Stosik #6

Wróciłam z wakacji. Odpoczęłam, zregenerowałam się, zrelaksowałam, wyciszyłam. Poznałam ciekawych ludzi, odwiedziłam niezwykłe miejsca. Zrobiłam mnóstwo zdjęć, którymi za jakiś czas podzielę się i z Wami :) Jak to w moim przypadku bywa, bagaż powrotny z wakacji był większy niż ten zabierany na urlop. Nie mogło być inaczej, skoro wraz ze mną przyjechały do domu kilogramy książek :D Zapraszam więc na post, w którym chwalę się tym, co wzbogaci moją biblioteczkę i wcale się tego nie wstydzę :P
1. "Tatuaż z lilią" Feeria - książka wygrana u Polacy nie gęsi i swoich autorów mają.
2. "Para w ruch" Terry Pratchett, wyd. Prószyński i S-ka.
3. "Kręte ścieżki" "Napisz recenzję, wygraj zestawy: książki i kosmetyki”
Spóźnione wyznania", John Boyne, wyd. Znak literanova - "Napisz recenzję, wygraj zestawy: książki i kosmetyki”
Mowa trawa: Słownik piłkarskiej polszczyzny", Marcin Rosłoń, wyd. Bukowy Las.
6. "Żywoty pań swawolnych" Pierre de Bourdeille Brantôme, wyd. PIW - wygrana w konkursie na blogu Wieczór z książką.
7. ''Córka Agamemnona'' Ismail Kadare, wyd. Świat Książki -
wygrana w konkursie na blogu Wieczór z książką.
8. ''Własność" Valerie Martin, wyd. Rebis - wygrana w konkursie na blogu Wieczór z książką.
9.  ''Dziś i zawsze'' Nora Roberts, wyd. Amber - wygrana w konkursie na blogu Wieczór z książką.
10. ''Zapach Twojego oddechu'' Melissa P., wyd. Albatros - wygrana w konkursie na blogu Wieczór z książką.
11. ''Playboy. Opowiadania'' Alice K. Turner, wyd. Rebis - wygrana w konkursie na blogu Wieczór z książką.
12. "Pam Lodowego Ogrodu" (4 tomy) Jarosław Grzędowicz, wyd. Fabryka Słów.
13. "Szlachetny Żyd Hitlera. Życie lekarza biedoty Edwarda Blocha" Brigitte Hamann, wyd. Universistas - książka otrzymana w ramach współpracy. (Universitas)
14. "Nie tylko Anna Frank" Diane I. Wolf,  wyd. Universistas - książka otrzymana w ramach współpracy
(Universitas)

15. "Niewidzialna korona" Elżbieta Cherezińska, wyd. Zysk i S-ka.
16. "Konformizm, bunt, nostalgia. Turystyka niszowa z Polski do krajów byłego ZSRR" Anna Horolets, wyd. Universitas - książka wygrana w konkursie zorganizowanym na
profilu facebookowym wydawnictwa.
17. "Amerykański przekręt" Robert W. Greene, wyd. Znak literanova - wygrana w konkursie "Napisz recenzję, wygraj zestawy: książki i kosmetyki” zorganizowanym przez Księgarnie Matras.
18. "Zacisze Gosi"  Katarzyna Michalak, wyd. Znak - wygrana w konkursie "Napisz recenzję, wygraj zestawy: książki i kosmetyki” zorganizowanym przez Księgarnie Matras.
19. "Kochanka królewskiego rzeźbiarza" Victoria Gische, wyd. Bellona - książka z autografem autorki, wygrana na
profilu facebookowym autorki.
20. "Córka wikingów. Srebrny młotek" Vera Henriksen, wyd. Książnica - udało mi się wreszcie upolować trylogię Henriksen :)
21. "Córka wikingów. Znak" Vera Henriksen, wyd. Książnica.
22. "Córka wikingów. Święty król" Vera Henriksen, wyd. Książnica.
23. "Japonizm polski" Anna Król, wyd. manggha.
24. "Misjonarze z Dywanowa. Polski szwejk na misji w Iraku, cz. 2 - Jonasz" Władysław Zdanowicz, wyd. Księgarnia Zdanowicz - książka z autografem, otrzymana od autora do recenzji.
25. "Misjonarze z Dywanowa. Polski szwejk na misji w Iraku, cz. 3 - Honkey" Władysław Zdanowicz, wyd. Księgarnia Zdanowicz - książka z autografem, otrzymana od autora do recenzji. 

26. "Gambit mocy" Piotr Muszyński, wyd. Oficynka - książka wygrana w konkursie zorganizowanym na blogu MKCzytuje.
27. "Czas żniw" Samantha Shannon, wyd. Sine Qua Non - książka wygrana w konkursie zorganizowanym na blogu Czworgiem Oczu.
28. "Ludzie z Innhaug. Oline" Anne Karin Elstad, wyd. Elipsa - seria książek norweskiej pisarki, którą po długich poszukiwaniach, udało mi się nareszcie "dorwać" na Allegro.
29. "Ludzie z Innhaug. Magret" Anne Karin Elstad, wyd. Elipsa.
30. "Ludzie z Innhaug. Nowe życie" Anne Karin Elstad, wyd. Elipsa.
31. "Ludzie z Innhaug. Pojednanie u końca drogi" Anne Karin Elstad, wyd. Elipsa.
32. "Cześć, mam na imię Michał" Michał Krupa, wyd. Novae Res - książka z autografem, otrzymana od autora do recenzji.
33. "Rowerem na koniec świata" Bruno Wioska, wyd. Sowa Sp. z o.o. - książka z autografem.


I kilka e-booków, których z wiadomych przyczyn na powyższych zdjęciach brak:
34. "Lucyfer. Moja historia" Victoria Gische, wyd. Wydawnictwo Psychoskok - książka wygrana na
profilu facebookowym autorki.
35. "Pozytywnie nieobliczalni" Marcin Brzostowski, wyd. e-bookowo.pl.
36. "Zapomniałem. Miniatura" Michał Przyborowski - tomik poezji otrzymany do recenzji od autora.
37. "Fabryka wtórów" Tomasz Mróz - książka otrzymana do recenzji od autora

38. "RPGranda, czyli świat po drugiej stronie" Dawid Czaja - książka otrzymana do recenzji od autora.



Zapowiada się zaczytana jesień! :)

Czy wiesz, że ... #11

... w 2014 r. przypada millenium przyjęcia przez króla norweskiego Olafa II Haraldssona chrztu w Rouen we Francji, a tym samym początek właściwej chrystianizacji Norwegii?

Król Olaf (Olav (Haraldsson) den Hellige), który stał się po śmierci świętym Olafem, nie był pierwszym spośród norweskich władców, który przyjął chrzest i rozpoczął nawracanie rodaków na chrześcijaństwo. Przed nim ochrzcili się kolejno Haakon I Dobry (Håkon I (Haraldsson) Adelsteinsfostre den Gode) w roku 933 oraz Olaf Tryggvason najprawdopodobniej w roku 994 w Andover w Anglii (według "The Anglo-Saxon Chronicle"). Lecz dopiero przyszłemu świętemu udało się "ochrzcić" Norwegię. Co prawda udało mu się to nie za życia, lecz po śmierci, na polu bitwy pod Stikelstad w okolicach Trondheim (dawniej Nidaros) 29 lipca 1030 r., którą stoczył po powrocie do ojczyzny z wygnania, kiedy to odrzucając swój legendarny miecz, ostatecznie odrzucił pozostałości pogaństwa. Olaf oczywiście podobnie, jak inni władcy przyjmujący nową wiarę w tamtych czasach, kierował się nie tyle obawami o swoją i swoich poddanych dusze, co bardziej względami politycznymi. Chciał wprowadzić Norwegię na arenę międzynarodowa i chciał, by się z nią liczona i uznawano za pełnoprawnego politycznego i ekonomicznego partnera.

Wraz z Olafem do Norwegii przybyli biskupi i księża z Anglii. Król ustanowił nowe prawa w oparciu o moralność chrześcijańską, w tym m.in. zakaz bigamii, kazirodztwa, zawierania małżeństw przez blisko spokrewnionych ludzi i spożywania koniny, która to pochodziła z ofiar składanych pogańskim bogom. Oczywiście wprowadzane i narzucane, często siłą, zmiany nie wszystkim się podobały, stąd ucieczka Olafa w 1028 r. na Ruś i jego nieudany powrót w 1030 r. 
zdj. snl.no
Ciało Olafa Haraldssona zostało pochowane nad brzegiem rzeki Nid (Nidelva) w Trondheim. Przy jego grobie wielu odzyskiwało zdrowie i porzucało dawną wiarę zwracając się ku chrześcijaństwu. Wiele źródeł, także tych z okresu po reformacji, podaje, że kiedy w rok później zwłoki króla zostały odkopane, okazało się być w stanie nienaruszonym. Gdy tymczasowo pochowano władcę w kościele św. Klemensa, w miejscu jego pierwotnego pochówku wytrysnęło źródło nad którym zbudowano pierwszy, drewniany kościół. Z czasem drewniany kościółek zamieniła się w kamienny, następnie został rozbudowany w latach 1150-1180 w stylu romańskim. Wtedy też przeniesiono do niego trumnę z ciałem króla Olafa II Haraldssona. Kościół w Nidaros rósł i zmieniał się, aż w 1320 r.  zakończyła się jego rozbudowa w stylu gotyckim. Trumna króla Olafa została umieszczona w srebrnym sarkofagu (tzw. konfesja św. Olafa) ustawionym na głównym ołtarzu kościoła w ośmiokątnym prezbiterium. Ponoć ołtarz ten znajduje się dokładnie nad pierwotnym miejscem spoczynku władcy. Przez wieki miejsce to było miejscem licznych pielgrzymek i sercem Norwegii. Wraz z reformacją nastały trudne czasy dla Norwegów i kościoła. W 1536 r. król duński, Krystian III, uczynił luteranizm religią państwową Danii i Norwegii (Norwegia pozostawała od 1380 r. w unii personalnej z Danią) oraz zrobił z Norwegii duńską prowincję. Ówczesny arcybiskup Nidaros (Trondheim) i prymas Norwegii Olaf Enkelbrektsson, walczący wcześniej o niezależność Norwegii, był zmuszony uciekać najpierw do twierdzy Steinvikholm, a następnie z kraju. Uchodząc zabrał ze sobą archiwum, część wyposażenia katedry Nidaros oraz srebrny sarkofag świętego Olafa. Biskup ostatecznie opuścił Norwegię pozostawiając w twierdzy sarkofag, który po jej kapitulacji został odnaleziony przez duńskich protestantów. Najprawdopodobniej około 1540 r. ciało króla zostało wyrzucone z trumny i pogrzebane pod posadzką zrujnowanej katedry w Nidaros. Do dnia dzisiejszego nie wiadomo, gdzie dokładnie się ono znajduje. Sarkofag, po rozbiciu go na kawałki, wraz z innymi drogocennymi zrabowanymi z Nidaros, zasilił skarbiec królewski w Kopenhadze, a następnie został przetopiony na monety...

Kartki z kalendarza: Lipiec

 
Koi koi to
yobedo hotaru ga
tonde yuku

Wołałem: chodź tu
ale uciekł mi znowu
maleńki świetlik

(Onitsura, przełom XVII/XVIII w.)




*Źródła: "Wybór klasycznych wierszy haiku" w tłumaczeniu Agnieszki Żuławskiej-Umedy   
** Hiroshige II, Krajobraz z prowincji Totomi z serii: Sto widoków słynnych miejsc w różnych prowincjach. Zdjęcie pochodzi z mojego kalendarza wydanego przez teNeues :) 

"Parabellum. Horyzont zdarzeń" Remigiusz Mróz

Tytuł: "Parabellum. Horyzont zdarzeń"
Autor:  Remigiusz Mróz
Seria: Parabellum, tom 2
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania: 20134
Liczba stron: 312

Z ogromną radością i niecierpliwością sięgnęłam po drugi tom serii "Parabellum" Remigiusza Mroza. Rzuciłam się na niego z zachłannością i ciekawością, wciąż mając w pamięci emocje i wrażenia, jakie wywołał we mnie tom pierwszy. Byłam przekonana, że i tym razem się nie zawiodę, że raz jeszcze spędzę z bohaterami niezapomniane, pełne napięcia, smutku i radości, godziny w okupowanej Polsce. I, co? I nie zawiodłam się! Tyle, że tym razem dotarłam aż do Francji.

Nastał październik 1939 r.. Staszek i Maria uciekają z Rawicza. Pragną dostać się do Francji, gdzie będą mogli schronić się u rodziny Marii. Jeszcze nie wiedzą, że ich śladem wyrusza Christian Leitner ani że na swojej drodze raz jeszcze napotkają znienawidzonego Holzera. A to nie wszyscy, z którymi przyjdzie się im zetknąć, bowiem ich tropem podąża ktoś o wiele bardziej niebezpieczny. Bronek wytrwale zmierza do ukochanej Anieli i wraz z kompanami, Kiljanem, Chwieduszko i Kremmerem, przemierza tereny zajęte przez Armię Czerwoną. Bracia nie wiedzą nic o swoich losach, do Staszka i Marii docierają jedynie strzępki wiadomości z Warszawy i to nie najlepszych. Kapitan Obelt po nieudanym odbiciu przez swoich współtowarzyszy trafia do obozu jenieckiego, gdzie, jak myśli, nareszcie uwolnił się od swojego oprawcy, Johanna Blankenburga. Każdy z bohaterów kończy w jakimś sensie swoją wędrówkę i jednocześnie rozpoczyna nową podróż.

Zacznę od końca, czyli zakończenia książki. Musicie wiedzieć, że autor "Prabellum" lubi się pastwić na swoimi czytelnikami ;) Panie Remigiuszu, jak Pan mógł mi to zrobić?! Tak pozostawić w zawieszeniu, taką roztrzęsioną, żądną wyjaśnień... "Horyzont zdarzeń" kończy się dramatycznie, zostawia czytelnika z wieloma pytaniami, na rozdrożu. Podobnie jak bohaterowie, których drogi zbiegły się na chwilę w jednym punkcie, możemy tylko patrzeć z niedowierzaniem na to, co się dzieje. A dzieje się, oj dzieje! I to przez całą powieść. Remigiusz Mróz dokonał rzeczy niezwykłej, nie tylko udowodnił, że można napisać udaną kontynuację, ale podniósł też poprzeczkę, pobił samego siebie. Druga część "Parabellum" wciąga od pierwszych stron i nie pozwala się wyrwać z uścisku przez ponad 300 stron. Nie nudzi, nie drażni, nie rozczarowuje. Za to trzyma w ciągłym napięciu. Gdy już człowiek myśli, że bohaterowie sobie poradzili z kolejnym problemem, powiodło się im, następuje zwrot akcji, powodujący u odbiorcy wstrzymanie oddechu i przyspieszone bicie serca. Wierzcie mi, przeżywałam tą powieść wraz z postaciami z kart książki, uciekałam razem nimi, walczyłam z głodem, strachem, wrogami, płakałam i wściekałam się, miałam wszystkiego dość i miałam ochotę zabijać... Stałam się jedną z nich.

Wspaniale było obserwować w "Horyzoncie zdarzeń" zmiany zachodzące w bohaterach, którzy w tak krótkim, acz intensywnym czasie, odkrywają w sobie cechy, których dotąd nie znali. Obawiają się ich, zaskakują ich one, ale nie potrafią i nie chcą ich cofnąć. Wojna zmienia ludzi. Zmienia też świat. A ja jako czytelnik miałam możliwość zobaczyć te zmiany z punktu widzenia różnych osób, spoglądałam na wydarzenia oczami Polaków i Niemców, okupowanych i okupantów, uciekających i ścigających. Taki zabieg sprawił, że powieść stała się wielowymiarowa i głębsza.

Podoba mi się w prozie Remigiusza Mroza, w jego cyklu "Parabellum", to w jaki sposób w swoje książki wplata elementy historyczne. Opowiada o wydarzeniach pierwszych miesięcy 1939 r. ze swobodą i autentycznością naocznego świadka. Wojna w "Horyzoncie zdarzeń", podobnie, jak w "Prędkości ucieczki", ma ludzki wymiar, jest tragedią jednostek. Ale nie jest główną bohaterką powieści, dzięki czemu, w moim odczuciu, dużo ostrzej można dostrzec jej porażające rozmiary, jej okrucieństwo i ból, jaki ze sobą przyniosła. Ucieczka bohaterów, to nie jest jakaś tam rejterada przed niedogodnościami i niewygodami wojennego życia, to prawdziwa walka o życie i wolność.

Tym, którzy jeszcze nie sięgnęli po "Parabellum" radzę koniecznie to zrobić, nawet jeśli nie przepadacie za tematyka wojenną, bo "Prędkość ucieczki" (od niej trzeba koniecznie zacząć) oraz "Horyzont zdarzeń" to opowieść o ludziach, którzy stają w obliczu czegoś, co ich przerasta i przeraża, lecz nie mają inne wyjścia, jak tylko stawić temu czoła.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi :)
Zajrzyjcie koniecznie na stronę internetową Remigiusza Mroza, gdzie dowiecie się m.in. skąd pomysł na taki tytuł powieści - KLIK oraz na fanpage pisarza - KLIK.
Horyzont zdarzeń. Parabellum [Remigiusz Mróz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
 ***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:



7 lipca

Możliwe, że zastanawiacie się, czemu akurat taki tytuł tego wpisu i dlaczego piszę o czymś tak oczywistym jak siódmy dzień siódmego miesiąca. Po pierwsze, dziś zaczynam urlop. Za kilka godzin powinnam dotrzeć do miejsca docelowego, w którym spędzę tegoroczne wakacje. Uchylę Wam rąbka tajemnicy i powiem, że podziwiać będę bliższe i dalsze okolice Harklowej :) Mam zamiar odpocząć także od internetu, więc, proszę, wybaczcie mi jeśli nie będę odpowiadała na Wasze maile i komentarze, nie będę zaglądała zbyt często na Wasze blogi, nie będę na bieżąco dodawała Waszych zgłoszeń do moich wyzwań. Nadrobię to stopniowo po powrocie, czyli pod koniec lipca i na początku sierpnia. Pojawi się kilka zaplanowanych postów. (Możecie również zerkać na mój Instagram, bo jak znam siebie to trochę się tam zdjęć pojawi :)) Po drugie, także dziś przypada kolejna rocznica mojego ślubu. I nie zgadniecie która?! Siódma! :) (Ależ ten czas leci!) Ale nie o tym mój dzisiejszy post! Także dziś przypada święto Tanabata i o tym japońskim święcie chcę Wam napisać słów kilka. Tym bardziej, że wiąże się ono pięknie z moim prywatnym świętem :)

Tanabata w Edo, Hiroshige - zdj. Wikipedia
7 dzień 7 miesiąca (czyli 7 lipca według kalendarza słonecznego lub 7 sierpnia według księżycowego kalendarza) to dzień, w którym spełniają się marzenia. Każdego roku tego dnia odbywa się w Japonii festiwal Tanabata, święto gwiazd. Uroczystość nawiązuje do starożytnej legendy, która ma kilka wersji, lecz najbardziej popularną jest ta opowiadająca historię dwojga kochanków - Hikoboshi, niebiańskiego pasterza krów i Orihime (Tkającej Księżniczki), księżniczki biegłej w tkactwie - rozdzielonych przez Mleczną Drogę. Orihime tak zapamiętała się w sztuce tkania, że nie miała czasu na miłość. Jej ojciec, cesarz Tenkō (Król Niebios), widząc smutek i samotność swojej córki, zaaranżował jej małżeństwo z Hikoboshi. Lecz teraz, szczęśliwa para zapomniała o swojej pracy i zaniedbywała ją, co nie spodobało się cesarzowi. Zakazał kochankom widywać się, spotykać mogli się jedynie raz w roku, 7 dnia 7 miesiąca, gdy ścieżki gwiazd Altair (Hikoboshi) i Vega (Orihime) przecinają się. Tanabata świętuje ponowne zjednoczenie kochanków. Legenda wywodzi się z Chin, lecz została wzbogacona o japońskie aspekty.

Liście bambusa szeleszczą, szeleszczą,
Sasa no ha sara-sara
 Trzęsąc się pod strzechą.
Nokiba ni yureru
 Gwiazdy zaczynają mrugać, mrugać;
 Ohoshi-sama kira-kira
 Jak złote i srebrne ziarenka piasku.
Kin-gin sunago
(tradycyjna piosenka śpiewana podczas Tanabata)

Aby uczcić odpowiednio święto Tanabata, miasta w Japonii zostają przystrojone kolorowymi dekoracjami, a sami Japończycy wypisują swoje życzenia na nadchodzący rok na paskach papieru zwanych tanzaku. Tego dnia wszyscy życzą sobie by ich pragnienia się spełniły.  
Najbardziej znanym i uważanym za jeden z najważniejszych jest festiwal Sendai Tanabata w prefekturze Miyagi w regionie Tohoku, który odwiedza co roku ponad 2 miliony ludzi. Święto Tanabata odbywa się w tym mieście od początku okresu Edo (początek XVII w.). W odróżnieniu od większości odbywających się w Japonii festiwali, ten w Sendai obchodzony jest zgodnie z kalendarzem lunarnym, 7 sierpnia. 

Jak już zapewne zauważyliście 7 to magiczna liczba tego święta, istnieje więc siedem różnych rodzajów ozdób o szczególnym znaczeniu, które zawiesza się na bambusowych drzewach:
tanzaku - zdj. pinterest
- tanzaku - dekoracja w postaci małych kolorowych papierków, symbolizująca życzenia osiągnięcia sukcesu naukowego i umiejętności technicznych,
- kinchaku - w kształcie portmonetki, ta dekoracja to życzenie odniesienia sukcesu związanego z pieniędzmi,
- kamigoromo - o kształcie maleńkiego kimono, to dekoracja mająca pomóc w nabyciu lepszych umiejętności szycia oraz sukces w stylu,
- toami - papierki-siatki, reprezentują życzenia związane z dobrymi połowami i zbiorami,
- orizuru - łańcuchy papierowych żurawi, które symbolizują życzenia dobrego zdrowia i długiego życia,
- kuzukago - to taka siatka ze śmieciami, oznaczająca życzenia związane z czystością i gospodarnością w posługiwaniu się pieniędzmi,
- fukinagashi - kolorowe serpentyny, które nie są właściwie życzeniami, lecz reprezentują tkaniny tkane przez Orihime.

Tsukioka Yoshitoshi, The Moon of the Milky Way z cyklu A Hundred Views
of the Moon - zdj. yoshitoshi.verwoerd.info
 Krótka bajka o Orihime i Hikoboshi :)


Życzę Wam, by spełniły się Wasze życzenia i by nic i nikt nie stanął na drodze Waszej miłości. Pozdrawiam Was serdecznie! :)

"Krzyk Czarnobyla" Swietłana Aleksijewicz

Tytuł: "Krzyk Czarnobyla"
Autor:  Swietłana Aleksijewicz
Oryginalny tytuł: "Czernobylskaja molitwa" ("Чернобыльская молитва: Хроника будущего")
Tłumaczenie: Leszek Wołosiuk
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2000
Liczba stron: 208



"Człowiek pośród śmierci żyje, ale nie pojmuje, cóż to takiego śmierć."
 
Zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się z tymi, którzy kiedyś żyli w pobliżu elektrowni Czarnobyl? Co dzieje się z tymi, którzy byli najbardziej narażeni na radiację? Dlaczego tak mało pisze się o Czarnobylu? Dlaczego nadal tak niewiele wiadomo o skutkach awarii reaktora w czarnobylskiej elektrowni? Czy można pojąć to, co się tam stało, tak po ludzku objąć rozumem, znaleźć w tym sens? Swietłana Aleksijewicz przez wiele lat cierpliwie słuchała każdego, kto zechciał podzielić się swoją historią, wspomnieniami, przemyśleniami. W ten sposób powstał "Krzyk Czarnobyla", przejmujący monolog tych, którzy już na zawsze pozostaną naznaczeni.

"Ot, żyjesz, zwyczajny człowiek, mały, taki jak wszyscy wokół. Idziesz do pracy, wracasz, pobierasz średnią pensję, raz w roku jeździsz na urlop. I w jeden dzień raptownie przeobrażasz się w człowieka czarnobylskiego. W dekownika! W coś takiego, co interesuje wszystkich i nie obchodzi nikogo."

Cisza.

26 kwietnia 1986 r. o godzinie 1:23:58 następuje seria wybuchów, która uszkadza reaktor bloku energetycznego nr 4 elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Pożar, jaki rozpętał się po eksplozjach, trawi resztki budynku i tony grafitu zabezpieczającego reaktor przez 9 dni. Strażacy wezwani do gaszenia ognia umrą jako pierwsze ofiary tej największej katastrofy w historii energetyki jądrowej i jednej z największych katastrof przemysłowych XX w. Nikt jeszcze nie wie, że zostało im maksymalnie dwa tygodnie życia. Podobnie, jak nikt nie zdaje sobie jeszcze sprawy z powagi sytuacji, szczególnie zwykli ludzie, szarzy obywatele wierzący w "dobro atomu" i wsparcie rządzących. Mieszkańcy Prypeci, miasta leżącego najbliżej elektrowni, podobnie jak ludzie zamieszkujący bardziej oddalone miejscowości, rozpoczynają kolejny zwyczajny dzień swojego życia. Idą do pracy, wysyłają dzieci do szkół i przedszkoli, krzątają się w gospodarstwach... Promieniotwórczy obłok rozpoczął swoją podróż po świecie. 26 i 27 kwietnia dotarł do Rosji, na Białoruś i rozprzestrzenił się na terenie Ukrainy. 28 i 29 kwietnia odnotowano znacznie podwyższony poziom promieniowania w Polsce, Niemczech, Austrii, Rumunii, "30 kwietnia – w Szwajcarii i północnych Włoszech, 1-2 maja – we Francji, Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii, północnej Grecji, 3 maja – w Izraelu, Kuwejcie, Turcji.
Promieniotwórczy obłok 2 maja dotarł do Japonii, 4 maja – do Chin, 5 – do Indii, 5 i 6 maja – do USA i Kanady. W niecały tydzień Czarnobyl stał się problemem całego świata."
Szacuje się, że w wyniku awarii skażeniu promieniotwórczemu uległ obszar od 125 000 do 146 000 km2 terenu leżącego na pograniczu trzech krajów: Białorusi, Ukrainy i Rosji; "skażeniu uległo 0,5 proc. terytorium Rosji, 4,8 proc. obszaru Ukrainy i aż 23 proc. powierzchni Białorusi".

Ewakuacja, tabu i wiara.

27 kwietnia 1987 r. zapadła decyzja o ewakuacji Prypeci i okolicznych wsi. Ludzie byli przekonywani, że to tylko na 3-4 dni, żeby wojsko i specjaliści zajęli się oczyszczeniem terenu. Nikt  z nich nie wiedział, co tak naprawdę się stało i jakie jest zagrożenie. Nikt ich nie poinformował o skali awarii. Nikt nie spodziewał się, że to na zawsze. Był zakaz, żeby nic ze sobą nie zabierać - brali choć drobiazgi, słoiki z przetworami, zdjęcia. A one były skażone. Miasta, miasteczka i wsie opustoszały na lata, nie na dni. Mimo zakazu wstępu do niebezpiecznej zony, przywożono do wsi ludzi na zbiory i zasiewy. Jak dawniej trudzono się przy żniwach, jak dawniej plony były sprzedawane. A przecież były skażone... Z czasem, ukradkiem, przedzierając się przez las, ukrywając się przed wojskiem, ludzie wracali do swoich domów, szczególnie staruszkowie. A wszystko wokół skażone... Byli i tacy, których nie ewakuowano ze względu na brak pieniędzy w kasie państwowej. Cóż mieli zrobić ci, co zostali? Wierzyć w to, co im mówią, bo jak inaczej żyć?

"Tysiące tabu, partyjnych i wojskowych tajemnic. Na dodatek wszyscy byli wychowani w wierze, że pokojowy sowiecki atom nie jest tak niebezpieczny jak torf i węgiel. Byliśmy ludźmi skutymi strachem i przesądami. Zabobonem wiary."

Zmarłych z Czarnobyla chowano w tajemnicy, w obłożonych metalowymi płytami grobach, z dala od innych, często na porzuconych przez przesiedleńców cmentarzach. Do chorych, cierpiących nie chciało się zbliżać wielu lekarzy, wiele pielęgniarek. Nie było dla nich ratunku. Byli zagrożeniem. Żyjącym długo nie mówiono (i nadal się tego często nie mówi), że przyczyną choroby, czy śmierci wśród ich bliskich jest napromieniowanie. Głośno było tylko o bohaterach ludowych, o odważnych ochotnikach, o tych, co "pracują z męstwem i samozaparciem", o wyrabianiu norm mimo trudnych warunków. "Za bohaterski czyn dali dyplom i tysiąc rubli." - dobre podsumowanie. Dla czarnobylców, jak nazywają samych siebie Ci, którym wybuch w elektrowni na zawsze odmienił życie, Czarnobyl jawi się jako wojna. Trudniejsza i okrutniejsza od Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, bo i wróg tu okrutniejszy, nieznany, nie wiadomo, jak go pokonać. Wojna od której nie ma ucieczki, nie schowasz się w ziemiance, czy lesie, nie schowasz w okopach. Zda się momentami, że to walka bratobójcza. Ona jest w każdym z nich.
 
Czarnobylska ziemia - mój nowy dom, nowe życie.

"Czyż jest coś straszniejszego od człowieka?"

Czarnobylska zona. Skażona zona. Zakaz wjazdu, przebywania, mieszkania, życia. Zostały puste domy, opuszczone cmentarze, zdziczałe zwierzęta. I tylko czasami przejedzie wojsko wzbijając tumany kurzu. Jedni porzucili swoje domy, inni odnaleźli w nich swoją przystań. Starzy ludzie, ci, którzy nie dali się ewakuować lub ukradkiem wrócili. Dzicy lokatorzy, dla których te widmowe wsie stały się schronieniem przed straszliwą rzeczywistością w Tadżykistanie, Czeczenii.Oni nie boją się radiacji, obawiają się innych ludzi, bo to od nich zaznali najwięcej bólu i zła.

Dziecięcym głosem.

"Mama z tatą pocałowali się i urodziłam się ja. Wcześniej myślałam, że nigdy nie umrę. A teraz wiem, że umrę. Razem ze mną leżał w szpitalu chłopiec, Wadik Korinkow. Ptaszki mi rysował, domki. Umarł. Umierać nie jest strasznie. Będziesz długo, długo spać, nigdy się nie przebudzisz." 

"Leżałam w szpitalu. Bolało mnie. Prosiłam mamę: 
– Mamusiu, nie mogę cierpieć. Lepiej mnie zabij!"

"W domu zamknęliśmy i zostawiliśmy mojego chomika. Takiego bielutkiego. Zostawiliśmy mu jedzenia na dwa dni. I wyjechaliśmy na zawsze."

"Śni mi się, jak umarłam. We śnie słyszałam, jak mama płakała. I wtedy się przebudziłam."

Dzieci, podobnie jak dorośli, nie rozumiały, czemu cierpią, czemu chorują, czemu każą im zostawić ukochane zwierzaki i misie, czemu ktoś nie chce koło nich siedzieć w szkolnej ławce, czemu nie wrócą już do swojego domu. Rodzice nie potrafią im tego wytłumaczyć, sami się pogubili. Radosny dziecięcy śmiech zastąpiły rozmowy o umieraniu, zabawy w pogrzeb, w ewakuację, w zasypywanie reaktora. Dziecięce głosy, opowieści bez słów tych, które narodziły już po awarii, przerażają.


"Gdy się urodziła, nie była dzieckiem, a żywym woreczkiem, ze wszystkich stron zaszytym, ani jednej szczelinki, tylko oczęta otwarte. W karcie medycznej zapisano – dziewczynka, urodzona z wieloraką patologią kompleksową: aplazja odbytu, aplazja przyrodzenia, aplazja lewej nerki. Tak to brzmi w języku naukowym, a w zwyczajnym: ni pipci, ni pupci, jedna nerka. Zaniosłam ją na operację w drugim dniu jej życia."

Mogłabym napisać więcej o treści książki. Tylko po co? To nie możliwe i nie ma sensu. Musiałbym ją całą cytować, byście zrozumieli jej oddziaływanie, jej siłę, jej przesłanie. Żeby zrozumieć to rozstrojenie, ten ból. Lepiej sami po nią sięgnijcie, przeczytajcie opowieść o spokojnej i cichej grozie i przekonajcie się, że piętno Czarnobylu to nie jakiś tam wymysł.

W Czarnobylu przeszłość zlała się z przyszłością, teraźniejszości - brak. Wraz z reaktorem zostały pogrzebane marzenia i plany, życie. Została śmierć. Tragedia w Czarnobylu wielu ludzi skłoniła ku zwróceniu się ku religii. Nauka zawiodła w ich mniemaniu. Została pokonana. Ludzie, którzy próbują zrozumieć, uświadomić sobie, zastanowić się, co się stało, nie kierują się ku fizyce, matematyce, biologii, ale raczej ku filozofii religii. Dlatego czasami, na początku lektury, wydawało mi się, że niektóre monologi są zupełnie nie związane z tematyką książki. Ot, takie głupstwa rozsiewane przez plotkujących staruszków o sąsiadach. Im dalej zagłębiałam się w książkę tym wyraźniej dostrzegałam sens umieszczenia ich w niej, ich powiązanie z Czarnobylem. Z czasem, często to właśnie one wydawały mi się najmocniej odzwierciedlać tragedię czarnobylców.

W "Krzyku Czarnobyla" znajdziecie niewiele suchych informacji, danych statystycznych, za to napotkacie tu wiele przemyśleń, pytań, filozofowania. Poznacie spojrzenie ta tamte wydarzenia, ten miniony czas zwykłych ludzi. Dostrzeżecie ich zagubienie, życie po omacku w gąszczu domysłów, podsycanych plotkami.

Język książki jest prosty, często chaotyczny tak jak chaotyczne są ludzkie myśli, bez ozdobników. Aleksijewicz nie poprawia wypowiedzi. Prosty człowiek mówi prostym językiem, z naleciałościami ludowymi, odwołuje się do zabobonów; wykształcony człowiek używa bardziej uczonych słów, ale to nadal język zwykłego człowieka, a nie styl specjalistycznych referatów i rozpraw naukowych. Narracja powieści prowadzona jest w pierwszej osobie, przez co każda opowieść o awarii jest kolejnym głosem, krzykiem duszy dołączającym do chóru żyjących z piętnem Czarnobyla. Dzięki wspomnieniom naocznych świadków, czytelnik łatwo zanurza się w atmosferze niewiedzy, strachu, bólu, którego nie uśmierzą mijające lata. Każdy monolog to historia życia i śmierci innego bohatera. Książka Aleksijewicz przenika do głębi, do kości, wywraca duszę na lewą stronę. Zupełnie jakby czytelnik znajdował się w centrum tego niepojętego, niewidzialnego zła. Czytając ją pojmujesz czym jest życie, doceniasz je. Rozumiesz zwykłe ludzkie szczęście i to, jak okrutne jest państwo, jak bezduszni są sami ludzie. Poznajesz też miłość. Bezkresną, niepojętą, wzruszającą, pełną strachu. "Krzyk Czarnobyla" to powieść pełna przerażających obrazów, których nie zapomną nie tylko oni, czarnobylcy, ale i ja.

"Uciekamy. Czujesz, jak jakaś zupełnie nieznana rzecz burzy cały twój dotychczasowy świat, wpełza, włazi w ciebie."


Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości [Swietłana Aleksijewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
 Recenzja bierze udział w wyzwaniach:


*Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Krzyk Czarnobyla" Swietłany Aleksijewicz