Zapowiedzi Wydawnictwa Psychoskok - Styczeń 2015 r.

W styczniu 2015 r., czyli już za chwile dosłownie, pojawi się parę nowych książek wydanych przez Wydawnictwo Psychoskok. Wśród znajdziecie zarówno prozę, jak i poezję, coś dla dorosłych i coś dla dzieci. Zerknijcie, czy coś Was zaciekawi.

„Namiętność niejedno ma imię”
Autor: Stefania Jagielnicka ­ Kamieniecka
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 182

„Namiętność niejedno ma imię” Stefani Jagielnickiej – Kamienieckiej to kolejna powieść, w której autorka porusza delikatną kwestie ludzkiej psychiki i jej wpływu na ludzkie zachowania. Kolejna książka, w której bohaterka miota się między paranoją a życiem realnym. Młoda dziewczyna Martyna, wyzwoliwszy się spod jarzma surowej matki przeprowadza się do Wiednia, by odszukać swojego ojca, którego wyimaginowany obraz pielęgnuje w swojej głowie. Podejmuje pracę asystentki dentystycznej, jednak wciąż nie czuje się szczęśliwa. Dziewczyna wikła się w romanse bez przyszłości łatwo się zakochując i dając ranić. Mimo wszystko jeszcze nigdy nie poczuła, żeby pokochała kogoś czystą i prawdziwą miłością. Wierzy, że ukojenie przyniesie jej poznanie ojca. Jednak kiedy poznaje młodego i przystojnego muzyka Martina, od razu wyczuwa w nim bratnią duszę. Chłopak stracił dla niej głowę, ale zauważa, że dziewczyna popada w paranoję szukania ojca i postanawia pomóc jej uporać się z demonami przeszłości. Jak Martyna odnajdzie ojca? Czy miłość Martina pozwoli jej uwolnić się od złej przeszłości? A może zwycięży obsesja, która przemieni życie dziewczyny w koszmar?

„Ekstrawagantki”
Autor: Anna Kozicka ­ Kołaczkowska
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 451

„Ekstrawagantki” Anny Kozickiej – Kołaczkowskiej to pasjonująca powieść zawierająca w sobie elementy kryminału, powieści detektywistycznej i sensacyjno – awanturniczej. To dobra mieszanka trzymająca w napięciu, pełna zwrotów akcji. Trzy kobiety próbują rozwikłać zagadkę związaną z ostatnim okresem panowania Piastów na Śląsku. Jedna z bohaterek z powodu wypadku nie dociera jednak na miejsce, dlatego tajemniczego rozwiązania zagadki podejmują się Karolina – była modelka oraz Agata – śpiewaczka operowa. W trakcie śledztwa okazuje się, że sprawą zainteresowane są nie tylko główne bohaterki. Im bardziej zgłębiają zagadkę, im więcej udaje im się dowiedzieć, tym więcej spotyka ich kłopotów. Odżywają demony przeszłości i wplatają się we współczesność. Autorka zabiera czytelnika w podróż po współczesnym i siedemnastowiecznym Śląsku, do miejsc, przez które setki lat były pod władaniem Piastów: Brzegu, Wołowa, Legnicy i Wrocławia. To bardzo ciekawa, a zarazem mądra powieść dla łowców przygód, sensacji oraz pasjonatów kryminałów i polskiej historii. Czy Karolinie i Agacie uda się przechytrzyć zło?

„Powroty”
Autor: Danuta Pasieka
Oprawa: Twarda
Liczba stron: 97


„Powroty” Danuty Pasieki to poezja niezwykle subtelna a mimo to dosadna – między słowami. Dużo w niej kobiecej spostrzegawczości, zadumy, inspiracji filozofią, religią. Autorka doskonale uchwyciła wątek przemijania, które jest nieodłączną cechą naszego bytu. Przemija czas, przemija nasze życie. Jedne rzeczy się kończą, inne zaczynają. Jednak to wszystko sprawia, ze człowiek jest bardziej doświadczony. Poezja poetki to wypadkowa różnych pytań: egzystencjalnych, dotyczących śmierci, strachu, naszych ziemskich wędrówek. To właśnie śmierć pojmowana jest według autorki, jako jeden z podstawowych elementów egzystencji, która wpływa na świadomość każdego człowieka. Charakterystyczne w jej wierszach jest to, że śmierć uważana jest za przepustkę do raju, ale jednocześnie stanowi też wielką tajemnicę. W wierszach Danuty Pasieki wiele jest również mowy o podróżach rozumianych jako wyprawy w głąb siebie w celu samopoznania lub przeciwnie, mogących być ucieczka od problemów i wewnętrznych rozterek. Każda, nawet najdalsza podróż kończy się powrotem do domu, tak jak życie kończy się śmiercią. Według autorki, to właśnie życie jest ciągłym wędrowaniem, poszukiwaniem nowych horyzontów, poznawaniem siebie i innych.

„Zabawki na wakacjach”
Autor: Joanna Łaczna
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 36

„Zabawki na wakacjach” Joanny Łacznej to zabawna bajka o sile przyjaźni i tęsknocie za najbliższymi. Bohaterem opowiastki jest mały Michałek, który wraz z rodzicami wybrał się na
wakacje, ale mógł wziąć ze sobą tylko jedną zabawkę. Wybór padł na małego bałwanka, który
nigdy nie widział lata, łódek, jeziora, zielonej trawy i innych pejzaży lata. Kiedy rodzina wyjechała, w pokoju chłopca zapanowało wielkie zamieszanie, któremu towarzyszył smutek i żal. Michałek tęsknił jednak za pozostawionymi przyjaciółmi, a one za nim. A ponieważ były to zabawki potrafiące mówić i poruszać się – postanowiły odszukać swojego właściciela. Zapakowały się wszystkie na wóz strażacki i ruszyły w drogę. Całym planem dowodził miś Poldek – najmądrzejszy ze wszystkich towarzyszy podróży. Podczas wyprawy pomagały im gwiazdy i księżyc, ale i tak nie obyło się bez licznych przygód. Jakie to niespodziewane historie przytrafiły się małym podróżnikom? Czy zabawkom udało się odnaleźć Michałka?


Muffinki espresso

Wiecie, co lubię we wszelkiego rodzaju muffinkach? Ich łatwość wykonania :) Nie trzeba żadnych wykwintnych przepisów, by babeczki zachwycały smakiem. Dziś chcę się z Wami podzielić przepisem na jedne z moich ulubionych muffinek, które podbijają kubki smakowe i serca moich znajomych i przyjaciół.


Składniki:
- 170 g cukru
- 2 duże jajka
- 2 łyżeczki cukru waniliowego albo 1 nasion z wanilii
- 220 g mąki pszennej
- 1½ łyżeczki proszku do pieczenia
- 250 ml śmietany (może być ta najzwyklejsza, jak i ta typowa do deserów)
- 2 łyżki stołowe suchej kawy espresso (może być też inna drobno zmielona kawa)
- odrobina soli

Od razu nagrzewamy piekarnik do 170 stopni Celsjusza i przygotowujemy formę do pieczenia muffinek wkładając w nią papilotki do pieczenia.
Następnie mieszamy dokładnie cukier, jajka i cukier waniliowy, aż nasza masa nabierze jasnego koloru i będzie gładka. Dodajemy przesianą mąkę, proszek do pieczenia, sól, kawę oraz śmietanę i delikatnie mieszamy całość.
Tak przygotowaną masą napełniamy każdy z papierków, ale pamiętajcie, że powinny być one wypełnione tylko w 3/4, a nie po wręby.


Wstawiamy nasze muffiny do nagrzanego piekarnika i pieczemy 20-25 minut albo do momentu, kiedy zrobią się lekko złote. Po tym czasie wyjmujemy babeczki z piekarnika i pozostawiamy na kilka minut w formie pozwalając im przestygnąć. Następnie wyjmujemy muffiny z formy, by stygły dalej. 


W czasie, gdy muffiny stygną możecie przygotować krem, którym je przyozdobicie, ale zapewniam Was, że i bez niego są bardzo smaczne :) 

Oto składniki na krem:
- 125 g miękkiego niesolonego masła
- 200 g cukru pudru
- 1 łyżeczka soku z cytryny
ewentualnie zamiast soku
- ½ łyżki stołowej jakiegoś likieru kawowego

Masło wraz z sokiem z cytryny (albo z likierem kawowym, w zależności od tego co wybierzemy) mieszamy aż całość nabierze kremowej konsystencji. Stopniowo dodajemy cukier puder i nie przerywamy mieszania. Gdy całość dokładnie wymieszamy mamy już gotowy krem, którym przyozdabiamy wedle uznania nasze muffinki :)

A później pozostaje nam już tylko delektowanie się pysznymi wypiekami własnej roboty przy filiżance gorącej czekolady... bądź innego ulubionego napoju :)


Smacznego!

* Podana ilość składników powinna wystarczyć na około 12 babeczek.

Życzę Wam...

Już za chwilę, już za momencik wielu z Was spotka się ze swoimi bliskimi, by dzielić z nimi radosny czas Bożego Narodzenia. Dziś podzielicie się opłatkiem, życzą sobie nawzajem wszelkiej pomyślności i  zasiądzie do wigilijnego stołu. W tym wyjątkowym dniu chciałabym  i ja złożyć wszystkim najserdeczniejsze życzenia, które mam nadzieję towarzyszyć Wam będą w tym pełnym miłości i ciepła okresie Bożego Narodzenia, a także w każdym kolejnym dniu starego i nadchodzącego roku.


Niech to Święto spełni Wasze oczekiwania,
Niech wypełnia je radość, pokój i miłość,
Niech otaczają Was sami przyjaźni ludzie,
Niech spełnią się Wasze marzenia i plany,
Niech nieoczekiwane szczęście rozświetli Wasze serca, 
Niech każdy znajdzie pod drzewkiem swój wymarzony prezent,
I niech Boże Narodzenie przyniesie Wam nadzieję, że jutro wszystko jest możliwe, a świat stoi przed Wami otworem!

Przesyłam Wam mnóstwo dobrej energii i moc ciepłych uścisków :)
                                                                                                                             Edyta

"Turkusowe szale" Remigiusz Mróz

Tytuł: "Turkusowe szale"
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania:2014
Liczba stron: 524

Każdy z nas zna dzieje Dywizjonu 303, osławionej formacji dzielnych polskich lotników, jednej z najlepszych jednostek myśliwskich II wojny światowej. A jeśli nie zna, to zapewne, gdy słyszy tą nazwę, ma przynajmniej ogólne skojarzenia, typu: II wojna światowa, bitwa o Anglię, odważni polscy piloci, szkarłatne szaliki, "Rafałki" i oczywiście powieść Arkadego Fiedlera. Jednak nie była to jedyna eskadra, która zdobyła sławę podczas walk II wojny światowej i nie jedyna w której walczyli Polacy. Był jeszcze, np. Dywizjon 307, tzw. "Lwowskie Puchacze", jedyna nocna jednostka w Wielkiej Brytanii w okresie II wojny światowej. Dywizjon ów został sformowany 24 sierpnia 1940 r. w Blackpool, a w jego skład weszli piloci z 5 i 6 pułku lotniczego. Jednostkę często przenoszono z miejsca miejsce, wciąż przydzielając lotnikom nowe zadania. Załogi latały na samolotach typu Boulton "Defiant", "Beaufighter'ach" Mk-II i Mk-V oraz "Mosquito'ach" Mk-II, Mk-VI, Mk-XII i Mk-XIII. Formacja miała za zadanie, m.in. obronę całej południowo-zachodniej Anglii oraz południowej Walii, patrolowanie wód Kanału La Manche, wykonywanie lotów nad Niemcami, Belgią, Francją, Islandią, czy nad Norwegią. Kilka załóg Dywizjonu 307 osłaniało również desant pod Arnhem, pierwszy etap operacji Market Garden, przeprowadzonej we wrześniu 1944 r. na terytorium Holandii. Ogółem Dywizjon 307 wykonał 3879 lotów bojowych i zestrzelił oraz uszkodził nie tylko kilkadziesiąt samolotów nieprzyjaciela, ale także zniszczył wiele innych celów typu: lokomotywy, pociągi, łodzie, stacje, budynki. Jednostka została rozwiązana 2 stycznia 1947 roku. I to właśnie to ta formacja i jej członkowie stali się kanwą dla "Turkusowych szali" Remigiusza Mroza.


Jedyny zachowany do dziś Defiant I (N1671), który służył w 307 dywizjonie od 18 września 1940 r. do 11 czerwca 1941 r. Obecnie samolot wystawiany jest jako eksponat w RAF Museum w Hendon w Anglii, nosi oznaczenia EW-D.


Jest rok 1940. Rozgoryczeni swoją bezużytecznością i znudzeni kolejnymi wykładami, polscy piloci nareszcie zaczynają postrzegać swoją przyszłość w lotnictwie brytyjskim w jaśniejszych barwach i dostrzegają dla siebie możliwość czynnego udziału w walkach z Niemcami. Do życia zostaje powołany Dywizjon 307, którego znakiem rozpoznawczym staje się sowa o zielonych oczach i turkusowe szaliki, noszone przez jego członków. Ku rozczarowaniu lotników formacja nie zostaje od razu rzucona do walki z wrogiem, lecz przechodzi kolejne szkolenia i ćwiczenia. Sprzęt na którym mają latać załogi jest przestarzały, a współpraca z Brytyjczykami nie układa się najlepiej. Na dodatek w szeregach dywizjonu zaszył się szpieg, którego wykrycie ma decydujące znaczenie dla bezpieczeństwa i życia żołnierzy.

Główni bohaterowie powieści Mroza - Feliks Essker, czyli "Lucky", oraz Leon Merowski zwany "Merowingiem - to postaci pełnokrwiste i wyraziste. Zresztą również pozostałe charaktery zaludniające powieść "Turkusowe szale" wydają się być wyjęte żywcem z realnego świata i podsłuchane oraz podejrzane przez pisarza. Remigiusz Mróz doskonale raz jeszcze uczynił ze swoich bohaterów postaci bardzo realistyczne, dzięki czemu czytelnikowi łatwiej zrozumieć ich postępowanie, ich decyzje. Piloci nie przebierają w słowach i środkach, gdy chodzi o obronę ojczyzny i ich macierzystej jednostki, ale też wdają się w bijatyki z Anglikami (szczególnie chętnie z jednym z nich), niektórzy nie wylewają za kołnierz. Mróz odmitologizował bohaterów wojennych, lecz w żadnym wypadku nie pozbawił ich odwagi i patriotyzmu, nie umniejszył im. Sprawił za to, że czytając o chłopakach z 307 dywizjonu, czytelnik jeszcze mocniej docenia prawdziwych pilotów walczących w przeróżnych dywizjonach w trakcie II wojny światowej, z jeszcze większym szacunkiem patrzy na ich dokonania.
Kpr. pil. Franciszek Jankowiak (z lewej) i kpr. strz. Józef Lipiński przy Defiancie I EW-K (N3437). Pierwsza załoga dywizjonu, która zestrzeliła na pewno nieprzyjacielski samolot (nocą z 12 na 13 kwietnia 1941 r. He 111).
Lotnik wysiadający z Beaufightera VIF. Exeter, druga połowa 1942 r. 
"Turkusowe szale", podobnie zresztą, jak oba tomy "Parabellum", nie są w żadnym wypadku typową literaturą wojenną, czy historyczną, lecz raczej powieścią sensacyjną, osadzoną w latach II wojny światowej, której realia pisarz oddał całkiem dobrze. Zarówno bohaterowie, jak i wiele z wydarzeń opisanych przez Remigiusz Mroza to fikcja. W powieści znajdziecie ciekawych bohaterów i wciągającą fabułę, choć na wartką akcję z powietrznymi walkami raczej nie liczcie. Te ostatnie, co prawda pojawiają się na kartach publikacji, jednak ja czułam lekki niedosyt pod tym względem i przyznam, że wolałabym poczytać więcej o chłopakach z 307 i ich ryczących maszynach, o szalonych manewrach, zapierających dech w piersi i pościgach samolotowych za wrogiem. A, jak już jestem przy marudzeniu, to wspomnę jeszcze o pewnej rzeczy, która niezbyt przypadła mi do gustu w "Turkusowych szalach". Otóż w książce pojawia się wątek miłosny, który do mnie nie przemawia. Nie żebym nie wierzyła, że ktokolwiek miał czas i ochotę na miłość w trakcie wojny. Rzecz w tym, że odniosłam wrażenie, że został on dołączony do powieści na siłę, by podtrzymać mit o tym, jak to polscy żołnierze podbijali serca niewiast w Wielkiej Brytanii. Dla mnie wątek ten jest pozbawiony zupełnie emocji, nie przekonuje mnie, lecz jest na tyle zgrabnie napisany, że nie zakłócał mi czytania.

Beaufighter VIF EW-Z "Zocha" (EL154) załogi: kpt. pil. Jerzy Damsz (stoi w środku) i por. robs. Witold Sylwestrowicz (pierwszy z prawej, pozostali lotnicy to personel naziemny). Exeter, jesień 1942 r.
Mimo osadzenia akcji w środowisku pilotów wojskowych czytelnik nie musi obawiać się terminologii lotniczej, której w książce jest tylko tyle, by opowiadana historia była wiarygodna, lecz równocześnie także, by była zrozumiała dla laika. Język powieści jest lekki i prosty, powiedziałabym, że przesiąknięty specyficznym, nieco sarkastycznym poczuciem humoru, co sprawiło, że lektura "Turkusowych szali" była dla mnie bardzo przyjemna.

"Ktoś musi spać, więc my czuwamy,
I przyczajeni pośród chmur,
Na obcym niebie załatwimy,
Prastary nasz rasowy spór.

A kiedy Niemiec się zapali,
Aby rozjaśnić sobą mgły,
Ryby radują się w Kanale,
Bo martwy Niemiec nie jest zły.

Uhu... Uhu... Uhu... wołają tak,
Po nocach Lwowskie Puchacze,
Uhu... Uhu... Uhu... lecą na szlak."
 [str 518]    
Odznaka 307 Dywizjonu Myśliwskiego "Lwowskich Puchaczy".

Turkusowe szale [Remigiusz Mróz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi :)
Zajrzyjcie koniecznie na stronę internetową Remigiusza Mroza - KLIK oraz na fanpage pisarza - KLIK.

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:
 Polacy nie gęsi


* Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony http://www.polishairforce.pl/
** Cytat pochodzi z książki "Turkusowe szale" Remigiusza Mroza 

I jeszcze mały smaczek :) Oto utwór "Aces in exile" szwedzkiego zespołu heavy metalowego Sabaton, który poruszony odwaga polskich pilotów Dywizjonu 303 napisał w hołdzie dla nich ta właśnie piosenkę.


"Świat porzuconych dzieci" Jadwiga Wojtczak-Jarosz

Tytuł: "Świat porzuconych dzieci"
Autor: Jadwiga Wojtczak-Jarosz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Psychoskok
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 234

Dzieci to nasz, w sensie ludzkości, największy skarb, to nasza przyszłość, nasza inwestycja, oparcie na starość etc.. Słowa te powtarzane są od lat i wtłaczane w naszą świadomość, co każe sądzić, że dzieci to największe dobro każdego społeczeństwa. A skoro tak, to szczególnie mocno winniśmy otoczyć je opieką, by były one bezpieczne, kochane, szczęśliwe, by mogły poznawać z przyrodzoną im ciekawością otaczający je świat. Niestety rzeczywistość w sposób brutalny rozprawia się w tymi wzniosłymi sloganami, na co dowodem są setki tysięcy dzieci, które nie wiedzą, czym jest prawdziwe i beztroskie dzieciństwo.
  
"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat." (Janusz Korczak)

A, co kiedy dziecko płacze albo kiedy milknie, a z jego oczu wyziera jedynie pustka? Co, kiedy dziecko zamiast żyć, tylko egzystuje, pozbawione marzeń i nadziei? O takich dzieciach opowiada w swojej książce "Świat porzuconych dzieci" Jadwiga Wojtczak-Jarosz. Autorka jest lekarką, która stworzyła i prowadziła program ''Uratować Życie'' (''Save a life''), mający pomóc w leczeniu biednych dzieci o polskich korzeniach, zamieszkujących dawne republiki ZSRR. Dotarła do wielu dużych i mniejszych domów dziecka za wschodnią granicą Polski, dzięki jej programowi wiele z osieroconych dzieci uzyskało niezbędną pomoc medyczną i odzyskało zdrowie. Sama autorka jeżdżąc przez wiele lat z pomocą na Ukrainę, Litwę i Białoruś, do Gruzji i obwodu Kaliningradzkiego, mogła przyjrzeć się dokładniej warunkom, w jakich przyszło żyć sierotom i bezdomnym dzieciom. Skrupulatnie notowała wszystkie swoje obserwacje, spisywała każdą rozmowę z dziećmi i ich opiekunami i tak powstał "Świat porzuconych dzieci". Wojtczak-Jarosz na kartach swojej publikacji przedstawia ponury świat dzieci zepchniętych na margines życia społecznego, traktowanych niejednokrotnie jak gorsze istoty oraz opowiada o bezduszności dorosłych względem niedoli tej dziatwy. Trudno pogodzić się z istnieniem takiego świata, trudno zrozumieć logikę, a właściwie jej brak, jaką kierują się tzw. opiekunowie.

Czytelnik wraz z autorką przemierza tereny krajów dawniej wchodzących w skład Związku Radzieckiego, gdzie raz za razem styka się z okrutnie doświadczonymi przez los porzuconymi dziećmi. Trafiamy do sierocińców, gdzie dzieci poddawane są więziennemu drylowi, a ich egzystencja opiera się na nakazach i zakazach, w oczy rzuca się brak jakichkolwiek praw, czy przywilejów. "Granice, co wolno, a czego nie wolno są twarde i bezdyskusyjne. Na wyjaśnienia nie ma miejsca i czasu. (...) U dziecka z czasem zanika nadzieja, że w ogóle może oczekiwać zrozumienia." Z każdej strony książki wyzierają beznadziejna tęsknota oraz przeszywająca samotność dziecka porzuconego, dziecka osieroconego, dziecka niekochanego. Świadomość, że jest się kochanym i akceptowanym to fundament poczucia bezpieczeństwa, to podłoże, na którym kształtuje się osobowość, to budulec, na którym dziecko buduje swoją przyszłość. Dzieci osierocone, mieszkające w przybytkach przedstawionych przez Jadwigę Wojtczak-Jarosz najczęściej mogą liczyć jedynie na pogardę, obojętność, brak jedzenia, niejednokrotnie przemoc. Tam choroba uważana jest za objaw lenistwa, czy hardości i póki nie leje się krew i dziecko oddycha, oznacza to, że jest zdrowe. Dorastanie w takich zakładach na zawsze odciska na dzieciach swoje piętno; czują się inne, trudno im się odnaleźć w normalnie funkcjonującym społeczeństwie, a i ono nie potrafi ich zrozumieć.

Każda z opowiedzianych przez autorkę historii wywołuje u czytającego niedowierzanie, ból, wściekłość, poczucie bezsilności. Każda z nich opowiedziana jest językiem prostym i bez ozdobników. Język stanowi w "Świecie porzuconych dzieci" narzędzie przekazu, opowiedzenia o tym, z czym spotkała się lekarka w odwiedzanych miejscach. Autorka niezwykle rzadko komentuje poczynione przez siebie obserwacje, nie ubarwia przytaczanych historii. Każda z nich - to opowieść o rozpaczliwym życiu. Jak na przykład ta o dziewięciolatku narkotyzującym się butaprenem, by zapomnieć, by  pofrunąć gdzie się chce albo ta o trzynastoletniej Tani, która była bita sznurem od żelazka i nie chciała opowiedzieć, kto jej to zrobił, bo "lepsze to, niż podtapianie, jak w niektórych innych domach dziecka", czy też ta o około dwuletniej dziewczynce, żyjącej samotnie w lesie przez wiele miesięcy, a porzuconej tam przez matkę. Albo jeszcze ta o chłopcu, który za 50 dolarów za noc godził się na udział w filmach pornograficznych i ta o kilkunastoletniej dziewczynie, która od wczesnego dzieciństwa była zmuszana do trudnienie się prostytucją, żeby rodzice mieli pieniądze na narkotyki i alkohol. Każde dziecko to osobna, przejmująca historia. Jadwiga Wojtczak-Jarosz w trakcie swoich akcji pomocy dzieciom osieroconym napotykała mnóstwo przeszkód, często ze strony aparatu państwowego, i niejednokrotnie to nie strona finansowa była tym najtrudniejszym do pokonania problemem. A jednak zarówno autorka, jak i inne dobre dusze, które napotkała w trakcie swoich podróży, nie poddały się i w myśl zasady "jak nie drzwiami, to oknem" niosły pomoc na wszelkie możliwe sposoby. To pokrzepiające, że nawet w tak tragicznych warunkach, nawet tam, gdzie bieda aż piszczy, znaleźli się tacy, którzy przedkładają dobro osieroconych i porzuconych dzieci ponad wszystko. Dzięki takim ludziom dzieci mają namiastkę dzieciństwa, nareszcie mogą się do kogoś przytulić, mogą być dziećmi.

Książki takie, jak ta Jadwigi Wojtczak-Jarosz, to ważne publikacje, po które każdy powinien sięgać. Ważne jest by szerzyć wiedzę dotyczącą sytuacji dzieci osieroconych, by uzmysłowić społeczeństwu istnienie problemu i jego skalę, ponieważ wraz ze wzrostem świadomości społecznej, wzrastają możliwości, aby pomoc była bardziej efektywna. Dzieci nie są winne sytuacji, w jakiej się znalazły, to dorośli zawinili. Walka o prawa dziecka, o jego dobro i ochronę, jest bardzo potrzebna w każdym zakątku kuli ziemskiej. Ta walka nigdy nie jest bezsensowna, póki można uchronić choć jedno dziecko przed takim losem, o jakim opowiada Wojtczak-Jarosz. Nawet najmniejszy wysiłek, może przynieść duże zmiany. A więc pomagajmy, choćby nasze wsparcie wydawało się być zaledwie kroplą w morzu!

                                                                                ***

                        Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Psychoskok :)

                                                                                ***

                                                   Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

                                                   W 200 książek dookoła świata: Polska

                                                                   Historia z trupem

                                                                        Klucznik

                                                                    Polacy nie gęsi

                                                                      Rosyjsko mi!


* Wszystkie cytaty, za wyjątkiem pierwszego cytatu podpisanego imieniem i nazwiskiem, pochodzą z książki "Świat porzuconych dzieci" Jadwigi Wojtczak-Jarosz 

Nowości wydawnicze Wydawnictwa Psychoskok

W przedświątecznym biegu, w tym także w celach poszukiwawczych (prezentów, które zachwycą), chciałabym abyście zerknęli na kilka ciekawych nowości, jakie pojawiły się w Wydawnictwie Psychoskok. Wszak książka to bardzo dobry pomysł na prezent :)

„Kobiety Afryki – obyczaje, tradycje, obrzędy, rytuały”
Autor: Jadwiga Wojtczak-­ Jarosz

„Kobiety Afryki – obyczaje, tradycje, obrzędy, rytuały” Jadwigi Wojtczak – Jarosz, to barwna opowieść o życiu polskich naukowców w Nigerii pod koniec lat siedemdziesiątych, pogrążonej w domowej wojnie Biafrańskiej. Nie sposób przemilczeć tego co zobaczyli, a są to prawdziwe wydarzenia widziane również oczyma autorki. Spotkali się z zupełnie odmienną od europejskiej kulturą, religią oraz postawą światopoglądową. Brak prądu czy wody to dla człowieka zachodu rzecz niezrozumiała, a dla Nigeryjczyków posiadanie butów, czy białej koszuli jest skarbem.
Książka opisuje codzienne perypetie związane z nauczaniem studentów, organizowaniem wody pitnej, czy zwiedzaniem i poznawaniem tak różnej od europejskiej flory i fauny. Powieść jest hołdem złożonym afrykańskim kobietom, pracującym ciężej od mężczyzn, często okaleczanych, często zbyt biednych, by wychować zdrowe dzieci. To także opowieść o niezwykle utalentowanych studentach – z niezwykłą pamięcią i chęcią do nauki. „Kobiety Afryki...” to książka dla wszystkich ciekawych świata, chcących poznać odmienną kulturę, inny sposób myślenia, a także codzienne życie tamtejszej ludności oraz poszukiwaczy przebywających na naukowej „emigracji”. To z jednej strony niezwykłe przeżycia i wspomnienia egzotycznych widoków, a z drugiej biedy i głodu. Poznając niezwykłe losy bohaterów – spojrzysz na świat innymi oczyma.

„Wywiad ze śmiercią”
Autor: Michał Wancerz

"Wywiad ze śmiercią” Michała Wancerza to książka na zasadzie rozmowy przeprowadzonej z mężczyzną, który w wyniku wypadku samochodowego poniósł śmierć, jednak po czterech godzinach powraca do świata żywych. Podłączony był do najnowszej aparatury monitorującej wszelkie funkcje życiowe, które ewidentnie stwierdzały zgon pacjenta. Najciekawsze jednak jest to, ze ów człowiek powrócił z innego świata bogatszy o wiedzę nam nieznaną, a którą postanowił się
z nami podzielić, pozostając jednak osobą anonimową. Tajemniczy rozmówca twierdzi, że wie jak powinniśmy żyć, wie jak wygląda nasze życie po śmierci i co wydarzy się w przyszłości. Posiada też ponoć wiedzę dotyczącą naszego miejsca we Wszechświecie oraz na temat naszej duchowości i cielesności. Książka na pewno wzbudzi wiele kontrowersji w środowiskach religijnych i naukowych lub zostanie przez nie zignorowana, czego świadom jest sam autor – Michał Wancerz i jego anonimowy rozmówca. Można ją przeczytać zachowując dystans do zawartych w niej treści i potraktować jako ciekawostkę, ale równie dobrze można uwierzyć w przekazywane w niej informacje. To oczywiście indywidualna sprawa wyboru, ale też umiejętności perswazyjnych głównego bohatera.


„Łosoś a la Africa”
Autor: Michał Krupa

„Łosoś a la Africa” Michała Krupy to kolejna powieść autora, a w zasadzie kontynuacja wcześniejszych losów głównych bohaterów, które przedstawione zostały w książce „Łosoś norwesko – chiński”. Jednak fabuła nie jest ściśle związana z pierwszym tytułem, gdyż stanowi odrębny repertuar przygód i perypetii. Tym razem dzięki bohaterom przenosimy się do Afryki, a konkretnie do regionu, gdzie ma miejsce wojskowa misja pokojowa. Stacjonują tam głównie wojska polskie i amerykańskie, a ich przedstawiciele weszli w konflikt z rdzennym afrykańskim plemieniem, co rodzi szereg zabawnych, ale też mrożących krew w żyłach skutków. Powieść ta jest historią pełną zwrotów akcji, sensacyjnych wydarzeń, komicznych postaci, ale przede wszystkim wytrawnego humoru. Niemożliwym jest, aby czytając tę książkę nie uśmiać się do łez. Autor w sposób kunsztowny z dużą dozą śmiechu opisuje ludzi, wydarzenia i relacje międzyosobowe. Oto fragment: „Dąb. Można by wiele o nim opowiadać. Nie był może bystry w działaniach operacyjnych, nie był też może zbyt rozwiniętym człowiekiem, z którym można by podjąć ciekawą dyskusję o sensie istnienia ludzkości na Ziemi, ale był niezrównany w pędzeniu bimbru. Z czego on go robił? Tego nie wiedział nikt i dlatego stał się mimochodem najbardziej strzeżonym członkiem naszego plutonu. A bimber spod jego ręki był przedni. Nawet amerykańcy ustawiali się w zapisy, by za grube dolary dostać choć manierkę”.

„Na krawędzi słońca i cienia...”
Autor: Renata Grześkowiak
„Na krawędzi słońca i cienia...” Renaty Grześkowiak to debiutancka książka autorki. Poetka w swych wierszach pisze jakby na przekór modom i trendom, przedstawia prawdę o metafizycznych przeżyciach, nie zamykając oczu na zło. Jednocześnie ów poezja jest radosną nowiną, gdyż mówi, że cierpienie nie zawsze jest nieszczęściem, ale często jest dojrzewaniem do mądrości. Próbą wierności. Najlepszą drogą, żeby nauczyć się miłości, jest przyjaźń. Żeby tak się jednak stało, trzeba najpierw nauczyć się tej przyjaźni, a tego tak naprawdę możemy nauczyć się w rodzinnym domu, w którym miłość ma swoje należne miejsce. Autorka bada w swych tekstach granice pomiędzy istniejącym i nieistniejącym, pomiędzy rzeczywistym i wyobrażonym, rozmyśla też nad kruchością życia i przemijaniem czasu, a więc dotyka najbardziej tajemniczych kwestii ontologicznych. Twórczość poetycka Renaty Grześkowiak to nic innego jak promocja miłości do drugiego człowieka. Ta niezwykle subtelna kobieta opowiada o ludzkim sercu i duszy, a głównie o jej „ulotności” wierząc, że bycie dobrym ma sens. W poezji tej jest wiele erotyki i nawet ona zmierza do czegoś nowego i nieokreślonego, które jest bardzo intymne i osobiste. Ta poezja rozbudza i kształtuje wrażliwość zwłaszcza w dzisiejszym zmaterializowanym świecie. Pokazuje, czy ta poezja przetrwa próbę czasu, czy zmieni coś w jej życiu, stanie się czymś prawdziwym, czy okaże się , że była tylko zjawiskiem pozornym?


„Huna i Ho'oponopono: Starożytna wiedza współcześnie”
Autor: Wojciech Filaber

„Huna i Ho'oponopono: Starożytna wiedza współcześnie” Wojciecha Filabera to swojego rodzaju przewodnik po systemach wewnętrznego umacniania oraz zachowania harmonii ciała, umysłu i ducha. Autor próbuje wytłumaczyć współczesnemu przedstawicielowi cywilizacji zachodniej czym są Huna i Ho'oponopono. Huna to starożytna hawajska nauka o wewnętrznej świadomości i energii życia, umożliwiająca człowiekowi umocnienie, stabilizację, osiągnięcie harmonii oraz stanu bogactwa. Dzięki temu sposobowi myślenia praktykując Hunę, człowiek jest w stanie odkryć swoją prawdziwą naturę i właściwy sposób bycia. Natomiast Ho'oponopono to starożytna nauka, która zakłada, że każda osoba z natury jest kompletna i poprawnie funkcjonująca, że każdy od urodzenia wyposażony jest w wewnętrzną energię, siłę, ale też w wewnętrzne światło niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania w życiu. Celem tej nauki jest sprostowanie i przywrócenie naturalnego stanu ciała, ducha i umysłu oraz zintegrowanie tych trzech komponentów człowieczeństwa. Autor przybliżając człowiekowi te starożytne nauki przekonuje, iż każdy człowiek jest kreatorem swojego bytu oraz, że jest odpowiedzialny za swoje życiowe doświadczenia. Co więcej, każda osoba jest indywidualnym twórcą wszelkich stanów, które wewnątrz wytwarza i odpowiada za swój umysł.

Mam nadzieję, że coś Was zainteresowało z zaprezentowanych nowości wydawniczych, bo ja już coś dla siebie znalazłam :)

"Cześć, mam na imię Michał" Michał Krupa

Tytuł: "Cześć, mam na imię Michał"
Autor:  Michał Krupa
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 174

Uzależnienie, mania, nałóg, namiętność, obsesja, zajob, zamiłowanie, narów, skłonność, szkodliwe przyzwyczajenie, zły nawyk, omotanie, opętanie, spętanie, usidlenie, zniewolenie. Każde z tych słów, choć są synonimami, oddaje nieco inny charakter nałogów, z którymi zmagają się ludzie. Każde z nich opisuje w pewien sposób, czym tak naprawdę jest nałóg. Nie ma jasnych i pewnych kryteriów, dzięki którym można by określić, kto ma predyspozycje do wpadnięcia w sidła uzależnienia, a kto nie. Nałóg to podstępna przypadłość, na rozwój której wpływ ma bardzo wiele czynników. To chroniczna choroba mózgu, którą należy odpowiednio leczyć, zaburzenie, które sprawia, że powiązania między emocjami, myśleniem i zachowaniem są zakłócone, stąd przyjemność odczuwana przez uzależnionego w trakcie zażywania określonych substancji, czy wykonywania pewnych czynności. Z czasem odczuwanie tej przyjemności staje się przymusem. Nałóg utrudnia prawidłowe funkcjonowanie psychiczne, fizyczne i społeczne, a osoba uzależniona zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy ze swojego stanu.
 
XXI wiek to wiek rozkwitu nowych uzależnień, tzw. behawioralnych, takich jak siecioholizm, pracoholizm, czy seksoholizm, które stają się znakiem rozpoznawczym naszych czasów. Hazard, choć jako jedyne wśród tego rodzaju uzależnień, został uwzględniony w klasyfikacjach medycznych, dość rzadko jeszcze bywa kojarzony przez osoby postronne z chorobą, wszak gra to zabawa, a zabawa to przyjemność. Jednak gdy gracz traci kontrolę nad grą, ta staje się już patologią. Hazardzista gra, bo musi, a nie dlatego, że to lubi. Z czasem gra wypiera z jego życia wszystko inne i żąda całkowitego podporządkowania się nałogowi.
Michał, nie wyróżniał się niczym spośród swoich przyjaciół. No, może jedynie pewnością, że jest wyjątkowy i że osiągnie w życiu bardzo wiele. Nie chciał być jednym z tych szarych ludzi, którzy ledwo wiążą koniec z końcem i dają sobie narzucać czyjąś wolę. On miał aspiracje, ambicje, by się wybić, by być sternikiem własnego bytu za wszelką cenę. Życie Michała toczyło się wytyczonym przez niego samego torem: prestiżowe studia, świetnie płatna praca w branży finansowej, kochająca żona, przyjaciele, na których można zawsze liczyć. To idealne życie, wymarzone i wypracowane przez Michała, ulega zmianie za sprawą przypadku. Spontaniczna gra na automacie w trakcie spotkania z kumplami przeradza się w obsesję, która stopniowo wyniszcza Michała i rujnuje wszystko, co dotychczas osiągnął.

"Coś zaczynało się zmieniać w moim życiu i sposobie myślenia. W głowie pojawiały się ciągle nowe argumenty utwierdzające mnie tylko w przekonaniu, że dobrze zrobiłem. (...) Znalazłem swoją odskocznię i tylko to się liczyło." [str. 27]

Książka "Cześć, mam na imię Michał" napisana jest w formie wspomnień, jakie snuje tytułowy  Michał. Opowiada on o swojej drodze na samo dno, o szkodach, jakie niespostrzeżenie dla niego samego, wyrządził nałóg. To przerażający portret człowieka, który nie dostrzega swojego problemu i coraz bardziej pogrąża się w chorobie i kłamstwie. Bohater jest pochłonięty przez myśli o grze, traci wszystko, na czym mu do tej pory zależało, a za swoje słabości i niepowodzenia obwinia innych. Autor w sposób prawdziwy aż do bólu odrysowuje na kartach książki wizerunek człowieka w szponach nałogu. Bohater wpada w spiralę zachowań, nad którymi nie panuje. Dla Michała hazard staje się sposobem i celem życia.

Język książki, prosty, lecz niesamowicie przekonujący, oraz sposób narracji, z całą mocą uzmysławiają czytelnikowi, jak podstępny i wyniszczający jest hazard patologiczny. Czytelnik na tych stu kilkudziesięciu stronach nie dostrzeże fałszu, czy pisania pod publiczkę. W książce Krupy odnajdzie wstrząsającą prawdę. Możliwe, że wynika to z faktu, iż autor sam zmagał się z nałogowym hazardem i czerpał przy jej pisaniu z własnego doświadczenia. W powieści nie ma zbędnych słów, dialogów, czy opisów. Za to są emocje. Nie sposób nie przeżywać wraz z bohaterem tego, co się z nim dzieje.

"Hazard jest podstępną suką (...). Zwodzi, obiecuje, atakuje w najmniej oczekiwanym momencie, przychodzi, gdy czujemy się słabi i zmęczeni, i jedyne, co daje, to spustoszenie, spalony dom i martwą ziemię w ogrodzie. Tam, gdzie się zadomowi, nie ma szans, by cokolwiek przeżyło". [str.167]

"Cześć, mam na imię Michał" to bardzo dobra książka, którą warto przeczytać, by zrozumieć trochę lepiej świat osób uzależnionych od hazardu, ich zachowania i tą trudność poradzenia sobie z problemem. To książka, które doskonale pokazuje, że nałogowe granie to żadna ekskluzywna rozrywka, to nie zabawa ani drogie hobby. Ci którzy sięgną po powieść Krupy, zrozumieją, że patologiczny hazard to równie mocno wyniszczający nałóg, jak alkohol, czy narkotyki. I może kiedyś, gdy na swojej drodze spotkają osobę uzależnioną, spróbują jej pomóc nim będzie za późno...

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi :)
 Zachęcam Was serdecznie do zajrzenia na bloga autora - KLIK.

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Cześć, mam na imię Michał" Michała Krupy


Solny Peeling Do Ciała z Masłem Shea i Solą z Bochni, Go Cranberry

Robienie peeling skóry to jeden z moich ulubionych zabiegów, jakim poddaję swoje ciało. Mogłabym złuszczać w ten sposób naskórek codziennie. Staram się jednak nie przesadzać i sięgam po kosmetyki złuszczające 2-3 razy w tygodniu. Jest to trudne, szczególnie, gdy ma się do czynienia z tak przyjemnym w stosowaniu produktem jak Solny Peeling Do Ciała z Masłem Shea i Solą z Bochni marki Go Cranberry.

Z kosmetykami tej firmy zetknęłam się w październiku zeszłego roku na blogu Angel (Kosmetyki Bez Tajemnic). Poczytałam o kosmetykach na ich stronie (KLIK) i ... wpadłam :) Wszak owoce żurawiny, to coś, co kocham w każdej postaci, w jakiej dane mi było się z nimi zetknąć. Kosmetyki Go Cranberry to kolejna, po Zielonym Laboratorium i Sylveco, polska marka kosmetyków naturalnych, z jaką miałam przyjemność obcować i która podbiła moje serce. Po moich wcześniejszych, jakże pozytywnych, doświadczeniach z  Peelingiem do ciała wygładzającym z marchewką i płatkami owsianymi Zielonego Laboratorium (KLIK) z ogromnym zaciekawieniem sięgnęłam po kosmetyk żurawinowy.

Jak zapewnia producent, Solny Peeling Do Ciała z Masłem Shea i Solą z Bochni GoCranberry przeznaczony jest do pielęgnacji każdego typu skóry. Wspomaga mikrokrążenie, doskonale wygładza oraz oczyszcza dostarczając skórze cennych mikroelementów. Skutecznie zmiękcza skórę pozostawiając ją gładką i jedwabistą. Doskonale przygotowuje ją do dalszej pielęgnacji, zwiększając wnikanie substancji aktywnych zawartych w kosmetykach.

Solny Peeling Do Ciała z Masłem Shea i Solą z Bochni nie zawiera konserwantów i alergenów, nie jest testowany na zwierzętach. Jest to kosmetyk hypoalergiczny i przebadany dermatologicznie.

Pojemność
200 ml

Cena
33,00 zł

Skład (INCI)
Sodium Chloride, Vitis Vinifera Seed Oil, Butyrospermum Parkii, Tocopheryl Acetate, Vaccinium Macrocarpon Seed Oil, Parfum
Zamiast się wymądrzać pokażę Wam, co o tym peelingu pisze sam producent. Oto, co znajdziecie w peelingu Go Cranberry:

  • Masło Shea (Karite) – źródło nasyconych i nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz witamin (A, F, E). Wykazuje ogromne działanie pielęgnacyjne, natłuszcza i nawilża. Dzięki niemu skóra jest gładka i miękka. Substancje zawarte w maśle karite przyspieszą redukcję podrażnień i są pomocne przy likwidowaniu poparzeń słonecznych. Jest naturalnym filtrem UV. Masło karite tworzy delikatny film na skórze i chroni przed słońcem, mrozem, wiatrem. Chroni przed wysuszeniem, starzeniem i wspomaga utrzymanie wody w komórkach skóry. Działa łagodząco i odżywczo.

  • Olej winogronowy – lekki olej bardzo dobrze tolerowany przez skórę. Dostarcza jej cennych witamin (E, C, D) oraz kwasów (m.in. linolowego). To silny antyoksydant. Zmiękcza, chroni i regeneruje skórę. Nadaje jej sprężystości.

  • Witaminę E - czyli "witamina młodości". Neutralizuje wolne rodniki, chroni przed zniszczeniem lipidy naskórka oraz włókna kolagenowe i elastynowe skóry, zapewniając ochronę przed szkodliwym wpływem środowiska. Ma również działanie zmiękczające i wygładzające.

  • Olej żurawinowy - zawiera kwasy omega-3, omega-6 i omega-9! Doskonałe źródło kompletnej witaminy E, zawiera komplet tokoferoli i tokotrienole tzw. super witaminę E. Łatwo przenika przez skórę i jest bardzo nawilżający. Olej żurawinowy może pomóc w łagodzeniu swędzenia, łuszczenia i stanach podrażnienia.

  • Sól z Bochni – sól pochodząca z mioceńskich złóż solankowych z okolic Bochni, bogata w przeróżne składniki mineralne, m.in.jony wapnia, magnezu, jodu i bromu. Posiada właściwości odświeżające i regenerujące, oczyszcza i ujędrnia skórę. Wpływa korzystnie na witalność organizmu. Uwalniane podczas peelingu składniki dostarczają skórze cennych minerałów.

Niewiele więcej mogę napisać ponadto, co obiecuje producent, ponieważ jego obietnice sprawdzają się w 100%! Moja skóra była cudownie nawilżona i natłuszczona, jakby pokryta delikatną, zupełnie nie przeszkadzającą mi, ochronną warstwą. Zniknęło przesuszenie i nieprzyjemne napięcie skóry, która przez długie godziny po użyciu peelingu była miękka, sprężysta i aksamitna w dotyku. Aż sama się nadziwić nie mogłam, że tak prosty peeling, czyni takie cuda! Do peelingu tego lubię szczególnie wracać, gdy nastają słotne dni, gdy zima rozgości się na dobre za oknami. Kosmetyk ratuje moją kapryśną i łatwo ulegającą przesuszeniu skórę. Koi ją i regeneruje. Zrobiłam kilka razy mały eksperyment i po użyciu Solnego Peelingu Go Cranberry, nie wsmarowałam w skórę żadnego balsamu, lotionu ni masła. I stała się rzecz niebywała! Nie próbowałam zedrzeć sobie skóry, nie czułam nieprzyjemnego ściągnięcia i wysuszenia. Peeling w zupełności zaspokoił potrzeby mojej przesuszonej skóry! 

Jedyną wadą, na którą uskarżam się stosując ten peeling jest fakt, że zawsze kończy się on zbyt szybko...

Kartki z kalendarza: Grudzień


 Iza ya nen
ganjitsu wa mata
asu no koto

Już pora spać
toż to dopiero jutro
Nowy Rok


(Buson, 1772)



*Źródła: "Wybór klasycznych wierszy haiku" w tłumaczeniu Agnieszki Żuławskiej-Umedy  
** Hiroshige, Grobla w Koume z serii: Sto słynnych widoków Edo. Zdjęcie pochodzi z mojego kalendarza wydanego przez teNeues :)

Czy wiesz, że... #13

... co roku niektóre z norweskich miast wysyłają w ramach podarku świątecznego duże choinki do zaprzyjaźnionych miast w Europie?

Najwięcej drzew zostanie wysłanych do Wielkiej Brytanii. Drzewa te są wyrazem wdzięczności za pomoc udzieloną Norwegii przez Wielką Brytanię w trakcie II wojny światowej (norweski rząd na wygnaniu osiadł właśnie w Anglii). To także symbol przyjaźni pomiędzy tymi dwoma krajami. 

I tak, Oslo co roku od 1947 r, wysyła okazały świerk do Londynu, który zdobi  Trafalgar Square (uroczyste zapalenie światełek na drzewie następuje w pierwszy czwartek grudnia). Gmina Bergen co roku wysyła świerk do Newcastle (od 1949 r.). Stavanger od ponad 5o lat wysyła świerki na Wyspy Brytyjskie; po raz pierwszy drzewo z tej gminy trafiło w 1960 r. do miasta Tynemouth. Jednymi z najczęściej obdarowywanych przez Stavanger miast są Sunderland, Aberdeen i Manchester.

Tak wygląda drzewo, które w tym roku znajdzie się w Newcastle i stanie przed Ratuszem. Choinka ma bagatela 15,5 m wysokości. (zdj. http://www.nrk.no/hordaland/)
Z kolei gmina Trondheim wysyła co roku, od 1996 r., choinkę do Hamburga, swojego miasta przyjacielskiego .


Wyniki Konkursu z wampirami i wilkołakami :)

Było ciężko. Z czym? Ano z wyborem tej jednej jedynej odpowiedzi, która zostanie nagrodzona. Nie mam pojęcia, jak radzą sobie z wyborem zwycięzcy jurorzy przeróżnych konkursów, gdzie zgłoszeń są setki, a nawet tysiące! 

Przede wszystkim gorąco chcę podziękować wszystkim za udział i wspaniałe odpowiedzi, każda z nich czymś mnie urzekła, stąd ta trudność z wyborem zwycięzcy. Żeby sobie choć trochę pomóc w podjęciu decyzji, po wielokrotnym przeczytaniu wszystkich wypowiedzi, wybrałam ścisłą trójkę, spośród której wylosowałam jednego szczęśliwca. (Musiałam się wspomóc losowaniem, bo z tej trójki nie byłabym w stanie inaczej wybrać zwycięzcy!) Co ciekawe, w tejże trójce znalazły się aż dwie odpowiedzi zachwalające bycie wilkołakiem, a tylko jedna - wampirem, a moje sympatie są przecież po stronie krwiopijców. 

Nie przeciągając, niniejszym ogłaszam, że książkę Wampiry i wilkołaki. Źródła, historia, legendy od antyku do współczesności Erberto Petoii oraz kalendarz ścienny na 2015 r. The Reading Woman firmy Pomegrante powędrują do Katarzyny Chojeckiej-Jędrasiak.

(Katarzyna prowadzi interesującego bloga Kącik z książką.) Serdecznie Ci gratuluję! Za chwilę wyślę do Ciebie mail z prośbą o dane adresowe i mam nadzieję, że przesyłka dotrze do Ciebie jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia. Przyjemnej i ciekawej lektury Katarzyno! :)

Oto odpowiedź Katarzyny:

WILKOŁAK
Dlaczego? Wampiry to generalnie truposze, a takiemu ożywionemu martwemu bliżej do zombie niż wysublimowanej elegancji (współczesny wizerunek wampira jest wg mnie bardzo przekłamany ;)
Natomiast zmieniając się w wilka (nie stworzenie wilkopodobne), nadal bym żyła, miałabym doskonale wyostrzone zmysły i zachowałabym elegancką, choć już nie-ludzką sylwetkę. Mogłabym poczuć prawdziwą wolność biegając po lasach z watahą i wyć do księżyca, kiedy tylko najdzie mnie ochota.
Pozostałym dziękuję za wspaniałe odpowiedzi i mam nadzieję, że spotkamy się, gdy zorganizuję kolejny konkurs :)

PS. Dla ciekawych... Dwie pozostałe osoby, spośród których losowałam zwycięzcę to Aniela M i Karolina Małkiewicz :) Może następnym razem dziewczyny! :)

"Leśny Dom" Marion Zimmer Bradley

Tytuł: "Leśny Dom"
Autor:  Marion Zimmer Bradley
Oryginalny tytuł: "The Forest House"
Tłumaczenie: Piotr Rymarczyk
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 1996
Liczba stron: 479

"Wszystko, co było, wiecznie trwa.
smok się unosi z morza dna
I Wielki lud Mędrców
Odwieczne prawdy zna..."

Jest I w. n.e. Od powstania Boudiki przeminęło jedno pokolenie. Rzym okupuje Brytanię. Większość podbitych plemion, przymuszanych, by naśladować styl życia ich rzymskich panów, dąży do zbrojnej walki z rzymskim najeźdźcą, pragnąc wyzwolić się spod romańskiego jarzma. Jednak nie wszyscy są przekonani o słuszności tej walki. Arcydruid Ardanos stara się wraz z kapłankami, które przeżyły rzeź na wyspie Mona, utrzymać kruchy pokój. Na tle tych burzliwych wydarzeń historycznych poznajemy losy Eilan, młodej dziewczyny wywodzącej się z rodu druidów,  która w przyszłości ma zostać Najwyższą Kapłanką Vernemeton oraz Gajusza, pół Bryta pół Rzymiania, oddelegowanego do poskromienia rodzimych Brytyjczyków. Ich ścieżki życia splatają się, między młodymi rodzi się zakazana miłość. Lata mijają, ona staje się głosem bogini, Dziewiczą Matką Plemion, Panią Ziemi,  on szanowanym obywatelem rzymskim, lecz ich miłość nie słabnie. Zasiane przez nich ziarno zakiełkuje w przyszłości, by zgodnie ze słowami Bogini mógł nastać ten, który zjednoczy Brytanię.

"Wroga, którego chcesz pokonać, musisz pokochać...
Prawo, które chcesz wypełnić, musisz odrzucić...
Pragnień musisz się wyrzec...
Tak odniesiesz zwycięstwo...
Córko Druidów, to poprzez ciebie odrodzi się Smok."

Powieść "Leśny Dom" Marion Zimmer Bradley należy do cyklu opowieści o Avalonie, z których najbardziej znaną książką są "Mgły Avalonu", osnute wokół legend arturiańskich i opisuje wydarzenia sprzed czasów legendarnego króla Artura. W odróżnieniu od tak popularnych "Mgieł Avalonu", w niniejszej powieści pisarka skupiła się bardziej na historycznych wydarzeniach niż na fantastycznych i magicznych, więc próżno szukać w niej tej pełnej mistycyzmu atmosfery, tak wyraźnej i dominującej w "Mgłach". Śpieszę jednak zapewnić, że "Leśny Dom" nie został z niej całkowicie odarty. Powiedziałabym, że autorka tym razem skupiła się na faktach, pozostawiając to, co magiczne w gestii przeżyć duchowych swoich bohaterów, trochę na marginesie głównych wydarzeń. Pomysł na powieść autorka zaczerpnęła z opery tragicznej "Norma" z tekstem Felice Romaniego i muzyką Vincenza Belliniego, przenosząc miejsce akcji z Galii do Brytanii, lecz dzieląc z nią ogólny zarys wątku opowiadającego o romansie między kapłanką druidyczną i oficerem rzymskim.
 Większa część fabuły koncentruje się wokół Leśnego Domu, który jest schronieniem dla kapłanek-druidek, który powstał po zniszczeniu przez Rzymian świątyni na wyspie Mona. Wiele miejsca w powieści poświęca powieściopisarka wewnętrznym zmaganiom Gajusza, jego uczuciom względem dziedzictwa, wynikającego z jego podwójnych korzeni - brytyjskich i rzymskich, Eilan i jej miłości do Gajusza oraz jej całkowitemu powierzeniu siebie i swojego życia Bogini. Postaci muszą wybierać pomiędzy dobrem osobistym,  a dobrem ogółu, które wymaga od nich nie lada poświęceń. Istotnymi postaciami książki są także Dieda, kobieta-bard, kuzynka Eilan, Cynric, przybrany brat Eilan, jeden z Kruków, który z przyjaciela staje się wrogiem głównych bohaterów, Caillean, kapłanka z Leśnego Domu, pomiędzy którą a Eilan tworzy się więź niezrozumiała dla innych, a silniejsza niż śmierć. Każdy z bohaterów jest nakreślony w sposób realistyczny, każdy jest prawdziwy w swoich zachowaniach. Można ich lubić lub nienawidzić, ale trudno pozostać wobec nich obojętnym.

Zakazana miłość kapłanki i rzymskiego żołnierza odzwierciedla zderzenie dwóch różnych kultur w Brytanii pod rzymskim panowaniem. Obowiązek i powołanie przeciwko miłości, zdradzie i wyrzutom sumienia. Poświęcenie w imię wyższego celu. Pisarka pokazuje czytelnikowi trudności przed, którymi stają ludzie znajdujący się w takiej sytuacji. Sposób w jaki Bradley łączy w swoim dziele walki kulturowe i indywidualne, świat realny ze światem magii, jest niezwykle sugestywny i sprawia, że czytelnik angażuje się w opowiadaną historię bardzo głęboko. Czyni to tak mocno, że czasami zastanawia się, czy może postaci z kart "Leśnego Domu" nie są przypadkiem ludźmi z krwi i kości, żyjącymi w odległych czasach. Przeżywa wraz z nimi ich rozterki, toczy ich zmagania i zadaje sobie pytania, na które i oni starają się znaleźć właściwe odpowiedzi. Jest to niezwykle wnikliwa książka, którą warto czytać także między wierszami. Na najprostszym poziomie, jest to historia dwojga młodych ludzi tragicznie rozdzielonych przez los i różnice polityczne oraz ich głębokiej miłości. W swojej powieści historycznej, Bradley opisuje burzliwy okres w historii Brytanii, gdy władza druidów słabnie coraz bardziej, a Rzymianie zaczynają podbijać ostatnie niezależne, rdzenne brytyjskie plemiona. Jak to ma miejsce w przypadku większości prac Bradley, a przynajmniej tych, z którymi się zetknęłam, także i ta powieść ma także swój mistyczny wymiar, opisujący istniejące nadal, mimo następujących zmian, relacje pomiędzy Boginią i jej ludem. Pisarka pokazuje, jak łatwo los i okoliczności mogą zmienić nasze życie, zamknąć przed nami alternatywne drogi, pozostawiając człowiekowi tylko jeden wybór. Kolejny z poziomów, na którym można rozpatrywać utwór Bradley, stawia czytelnika wobec kwestii takich jak wylesianie, czystki etniczne, tolerancja, kobiety kapłanki, pozycja kobiet w patriarchalnym społeczeństwie, czyli tematy będące wciąż na czasie.

"Padam przed tobą na kolana
Ofiarowując ci moją miłość.
Padam przed tobą na kolana
Podaję ci moją rękę 
Wznoszę ku tobie me oko
O nowy księżycu wszystkich pór roku. (...)
Bądźże pozdrowion nowy księżycu, radosna panno mego serca! 
Bądźże pozdrowion nowy księżycu, radosna panno pełna wdzięku! 
Wędrujesz po swym szlaku 
Objawiając nam swe jaśniejące oblicze 
O nowy księżycu wszystkich pór roku!"
  
Bradley wykonała mistrzowską robotę świetnie oddając atmosferę tego burzliwego okresu i konfrontacji dwóch różnych kultur, a także tworząc silne postaci kobiece. Ale "Leśny Dom" to także  postaci męskie, które choć grają w książce raczej drugie skrzypce, są nie mniej ważne dla rozgrywającej się na jej kartach historii. Pisarka zagląda w ich dusze i serca, starając się pokazać ich stosunek do tego, co się dzieje. Dzięki temu czytelnik zyskuje szersze spojrzenie na prezentowane w powieści wydarzenia. Niewątpliwie autorka wykonała dogłębne i dokładne badania historyczne (jest bardzo pedantyczna pod tym względem), bo choć nie podaje w swoim dziele dat, czytelnik z łatwością zidentyfikuje historyczne postaci i wydarzenia, które w nie wplotła. Fabuła jest mocno osadzona w historycznej rzeczywistości. Przez książkę przewijają się takie postaci jak Tacyt, cesarz Wespazjan i Domicjan, czy namiestnik Rzymu w Brytanii, Agrykola, a bohaterowie powieści często w swych rozmowach, czy rozmyślaniach nawiązują do rzeczywistych wydarzeń historycznych. Autorka daje czytelnikowi możliwość podejrzenia życia kapłanek z Leśnego Domu, ich życia wypełnionego nauką, rytuałami ku czci Bogini, medytacjami, sztuką uzdrawiania. Dokładnie opisuje pogańskie obrzędy; inicjacyjny rytuał przyjęcia nowych kapłanek do zgromadzenia w Vernemeton, Beltane, Samhain, czy Lughnasadh, włącznie z przygotowaniami do nich. Inwokacje powtarzane przez kapłanki do teraz brzmią w moich uszach. Dzięki tym wszystkim elementom pisarka stworzyła powieść, która przykuwa, choć trzeba przeczytać pierwszych kilkadziesiąt stron, by wpaść w odpowiedni rytm i przyzwyczaić się do nazw i imion oraz sposobu prowadzenia narracji.

"Leśny Dom" wypełnia tragizm i melancholia. Czytelnik czuje ich przygniatający ciężar, każda strona powieści zdaje się być nabrzmiała fatum. A mimo to powtarza w myślach słowa Wyroczni Bogini: "Słuchajcie mnie, o Kornowiowie i Ordowicy, a także wy, którzy z innych plemion pochodzicie, bo po raz ostatni wasza kapłanka prorokuje ze świętego wzgórza. Schowajcie swe miecze, o wojownicy, i ukryjcie swe włócznie, bo dziewięć pokoleń narodzi się i umrze, zanim Rzymskie Orły stąd odlecą. A wtedy ci, w których zmieszana będzie krew wasza i ich, pozostaną tu, by bronić tej ziemi!" Autorka nie szuka winnych i ofiar, nie wskazuje kto jest dobry, a kto zły, lecz po mistrzowsku odmalowuje przed czytelnikiem złożony i pełen sprzeczności świat, w którym każdy ma coś do powiedzenia, w którym każda racja ma prawo bytu i swoich orędowników.
 

Tym którzy czytali "Mgły Avalonu" nie radzę przykładać tej samej miary, wedle której oceniali je, do "Leśnego Domu", który choć pozbawiony mistycyzmu "Mgieł Avalonu" jest powieścią równie dobrą i naprawdę godną polecenia, lecz zgoła inną. "Tu, w Letnim Kraju, gdzie pierścień głazów ocienia szczyt świętej góry Tor i starożytna moc nie ginie, czekam na ciąg dalszy tej opowieści." Wyczekujecie jej ze mną i Wy.

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:


* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Leśny Dom" Marion Zimmer Bradley

"Oddaj MiSie"


Już kolejny rok z rzędu, dokładnie szósty, Studencka Organizacja Public Relations PRogress organizuje akcję charytatywną "Oddaj MiSie", która polega na zbiórce zabawek, przyborów szkolnych i tytułowych misiów dla potrzebujących dzieci.

W dniach od 9 do 11 grudnia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach będzie można oddać zabawki, pluszaki, gry planszowe, art. papiernicze, książeczki dla dzieci i młodzieży. Wszystkie dary trafią później do świątecznych paczek!

Osoby, które nie mogą osobiście oddać zabawek, mogą wysłać paczki na adres organizatora: 
SOPR PRogress
UE w Katowicach
ul. 1-go Maja 47
40-228 Katowice
bud. E, pok. 406
 
Wszelkie informacje można uzyskać pod adresem mailowym: kulturkamaialis@gmail.com
 
Zajrzyjcie też na fanpage akcji - KLIK.
 
Podarujcie dzieciom uśmiech, a swoim zabawkom nowe życie :) Czasem nie trzeba wiele, żeby podzielić się z kimś radością...
 
Zapraszam Was do dzielenia się radością i informacją o akcji!