"Wiedźma opiekunka. Część 2" Olga Gromyko

Tytuł: "Wiedźma opiekunka. Część 2"
Autor:  Olga Gromyko
Seria: Wolha Redna tom 4
Oryginalny tytuł: "Ведьма-хранительница"
Tłumaczenie: Marina Makarevskaya
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 288

 Droga do Arlissu, robi się coraz ciekawsza. Atmosfera się zagęszcza, wrogów przybywa, plaga zdesperowanych metamorfów depcze bohaterom po piętach, a czasami nawet ich wyprzedza. Pościg trwa. Podobnie jak wyścig z czasem. Akcja przyśpiesza, skręca, zawraca, wije się. Jest jak nurt dzikiej górskiej rzeki. W samym Arlissie robi się jeszcze ciekawiej. Wolha nie jest pewna, czy może komukolwiek zaufać, dlatego szczodrze częstuje wszystkich ogniojadem. Często wbrew woli zainteresowanych. Im bardziej pogłębia się wiedza Wolhy na temat roli jaką odgrywa opiekunka władcy Dogewy, tym mocniej czuje się zagubiona. Mimo to przeprowadza rytuał zamknięcia wiedźmiego kręgu w nadziei, że pomoże Lenowi. Sprawa przywrócenia właściwej, tj. dwunożnej, postaci Lenowi mimo, że najważniejsza dla magiczki, nie jest jedyną, która zaprząta jej głowę. Czynią to także, i to skutecznie, horda udajców, która opanowała Arliss oraz zielonooka i znana z manii prześladowczej królowa Arlissu - Lereena.

Chciałam podróżować, walczyć, dokonywać bohaterskich czynów i ratować przystojnych książąt przed krwiożerczymi smokami.
fot. www.ozon.ru

Druga część "Wiedźmy opiekunki" oferuje czytelnikowi wszystko to, co poprzednie książki wchodzące w skład serii, a także coś, o czym między wierszami można było wyczytać w poprzednich częściach, czyli wątek miłosny. Chce jednak od razu ostudzić zapał tych, którzy spodziewają się płomiennego romansu, gorących ciał splecionych w miłosnym uścisku albo przynajmniej namiętnych pocałunków. Nie liczcie na to! Mnie zupełnie nie przeszkadza takie potraktowanie wątku miłosnego w serii o magiczce. Ja się wręcz obawiałam, gdy pojawił się przystojny wampir i wygadana magiczka, kolejnej książki serwującej czytelnikom mdłe i do bólu identyczne, jak w stu poprzednich książkach, paranormal romance. (Wybaczcie, nie przepadam za tym gatunkiem.) Na szczęście nie było dane mi tego doświadczyć.

I tak rozeszliśmy się w przeciwnych kierunkach, oszołomieni i niemający pojęcia, co dalej. Choć pewni, że jakoś się w tym połapiemy. 
...I wcale nie martwił nas fakt, że nasza historia nie przejdzie do legend...   


Język powieści jest bardzo dobrze dopasowany do fabuły. Nie jest zbyt ozdobny, zbyt zagmatwany, ale nie jest też prymitywny i zbyt prosty. Pozwala spokojnie śledzić rozwój fabuły, nie pozwala się zgubić pośród imion i nazw, czy nawet wtedy gdy Orsana zaczyna mówić w swoim rodzimym języku (ukraińskim w oryginale, w przekładzie stylizowanym na kresowy - przynajmniej mnie się tak kojarzy). I coś jeszcze Wam wyjawię: pierwsze dwie części przygód Wolhy były dobre, dwie kolejne części są świetne, a jeżeli pisarka utrzymała wzrastającą tendencję, to ostatnia część serii o przygodach wiedźmy W.Rednej zapowiada się wybornie.
Olga Gromyko zapewniła mi po raz kolejny przygodę przesyconą nieco cynicznym humorem i okraszoną folklorem, gdzie dobro zwycięża zło i gdzie na końcu czeka mnie uśmiech :)

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:
* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Wiedźma opiekunka. Część 2"

"Parabellum. Prędkość ucieczki" Remigiusz Mróz

Tytuł: "Parabellum. Prędkość ucieczki"
Autor:  Remigiusz Mróz
Seria: Parabellum, tom 1
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 416

"Dziś rano o godzinie 4:45 wojska niemieckie przekroczyły granicę Rzeczypospolitej." [str. 37]

O tym, jak straszliwym konfliktem była II wojna światowa, wie chyba każdy z  nas. (Przynajmniej mam taką nadzieję.) Wiemy jak wiele pochłonął ofiar, przez jakie tereny się przetoczył, jakie miał konsekwencje dla Europy, etc.. Ale, czy wiemy, jaki wymiar miał dla jednostki? Dla zwykłego człowieka, który z dnia na dzień znalazł się w tej zawierusze? Wojna ta postrzegana jest najczęściej według konkretnych słów kluczy: eksterminacja Żydów, obozy koncentracyjne (albo jeszcze w węższym zakresie - Auschwitz - jakby tylko ten jeden obóz istniał), kampania wrześniowa, inwazja ZSRR, Katyń. I czasami odnoszę wrażenie, że książki poruszające tematykę II wojny światowej bywają oderwane od życia, jakby na siłę napisane w określonej konwencji (coś w stylu "czytaj, uczuć się i cierp") i zamiast przybliżać czytelnikom ten okres historyczny, zamęczają go suchymi faktami i trudnym językiem. Skupiają się na rozmachu konfliktu. A przecież nie o to chodzi. Współczesnemu człowiekowi, raz, że trudno objąć rozumem te wszystkie zatrważające liczby i zrozumieć, że te miliony walczących, pomordowanych, torturowanych, wywożonych, to byli zwyczajni ludzie, tacy jak my, którym z dnia na dzień zawalił się świat, przestały istnieć jakiekolwiek plany na przyszłość (poza jednym - przeżyć), przestały się liczyć marzenia (także po za jednym - uwolnić się od okropieństw wojny); dwa - ciężko przebrnąć przez kolejną książkę w stylu podręczników. Dlatego potrzebna jest także literatura dostosowana językowo do teraźniejszego odbiorcy. Literatura, która zamiast być nadętą, pełną patosu, przedstawia historię II wojny światowej w przystępny i interesujący, dla szerszego grona odbiorców, sposób. Literatura, która pokazuje życie i walkę o codzienny byt pojedynczych osób, z którymi czytelnik może się utożsamiać czy porównywać. Łatwiej jest nam zrozumieć przeżycia i dramat wyborów przed jakimi staje jeden człowiek, wtedy też lepiej dostrzegamy ogrom ludzkiego nieszczęścia spowodowanego II wojną światową.

Remigiusz Mróz w swojej książce "Parabellum. Prędkość ucieczki" pozwala czytelnikowi zobaczyć wojnę oczami pojedynczego człowieka, gdzie II wojna światowa jest, bardzo ważnym, ale jednak tylko, tłem dla przedstawionych na kartach powieści losów bohaterów. Wojna, jaką znamy z podręczników do historii jest na drugim planie. Umiejętne połączenie faktów historycznych z fikcyjnymi postaciami i ich przeżyciami sprawia, że wyraźniej widać jak silne piętno odcisnął na życiu bohaterów ten konflikt. 1 września 1939 r. odmienił życie każdego człowieka zamieszkującego tereny, jakie zajęła w trakcie swojego marszu armia niemiecka (a następnie także armia radziecka). Czytelnikowi, który zagłębi się w powieść Mroza, z łatwością przyjdzie utożsamienie się z bohaterami książki, bo okazują się oni być zwykłymi ludźmi, jak ja, czy Ty.

"Zbudzili się o świcie słysząc wycie syren i rozdzierający, potworny huk. Na Warszawę spadały bomby. (...) Zupełnie spanikowani, przytulili się do siebie i siedzieli skuleni w oczekiwaniu na śmierć. Słyszeli wybuchy i krzyki ludzi, które w połączeniu z przerażającym warkotem niemieckich bombowców wywoływały paraliżujący strach. Byli pewni, że za moment całe miasto zamieni się w jedno wielkie cmentarzysko." [str. 36] 

Głównych bohaterów, braci Zaniewskich - Bronisława i Stanisława - poznajemy w przeddzień wybuchu II wojny światowej. Starszy z braci, Bronek, przebywa wraz ze swoim oddziałem przy granicy z Rumunią, młodszy, Staszek, układa sobie życie w Warszawie. Obaj zostają rzuceni w wir zdarzeń spowodowanych wybuchem walk i rozpoczynają swoją tułaczkę po kraju ogarniętym wojennym zamętem. W trakcie swojej wędrówki obaj bohaterowie robią wszystko by ocalić życie, także innych ludzi napotkanych po drodze, i uniknąć dostania się w ręce hitlerowców. By przeżyć dokonują brawurowych i odważnych czynów, a czasami głupich. Nie są herosami. Nie są idealni. Popełniają błędy, liczą na łut szczęścia. Bywają naiwni. Raz jest lepiej, raz gorzej. Ale żyją! Walczą. Uczą się reguł panujących w kraju ogarniętym wojną. W "Parabellum" znajdziemy także innych, poza braćmi Zaniewskimi, interesujących bohaterów. Jak chociażby Marię Herensztad, Żydówkę, z którą zaręczony jest Stanisław. Kobietę silną i mocno związaną z rodziną, ale posiadającą mroczną tajemnicę, która kładzie się cieniem na jej życiu. Jest i kapitan Christian Leitner, służbista oddany sprawie Hitlera, jednak nieprzychylnie patrzący na propagowaną przez hitlerowców "czystość rasy". To człowiek chłodno kalkulujący, niepoddający się emocjom, a jednak niepozbawiony ludzkich odruchów. To postać niejednoznaczna.  Jest też SS-Obersturmführer Blankenburg. Sadysta, lubujący się w torturach, dla którego wojna jest idealnym pretekstem do wyżywania się na innych. ("Pozbawiając życia kolejne osoby, czuł satysfakcję, ale tak naprawdę nie była ona wielka - to było tak, jakby rozgniatał butem mrówki. By poczuć prawdziwe emocje, potrzebował godniejszych przeciwników." [str. 232]) Pisarz stworzył w swojej książce nietuzinkowe postaci, a każda z nich wydaje się równie realna, jak te dobrze nam znane z kart historii. Jednak w odróżnieniu od tych ostatnich, jego bohaterowie są czytelnikowi bliżsi, bardziej namacalni, bardziej ludzcy. (Tak nawet Ci źli Niemcy są w swoim okrucieństwie ludzcy, bo przecież ludzie mają też te brzydkie uczucia i zachowania. Nie jesteśmy milutcy i dobrzy tylko dlatego, że się nazywamy ludźmi.) Czytając "Parabellum" przyszło mi na myśl, że autorowi udało się powołać do życia na kartach swojej książki bohaterów, o których słyszałam opowieści od moich dziadków, opowiadających mi o swoich oraz swoich bliskich wojennych losach. Remigiusz Mróz snuje swoją opowieść ze swadą, wciągając czytelnika w wir zdarzeń.


Mróz w swojej powieści posługuje się bardzo przystępnym językiem, nie zarzuca czytelnika trudnym nazewnictwem, ani datami. Tam, gdzie wymaga tego fabuła słownictwo staje się ostrzejsze, bardziej dosadne, ale pisarz nie epatuje niepotrzebnie wulgaryzmami, czy drastycznymi opisami. Język powieści żyje, nie jest reliktem z przeszłości, dzięki czemu jest czytelny dla odbiorcy. I zachęca do czytania. Autor zgrabnie przeplata w powieści historie dziejące się w różnych miejscach Polski, nie wywołując przy tym u czytelnika poczucia zagubienia. Zabieg ten pozwala spojrzeć na całą opowieść z kilku perspektyw.

"Parabellum" to nie tylko literatura wojenna, ale i sensacyjna. Znajdziecie tu pogonie, strzelaniny, fałszywe tożsamości, brawurowe ucieczki, ryzykowane zagrywki, nieoczekiwane zbiegi okoliczności, zaskakujące zwroty akcji. A wszystko to starannie wymieszane. Zapewniam Was, że nie będziecie się nudzić podczas lektury "Parabellum. Prędkość ucieczki". 

A, ja się cieszę już na kolejną część powieści, która ukaże się lada dzień - od 27 marca będzie można kupić "Horyzont zdarzeń".

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi :)
Zajrzyjcie koniecznie na stronę internetową Remigiusza Mroza, gdzie dowiecie się m.in. skąd pomysł na taki tytuł powieści - KLIK oraz na fanpage pisarza - KLIK.

Prędkość ucieczki. Parabellum [Remigiusz Mróz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:
* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Parabellum. Prędkość ucieczki" Remigiusz Mróz

Ołówek i pastele

Pani Wiosna ;)
Jeszcze w zeszłym roku pokazałam Wam mój kalendarz na 2014 r. i krótko napisałam o Personlig Almanakk (klik). Na okładce tego kalendarza widnieje rysunek wykonany przez mojego męża. Ponieważ rysunek wywołam pewne zainteresowanie, a mój ślubny wyraził zgodę na pokazanie Wam kilku jego prac, postanowiłam się trochę pochwalić jakiego mam zdolnego lubego ;) Na blogu pokaże Wam losowo wybrane rysunki, więcej każdy zainteresowany może zobaczyć na digart.pl (KLIK). 
Rysunki pochodzą z różnych okresów, wiele niestety nie dożyło dnia obecnego - mąż jest bardzo wybredny i krytyczny w stosunku do swoich prac - i czasami siłą muszę go powstrzymywać przed unicestwianiem kolejnych grafik. Do tego jest samoukiem, więc nic Wam o jego wykształceniu nie napiszę. Jedyne, co wiem i czym mogę się podzielić, to fakt, że preferuje ołówek, pastele, ewentualnie węgiel :)
Miłego oglądania :)



Do dwóch powyższych rysunków inspiracją były (przynajmniej częściowo) "erpegi", w które swojego czasu namiętnie graliśmy :)

 


Ostatni rysunek jest najstarszy z zaprezentowanych tu przeze mnie. Podobnie jak dwa widniejące wyżej, nawiązuje do RPG i przedstawia jedną z moich postaci w świecie Kryształów Czasu  (ależ to było dawno!), jednym z pierwszych polskich systemów RPG, stworzonym przez redakcję Magii i Miecza. Do tej pracy - jaki i do postaci - mam ogromny sentyment :) Przedstawiam Wam Moonlight Shadow :D


Liebster Award raz jeszcze :)

Otrzymałam kolejne nominacje do Liebster Award, za które pięknie dziękuję nominującym mnie. (Dostałam aż trzy! nominacje.) Cieszy mnie, że uważacie, że mi się należy to wyróżnienie :) Moje wcześniejsze odpowiedzi na pytania w ramach poprzednio otrzymanych nominacji możecie przeczytać tutaj, tutaj i tutaj. Bez zbędnych ceregieli zapraszam do czytania :)
Pytania Chani z bloga Dune Fairytales (klik)

1. Książka, która w jakiś sposób odmieniła Twoje życie? Jaka? Dlaczego? W jaki sposób?
Nie było takiej. Przeczytane przeze mnie książki zabierają mnie w inny świat, poruszają, bawią, przerażają, wzruszają etc., czyli je wzbogacają i ubarwiają. I mogę tak powiedzieć o każdej z nich. 

2. Co dla Ciebie znaczy blogowanie?
To dzielenie się moim zachwytami, moją miłością do książek, a także szansa na poznawanie ciekawych ludzi (np. innych blogerów, pisarzy). No i mogę się wygadać ;)

3. Czy często odwiedzasz blogi innych osób? Komentujesz? Obserwujesz? Tylko czytasz?
Codziennie odwiedzam obserwowane blogi. Często komentuję, zawsze czytam. Zaglądam też na blogi, których nie obserwuję, a które mnie jakimś postem zainteresowały. Na takich też czasami napiszę komentarz.

4. Tytuł, który zdecydowanie odradzasz. Dlaczego?
Znowu dostanie się Greyowi :P Przebrnęłam jedynie przez "Pięćdziesiąt twarzy Greya", o czym można przeczytać na moim blogu (KLIK). Sądzę, że więcej wyjaśnień nie trzeba. 

5. Gdybyś mógł/mogła zaprosić na obiad do swojego domu jednego autora, kto by to był? Załóżmy, że nie ma życia po życiu i chodzi o kogoś, kto jeszcze stąpa po tej Ziemi.
Trudno mi wybrać! Chętnie porozmawiałabym, np. z Pratchettem albo z Elżbietą Cherezińską. Albo z Olga Tokarczuk. Albo ... 

6. Książka czy film? Co najpierw? Czy są wyjątki?
Raczej książka ma pierwszeństwo. Ale nie rozpaczam jeśli trafi mi się raz na jakiś czas najpierw film, a dopiero później książka na podstawie której on powstał. 

7. Co sądzisz o zrobieniu z krótkiej książeczki dla dzieci dziewięciogodzinnego filmu? Tak, chodzi o "Hobbita".
Dla mnie to 9 godzin przyjemności :D Tak, jestem z tych maniaków :P 

8. Okładka książki, która tak Ci się podoba, że chętnie byś sobie ją oprawił/a i powiesił/a w salonie (nad łóżkiem, w kuchni, łazience, czy jakimkolwiek innym pomieszczeniu, które jest dla Ciebie ważne).
Aż takich zapędów to nie mam :) Są różne okładki, które mi się podobają, ale jakoś nie mam chęci żadnej wieszać na ścianach. 

9. Pisarz-Polak... Dorównuje zagranicznemu? Jest gorszy? A może przewyższa? Dlaczego?
Raz jest tak, raz inaczej. Nie oceniam pisarza po narodowości, tylko po jego twórczości. 

10. Bohater powieści (opowiadania, nowelki...), z którym chętnie spędziłbyś/spędziłabyś trochę czasu.
W tej chwili to najchętniej poszalałabym z Wolhą :D (Dla niewtajemniczonych bohaterka książek Olgi Gromyko.) 

11. Czy pożyczasz książki? Od ludzi. Ludziom. Z biblioteki. Czy może jednak kupujesz i trzymasz swe skarby, nie dopuszczając do nich łapek innych chętnych?
Najczęściej jednak kupuję :) Czasami pożyczam, również innym swoje książki. Tylko teraz po kilku zaginięciach moich książek, przypominam o oddaniu. 

Pytania Małgorzaty z bloga Fig with poppy seeds (klik)

1. Czy lubisz pożyczasz innym swoje książki. Jeżeli tak, to komu najchętniej? 
Nie mam problemu z pożyczaniem swich książek swojej rodzinie, przyjaciołom, czy bliskim znajomym. Ogólnie osobom, o których wiem, że nie znikną nagle z mojego życia z moimi książkami.
 
2. W jakiej książkowej rzeczywistości najchętniej byś zamieszkał/a i dlaczego?
Najbardziej w tej baśniowej, magicznej, tak innej od mojej. Np. w świecie stworzonym przez Kossakowską, Tolkiena, czy Mercedes Lackey :) Ale pociąga mnie też świat średniowiecznej Japonii :)

3. Czy zdarza Ci się czytać z przymusu?
Nie. Jak czuje przymus, to odkładam książkę i czekam aż mi się zachce ;) 
 4. Czy chciałabyś/chciałbyś zostać zawodowym pisarzem?
Trochę bym chciała, ale to raczej pozostaje w gestii mało realnych marzeń :) 
  
5. Jakiej fikcyjnej postaci najbardziej nie lubisz i dlaczego?
Tak sobie myślę, że nie ma takiej postaci.  
  
6. Książka, którą odradzasz, to...? 
Raz jeszcze odsyłam do mojego wpisu o książce "Pięćdziesiąt twarzy Greya" (KLIK).
  
7. Jak organizujesz sobie czas? Masz na to jakiś złoty środek, którym możesz się podzielić?
Różnie :) Miewam świetnie zorganizowane dni i dni totalnie chaotyczne. Najlepiej, w moim przypadku, sprawdza się wypisanie w punktach planu dnia i trzymanie się go zaciskając zęby. 

8. Czy Twoi bliscy akceptują Twoją miłość do książek oraz czy ją z Tobą podzielają?
Pewnie! A nawet aktywnie ją wspierają, głównie pod postacią wręczanych mi książek i/lub pomocy w ich noszeniu ;) Obie rodzice czytają i to sporo, mąż też od książki nie stroni :)
 
9. Nigdy nie zrobiłabym/zrobiłbym...?
Niby nigdy nie mów nigdy, ale ... nie wyobrażam sobie żebym kogoś celowo obraziła, uderzyła (chyba, że broniąc się), skrzywdziła etc. 

10. Twoje życiowe motto, to...?
Nie mam żadnego ładnie brzmiącego motta życiowego. Staram się odnosić do innych tak, jak bym chciała, by ci inni odnosili się do mnie i wierzę w to, że (szczególnie wtedy, gdy na coś narzekam albo gdy coś idzie nie po mojej myśli) to, co mnie spotyka jest na miarę moich sił i możliwości, więc dam radę! :) 


Pytania  Kati Zet z bloga Katia o kosmetykach (klik)

1. Opisz się jednym słowem. Tylko jednym. 
Książkoholiczka ;)

2. Gdybyś miała wybrać tylko jeden kosmetyk, co to by było? 
Balsam do ust. 

3. Ta jedna, jedyna, najważniejsza dla Ciebie książka to? Dlaczego? 
Nie lubię słowa: jedna ani jedyna! Nie potrafię wybrać :) Dlaczego? Bo każda jest dla mnie ważna :) 

4. Gdybyś miała wybrać jedną piosenkę przewodnią. Taką, która towarzyszyłaby Ci każdego dnia... Co to by było? 
A może cały album? ;) Dobra, po męczarniach wybrałam jedną piosenkę :D Nightwish "Wishmaster"


5. Czy jest coś, co robisz każdego dnia? Prócz oczywistych oczywistości typu jedzenie, mycie czy spanie. ;) Opisz tylko jedną czynność. 
Czytam książkę :D 

6. Lato, wiosna, jesień, zima? Którą porę roku kochasz i dlaczego? 
Po dogłębnym zastanowieniu się, to będzie chyba jednak jesień. Oczywiście ta bardziej pogodna, ale niecałkowicie bezdeszczowa. Jesień wywołuje u mnie melancholie, a ja bardzo lubię ten stan duszy :) Kocham ją za zapach mokrych liści i za ich kolory oraz szelest. Za babie lato. Za kałuże i za to, że mogę bezkarnie i bez pytających spojrzeń chodzić w kaloszach i z moim ukochanym parasolem :) Za szum deszczu. Za zapach ognisk, jabłek i intensywny zapach morza. Za ostatnie dni słoneczne, zaskakujące ciepłem. Za migotliwy blask świeczek.
 
7. Twoje pierwsze wspomnienie. Albo raczej najstarsze wspomnienie. :) 
Ja jadąca z górki na sankach z moim psem prosto w drzewo :D Miałam jakieś 2,5 roku i pamiętam, że byłam ubrana w kurtkę-miśka, taki ni kożuszek ni coś ;) Kurtka była żółtawa z ogromnym kapturem i kochałam ją za zabój. A pies wabił się Ciapek, bo był cały w ciapki :)

8. Twoje dziwactwo - masz takie? 
Zanim pójdę spać muszę pochować wszystkie leżące na wierzchu noże i nożyczki (brudne do zmywarki, czyste do odpowiednich szuflad) To się chyba łapie na dziwactwo? :P 

9. Czy masz takie jedno miejsce, które czujesz, że musisz zobaczyć? Jakie?  
Syberia i Islandia.

10. Łowisz złotą rybkę, masz jedno życzenie, ale musi być egoistyczne. Co wybierzesz? 
Żebym pozjadała wszystkie rozumy :P 

11. Co Ci teraz przyszło do głowy? Pisz, nawet jeśli do głupotka. :D
Włączyłam Nightwisha bardzo głośno, więc chyba poskaczę, pomacham włosami i powiruję :P
Mam nadzieję, że daliście radę przeczytać :) 
Nikogo nie nominuję, a każdy chętny może odpowiadać na zadane mi pytania albo na zadane przeze mnie pytania w poprzednich postach z serii Liebster Award :)

"Grandhotel. Powieść nad chmurami" Jaroslav Rudiš

Tytuł: "Grandhotel. Powieść nad chmurami"
Autor:  Jaroslav Rudiš
Oryginalny tytuł: "Grandhotel. Román nad mraky"
Tłumaczenie: Katarzyna Dudzic
Wydawnictwo: Good Books
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 233

Jestem Chmuromirem. Jestem Szajbusem. Jestem Termometrem. I Tesilem. Ale na pewno nie jestem głupkiem.[str. 81]

Tak mówi o sobie Fleischman - główny bohater książki "Grandhotel. Powieść nad chmurami". Takimi przezwiskami obdarzyli go wiele lat temu szkolni koledzy i przylgnęły one do niego na dobre. Określenie Chmuromir Fleichman uznaje za najlepsze, bo odzwierciedla jego pasję, jego obsesję, jego miłość.

Fleischman to trzydziestoletni samotnik. W życiu się mu nie wiedzie. Nic nigdy mu się nie udało. Nigdzie nie był. Od dzieciństwa był maltretowany, przezywany i poniżany. Nie ma i nigdy nie miał dziewczyny. Nie ma przyjaciół, a jego najbliższym krewnym jest Jegr, który często go policzkuje, pomiata nim i nie zwraca się do niego inaczej niż per Waligrucho. Boi się opuścić rodzinne miasto - Liberec. Jest w nim dziwna blokada, która trzyma go z dala od rogatek. Każde przekroczenie granic miasta, czy to pieszo, samochodem, rowerem, pociągiem itp., kończy się niepowodzeniem i atakiem paniki. Jednak rozumie, co oznaczają, przesuwające się po niebie chmury, antycyklony, cyklony i kierunki wiatru. Jak powstają i dlaczego. Sens jego życiu nadają kreślone codziennie wykresy zmian warunków pogodowych, prowadzenie obserwacji chmur. Porządkują one świat głównego bohatera i pomagają mu pamiętać, o tym, co było i jak było. Chmury to wolność, której tak mocno pragnie Fleischman.

Grandhotel dumnie stojący na najwyższym szczycie Liberca - górze Ještěd, jest idealnym miejscem do prowadzenia takich obserwacji. Ale, czy jednak odpowiednim miejscem do życia? Stary hotel to pamiątka i równocześnie muzeum minionej epoki, tak bliskiej i z rozrzewnieniem wspominanej przez Jegra. Rakieta na 90 metrów wysoka. Przestrzeń, którą Rudiš oddaje we władanie swoim bohaterom jest ostoją przegranych. Schronieniem dla nieudaczników. Wśród nich jest, na przykład Patka, który zmagazynował (przywiózł z USA, jak sam twierdzi) i sprzedaje wszystkim "Happy Life", cudowny specyfik na wszelkie dolegliwości, środek, który nie tylko leczy ludzką duszę i ciało, lecz także np. zepsute silniki. Jest Zuzanna, która żyje pod dyktando wyników testów wypełnianych w gazetach. Jest Franz, stary Niemiec sudecki, który powraca do Liberca z dwoma puszkami po kawie, w których znajdują się prochy jego najbliższych kolegów. Jest Ilija, dziewczyna, która codziennie uwiecznia samą siebie na fotografiach. Jest Jegr, dla którego najważniejsze są piłka nożna (Wszystkich wrogów pokona tylko z Liberca Slovan![str. 47]) i seks (Ja ci powiem, co jest ważne - bara bara.[str. 56]). Każda z postaci pojawiających się w powieści, jest na swój sposób, więźniem. Wspomnień, miasta, własnych lub cudzych wyobrażeń o życiu, itp.

Źródło zdj. knihy.abz.cz
Protagonista "Grandhotelu" odkrywa przed czytelnikiem swoją historię ostrożnie, trochę nieśmiało, przekazuje ją w małych dawkach. (Świetnie współgra z jego opowieścią podział książki na krótkie rozdziały, często zaledwie jednostronicowe.) Dorastał w sierocińcu. Wylądował w domu dla skrzywionych ludzi. Wreszcie trafił pod opiekę Jegra. Teraz raz w tygodniu chodzi na terapię do psychologa. Urazy kompensuje mu zamiłowanie do meteorologii. Obserwując niebo w magicznym miejscu, pomiędzy niebem a ziemią, znajduje drogę ucieczki z miasta-więzienia oraz z własnego życia. Droga ta prowadzi przez chmury.
 
Życie daje człowiekowi tylko dwie drogi. Jedna prowadzi do góry. Druga też prowadzi do góry. Ale naokoło, przez dno. Przez waszą własną nieskończoność. Problem w tym, że nigdy nie wiadomo, na której drodze człowiek właśnie się znajduje.[str. 223]

Minęło już wiele lat, może nawet zbyt wiele, odkąd ostatni raz miałam styczność z literaturą czeską, a książki, po które sięgałam w ostatnim czasie były zupełnie inne niż "Grandhotel". Początkowo obawiałam się tej lektury. Bałam się, że oto w moje ręce trafiła mocno intelektualna, być może przeintelektualizowana, lektura, której nie zrozumiem, której główna treść i zasadniczy przekaz ukryte zostały pod powierzchnią zwyczajnych historii opowiadających o ludzkim życiu i ludzkiej niedoli, a ja tego nie zauważę. Bałam się, że przegapię coś ważnego, coś istotnego dla tej książki, a przy okazji znudzę się nią. Okazało się jednak, że powieść stworzona przez Rudiša była dla mnie czytelna i łatwa w odbiorze. (Nie żebym analizowała na tysiące sposobów każe jej zdanie. :)) I choć przedstawione w niej koleje losów zarówno głównego bohatera, jak i innych postaci, nie należą do tych kolorowych i lekkich, ostatecznie książka ma optymistyczny wydźwięk. Historia Fleischmana krok po kroku uświadamiała mi, że aby być prawdziwie wolnym, należy dobrze znać swoją przeszłość i należy się z nią pogodzić. Wtedy już nic nas nie krępuje. Jesteśmy gotowi, by uczynić krok do przodu, bez obawy, że coś porzucamy, o czymś zapominamy.

Język powieści jest zwyczajny, prosty, bez upiększeń, momentami nawet nudnawy i leniwy. Jednocześnie odznacza się swego rodzaju czułością i lekkością. (Takie odniosłam wrażenie.) Zdania są raczej krótkie, bohaterowie mówią często monosylabami, tak jakby obawiali się odsłonić albo przyznać przed samymi sobą do tego, jacy są naprawdę.

"Grandhotel. Powieść nad chmurami" rozbudził we mnie apetyt na twórczość Rudiša oraz na literaturę czeską.

Wspomnienia, przeżycia, spotkania, przekleństwa i rozstania, to wszystko to tylko drobinki kurzu, do których przylepia się inny kurz, inne wspomnienia i przeżycia - i tak powstaje życie. Po to, żeby potem znowu się rozpaść i zniknąć gdzieś na niebie.[str. 210]

***
Dla zainteresowanych dodam, że zanim powstała książka "Grandhotel. Powieść nad chmurami" Jaroslav Rudiš stworzył scenariusz do filmu o tym samym tytule. Jednak nie są to identyczne historie. "Książka nie jest scenariuszem filmowym, ani film nie stanowi adaptacji powieści. Jednak zarówno w filmie, jak i w powieści wciąż pozostajemy w tym samym świecie pełnym ludzkich emocji." (opis z okładki) Film wyreżyserował David Ondříček.
Oto czeski trailer filmu.


***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:



* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Grandhotel. Powieść nad chmurami" Jaroslav Rudiš

"Wiedźma opiekunka. Część 1" Olga Gromyko

Tytuł: "Wiedźma opiekunka. Część 1"
Autor:  Olga Gromyko
Seria: Wolha Redna tom 3
Oryginalny tytuł: "Ведьма-хранительница"
Tłumaczenie: Marina Makarevskaya
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 288

Ten kto wymyślił, że "nauka to potęgi klucz", powinien był sam sprawdzić trafność tej sentencji w praktyce. Zapewne nigdy tego nie uczynił! W przeciwnym razie by się nie wydurniał. Wolha Redna ukończyła Szkołę Magii. Jednak zamiast zostawić za sobą wszelkie troski i cieszyć się zasłużonym szacunkiem i bojaźnią, przysługującym magom, dopiero teraz musi stawić czoło prawdziwym problemom.  Zachciało się jej przygód, wielkich i bohaterski czynów, stawania oko w oko z niebezpieczeństwem, rozwiązywania zagadek i tajemnic! Będzie, co opowiadać wnukom! Np. o chwalebnej służbie jako nadworny mag króla Belorii, który zasłynął krótkim acz intensywnym dniem pracy. Coś jest chyba na rzeczy z tym przezwiskiem W.Redna. (Pierwsze miejsce pracy: Starmin, mag dworski. Pracowała od 7 do 8 traworoda 1001 roku. Narzekań brak.) Albo o dogewskiej wiedźmie opiekunce, która została ... Hmmm. I tutaj wszystko poszło nie tak, jak sobie zaplanowała, czy wyobrażała Wolha. Len wyjechał. Ponoć się żeni. Ale chyba znowu umknął wampirzej narzeczonej, bo na miejsce nie dotarł, o czym Wolha dowiedziała się przez przypadek na leśnej polance, wisząc związana jak szynka w wędzarni, głową w dół. W ten oto sposób na Wolhę spadły nieoczekiwanie WIELKA PRZYGODA i BOHATERSKIE CZYNY, w których towarzystwa dotrzymują jej przyszła legionistka Berolii Orsana, wampir Rolar pełniący funkcję witiagańskiego strażnika, Smółka, która zastąpiła Stokrotkę - panią mokradeł oraz podejrzanie znajomy biały wilk. Drużyna musi być! Jak w tych opowieściach bajarzy, co za ciepłą strawę i kąt do spania, snują przy piecu opowieści o poległych bohaterach.  No, właśnie! Poległych! Ale o tym później, bo oto nasi bohaterowie ruszają ku zachodzącemu słońcu. A, nie! Wróć. Ku dolinie Arlissu.
fot. www.ozon.ru

                                                    Zamknij krąg, dziecko.

Rzeczona przygoda obfituje  w przeróżne stwory, potwory, zwidy i temu podobne. Jedno, czego Wolha jest pewna, to że musi udać się do Arlissu, by pomóc Lenowi odzyskać swoją wampirzą postać i rozwikłać tajemnicę spisku. I, że cenny czas ucieka, pozostało już zaledwie kilka dni nim nikt i nic nie pomoże Lenowi.

Bardzo ucieszył mnie fakt, że autorka wprowadziła do cyklu nowe postaci - Orsanę i Rolara oraz Smółkę, chociaż nie wiem, czy tą ostatnią można nazwać w ten sposób - które wzbogaciły powieść i dodały jej wiatru w żagle. Bohaterowie są niemniej interesujący niż Wolha. A do tego postaci znane z wcześniejszych części rozwinęły się, są bardziej wyraziste, zapadają w pamięć i serce. Podobnie rzecz ma się z fabułą, która z każdą kolejną częścią co raz bardziej się komplikuje i wciąga co raz mocniej.
"Wiedźma opiekunka" to taka trochę dobra bajka, która potrafi rozjaśnić nawet najbardziej ponury i pochmurny dzień :)

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:


* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Wiedźma opiekunka. Część 1"

Stosik #3

Nazbierałam trochę tytułów, co oznacza, że nadeszła pora na post stosikowy :)

1. "Tamar Rodowód łaski" Francine Rivers, wyd. Aetos - wygrana w konkursie zorganizowanym przez księgarnię internetową Gandlaf.
2. "SILOS" Hugh Howey, wyd. Papierowy Księżyc - wygrana w konkursie zorganizowanym przez Booklips.pl.
3. "Florystka" Katarzyna Bonda, wyd. Videograf II - wygrana w konkursie zorganizowanym przez autorkę na Facebooku.
4. "Prędkość ucieczki. Parabellum. Tom 1" Remigiusz Mróz, wyd. Erica Polski Instytut Wydawniczy - książka otrzymana od autora do recenzji.
5. "Podróż zimowa" Amelie Nothomb, wyd. Muza - wygrana u Lustitii.

Przechodzimy do moich małych zakupów :)

6. "Papieżyca Joanna" Donna Woolfolk Cross, wyd. Książnica.
7. "Rok potopu" Margaret Atwood, wyd. Znak.
8. "Na nieludzkiej ziemi" Józef Czapski, wyd. Znak.
9. "Spiżowy łabędź" Kaari Utrio, wyd. Szara Godzina
10. "TANCERZE BURZY. Wojny lotosowej księga pierwsza" Jay Kristoff, wyd. Buchmann.
11. "sputnik sweetheart" Haruki Murakami, wyd. Muza.



12."Z pokorą i uniżeniem oraz inne powieści" Amelie Nothomb, wyd. Muza (Lustitio, zanim się dowiedziałam, co było w Twojej tajemniczej paczce, sama postanowiłam poznać bliżej Amelie Nothomb :)).
13. "Miłości polskich królowych i księżniczek.Czas Piastów i Jagiellonów" Iwona Kienzler, wyd. Bellona.
14. "Długa wojna" Terry Pratchett, wyd. Prószyński i S-ka.
15. "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" Swietłana Aleksijewicz, wyd. Czarne.
16. "Hobbit" J.R.R.Tolkien, wyd. Iskry (stare wydanie się rozsypuje, podobnie jak "Władca Pierścieni", więc powoli wymieniam).
17. "Dom w ciemności" Tarjei Vessas, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy.
18. "Płatek śniegu" Maxence Fermine, wyd. Czarna Owca (zakup zainspirowany przez Martę :)).

19. "Ametysta - 7 wymiar. Tom 1" Viktoria Armtrong, Self Publishing (EPUB)  - książka otrzymana od autorki do zrecenzowania.

I to wszystko na dziś moim mili :)

Dajcie znać, czy coś Was zaciekawiło z mojej gromadki, czy coś już czytaliście. Może macie swoje typy, po co powinnam sięgnąć w pierwszej kolejności :)


Czy wiesz, że ... #8

... Samochodem Roku 2014 w Norwegii został Tesla Model S?

Ponadto samochód ten jest jednym z najchętniej kupowanych aut elektrycznych w krainie trolli.
fot. dinside.no
Ze wstępu już wiecie, że zwycięskie auto jest pojazdem elektryczny. Samochody elektryczne w Norwegii są popularne, a ich popularność wzrasta z roku na rok. Jednak Tesla jest wyjątkowa pod wieloma względami.
Tesla Model S (Tesla WhiteStar) to elektryczny samochód osobowy produkowany od 2012 r. przez amerykańską firmę Tesla Motors. Jest to pierwszy elektryczny sedan klasy premium produkowany na skalę masową. Ten stylizowany na coupé samochód jest w całości wykonany z aluminium. Cechują go duża funkcjonalność, dobre osiągi oraz wysoka sprawność. Przeznaczony jest dla siedmiu osób (5+2). Tesla Model S rozpędza się do setki już w 4,4 sekundy (model sportowy; inne modele w 6,2 sek. i 5,6 sek.). Zasięg auta wynosi, w zależności od wersji akumulatora, 370 km lub 490 km, przy stałej prędkości 88 km/h. (dane pochodzą ze strony http://www.teslamotors.com/no_NO/)
Zaawansowany układ napędowy elektryczny Tesli zapewnia niesamowitą wydajność.
Tesla wyznacza standardy w zakresie pojazdów elektrycznych oferując niespotykany wcześniej wśród aut z napędem elektrycznym zasięg oraz ładowanie samochodu w dowolnym miejscy - można podłączyć ją do standardowego gniazdka 230V. Dodatkowo auto ładuje się szybciej niż większość pojazdów tego typu, a spece z Tesla Motors już opracowali specjalne „stacje elektryczne”, które pozwolą na błyskawiczną wymianę całych akumulatorów w czasie około 90-95 sekund.

Nie jest to tani samochód. Jego cena w Norwegii wynosi od 461.000 koron norweskich do 697.000 koron norweskich, w zależności od wyposażenia. (ceny pochodzą ze strony http://www.teslamotors.com/no_NO/) A mimo to Norwegowie szaleją za tym autem.


A oto test zimowy Tesli na trasie Oslo-Trondheim :) Enjoy! :)



















































































































































Peeling do ciała wygładzający z marchewką i płatkami owsianymi

To, że bardzo lubię i cenię sobie kosmetyki Zielonego Laboratorium, pewnie się już zorientowaliście. Zajrzyjcie do wcześniejszych postów o produktach Zielonego Laboratorium jeśli ciekawi Was, co myślę o Szamponie aromaterapeutycznym z olejkami eterycznymi, Odżywce do włosów odbudowującej z miętą, jabłkiem i ekstraktem zbożowym oraz Balsamie do ciała poprawiającym koloryt skóry z pomidorem i marchewką.
Ku mojej ogromnej radości jaki czas temu dane mi było wygrać aż dwa ich produktu w konkursie zorganizowanym przez firmę. Dziś chcę Wam opowiedzieć o Peelingu do ciała wygładzającym z marchewką i płatkami owsianymi. Zapraszam :)
Peeling do ciała wygładzający z marchewką i płatkami owsianymi to peeling solny zawierający naturalne oleje: słonecznikowy, lniany i marchwiowy. Dodatkowo kosmetyk ten zawiera masło shea, oliwę z oliwek,  drobinki soli i płatki owsiane. Jak sami widzicie peeling jest bogaty w dobroczynne składniki. A jest jeszcze lepiej! Wystarczy spojrzeć na skład kosmetyku, gdzie nie znajdziecie PEGów, silikonów, olejów mineralnych, parabenów oraz sztucznych barwników.
Pojemność
300 g

Cena
50 PLN

Składniki
sodium chloride, caprylic/capric triglyceride, glyceryl stearate, cetearyl alcohol, olea europea (olive) fruit oil, avena sativa (oat) kernel meal, helianthus annuus (sunflower) seed oil, citrus grandis (grapefruit) peel oil, cinnamomum ceylanicum bark oil, eugenol, d-limonene, linalool, cinnamal, tocopherol, daucus carota sativa (carrot) oil, potassium sorbate, sodium benzoate


Peeling z Zielonego Laboratorium zamknięty jest w plastikowym słoiczku z czarną plastikową zakrętką. Dodatkowo kosmetyk zabezpieczony jest sreberkiem, które gwarantuje, że peeling nie był wcześniej używany i że zawarte w nim oleje nie wypłyną w trakcie transportu.
Po otwarciu opakowania naszym oczom ukazuje się lekko pomarańczowa maź z wyraźnie widocznymi kawałkami płatków owsianych i ziarenek soli. Mnie jej kolor i konsystencja skojarzyły się ze startymi jabłkami i marchewkami :) Należy uważać przy nakładaniu peelingu na skórę, ponieważ łatwo stracić trochę produktu, który zamiast na skórze wyląduje na podłodze pod prysznicem. Najlepiej nie nabierać zbyt dużo produktu na dłonie i zanim zacznie się jego rozsmarowywanie na ciele, delikatnie rozprowadzić go w dłoniach, dzięki czemu konsystencja peelingu staje się nieco rzadsza. W moim przypadku ten sposób aplikacji kosmetyku sprawdził się bardzo dobrze.
Zdarzyło mi się spotkać z opiniami o małej wydajności peelingu. Ja nic takiego nie zaobserwowałam. W moim odczuciu, już niewielka ilość produktu, wystarczy na dokładne złuszczenie skóry całego ciała; wcale nie trzeba nakładać go grubą warstwą. Po miesiącu stosowania peelingu (zazwyczaj 2 razy w tygodniu) nadal miałam połowę opakowania do wykorzystania.
Drobinki soli, jak również płatki owsiane, gwarantują solidny i dość ostry peeling - tak, jak lubię, jeśli chodzi o złuszczanie naskórka na ciele :) Za każdym razem po zastosowaniu Peelingu do ciała wygładzającego z marchewką i płatkami owsianymi byłam przekonana, że cały martwy naskórek poszedł precz :)


Zapach, podobnie jak w przypadku Balsamu z pomidorem i marchewką, jest delikatnie marchewkowy, a w połączeniu z dobrze wyczuwalnym grapefruitowym olejkiem eterycznym, przywodzi mi na myśl pyszny koktajl owocowo-warzywny. Nawet taki sobie zrobiłam, tak mnie zainspirował ten peeling :)
Jego zadanie to przywrócić skórze gładkość, wyrównać jej koloryt i dodać jej blasku. Z tego zadania peeling wygładzający z marchewką i płatkami owsianymi od Zielonego Laboratorium wywiązuje się w 100%. Już dawno moja skóra nie była tak gładka i miękka, a stosuję peelingi regularnie. Niezaprzeczalnym atutem Peelingu do ciała wygładzającego z marchewką i płatkami owsianymi są zawarte w nim oleje. To dzięki nim moja skóra w tym trudnym dla niej okresie jesienno-zimowym, kiedy łatwo ulega silnemu przesuszeniu, jest mocno nawilżona. Dwukrotnie po zastosowaniu pod prysznicem w/w peelingu nie wsmarowałam w skórę żadnego balsamu, a mimo to była ona długotrwale nawilżona, miękka i gładka, nie swędziała i nie była przesuszona.
Polecam Wam z całego serca peeling z marchewką i płatkami owsianymi z Zielonego Laboratorium! :)

Kartki z kalendarza: Marzec

 

Nan no ki no
hana to wa shirazu
nioi ka na


Nie widzę drzewa
nie wiem jakie to kwiaty
– pachną


(Bashō 1688)



*Źródła: "Wybór klasycznych wierszy haiku" w tłumaczeniu Agnieszki Żuławskiej-Umedy  
** Hiroshige, Staw Shinobazu i świątynia Kiyomizu w Ueno z serii: Sto słynnych widoków w Edo.
Zdjęcie pochodzi z mojego kalendarza wydanego przez teNeues :)

Migawki #4

Dawno nie było postu z migawkami, więc bez zbędnych ceregieli i wstępów zapraszam dziś na wpis z tej serii :)

Zacznę od kilku zdjęć z małego wypadu pod koniec roku na Teneryfę. Miło było się pogrzać w grudniu i nacieszyć słońcem. A przy okazji nie trzeba się było martwić o temperatury powyżej 30 stopni. Ciężko było mi wybrać z tego ogromu zdjęci, jaki mam, tych kilka specjlanie dla Was.
Mam dziwną słabość do robienia zdjęć z samolotu lub samolotom. Wierzcie mi, że mogłabym robić jej non stop. Zawsze to jakaś rozrywka podczas lotu ;) Tu z w drodze na Teneryfę. Oglądałam mój pierwszy wschód słońca z samolotu :) Na drugim zdjęciu widać sławny wulkan Teide.

Niestety na widok drzewek mandarynkowych zachowywałam się trochę niepoważnie, popiskiwałam z radości cicho i robiłam do nich maślane oczy ;) Tak, wiem, dziwna jestem :) Na swoje usprawiedliwienie dodam, że mam ogromną słabość do cytrusów ;) Miasteczka na Teneryfie usytuowane są w większości w bardzo malowniczych okolicznościach.
Kolejne miasteczka i oczywiście w tle Teide (właściwie to było go widać prawie z każdego miejsca na wyspie). Bardzo spodobały mi się pobielone i obdrapane domy :) Niestety kaktusy zazwyczaj były w mało przyjemnym otoczeniu, więc mam ich mało na zdjęciach.
Najbardziej spodobała mi się północna część Teneryfy, górzysta i trochę bardziej zielona, z ukrytymi w dolinach i na przełęczach wioskami. (Tu w lewym dolnym roku urzekająca Masca.) No i ten widok na ocean! Na zdjęcie załapała się jedyna plaża z żółtym piaskiem, jaką można znaleźć na Teneryfie. Piasek został przywieziony z Sahary. Turystów brak, za to malowniczo rozłożyły się łódki rybackie. Tuż przy plaży smażalnia z pysznymi rybami i owocami morza.
Koty! :) Jakże mogłabym ich nie fotografować? :) Szczególnie, że na Teneryfie było ich zatrzęsienie! Po lewej jeden z wielu burasków, które towarzyszyły nam w śniadaniach na tarasie (my na tarasie, one w ogródku przyhotelowym). Po prawej rudzielec, który odwiedzał bar przy basenie, ale tylko wieczorami :) Widać musiał odreagować trudny całodziennej pracy ;P
A to kot-turysta :) Przyleciał na Teneryfę razem ze swoimi właścicielami na wakacje zimowe :)
Na pożegnanie - Teide :) I pamiętajcie! Na Teneryfie, wszystkie drogi prowadzą do Teide :)
Trochę norweskiej zimy :D
I jeszcze trochę zimy :)
Kuleczki z owoców suszonych i kakao :) Sycąca i zdrowsza alternatywna dla słodyczy. Karpatka - na specjalne życzenie męża :) Klassisk Kielbasa Polsk, czyli klasyczna polska kiełbasa znaleziona w norweskim sklepie Meny :)
Bardzo lubię kolorowe tulipany. Kiedy tylko pojawią się w domu, od razu rozświetlają go nawet w najbardziej pochmurne dni i wprowadzają odrobinę wiosny :) Luty upłynął mi więc po znakiem tych kwiatów.


Lubię chodzić po bunkrach :) A tych w Norwegii nie brakuje.

Nad morzem zawsze uda mi się "cyknąć" jakieś ciekawe zdjęcie :) Tu chatka przyklejona do ruin bunkru poniemieckiego.
Pierwszy słoneczny dzień po kilku tygodniach wietrznej, pochmurnej i ponurej aury. Trzeba się więc było udać na dłuższy spacer. Tak wygląda najbliższa okolica, w której mieszkam.
Ten dzień był nie tylko słoneczny, ale i wyjątkowo ciepły. Było +11 stopni! :) Czekam na więcej takich dni :)

Mam nadzieję, że się Wam podobały migawki i serdecznie pozdrawiam wszystkich z pokładu samolotu norweskich linii lotniczych Norwegian :D Pewnie właśnie w nim siedzę :) Prawdopodobnie w tym tygodniu pojawią się 2 albo 3 zaplanowane wpisy, lecz moja obecność w blogosferze będzie przez ten czas znikoma. Na wszystkie komentarze i maile, odpowiem po powrocie, czyli za jakieś 8 dni. Wtedy też dokładnie przeczytam wszystkie nowe posty na Waszych blogach. 
Życzę Wam udanego weekendu i nadchodzącego tygodnia :)