"Świat porzuconych dzieci" Jadwiga Wojtczak-Jarosz

Tytuł: "Świat porzuconych dzieci"
Autor: Jadwiga Wojtczak-Jarosz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Psychoskok
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 234

Dzieci to nasz, w sensie ludzkości, największy skarb, to nasza przyszłość, nasza inwestycja, oparcie na starość etc.. Słowa te powtarzane są od lat i wtłaczane w naszą świadomość, co każe sądzić, że dzieci to największe dobro każdego społeczeństwa. A skoro tak, to szczególnie mocno winniśmy otoczyć je opieką, by były one bezpieczne, kochane, szczęśliwe, by mogły poznawać z przyrodzoną im ciekawością otaczający je świat. Niestety rzeczywistość w sposób brutalny rozprawia się w tymi wzniosłymi sloganami, na co dowodem są setki tysięcy dzieci, które nie wiedzą, czym jest prawdziwe i beztroskie dzieciństwo.
  
"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat." (Janusz Korczak)

A, co kiedy dziecko płacze albo kiedy milknie, a z jego oczu wyziera jedynie pustka? Co, kiedy dziecko zamiast żyć, tylko egzystuje, pozbawione marzeń i nadziei? O takich dzieciach opowiada w swojej książce "Świat porzuconych dzieci" Jadwiga Wojtczak-Jarosz. Autorka jest lekarką, która stworzyła i prowadziła program ''Uratować Życie'' (''Save a life''), mający pomóc w leczeniu biednych dzieci o polskich korzeniach, zamieszkujących dawne republiki ZSRR. Dotarła do wielu dużych i mniejszych domów dziecka za wschodnią granicą Polski, dzięki jej programowi wiele z osieroconych dzieci uzyskało niezbędną pomoc medyczną i odzyskało zdrowie. Sama autorka jeżdżąc przez wiele lat z pomocą na Ukrainę, Litwę i Białoruś, do Gruzji i obwodu Kaliningradzkiego, mogła przyjrzeć się dokładniej warunkom, w jakich przyszło żyć sierotom i bezdomnym dzieciom. Skrupulatnie notowała wszystkie swoje obserwacje, spisywała każdą rozmowę z dziećmi i ich opiekunami i tak powstał "Świat porzuconych dzieci". Wojtczak-Jarosz na kartach swojej publikacji przedstawia ponury świat dzieci zepchniętych na margines życia społecznego, traktowanych niejednokrotnie jak gorsze istoty oraz opowiada o bezduszności dorosłych względem niedoli tej dziatwy. Trudno pogodzić się z istnieniem takiego świata, trudno zrozumieć logikę, a właściwie jej brak, jaką kierują się tzw. opiekunowie.

Czytelnik wraz z autorką przemierza tereny krajów dawniej wchodzących w skład Związku Radzieckiego, gdzie raz za razem styka się z okrutnie doświadczonymi przez los porzuconymi dziećmi. Trafiamy do sierocińców, gdzie dzieci poddawane są więziennemu drylowi, a ich egzystencja opiera się na nakazach i zakazach, w oczy rzuca się brak jakichkolwiek praw, czy przywilejów. "Granice, co wolno, a czego nie wolno są twarde i bezdyskusyjne. Na wyjaśnienia nie ma miejsca i czasu. (...) U dziecka z czasem zanika nadzieja, że w ogóle może oczekiwać zrozumienia." Z każdej strony książki wyzierają beznadziejna tęsknota oraz przeszywająca samotność dziecka porzuconego, dziecka osieroconego, dziecka niekochanego. Świadomość, że jest się kochanym i akceptowanym to fundament poczucia bezpieczeństwa, to podłoże, na którym kształtuje się osobowość, to budulec, na którym dziecko buduje swoją przyszłość. Dzieci osierocone, mieszkające w przybytkach przedstawionych przez Jadwigę Wojtczak-Jarosz najczęściej mogą liczyć jedynie na pogardę, obojętność, brak jedzenia, niejednokrotnie przemoc. Tam choroba uważana jest za objaw lenistwa, czy hardości i póki nie leje się krew i dziecko oddycha, oznacza to, że jest zdrowe. Dorastanie w takich zakładach na zawsze odciska na dzieciach swoje piętno; czują się inne, trudno im się odnaleźć w normalnie funkcjonującym społeczeństwie, a i ono nie potrafi ich zrozumieć.

Każda z opowiedzianych przez autorkę historii wywołuje u czytającego niedowierzanie, ból, wściekłość, poczucie bezsilności. Każda z nich opowiedziana jest językiem prostym i bez ozdobników. Język stanowi w "Świecie porzuconych dzieci" narzędzie przekazu, opowiedzenia o tym, z czym spotkała się lekarka w odwiedzanych miejscach. Autorka niezwykle rzadko komentuje poczynione przez siebie obserwacje, nie ubarwia przytaczanych historii. Każda z nich - to opowieść o rozpaczliwym życiu. Jak na przykład ta o dziewięciolatku narkotyzującym się butaprenem, by zapomnieć, by  pofrunąć gdzie się chce albo ta o trzynastoletniej Tani, która była bita sznurem od żelazka i nie chciała opowiedzieć, kto jej to zrobił, bo "lepsze to, niż podtapianie, jak w niektórych innych domach dziecka", czy też ta o około dwuletniej dziewczynce, żyjącej samotnie w lesie przez wiele miesięcy, a porzuconej tam przez matkę. Albo jeszcze ta o chłopcu, który za 50 dolarów za noc godził się na udział w filmach pornograficznych i ta o kilkunastoletniej dziewczynie, która od wczesnego dzieciństwa była zmuszana do trudnienie się prostytucją, żeby rodzice mieli pieniądze na narkotyki i alkohol. Każde dziecko to osobna, przejmująca historia. Jadwiga Wojtczak-Jarosz w trakcie swoich akcji pomocy dzieciom osieroconym napotykała mnóstwo przeszkód, często ze strony aparatu państwowego, i niejednokrotnie to nie strona finansowa była tym najtrudniejszym do pokonania problemem. A jednak zarówno autorka, jak i inne dobre dusze, które napotkała w trakcie swoich podróży, nie poddały się i w myśl zasady "jak nie drzwiami, to oknem" niosły pomoc na wszelkie możliwe sposoby. To pokrzepiające, że nawet w tak tragicznych warunkach, nawet tam, gdzie bieda aż piszczy, znaleźli się tacy, którzy przedkładają dobro osieroconych i porzuconych dzieci ponad wszystko. Dzięki takim ludziom dzieci mają namiastkę dzieciństwa, nareszcie mogą się do kogoś przytulić, mogą być dziećmi.

Książki takie, jak ta Jadwigi Wojtczak-Jarosz, to ważne publikacje, po które każdy powinien sięgać. Ważne jest by szerzyć wiedzę dotyczącą sytuacji dzieci osieroconych, by uzmysłowić społeczeństwu istnienie problemu i jego skalę, ponieważ wraz ze wzrostem świadomości społecznej, wzrastają możliwości, aby pomoc była bardziej efektywna. Dzieci nie są winne sytuacji, w jakiej się znalazły, to dorośli zawinili. Walka o prawa dziecka, o jego dobro i ochronę, jest bardzo potrzebna w każdym zakątku kuli ziemskiej. Ta walka nigdy nie jest bezsensowna, póki można uchronić choć jedno dziecko przed takim losem, o jakim opowiada Wojtczak-Jarosz. Nawet najmniejszy wysiłek, może przynieść duże zmiany. A więc pomagajmy, choćby nasze wsparcie wydawało się być zaledwie kroplą w morzu!

                                                                                ***

                        Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Psychoskok :)

                                                                                ***

                                                   Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

                                                   W 200 książek dookoła świata: Polska

                                                                   Historia z trupem

                                                                        Klucznik

                                                                    Polacy nie gęsi

                                                                      Rosyjsko mi!


* Wszystkie cytaty, za wyjątkiem pierwszego cytatu podpisanego imieniem i nazwiskiem, pochodzą z książki "Świat porzuconych dzieci" Jadwigi Wojtczak-Jarosz 

31 komentarzy:

  1. Podziwiam ludzi, którzy nie boją się sięgać głębiej. Nie boją się trudnej lektury, która niesie za sobą nie tylko refleksje, ale i ból. Masz u mnie dużego plusa za tę książkę. Chętnie ją przeczytam, choć zdaję sobie sprawę, że będzie mi niewyobrażalnie ciężko przebrnąć przez jej karty. Należę bowiem do tych, którzy dobro dzieci przedkładają nad własne. Nie tylko swoich dzieci.
    Pozdrawiam
    Stag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudne lektury są ważne, uczą mnie bardzo wiele i choć często zetknięcie się z nimi opłacam bólem, to przecież nic w porównaniu z tym, co przeżywają, czy też przeżywali bohaterowie takich książek. Książka Jadwigi Wojtczak-Jarosz nie epatuje tym bólem, tym cierpieniem, autorka nie gra z rozmysłem na emocjach, nie próbuje na siłę wzbudzić smutku. Lecz może dzięki tej prostocie przekazu, czuć prawdę i tym bardziej trudno się ją czyta. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. dla mnie to ciężka i trudna lektura i kurcze aż się serce kraja, gdy się myśli o takich sytuacjach. Na pewno dobra lektura dla zainteresowanych tematem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tusiu, ja na początku też sobie myślałam "smutna, trudna lektura", ale im dłużej czytałam książkę tym bardziej byłam też wściekła i przerażona. Ja za każdym razem myślę, że już nie może być gorzej, a tu niestety ludzie znowu mnie zaskakują, niestety negatywnie...

      Usuń
    2. ja mam podobne wrażenie... coraz bardziej przeraża mnie ten świat i to co się dzieje, choć może to było wcześniej tylko teraz więcej się o tym mówi - mamy media, które rozdmuchują takie sprawy, książki są wydawane, a nie poddawane cenzurze?

      Usuń
    3. Też sobie tak myślę. Choć i tak trudno mi się z tym pogodzić, bo ponoć jesteśmy tacy nowocześni i cywilizowani...

      Usuń
  3. Choć ja jestem za pan brat z trudnymi lekturami, to nie wiem czy tej bym podołała... :( Koszmar tych dzieci poraża... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie obawiałabym się na Twoim miejscu, sądzę, że poradziłabyś sobie z tą książką. Autorka nie bawi się z czytelnikiem w granie na jego uczuciach, tylko dobitnie pisze o krzywdzie tych dzieci.

      Usuń
    2. Yhm, zatem będę mieć tę książkę na uwadze.

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że okaże się iż mam rację.

      Usuń
  4. Przygnębiająca książka jak na lekturę przedświąteczną ... ale podziwiam ludzi, którzy walczą o to aby innym pomagać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie ma dobrego, czy złego okresu na książki trudne. Ja też podziwiam takie osoby, bo nie wiem, czy sama znalazłabym w sobie tyle sił, choć pragnę wierzyć, że tak.

      Usuń
  5. Polecę tę książkę siostrze. Ona lubi takie historie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że siostra będzie usatysfakcjonowana lekturą :)

      Usuń
  6. Trudna, bolesna lektura.
    Ale to wszystko jeszcze się dzieje i u nas.....osieraca się dzieci nawet te, które mogą być w domach tylko trzeba pomóc ich rodzicom, a tego państwo nie chce robić.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację niestety. Wydaje mi się, że większości ludziom takie tragedie kojarzą się z krajami Trzeciego Świata, a tymczasem tutaj autorka pisze o krajach za naszą miedzą. A przecież i w Polsce są takie dzieci... Akurat w tej książce w większości wypadków rodzicom już nie można pomóc albo oni wręcz tej pomocy nie chcą, pozostaje ratować dzieci.

      Usuń
  7. Wzruszyłam się już przy recenzji... Książkę będę mieć na uwadze, przeraża mnie jej smutna treść, ale przecież to samo życie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety los nie rozpieszcza niektórych, ale jak sama napisałaś "to samo życie".

      Usuń
  8. Już sam tytuł powoduje ciarki...z chęcią poznam tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, że po lekturze tytuł książki staje się jeszcze bardziej wymowny.

      Usuń
  9. Podoba mi się cytat Korczaka. A recenzja wyszła Ci bardzo poruszająca. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korczak wiedział, co mówił :) Dziękuję :)

      Usuń
  10. To musi być bardzo trudna lektura, która zawsze też pozostawia mnie jakby na rozdrożu, rozumiem, jak ciężkie muszą być losy tych wszystkich dzieci, a z drugiej strony rodzi się we mnie pewien bunt i ból z powodu nie docenienia tragedii dzieci, które pozostają tu u nas, a często ich przeżycia są tak samo traumatyczne. Kiedyś obejrzała raport z koreańskich domo dziecka - makabra. Książki/historie/reportaże o tragedii dzieci, są dla mnie najtrudniejsze do zniesienia, zrozumienia, a przede wszystkim zaakceptowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zee L, dzieci, które przeżywają takie dramaty zasiedlają całą kulę ziemską niestety

      Usuń
    2. Tak wiem to doskonale i krew mnie zalewa, bo najbardziej żal mi krzywdy dziecka i zwierzęcia ;/

      Usuń
  11. Jak już wiesz - muszę tę książkę przeczytać. To straszne, że dzieci są tak źle traktowe. Powinno być na odwrót, jako niewinne istoty, powinny otrzymywać pomoc, zrozumienie... Najbardziej przeraża mnie wizja tego, co się dzieje w domach dziecka. Aż serce mi się kraje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, właśnie powinny... dlatego każda pomoc dla nich ważna.

      Usuń
  12. Po przeczytaniu pewnych książek zaczęłam zamierzać zagłębić się w nieco trudniejszą, skłaniającą do przemyśleń literaturę. Bowiem lubię czasem nie tylko się zrelaksować, ale wiedzieć, że lektura daje faktyczne korzyści dla duszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię sięgać po różnorodne książki, zarówno te lekkie, jak i te trudniejsze.

      Usuń
  13. Jejku, ale genialna książka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że spodobałaby Ci się Basiu.

      Usuń