. Będą tańczyć, śpiewać, snuć opowieści i najzwyczajniej w świecie plotkować. Sankthans to pozostałość po dawnych pogańskich obrządkach, w letnie przesilenie. Podobnie, jak w Polsce w przypadku Sobótki, także i tutaj Kościół podjął próbę zasymilowania pogańskiego święta i nadania mu wydźwięku bardziej zgodnego w wiarą chrześcijańską. I choć Norwegia należy do grona krajów chrześcijańskich już ponad 10 wieków, Sankthans nadal ma wydźwięk minionych tradycji. Nie sądzę, by wielu Norwegów trzymało się ściśle w tym wypadku, czy to pogańskich, czy to chrześcijańskich tradycji, bo dla nich to po prostu świetny pretekst do zabawy i do grillowania :) Dodatkowym plusem jest fakt, że Sankthans odbywa się latem, dzięki czemu rosną szanse na pogodną i ciepłą noc. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, by oddać się zabawie na świeżym powietrzu. Nie żeby deszcz, czy wiatr jakoś szczególnie w tym przeszkadzały. No, ale i Norwegowie doceniają sprzyjające warunki atmosferyczne :)

zdj. vg.no
Ze świętem Sankthans wiąże się wiele wierzeń i zabaw, z których większość, o ile nie wszystkie, wywodzą się z pogańskich tradycji. Wszak Noc Świętojańska to magiczny czas, kiedy przenikają się światy ludzi i bogów oraz duchów. Dziś raczej nikt nie traktuje ich poważnie, lecz niektóre zabawy współczesne, jak taniec wokół ognisk, czy zaplatanie wianków, nawiązują do minionych wierzeń. Oto kilka tradycji i wierzeń związanych z Sankthans.
W zachodniej Norwegii (Vestlandet) częstym było zawieranie w tą noc pozorowanych małżeństw dzieci. Taki ślub symbolizował witalność i nowe życie. Wszyscy wiedzieli, że w tą niezwykłą noc rośliny nabierają szczególnej mocy. Zioła zebrane w Noc Świętojańską miały odznaczać się większą siłą, miały leczyć każdą dolegliwość. Wierzono, że jeśliby zwierzęta gospodarskie zostały nakarmione sianem skoszonym i zebranym w Sankthans, nabrałyby siły i byłyby bardziej odporne. Jako, że ta wyjątkowa noc była dawniej m.in. świętem płodności, wierzono także, że młodzi właśnie w tym czasie, mogą sobie wyśnić przyszłego współmałżonka. W tym celu należało zebrać sankthansblomster, włożyć je pod poduszkę, na której złoży się głowę do snu. Jest też wersja mówiąca o tym, że tych świętojańskich kwiatów powinno być siedem rodzajów. W niektórych miejscach była inna tradycja, która nakazywała chętnym ujrzeć przyszłego ukochanego, by tę noc przespali na zewnątrz na podziemnym strumieniu... Ja chyba wolałabym pierwszą wersję :) Oczywiście do zwyczajowych zabaw należało skakanie przez ogniska, toczenie płonących kół w dół góry. W wielu miejscach palono stare łodzie. Woda, podobnie jak ogień, tej nocy nabierała szczególnej mocy. Rosa zebrana w Noc Świętojańską uznawana była za najlepsze lekarstwo na wszystkie choroby oczu. Także święte źródła objawiały w tę noc swą największą moc, więc ludzie chętnie do nich podążali.

Dlaczego palenie ognisk jest tak ważnym elementem obchodów Sankthans? Wytłumaczenie jest proste: ogień oczyszcza i chroni przed złymi mocami. I mimo, że w XVIII w. Kościół mocno sprzeciwiał się tradycyjnym tańcom wokół ognisk, grożąc piekłem i karą za pogańskie praktyki, tradycja ta przetrwała i ma się świetnie. Co roku największe ognisko płonie pod Ålesund i mierzy zazwyczaj od 30 do 40 metrów wysokości! To konkretne ognisko zawsze płonie 3 dni przed Nocą Świętojańską. Na poniższym filmiku możecie obejrzeć tegoroczne ognisko mierzące ok. 34 metry.


Dla tych, którzy obawiają się o bezpieczeństwo i możliwość zaprószenia ognia, spieszę z informacją, że aby móc rozpalić ognisko trzeba mieć pozwolenie. Co roku gminy oraz straż pożarna decydują czy, gdzie i kto może je rozpalić. Preferowane miejsca, w jakich rozpalana są ogniska, to te w pobliżu wody. Największe ogniska, często będące elementem większej gminnej, czy miejskiej imprezy, doglądane są przez strażaków.

O ważkości Sankthans dla dawnych Norwegów może świadczyć także fakt, że w codziennym życiu często odnoszono się do niego i w pewny, specyficzny sposób liczono rok od i po tym święcie. Często mówiono, że, np. jak szybko rozkwitną kwiaty jarzębiny przed jonsok, tak szybko będą mogły odbyć się żniwa przed świętem św. Michała Archanioła (Mikkelsmesse). Zresztą święto Sankthans było istotnym wyznacznikiem również tego, jaka miała być pogoda w pozostałe miesiące roku. W Telemark wierzono, że padający w Sankthans deszcz zwiastuje wczesną jesień. Z kolei mgła miała zwiastować zimy okres zwany elgskjølen. W Troms mgła podczas Nocy Świętojańskiej zwiastowała złe zbiory moroszki.

Ale w Norwegii Sankthans ma także bogatą i nie mniej magiczną chrześcijańską tradycję. W danych czasach ludzie tłumnie odwiedzali kościoły i święte miejsca w wigilię. Jednym z bardziej znanych tego typu miejsc był kościół w Røldal, który słynął z cudownego krucyfiksu, pochodzącego z XIII w.  Każdego roku do kościoła w Røldal ściągały tłumy miejscowych i pielgrzymów, głównie tych chorych, by na własnej skórze odczuć moc owego artefaktu. Legenda głosi, że cudowny krucyfiks "pocił się" podczas nocnej mszy. Płyn wydzielany przez krzyż był zbierany lnianą szmatką, którą następnie przykładano do chorych miejsc na ciałach przybyłych pątników. I dokonywał się cud uleczenia. Chorzy porzucali przy ołtarzu kule, nosze, szyny itp., by cieszyć się odtąd swoim ozdrowieniem. Wiele z tych porzuconych sprzętów można obecnie oglądać w Muzeum w Bergen. Ponoć zachowały się także świadectwa tych, którzy widzieli te dziwy na własne oczy...

I jeszcze jedna ciekawostka związana z wigilią św. Jana. Do 1771 r. dzień ten był dniem świątecznym i wolnym od pracy w Norwegii, ponoć także i obecnie jest tak w niektórych gminach norweskich, m.in. w gminie Sandefjord.

Ha en strålende Sankthansfeiring i dag!:)


"Autostop(y). Dziesięć opowiadań o wolności" praca zbiorowa

Tytuł: "Autostop(y). Dziesięć opowiadań o wolności"
Autor: praca zbiorowa (Hanka V. Mody (pseud.), K.B. Ambroziak, Magdalena Niziołek-Kierecka, K.A. Kowalewska, Joanna Chudzio, Marta Koton-Czarnecka, Katja Tomczyk, Zuzanna Muszyńska, Gabriela Szczęsna (pseud.), Dorota Szelezińska)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Tagore
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 216

Wolności nie można symulować. (Stanisław Jerzy Lec)

Wolność. Piękne słowo! Mocne, niosące nadzieję, spokój, radość, pewność. Jest jak powietrze. Człowiek nie myśli o niej, nie zastanawia się, ile dla niego znaczy, póki jej mu nie zabraknie. Obecnie, w tzw. zachodnim świecie, jest to słowo niezwykle modne. Rzekłabym - nadużywane. Każdy domaga się wolności, ale nie każdy potrafi unieść jej ciężar i odróżnić wolność od samowolki. Często ludzie zapominają walcząc o własną autonomię, że i innym się ona należy. Wolność wymaga szacunku. Do siebie i do drugiego człowieka. Wolność jest trudna. Zanim ją odnajdziemy, musimy być pewni, że jej chcemy. A później trzeba ją pielęgnować, by ponownie jej nie zgubić.

"Autostop(y)" to zbiór dziesięciu opowiadań, napisanych przez różne kobiety. Odmienne temperamenty i spojrzenia na rzeczywistość, różna przeszłość, rozmaite doświadczenia i marzenia; jeden temat - wolność. Temat rzeka, bo słowo to mieści w sobie bardzo dużo treści, a jeszcze więcej emocji. Jest wielowymiarowe. Dla każdego będzie oznaczało co innego. Tutaj autorki opowiedziały o codziennej i zwyczajnej wolności, bez wojen, bez rewolucji, bez heroicznych czynów i przelewania krwi w obronnie ojczyzny. Wolność wyboru, decydowania o sobie i swoim życiu. Temat ten w pierwszym momencie po zetknięciu się z tekstami, wchodzącymi w skład antologii, wydaje się być na uboczu, jakby pominięty. Żadna z autorek nie pisze o wolności wprost, nie używa tego słowa. A mimo to, za każdym razem, gdy kończyłam czytać którąś z historii, do głowy przychodziła mi myśl, że oto przeczytałam o kolejnym, istotnym jej aspekcie. Każdemu potrzebna jest autonomia w życiu. W każdym utworze znać osobowość jego jego autorki. Nie ma dwóch identycznych opowieści, choć wszystkie opowiadają o, głównie, kobietach w ważnym dla nich momencie życia. W chwili mierzenia się z wolnością. O kobietach, które decydują się na tą swoją odrębność albo świadomie ją porzucają, bo to także jest przejaw niezależności. To także tekst o strachu przed wolnością, o borykaniu się z własnymi zahamowaniami i o oczekiwaniach innych, determinujących nasze postępowanie. Opowiadania są niezwykle życiowe. Takie o mnie i o Tobie, zapewniam Cię. Żadna z prac nie jest pretensjonalna, a mimo ważkości tematu "Autostop(y)" są lekturą lekką, co nie znaczy, że banalną.

Podoba mi się dobór tytułu do tematyki, poruszanej w publikacji. Dla mnie, podróżowanie autostopem to jeden z przejawów wolności - swobodny wybór czasu, miejsca, kierunku, sposobu przemieszczania się itp.. Także życie kojarzy mi się z podróżą autostopem, który nie zawsze wiezie nas bezpośrednio do celu. Wsiadamy do różnych środków transportu. Czasami jedziemy nimi dłużej, czasami krócej. Czasami droga jest prosta, a innym razem kręta. Ale zawsze nas dokądś prowadzi. I zawsze nas czegoś uczy. Bywa, że to my kogoś podwozimy. Podczas takich podróży toczą się przeróżne rozmowy. Często bardzo osobiste, bardzo głębokie. Być może te opowiadania, to właśnie ten rodzaj opowieści, jakie można usłyszeć podczas wspólnej podróży?

"Autostop(y) to książka niezwykła, różnorodna, bywa, że i zaskakująca. Znajdziecie tutaj kryminał, obyczajówkę, fantastykę, nawet groteskę. Autorki świetnie poradziły sobie z tak krótką formą literacką jaką jest opowiadanie. Sądzę, że udało się im zawrzeć w swojej publikacji wszystko, co trzeba. Są ciekawe pomysły, bardzo dobre ich rozwinięcia i jest mądry przekaz. Aż chce się czytać więcej.

Książka ta to eksperyment literacki, ukryty pod nazwą "Wykup słowo". Jego pomysłodawczynią jest Katja Tomczyk, która zaprosiła do wspólnego pisania dziewięć kobiet. Po za nimi także osoby postronne mogły mieć swój wkład w powstającą publikację. Wystarczyło, że na na jednym z portali crowfundingowych wspomogły finansowo w.w projekt, w zamian otrzymując możliwość wyboru m.in. słowa, imion i fraz, które następnie pojawiły się w "Autostop(ach)". Każde z opowiadań kończy się listą pomysłodawców i wykupionymi przez nich słowami. Przyznam, że ciekawie było widzieć, jak uczestniczki tego projektu wplotły w swoje teksty wszystkie zaproponowane słowa. Z kolei każde z opowiadań poprzedzone jest zdjęciem jego autorki wraz z jej krótkim życiorysem.

Jak zauważyliście nie przybliżyłam Wam fabuły żadnego z opowiadań. Uważam, że mogłabym niechcący napisać o nich zbyt dużo albo zbyt mało. Napiszę Wam jedynie, że "Autostop(owa)" wolność ma smak domowej pomidorówki, wypełniona jest prozą życia, a jej brak powoduje, dosłowne, tracenie części siebie. To spełnianie marzeń, docenianie otaczających nas drobiazgów, przesuwanie granic. Co jeszcze? Przekonajcie się sami i sięgnijcie po "Autostop(y)", bo warto! Eksperyment uważam za udany :)

***
Za książkę dziękuję pani Dorocie Szelezińskiej :) Zachęcam Was do zajrzenia na stronę Autostop(ów) oraz do śledzenia ich na Facebooku.
 
***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Polska
Historia z trupem
Czytamy Polecane Książki: pozycje poleciła mi i to skutecznie jedna z autorek :)
Klucznik



"Ostatni papież.Tajemnica przepowiedni Malachiasza" Dariusz Hryciuk

Tytuł: "Ostatni papież. Tajemnica przepowiedni Malachiasza"
Autor: Dariusz Hryciuk
Wydawnictwo: Varsovia
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 288

Do sięgnięcia po powieść Dariusza Hryciuka zachęcił mnie jej blurb, który nasunął mi skojarzenia z książkami Dana Browna, po którego książki lubię sięgać, mimo, że nie uważam, aby był on pisarzem wybitnym. Jego dzieła są zawsze dobrze napisane, fabuła jest intrygująca i wciągająca, bogata w szczegóły, akcja jest wartka i zaskakująca, a tajemnice są rzeczywiści warte uwagi, a często także niepokojące. Po prostu dobra literatura rozrywkowa. Poza tym lubię czytać o wszelkich teoriach spiskowych, a i wszelakie wizje przyszłości są dla mnie pociągające. I to miał mi zapewnić ww. tytuł. Czy tak się stało rzeczywiście?

David Stone to dziennikarz wybitny. Publikuje w największych i najważniejszych gazetach. Żyje luksusowo, niczego mu nie brakuje: ma sławę, pieniądze, piękną kobietę u boku. Właśnie ma odebrać nagrodę dla "Dziennikarza Roku". Wydawałoby się, że to ukoronowanie jego dotychczasowej pracy, spełnienie marzeń. Jednak nie dla Davida. Dla niego to nic nie znaczące, acz przyjemne, dodatki. Rzeczywistość, którą zna aż za dobrze, uwiera go. Stone od lat śledzi relacje i powiązania między światem biznesu i polityki, wie o wielu brudnych sprawkach znanych osobistości, o ogromnej korupcji panującej wśród rządzących. Coraz bardziej mierzi go społeczność dziennikarska, która zamiast propagować prawdę, wciska ludziom bzdurna papkę i kłamstwa. Postanawia ujawnić prawdę. Nie przewidział jednak, że niechcący stanie na drodze, pewnego planu i znajdzie się na celowniku Patricka Bohra, właściciela Korporacji Babel, najpotężniejszego człowieka na Ziemi. Osobnika, który pragnie podporządkować własnej idei cały świat i nie cofnie się przed niczym, aby wyeliminować każdego, kto choć w najmniejszym stopniu może mu zagrozić.

Gdzie tu tytułowa "Tajemnica przepowiedni Malachiasza"? Otóż David Stone zostaje przygarnięty przez niejaką Esther Sayes, której farma jest schronieniem dla wszystkich zagubionych i potrzebujących pomocy dusz. Ponadto kobieta jest przekonana, że modlitwa i wiara załatwią wszystko, łącznie z pieniędzmi, których jej brakuje. Wśród mieszkańców farmy jest między innymi ojciec Bernard Staniewski z nieodłączną czarną teczką w rękach, strzegący jej jak oka w głowie. On także, podobnie jak Patrick Bohr, ma misję, tyle, że stojącą w opozycji do planów przedsiębiorcy. To właśnie ta trójka, David, Esther i o. Staniewski, połączy siły i stawi czoło złu...


Przyznam, że nawet teraz pisząc powyższe zdania, wciąż uważam, że fabuła brzmi interesująco. Zapowiadają one książkę, której niestety nie otrzymałam. Nie spodziewałam się co prawda, że "Ostatni papież. Tajemnica przepowiedni Malachiasza" dorówna publikacjom Browna, ale miałam nadzieję, że przynajmniej nie będzie mocno odstawał od ich poziomu. Tym czasem już pierwsze strony powieści, mające być, co oczywiste, wprowadzeniem do całej historii, zamiast pobudzić moje zainteresowanie, znudziły mnie. Zbyt dużo było tu rozważań głównego bohatera nad kondycją świata i jego zakłamaniem. Zbyt dużo stron musiałam przeczytać zanim rozpoczęła się jakakolwiek akcja. Sądzę, że zabieg ten miał na celu zapoznanie czytelnika z pobudkami, które wpłynęły na przyszłe postępowanie Davida, mnie jednak jego wynurzenia wydały się nieprzekonujące, trochę naciągane, jakby Stone tłumaczył się na siłę przed czytelnikiem z tych minionych lat, kiedy przymykał oczy na matactwa. Powieść Dariusza Hryciuka ma też dobre momenty, kiedy akcja przyśpiesza. Wtedy udaje się mu wciągnąć czytelnika w przygody bohaterów. W tych chwilach z zainteresowaniem śledziłam wątki, wyczekiwałam ich rozwinięcia, czułam się jak podczas lektury dobrej powieści sensacyjnej. Z przykrością muszę stwierdzić, że nie udało się autorowi utrzymać tego poziomu przez całą książkę. Brakowało mi porządnego rozwinięcia wątku Patricka Bohra, który ni z tego ni z owego zostaje pominięty w finale książki. Musicie wiedzieć, że jest to postać istotna dla całej fabuły, związana z trójką głównych bohaterów, więc kiedy otrzymuję takie, a nie inne zakończenie, a Bohr nie zostaje nawet w nim wspomniany, zaczynam się zastanawiać "Po cholerę został on w ogóle wprowadzony do książki?!" Ponadto cały wątek związany z Bohrem jest jednym z dwóch najbardziej interesujących i najlepiej napisanych, a mimo to, autor zignorował go pod koniec książki, skupiając się na drugim ciekawym wątku, czyli rozwikłaniu przepowiedni Malachiasza. I tu także, gdy już doszło do kulminacyjnego momentu, pisarz pognał na przysłowiowy łeb i szyję i nie doświetlił pewnych kwestii. (Chociażby już wspomnianego przeze mnie tematu wielkiego planu Patricka Bohra, który powinien zostać uwzględniony, ponieważ jest ściśle związany z ową przepowiednią.) Odniosłam wrażenie jakby Dariusz Hryciuk miał ciekawy zalążek pomysłu na swoją powieść, lecz nie wiedział, jak go rozwinąć, więc potraktował całość trochę po macoszemu i postanowił nie wnikać zbyt głęboko w fabułę. Autor próbował przedstawić zbyt wiele wątków naraz, poruszył zbyt wiele tematów i w końcowym efekcie ani jeden z nich nie został potraktowany z należytą starannością, nie został opisany na tyle wnikliwie, by przykuć moją uwagę na dłużej. Nawet ta tajemnicza przepowiednia nie była zbyt tajemnicza i właściwie od samego początku domyślałam się jej rozwiązania.

Bohaterowie "Ostatniego papieża" są nijacy przez większość powieści, nie przekonują do siebie, a najciekawiej zapowiadająca się i napisana postać, znika w kart książki bez słowa wyjaśnienia. Chyba, że to celowy zabieg, pozwalający na kontynuację powieści. Ich relacje są naiwne i/lub sztuczne. Wątek miłosny jest okropny, wolałabym aby go w ogóle nie było w książce. Taki odbiór przeze mnie postaci, występujących w powieści Hryciuka, to pokłosie zbyt powierzchownego ich potraktowania przez autora.

Zapewne po przeczytaniu wszystkiego, co napisałam wcześniej, pomyślicie, że moim zamiarem było odradzenie Wam sięgnięcie po powieść Dariusza Hryciuka. Otóż, nie! Choć odniosłam się do niej dość krytycznie, uważam, że nie jest tak zła, jak mogłoby się wydawać. Wiem, dziwnie to brzmi. Pomyślicie sobie "Co ty tu kobieto mącisz? Najpierw wytykasz niedoskonałości, a później piszesz, że książka nie jest wcale zła!" Ano tak! Bo widzicie, Grey był tragiczny, nie znalazłam w nim nic, co by mi się spodobało, w wypadku "Ostatniego papieża" jest chociażby potencjał i kilka ciekawych momentów. U Hryciuka to i owo można by dopracować, rozwinąć, pogłębić i wyszłaby naprawdę dobra książka. Dlatego uważam, że warto aby każdy sam zdecydował, czy to, co mnie się nie spodobało, przeszkadza mu równie mocno. Ja bowiem po przewróceniu ostatniej kartki czułam ogromny niedosyt.

***
Książkę przeczytałam w ramach akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają. Dziękuję za taką możliwość :)
 
***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

W 200 książek dookoła świata: Polska