"Turkusowe szale" Remigiusz Mróz

Tytuł: "Turkusowe szale"
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania:2014
Liczba stron: 524

Każdy z nas zna dzieje Dywizjonu 303, osławionej formacji dzielnych polskich lotników, jednej z najlepszych jednostek myśliwskich II wojny światowej. A jeśli nie zna, to zapewne, gdy słyszy tą nazwę, ma przynajmniej ogólne skojarzenia, typu: II wojna światowa, bitwa o Anglię, odważni polscy piloci, szkarłatne szaliki, "Rafałki" i oczywiście powieść Arkadego Fiedlera. Jednak nie była to jedyna eskadra, która zdobyła sławę podczas walk II wojny światowej i nie jedyna w której walczyli Polacy. Był jeszcze, np. Dywizjon 307, tzw. "Lwowskie Puchacze", jedyna nocna jednostka w Wielkiej Brytanii w okresie II wojny światowej. Dywizjon ów został sformowany 24 sierpnia 1940 r. w Blackpool, a w jego skład weszli piloci z 5 i 6 pułku lotniczego. Jednostkę często przenoszono z miejsca miejsce, wciąż przydzielając lotnikom nowe zadania. Załogi latały na samolotach typu Boulton "Defiant", "Beaufighter'ach" Mk-II i Mk-V oraz "Mosquito'ach" Mk-II, Mk-VI, Mk-XII i Mk-XIII. Formacja miała za zadanie, m.in. obronę całej południowo-zachodniej Anglii oraz południowej Walii, patrolowanie wód Kanału La Manche, wykonywanie lotów nad Niemcami, Belgią, Francją, Islandią, czy nad Norwegią. Kilka załóg Dywizjonu 307 osłaniało również desant pod Arnhem, pierwszy etap operacji Market Garden, przeprowadzonej we wrześniu 1944 r. na terytorium Holandii. Ogółem Dywizjon 307 wykonał 3879 lotów bojowych i zestrzelił oraz uszkodził nie tylko kilkadziesiąt samolotów nieprzyjaciela, ale także zniszczył wiele innych celów typu: lokomotywy, pociągi, łodzie, stacje, budynki. Jednostka została rozwiązana 2 stycznia 1947 roku. I to właśnie to ta formacja i jej członkowie stali się kanwą dla "Turkusowych szali" Remigiusza Mroza.


Jedyny zachowany do dziś Defiant I (N1671), który służył w 307 dywizjonie od 18 września 1940 r. do 11 czerwca 1941 r. Obecnie samolot wystawiany jest jako eksponat w RAF Museum w Hendon w Anglii, nosi oznaczenia EW-D.


Jest rok 1940. Rozgoryczeni swoją bezużytecznością i znudzeni kolejnymi wykładami, polscy piloci nareszcie zaczynają postrzegać swoją przyszłość w lotnictwie brytyjskim w jaśniejszych barwach i dostrzegają dla siebie możliwość czynnego udziału w walkach z Niemcami. Do życia zostaje powołany Dywizjon 307, którego znakiem rozpoznawczym staje się sowa o zielonych oczach i turkusowe szaliki, noszone przez jego członków. Ku rozczarowaniu lotników formacja nie zostaje od razu rzucona do walki z wrogiem, lecz przechodzi kolejne szkolenia i ćwiczenia. Sprzęt na którym mają latać załogi jest przestarzały, a współpraca z Brytyjczykami nie układa się najlepiej. Na dodatek w szeregach dywizjonu zaszył się szpieg, którego wykrycie ma decydujące znaczenie dla bezpieczeństwa i życia żołnierzy.

Główni bohaterowie powieści Mroza - Feliks Essker, czyli "Lucky", oraz Leon Merowski zwany "Merowingiem - to postaci pełnokrwiste i wyraziste. Zresztą również pozostałe charaktery zaludniające powieść "Turkusowe szale" wydają się być wyjęte żywcem z realnego świata i podsłuchane oraz podejrzane przez pisarza. Remigiusz Mróz doskonale raz jeszcze uczynił ze swoich bohaterów postaci bardzo realistyczne, dzięki czemu czytelnikowi łatwiej zrozumieć ich postępowanie, ich decyzje. Piloci nie przebierają w słowach i środkach, gdy chodzi o obronę ojczyzny i ich macierzystej jednostki, ale też wdają się w bijatyki z Anglikami (szczególnie chętnie z jednym z nich), niektórzy nie wylewają za kołnierz. Mróz odmitologizował bohaterów wojennych, lecz w żadnym wypadku nie pozbawił ich odwagi i patriotyzmu, nie umniejszył im. Sprawił za to, że czytając o chłopakach z 307 dywizjonu, czytelnik jeszcze mocniej docenia prawdziwych pilotów walczących w przeróżnych dywizjonach w trakcie II wojny światowej, z jeszcze większym szacunkiem patrzy na ich dokonania.
Kpr. pil. Franciszek Jankowiak (z lewej) i kpr. strz. Józef Lipiński przy Defiancie I EW-K (N3437). Pierwsza załoga dywizjonu, która zestrzeliła na pewno nieprzyjacielski samolot (nocą z 12 na 13 kwietnia 1941 r. He 111).
Lotnik wysiadający z Beaufightera VIF. Exeter, druga połowa 1942 r. 
"Turkusowe szale", podobnie zresztą, jak oba tomy "Parabellum", nie są w żadnym wypadku typową literaturą wojenną, czy historyczną, lecz raczej powieścią sensacyjną, osadzoną w latach II wojny światowej, której realia pisarz oddał całkiem dobrze. Zarówno bohaterowie, jak i wiele z wydarzeń opisanych przez Remigiusz Mroza to fikcja. W powieści znajdziecie ciekawych bohaterów i wciągającą fabułę, choć na wartką akcję z powietrznymi walkami raczej nie liczcie. Te ostatnie, co prawda pojawiają się na kartach publikacji, jednak ja czułam lekki niedosyt pod tym względem i przyznam, że wolałabym poczytać więcej o chłopakach z 307 i ich ryczących maszynach, o szalonych manewrach, zapierających dech w piersi i pościgach samolotowych za wrogiem. A, jak już jestem przy marudzeniu, to wspomnę jeszcze o pewnej rzeczy, która niezbyt przypadła mi do gustu w "Turkusowych szalach". Otóż w książce pojawia się wątek miłosny, który do mnie nie przemawia. Nie żebym nie wierzyła, że ktokolwiek miał czas i ochotę na miłość w trakcie wojny. Rzecz w tym, że odniosłam wrażenie, że został on dołączony do powieści na siłę, by podtrzymać mit o tym, jak to polscy żołnierze podbijali serca niewiast w Wielkiej Brytanii. Dla mnie wątek ten jest pozbawiony zupełnie emocji, nie przekonuje mnie, lecz jest na tyle zgrabnie napisany, że nie zakłócał mi czytania.

Beaufighter VIF EW-Z "Zocha" (EL154) załogi: kpt. pil. Jerzy Damsz (stoi w środku) i por. robs. Witold Sylwestrowicz (pierwszy z prawej, pozostali lotnicy to personel naziemny). Exeter, jesień 1942 r.
Mimo osadzenia akcji w środowisku pilotów wojskowych czytelnik nie musi obawiać się terminologii lotniczej, której w książce jest tylko tyle, by opowiadana historia była wiarygodna, lecz równocześnie także, by była zrozumiała dla laika. Język powieści jest lekki i prosty, powiedziałabym, że przesiąknięty specyficznym, nieco sarkastycznym poczuciem humoru, co sprawiło, że lektura "Turkusowych szali" była dla mnie bardzo przyjemna.

"Ktoś musi spać, więc my czuwamy,
I przyczajeni pośród chmur,
Na obcym niebie załatwimy,
Prastary nasz rasowy spór.

A kiedy Niemiec się zapali,
Aby rozjaśnić sobą mgły,
Ryby radują się w Kanale,
Bo martwy Niemiec nie jest zły.

Uhu... Uhu... Uhu... wołają tak,
Po nocach Lwowskie Puchacze,
Uhu... Uhu... Uhu... lecą na szlak."
 [str 518]    
Odznaka 307 Dywizjonu Myśliwskiego "Lwowskich Puchaczy".

Turkusowe szale [Remigiusz Mróz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi :)
Zajrzyjcie koniecznie na stronę internetową Remigiusza Mroza - KLIK oraz na fanpage pisarza - KLIK.

***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:
 Polacy nie gęsi


* Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony http://www.polishairforce.pl/
** Cytat pochodzi z książki "Turkusowe szale" Remigiusza Mroza 

I jeszcze mały smaczek :) Oto utwór "Aces in exile" szwedzkiego zespołu heavy metalowego Sabaton, który poruszony odwaga polskich pilotów Dywizjonu 303 napisał w hołdzie dla nich ta właśnie piosenkę.


14 komentarzy:

  1. Tę książkę planuję kupić, wydaje się świetna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem Elenkoo_ to przyjemna lektura :)

      Usuń
  2. to nadal nie do końca moja bajka, ale kupię ją tacie, który był lotnikiem i mechanikiem samolotów w wojsku myślę, że taka powieść mu się spodoba! Utwór uwielbiam i na żywo wypadają tak samo dobrze jak na YT. Za to tego autora znalazłam już książkę, którą z chęcią przeczytam! Chór zapomnianych głosów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też "poluję" na "Chór zapomnianych głosów" :D

      Usuń
  3. "(...)przyznam, że wolałabym poczytać więcej o chłopakach z 307 i ich ryczących maszynach, o szalonych manewrach, zapierających dech w piersi i pościgach samolotowych za wrogiem." - o to bym Cie nie podejrzewała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię takie książki, szczególnie, gdy są naprawdę dobrze napisane i się aż człowiek od nich oderwać nie może :)

      Usuń
  4. Mnie ten wątek miłośny nie przeszkadzał. Chyba już się przyzwyczaiłam, że w niemal każdej książce musi się taki znaleźć. Tu mi pasował. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ann RK mnie on nie pasował, ale jakoś strasznie mi nie przeszkadzał też :) No i masz rację, że chyba jakoś tak się utarło, że zawsze romans musi w książce być :)

      Usuń
  5. Ta książka zbiera tak wiele pozytywnych opinii, że ciężko się nią nie zainteresować :) Wcześniej przeczytam jednak serię Parabellum, która już od jakiegoś czasu gości na mojej półce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim odczuciu "Parabellum" jest lepsze niż "Turkusowe szale", więc szczerze Cię zachęcam po sięgnięcie po tą serię :) Ale i "Turkusowe szale" zapewne będzie Ci się dobrze czytało :)

      Usuń
  6. Bardzo interesująca książka. Chętnie przeczytam. Dzięki za informację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie życzę Ci przyjemnego czytania :)

      Usuń
  7. Nie wiem, jakoś mnie nie ciągnie do niej, ale autor pisze świetnie i to mnie przekonuje, że byłoby warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście Remigiusz Mróz ma niewątpliwie talent i świetnie się czyta to, co napisze :)

      Usuń