"Lucyfer. Moja historia" Victoria Gische

Tytuł: "Lucyfer. Moja historia"
Autor:  Victoria Gische
Wydawnictwo: Wydawnictwo Psychoskok
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 456

Przez wieki religia chrześcijańska, jak i każda inna, ewoluowała, była dostosowywana do obowiązujących norm, do wymogów społecznych bądź do osobistych potrzeb konkretnych grup społecznych. Słowa spisane przed wiekami, a nawet tysiącleciami, zostały wypaczone, celowo lub przez przypadek, usunięte lub zastąpione innymi. W przepisywane od stuleci teksty wkradły się błędy. Wiele z nich nigdy nie weszło do chrześcijańskiego kanonu, inne zostały z niego usunięte przez Ojców Kościoła.  Któż więc wie, jak brzmiałyby obecnie dogmaty wiary chrześcijańskiej, jak wyglądałaby chrześcijańska tradycja, gdyby Pismo Święte nie uległo takim przekształceniom. Także zwykli ludzie, niezaprzątający sobie na co dzień głowy roztrząsaniem kwestii teologicznych, dołożyli do chrześcijańskiej tradycji swoje trzy grosze. Człowiek od zawsze szukał pocieszenia oraz ratunku, wytłumaczenia niezrozumiałego dla siebie właśnie w religii, jednak na własne potrzeby urozmaicał ją, dodając elementy zaczerpnięte z dawnych tradycji i wierzeń. Nowe zawsze opiera się na starym i znanym, dzięki czemu człowiekowi łatwiej jest zaakceptować zmiany. I tak ludzie na przestrzeni dziejów, mieszając ze sobą dawne wierzenia, czasami bardzo odległe od ich współczesności i obecną wiarę, stworzyli własną chrześcijańską mitologię ludową. Jednym z elementów owej mitologii jest wiara w anioły, istoty, które istniały w wielu kulturach na długo przez spisaniem chrześcijańskich ksiąg.

"Anioły to obdarzone inteligencją odbicia świadomości, owego pierwotnego światła, które było na początku wszystkiego." (św. Jan z Damaszku)
Po lewej: Psychostazja. Michał Archanioł z wagą (fragment). Romanizm kataloński. XII w. Po prawej: Michał Archanioł (fragment) Pisanello (Antonio Pisano)

Michał Archanioł, fragment obrazu Sprawiedliwość pomiędzy archaniołami Michałem i Gabrielem. Jacobello del Fiore.
Współczesne słowo "anioł" pochodzi od sanskryckiego angiros, oznaczającego "duch Boży", od staroperskiego angaros - "posłaniec" oraz od greckiego angelos - "zwiastun". W anioły wierzono już w starożytnej Persji, Babilonie, czy Grecji; chrześcijanie nie byli w tej dziedzinie pionierami, lecz na użytek swojej wiary zaadaptowali istniejące już istoty pochodzące z innych wyznań, stwarzając własną "anielską mitologię". Rozkwit angelologii (tak nazywana jest dziedzina zajmująca się aniołami) w chrześcijańskim świecie nowożytnym przypadł na lata od XI do XIII w., ale i dziś tematyka ta ma wielu zwolenników. Pierwotnie w chrześcijaństwie nie istnieli źli, czy też upadli aniołowie. Każdy z aniołów był boskim stworzeniem, wypełniającym rolę powierzoną mu przez Boga, niezależnie od jej wydźwięku moralnego. Zło było jednym z narzędzi, którym posługiwał się Stwórca, z sobie tylko znanych względów. Z czasem spojrzenie na anioły ewoluowało. Być może ludzie nie mogli pojąć, jak jakakolwiek istota działająca w imieniu Ojca Niebieskiego, może czynić zło i potrzebowali podziału na anioły dobre i anioły złe. Jako jeden z pierwszych do grona upadłych aniołów został zaliczony Szatan, choć pierwotnie słowo "szatan" było stosowane jako określenie wypełnianej funkcji, a nie jako imię własne i próżno szukać Szatana w Starym Testamencie. (Hebrajskie słowo ha-satan oznacza "przeciwnika".) To w czasach nowożytnych szatan staje się księciem ciemności, upadłym aniołem, którego pycha popchnęła do przeciwstawienia się Bogu i rozpętania w Niebie rebelii oraz doprowadziła do jego strącenia w Otchłań. Najwspanialszy z aniołów pańskich nie chciał pokłonić się tak marnej istocie, jaką był człowiek. To on miał zwieść Ewę i nakłonić ją do zerwania jabłka z drzewa poznania dobra i zła, a w innej wersji - współżyć z Ewą i spłodzić Kaina. Dla większości ludzi wychowanych w tradycji chrześcijańskiej Szatan = Lucyfer = diabeł. Utożsamienie Lucyfera z ojcem kłamstw, Szatanem, wynikło przez pomyłkę, a dokładniej przez błąd w rozumieniu fragmentu Księgi Izajasza - "Jakże to spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na ziemię, ty, który podbijałeś narody? Ty, który mówiłeś w swym sercu: Wstąpię na niebiosa; powyżej gwiazd Bożych postawię mój tron. Zasiądę na Górze Obrad, na krańcach północy. Wstąpię na szczyty obłoków, podobny będę do Najwyższego. Jak to? Strąconyś do Szeolu na samo dno Otchłani!" (Iz 14, 12-15). Słowa "Jaśniejący, Synu Jutrzenki" odnoszą się do króla babilońskiego, który poczuł się potężniejszy niż sam Bóg. (W oryginalnym tekście hebrajskim nie ma imienia Lucyfer, a jedynie zwrot helel ben-szachar, gdzie helel oznacza planetę Wenus, znana także jako Jutrzenka, zaś ben-szachar - świetlistego syna poranka.) Wszystko wskazuje na to, że jako pierwszy szatana Lucyferem nazwał św. Hieronim, który w Wulgacie, łacińskim przekładzie Biblii przetłumaczył hebrajskie słowo helel i greckie ho heosforos jako łacińskie lucifer - "niosący światło". Inni Ojcowie Kościoła dostrzegli w tym fragmencie alegorię upadku najpotężniejszego z aniołów, łącząc go z wypowiedzią Jezusa o upadku szatana - "Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica." (Łk 10, 18).

Władca mocarstw powietrza (Szatan) Gustave Doré
I tak stopniowo obraz upadłego anioła ewoluował, a imię Lucyfer stało się synonimem szatana. Po temat upadłego anioła chętnie sięgali zarówno poeci, jak i lirycy. Lucyfer, cierpiący, błądzący i samotny upadły anioł, stał się ulubionym bohaterem romantyków. Wokół jego postaci powstało wiele legend, a wśród nich także ta opowiadająca o zakazanej miłości Lucyfera do ludzkiej kobiety. Za swoje uczucie anioł został strącony do Otchłani, by nigdy już nie ujrzeć swojej ukochanej. Pozostali aniołowie widząc tęsknotę i cierpienie "niosącego światło" wstawili się za nim u Ojca, by ten go uwolnił. Po wielu namowach Bóg uległ skrzydlatym, lecz uczynił karę Lucyfera jeszcze dotkliwszą. Zgodnie z wolą bożą upadły anioł mógł opuszczać Otchłań i pojawiać się na Ziemi raz na sto lat. Niestety, gdy Lucyfer po tym czasie pojawił się ponownie na Ziemi kobieta już nie żyła. Odtąd, wedle legendy, Lucyfer pojawia się na Ziemi co sto lat i błąka się wciąż szukając utraconej miłości. Wedle islandzkich wierzeń ludowych miejsce, w którym anioł spadł strącony z Nieba i w którym, co sto lat wychodzi na Ziemię, znajduje się w Dimmuborgir w północnej Islandii.

Właśnie na tej legendzie Victoria Gische oparła fabułę swojej powieści "Lucyfer. Moja historia." Główny bohater książki, Marek, przeprowadza za namową swojego kolegi lekarza, Roberta, wywiad-rzekę z niezwykłym pacjentem pewnego szpitala (nie psychiatrycznego). W ten sposób mężczyzna poznaje Lucyfera, który raz jeszcze powrócił na Ziemię, by odnaleźć swoją ukochaną. Wydaje się, że wreszcie jego tułaczka dobiegła końca, a długoletnie poszukiwania zakończą się szczęśliwie. Jednak im dłużej Marek wysłuchuje zwierzeń upadłego anioła, im bliżej poznaje dzieje Lucyfera i jego anielskiego brata Michała, tym mocniej i on i czytelnik zdają sobie sprawę, że nic nie jest takie jak się wydaje, a archaniołowi Michałowi daleko jest do prawego bożego wojownika. Zresztą okazuje się, że anioły to istoty ułomne, które podobnie jak ludzie ulegają słabościom swojego charakteru i lepiej na nich nie polegać. Zwykli śmiertelnicy zostają wciągnięci w anielską walkę, nie mają szans by oprzeć się ich mocy. Mimo to Marek podejmuje nierówną walkę. Dokąd go to zaprowadzi? Cóż, o tym przekonam się dopiero w drugiej części cyklu o Lucyferze.

Aniołowie u Gische są antropomorficznymi, potężnymi istotami, władającymi mocami magicznymi. Nie posiadają co prawda skrzydeł, z którymi zazwyczaj bywają przedstawiani w literaturze, czy sztuce, za to mają wiele ludzkich przywar i dalekie są od doskonałości. Bywają złośliwe, zawistne, okrutne bez powodu, lubią dręczyć słabszych. I wcale nie są to upadłe, złe anioły, tylko te dobre. Taki sposób przedstawienia aniołów to dla mnie ogromna zaleta powieści "Lucyfer. Moja historia", bo nie lubię, gdy jakiś bohater bywa idealny w przesłodzony sposób, a tak dość często przedstawiane są anioły. (A przynajmniej ja ostatnio ciągle trafiałam na takich skrzydlatych.) Nie przepadam też za uproszczonym obrazem anielskiej braci jaki na co dzień wtłacza nam Kościół. A i z tym wizerunkiem Gische zrywa w swojej pracy. Troszkę przeszkadzał mi fakt, że Lucyfer jest za łagodny, bałam się wręcz, że autorka wybieli go tak, iż tylko on będzie zasługiwał na miano prawego i dobrego anioła, w dodatku nieco łzawego. Na szczęście nie uczyniła tego w porę pokazując, że strącony do Otchłani bohater jednak bywa zły. Ponadto zakończenie książki niesie ze sobą nadzieję na to, że książę ciemności pokaże jeszcze na co go stać.
Trzej archaniołowie, Marco d`Oggiono
Victoria Gische rozbudowała legendę o miłości upadłego anioła o ciekawe wątki, wypełniła swoimi bohaterami, w sposób niezwykły wplotła w jej kanwę wydarzenia znane z historii powszechnej. Dzięki licznym retrospekcjom w powieści Gische, odkrywamy tajemnicę pochodzenia i śmierci Tutanchamona, dowiadujemy się skąd wzięła się legendarna mądrość króla Salomona, poznajemy przyczynę śmierci Filipa Pięknego i Nogareta oraz kontrowersyjną wersję życia Jezusa. A to zaledwie część przeszłych wydarzeń, których wyjaśnienie czytelnik poznaje w nieznanej szerszemu gronu wersji, jaką proponuje mu Gische. Wątki historyczne są zręcznie połączone z fikcją w jednolitą całość, co sprawia, że łatwo uwierzyć w wizję autorki.

Język powieści jest prosty i łatwy w odbiorze. Niestety duża ilość literówek, poprzestawianych słów, błędów ortograficznych, czy interpunkcyjnych, utrudnia czerpanie pełnej przyjemności z lektury dzieła Gische i początkowo zamiast skupiać się na fabule, liczyłam błędy i zgrzytałam zębami. Poczułam się też lekko zagubiona, gdy oto lekarz Robert - kolega Marka, stał się w pewnym momencie Rafałem, by po kolejnych nastu stronach na powrót przeistoczyć się w Roberta. Aż przewertowałam całą książkę, by sprawdzić, czy mi coś nie umknęło. Jednak okazało się, że to zwykły błąd korektorski. Gdy tylko udało mi się przestać skupiać na spartaczonej pracy korektora, fabuła z każdą stroną wciągała mnie coraz mocniej, a błędy zeszły na dalszy plan. "Lucyfer. Moja historia" to dobra i wciągająca książka, która świetnie umili ciemny wieczór, czy długa podróż.

Dlaczego Lucyfer nie jest już potężnym upadłym aniołem, lecz słabym i podatnym na zranienia człowiekiem? Z jakiego powodu Michał tak mocno nienawidzi Lucyfera? Czemu dusza wiedźmy Róży odrodziła się akurat teraz i to w ciele dziewczyny Marka? Co knuje Michał, a jakie plany ma Gabriel? Ciekawi? W takim razie sięgnijcie po książkę "Lucyfer. Moja historia" Victorii Gische :) A ja wypatruję premiery drugiej części opowieści o Lucyferze.

***
Na koniec, pozostając w tematyce Lucyfera, jeden z moich ulubionych poetów.

"Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,
lecący z jękiem w dal — jak głuchy dzwon północy —
ja w mrokach gór zapalam czerwień zorzy
iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.

Ja komet król — a duch się we mnie wichrzy
jak pył pustyni w zwiewną piramidę —
ja piorun burz — a od grobowca cichszy
mogił swych kryję trupiość i ohydę.

Ja — otchłań tęcz — a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach,
jam blask wulkanów — a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra — kłębi się rajów pożoga,
i słońce — mój wróg słońce! wschodzi, wielbiąc Boga."
("Lucifer" Tadeusz Miciński)
Dimmuborgir- zdj. Pinterest

Lucyfer. Moja historia [Victoria Gische]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
 ***

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:
 Polacy nie gęsi



* Zdjęcia (za wyjątkiem ostatniego, przedstawiającego Dimmuborgir) pochodzą z mojej biblioteczki, a są to: "Anioły" Lucie-Smith Edward oraz "Słownik aniołów, w tym aniołów upadłych" Gustav Davidson

22 komentarze:

  1. Masz dar. Potrafisz zainteresować czytelnika książką, która w ogóle nie leży w kręgu jego zainteresowań. :) Mam tu na myśli siebie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ewo, miło mi to czytać :) Widzisz legendy chrześcijańskie też są interesujące, a autorka tej książki naprawdę ciekawie wplotła jedną z nich w realne wydarzenia z przeszłości.

      Usuń
  2. Nigdy nie czytałam książki, w której głównym motywem są anioły. Może będzie to moja pierwsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdalinne, spróbuj, bo to bardzo przyjemna lektura :)

      Usuń
  3. Hm... raczej nie dla mnie. Nieszczególnie ma ta fabuła zainteresowała.
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... Może innym razem czymś Cię zainteresuję :)

      Usuń
  4. lubię takie książki ! zdecydowanie na listę pozycji do przeczytania !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeczytasz to daj znać, jak wrażenia :)

      Usuń
  5. Poczułam się mocno zaintrygowana, tylko że mam niemiłe doświadczenia z książkami, które jakby ominęła korekta... Naprawdę to straszne, bo jak sama napisałaś, czytelnik zamiast czerpać radość z lektury śledzi tekst w poszukiwaniu nowych błędów. Niemniej po lekturę sięgnę z ciekawości.. Tak świetnie się o niej rozpisałaś! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amalio mnie na szczęście udało się przestać skupiać na błędach, dzięki czemu lepiej czytało się tą książkę, ale masz rację, źle wykonana korekta lub jej brak potrafią bardzo przeszkadzać w czytaniu. Mam jednak nadzieję, że gdy sięgniesz po "Lucyfera" docenisz pomysł na fabułę, a błędy uda Ci się zignorować :)

      Usuń
  6. Tematyka szczególnie bliska memu sercu :) Przeczytam na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Oby Ci się spodobała. Jak dla mnie pierwszy tom serii o Lucyferze zapowiada to, co może przynieść ze sobą kolejny, jest jakby wstępem do głównych wydarzeń, którymi uraczy czytelnika Victoria Gische.

      Usuń
  7. Zainteresowałaś mnie tą pozycją. Z jednej strony mam ochotę po nią sięgnąć, a z drugiej... nie wiem, czy przebrnę, jeżeli pojawiają się w niej liczne błędy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza Bella, tutaj niestety nie pomogę rozstrzygnąć Ci tego dylematu, musisz sama podjąć decyzję i próbę lektury.

      Usuń
  8. Nie dla mnie, ale dla Karola na pewno, to jego klimaty :) Szkoda tylko, że książka zawiera błędy. Nie lubię takiego niedopatrzenia, ale czasami się niestety zdarza...
    Widzę zmianę szablonu - ładnie, ładnie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie wiem, czy to książka, która spodoba się mężczyźnie, chociaż... Karol może spróbować :)

      Dziękuję Kasiu, zachciało mi się nowego wyglądu :)

      Usuń
  9. Jestem na etapie oglądania 'supernatural', więc książkę o Lucyferze bym przeczytała :)

    Pozdrawiam, naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato, uwielbiam "Supernatural"! :)

      Pozdrawiam Cię ciepło :)

      Usuń
  10. niby nie moje klimaty, a jednak coś jest w Twoim tekście co zaostrza mi pazurki na tę książkę [ to tak a propos Lucyfera] Wiersz jest cudowny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anioły, to taki mój mały konik ;) Wciąż poszerzam swoja wiedzę.
      Miciński jest świetny, każdy jego wiersz to uczta :)

      Usuń
  11. Bardzo dobrze, że jest już wersja papierowa, gdyż ebook mnie nie interesował, ale historia tak :) Przeczytam, gdy nadarzy mi się okazja :)

    OdpowiedzUsuń