Jesienne Tanie Czytanie z Universitas

Coraz bliżej Mikołajki, Boże Narodzenie i Nowy Rok. Coraz bliżej czas obdarowywania, no i szalony okres poszukiwania odpowiednich prezentów, pakowania, często biegania z obłędem w oczach po sklepach. Jednym z najlepszych prezentów, jakim można uszczęśliwić mola książkowa są niewątpliwie książki. Jako reprezentantka tejże grupy zapewniam Was, że molowemu sercu każda książka jest miłą. Jeśli więc macie wśród swoich bliskich osoby, które kochają czytać albo sami poszukujecie ciekawych lektur zachęcam Was do zapoznania się z promocją, którą znajdziecie na stornie Wydawnictwa Universitas pod szyldem Jesienne Tanie Czytanie. Oto niektóre z pozycji, jakie tam znajdziecie.

"Dzika Europa. Bałkany w oczach zachodnich podróżników"
Autor: Božidar Jezernik
Rok wydania: 2013
ISBN: 97883-242-2281-0
Liczba stron: 382
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Bałkany przez stulecia uznawano za odległe (kulturowo) od Zachodu – to właśnie ta różnica fascynowała mieszkańców Europy Zachodniej i sprawiała, że kraina ta stawała się celem ich prawdziwych lub wyimaginowanych podróży. Kiedy podróżni odkrywali, że wzniośle brzmiąca nazwa Bałkany oznacza tylko grzbiet rozdzielający wody lub przełęcz górską i niekoniecznie gwarantuje wzniosłą, romantyczną scenerię, próbowali przypisać im znaczenie bariery wojskowej i utrzymywali, że z tego punktu widzenia „Bałkan jest rzeczywiście wspaniałą górą” (Alexander William Kinglake, Eōthen, or Traces of Travel Brought Home from the East, 1844); inni zaś nie mogli powstrzymać się od zdziwienia wołając: „Jak można robić tyle zamieszania z powodu takiego kretowiska!” (Adolphus Slade, Records of Travels in Turkey and Greece, etc. ..., 1854). Jednak większość z nich uważała, że Bałkany nie były wyłącznie obszarem geograficznym, ale raczej polem walki pomiędzy Wschodem a Zachodem, Przeszłością i Teraźniejszością, pomiędzy barbarzyństwem a cywilizacją.

Fragment książki
"Najmniej znany zakątek Europy
W wieku XVII i XVIII na Zachodzie niewiele wiedziano o półwyspie. Według Encyclopédie Diderota, Bośnia graniczyła z Albanią (1751, tom II, s. 337), a Herceg-Novi był stolicą Hercegowiny (1765, tom VIII, s. 187). W wieku XIX na Zachodzie opublikowano wiele książek o Bałkanach, niektóre uczone, inne o charakterze druków ulotnych, nie zmieniło to jednak faktu, że cały obszar pozostawał nadal tak nieznany jak „głąb Tatarii w sercu Afryki”, „dzikie krainy Azji”16, lub nawet „szczyty Himalajów albo Pamiru!” W drugiej połowie XIX wieku zachodni podróżnicy tłumnie odwiedzali rzeczone tereny i opublikowali ze swych podróży setki relacji, a mimo to na początku XX wieku wciąż określano je mianem „najmniej znanego zakątku Europy”.
Trudno to wytłumaczyć. Wydaje mi się jednak, że Zachód nigdy nie był przygotowany na to, by ujrzeć Bałkany takimi, jakimi są naprawdę. Zamiast tego zawsze poszukiwał cech, które były wyraziste, jednoznaczne i przede wszystkim niezmienne, a takie znaleźć było trudno. Jak pisał Martin Conway, ludzie Zachodu „tworzyli obrazy życia afrykańskich dzikusów, ich zajęć, zwyczajów plemiennych, przesądów i całego świata, w którym żyją”, nie rozumieli jednak „niczego, co dotyczyło ludzi i stosunków na Półwyspie Bałkańskim”. Tamtejsza geografia była zbyt skomplikowana, stosunki etniczne za bardzo zawiłe, historia zbyt skomplikowana, a polityka niezrozumiała. Chociaż istniało na ten temat wiele książek, każdy kolejny rok stwarzał zapotrzebowanie na kolejne, gdyż sytuacja zmieniała się nieustannie; pojawiały się nowe kwestie wymagające opisu, nowe tematy, nowe problemy do wyjaśnienia i nowe zawiłości do rozwikłania. Tak więc zawarte w zachodnich relacjach obrazy mieszkańców Bałkanów nie były w pierwszy rzędzie, o ile były w ogóle, opisami prawdziwych ludzi, lecz raczej projekcjami ich własnej nostalgii i poczucia niższości. Im więcej ukazywało się książek, pisanych z różnych perspektyw i stawiających sobie różne cele, tym bardziej obraz stawał się zamazany.
W pierwszej połowie XVII wieku Sir Henry Blount przyjął, że rozumienie spraw ludzkich pogłębia się poprzez obserwowanie ludów, których instytucje i tradycje różnią się zasadniczo od naszych, „gdyż obyczaje z naszymi zgodne, bądź takie, z którymi jesteśmy obeznani, powtarzają tylko nasze dawne spostrzeżenia, mało nowego jednakże wnoszą”. Kilka dekad później, kolejny brytyjski podróżnik tak dzielił się swymi wrażeniami z Turcji Europejskiej:
Nie jest to widok niemiły, ujrzeć nowe Oblicze Świata, nieznane kształty rzeczy w obyczajach, kuchni, zachowaniu, zwyczajach i mowie. Człowiekowi wydaje się, że opuszcza nasz świat, gdy spędzi tylko kilka dni w podróży jadąc od Rabu czy Comorry, a zanim do Budy przyjedzie, sądzi już, że wstąpił na inną scenę świata, całkiem odmienną od tej, którą zna z krajów Zachodu; gdyż żegna się z fryzurami na głowach, wstążkami, mankietami, kapeluszami, rękawiczkami, łóżkami czy piwem; styka się z manierami, obyczajami i sposobem życia, który z niewielkimi różnicami, jednakowo wygląda aż po Chiny i najdalsze krainy Azji.
Wśród wielu autorów piszących w kolejnych stuleciach panowało silne przekonanie, że różnice pomiędzy narodami zachodnioeuropejskimi były nieproporcjonalnie małe w stosunku do łączących je podobieństw. Jednak odwiedzający Turcję Europejską wkraczali w „nowy świat”, znajdując tam „zupełnie odmienne i zaskakujące krajobrazy, style budownictwa, ubiorów, zachowanie i ogólny wygląd mieszkańców”. Podróżnicy, którzy w XIX wieku lub później przekraczali granicę państwa otomańskiego, jechali nie tylko z Zachodu na Wschód, ale także z cywilizacji do barbarzyństwa, z wolności do tyranii, wkraczali na „pole bitewne, na którym toczyła się walka pomiędzy Wschodem a Zachodem – pomiędzy barbarzyństwem a cywilizacją”.
Biorąc pod uwagą różnice w stylu życia, niektórzy dziewiętnastowieczni podróżnicy sądzili, że przeprawiając się z Zemunu do Belgradu „kończą z cywilizowanym światem”, i traktowali swój odjazd tak podniośle, jakby „żegnali się z życiem”. James Fraser, Brytyjczyk podróżujący do Teheranu i przekraczający Dunaj w 1836 roku, pisał, że w ceremonii przeprawy było coś tak uroczystego, „jakby świat żywych porzucał dla świata umarłych”. A kiedy podał swym przyjaciołom rękę na pożegnanie i wsiadł do łodzi, „nie mógł powstrzymać się od myślenia o Charonie i rzece Styks”.
W XIX i XX wieku setki zachodnich podróżników, mniej lub bardziej podzielających poglądy Blounta, przemierzały Bałkany wzdłuż i wszerz, ale wielu z nich nie postrzegało ich przez ich własny pryzmat. Kraj i ludzie byli zaledwie rodzajem lustra, w którym przeglądali się sami podróżujący, zwracający uwagę przede wszystkim na fakt, jak bardzo cywilizowani i postępowi byli oni sami. Dlatego można postawić tezę, że Europa nie istnieje bez Bałkanów. Europejczycy przez wieki odróżniali członków „społeczeństw cywilizowanych” od „prymitywów”, „barbarzyńców” i „dzikusów” tylko po to, aby móc uznać samych siebie za ucywilizowanych. Po to właśnie potrzebowali swego przeciwieństwa, Innego, a Bałkany spełniały tę rolę doskonale. W rzeczy samej trudno wyobrazić sobie wyraźniej zdefiniowanego Innego niż mieszkańcy Bałkanów, ponieważ wydawali się oni w przesadny i barwny sposób reprezentować sobą to wszystko, co na Zachodzie zostało odrzucone przez poprzednie pokolenia. Mieli też w sobie kombinację cech, którą Julia Kristeva nazwała „obcością naszej tożsamości”, a z którą sami nie potrafimy sobie zwykle poradzić. Innymi słowy, przedstawiali oni sobą to, czym Europejczycy byli kiedyś, a na co już nie chcieli sobie pozwolić.
W związku z tym niektórzy autorzy piszący o Bałkanach nawet w XX wieku mogli odnaleźć tam ludzi z ogonami (zob. rozdział 4). Pod koniec XX wieku amerykański ekspert od spraw półwyspu posunął się jednak jeszcze dalej, wyjaśniając, że nazizm może się wywodzić właśnie z tych obszarów. Mimo że większość dwudziestowiecznych pisarzy nie podzielała ekstremalnych poglądów Paula Siebertza, Philipa Thorntona czy Roberta Kaplana, wciąż uważali oni, że Półwysep Bałkański, bez względu na to, co pokazuje atlas, nie należy do Europy – „najbardziej cywilizowanego z kontynentów”."
***
"Art Déco. Całość. Szczegółowy przewodnik po sztuce dekoracyjnej lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku"
Autor: Alastair Duncan
Rok wydania: 2012
ISBN: 97883-242-1737-3
Liczba stron: 544
Okładka: twarda z obwolutą

Styl art déco zajmuje szczególne miejsce w historii sztuki dekoracyjnej XX wieku, o czym świadczy mnogość teorii związanych z jego genezą, znaczeniem oraz siłą oddziaływania. Z uwagi na liczne, pozornie sprzeczne ze sobą aspekty art déco próżno dziś szukać  jednoznacznej definicji zakresu i charakterystyki tego stylu. Gdy sztukę tę po raz pierwszy zaprezentowano szerszej publiczności w 1925 roku, podczas paryskiej Exposition Internationale des Arts Décoratifs et Industriels Modernes, większość krytyków uznała art déco za wyraz radykalnego sprzeciwu wobec secesji, dominującej od lat dziewięćdziesiątych XIX wieku. Pogląd ten należy jednak uznać za nietrafny, gdyż biorąc pod uwagę upodobanie do wyszukanego wzornictwa, egzotycznych materiałów, jaskrawych barw oraz staranność opracowania detali, art déco stanowi raczej naturalną kontynuację secesji. Niesłuszne jest też często spotykane twierdzenie, że rozkwit art déco przypada na okres pomiędzy rokiem 1920 a II wojną światową. Wiele najwspanialszych przykładów tego kierunku powstało przed wybuchem I wojny lub w jej trakcie, zaś rozmaite majestatyczne budowle, zwłaszcza amerykańskie, świadczą, że era art déco bynajmniej nie dobiegła końca wraz z początkiem lat trzydziestych i nastaniem Wielkiego Kryzysu.
Współcześni historycy nie uznają art déco za spójny nurt artystyczny, lecz raczej za konglomerat rozmaitych form estetyki - od inspiracji sztuką starożytnego Egiptu po futurystyczne wizje oraz od ścisłego geometryzmu po asymetrię. Świadectwem różnorodności art déco jest wielka liczba jego odmian i wcieleń, nie tylko we wzornictwie przemysłowym, lecz również w rzeźbie, architekturze, fotografii oraz modzie.
W niniejszej książce pojęcie art déco jest interpretowane w kategoriach stylu zdobniczego, eksponowanego na paryskich Salonach pomiędzy I a II wojną światową. Salony te umożliwiały artystom, którzy reprezentowali rozmaite sztuki piękne i stosowane, wystawianie najnowszych dzieł na widok publiczny i zwracanie uwagi krytyków, zaś kustoszom muzeów oraz przedstawicielom władz  państwowych dokonywanie zakupów dla prowadzonych przez siebie instytucji. Styl art déco na paryskich Salonach stanowił pociągającą mieszankę luksusu, relaksu, egzotyki i przyjaznego nastroju. Dobrze wpasowywał się w powojenny klimat wyzwolenia, pogoni za przygodą i poszukiwania nowych wyzwań.
Nie ulega wątpliwości, że leksykon art déco kryje istotne paradoksy: obejmuje, z jednej strony, dzieła szczególne, pieczołowicie ukształtowane z egzotycznych i luksusowych surowców, przeznaczone dla wąskiej, zamożnej i kosmopolitycznej klienteli; z drugiej zaś - tanią produkcję taśmową dla masowego odbiorcy, wyroby z plastiku i chromu, pozbawione powierzchownych dekoracji, lecz o estetycznych formach, jak choćby opływowe karoserie samochodów i wymyślne utensylia kuchenne. Wszystkie wymienione wyżej nurty zlały się w złożony kalejdoskop doznań wizualnych, którego niezwykła różnorodność rodzi dziś pytania o sens klasyfikowania art déco jako spójnego nurtu artystycznego.
Kwestia szerokiego zakresu oddziaływania art déco oraz jego splotu z modernizmem i innymi stylami artystycznymi do dziś nie doczekała się jednoznacznego wyjaśnienia i  najprawdopodobniej nie doczeka się go już nigdy, gdyż współcześni badacze nie są w stanie wypracować wspólnej, jednolitej definicji omawianego tu zjawiska. Trudno zresztą o sensowne formalizowanie różnorodności i/lub spójności estetyki, która kształtowała zarówno artykuły luksusowe, jak i przedmioty codziennego użytku. Z drugiej zaś strony, pomimo sporów o stylistyczne granice art déco, miłośnicy tego stylu zgodnie zwracają uwagę na jego odświeżającą żywość oraz uwodzicielski, nostalgiczny powab. Autor niniejszej książki zdecydował się uwzględnić w niej również przykłady graniczne, pozostawiając Czytelnikowi subiektywną decyzję o uznaniu (bądź nie) wybranych dzieł za przykłady estetyki art déco.

Ponad 1000 ilustracji barwnych i czarno-białych.

***
"Metafizyczny wymiar piękna w malarstwie Jerzego Nowosielskiego"
Autor: Adriana Adamska
Rok wydania: 2012
ISBN: 97883-242-1790-8; wyd. elektron.: 97883-242-1883-7
Liczba stron: 240+24 il.
Okładka: miękka ze skrzydełkami

"Metafizyczny wymiar piękna w malarstwie Jerzego Nowosielskiego" to forma hołdu złożonego zasłużonemu artyście. Z punktu widzenia historii sztuki na temat malarstwa Jerzego Nowosielskiego wypowiedziano niemal wszystko. W tej sytuacji szansą, by dodać coś nowego jest filozofia i teologia – po pierwsze ze względu na silne uzasadnienie teologiczne programu artystycznego malarza; po drugie – ze względu na „Przedmiot” dyscypliny, który Sam będąc niewyczerpanym, sprawia, że wszystko, co Go dotyczy także nie może mieć końca, a w miarę dociekań objawia wciąż niezgłębione pokłady Jego bogactwa i splendoru. W myśl tej idei autorka postawiła sobie za cel przedstawienie tej funkcji sztuki, która umożliwia kontakt z sacrum, a tym samym rozwój życia duchowego, które może wzrastać nie tylko w przestrzeni liturgii. Lektura książki to spotkanie ze światem piękna obrazów, które łącząc osiągnięcia sztuki współczesnej z tradycją ikony czynią przekaz pomagający odkryć na nowo człowiekowi przełomu XX i XXI wieku wartość dobra, prawdy, piękna oraz miłości.

***
"Miasto w soli. Kopalnia Soli w Wieliczce / The City in Salt. The Wieliczka Salt Mine"
Autor: Andrzej Nowakowski
Rok wydania: 2011
ISBN: 97883-242-1631-4
Liczba stron: 160+CD
Okładka: twarda szyta z obwolutą

Wszystko, co wiąże się z Kopalnią Soli w Wieliczce, ma wymiar ekstremalny: jest najstarsza i jednocześnie największa, a przy tym ciągle czynna. Nigdzie na świecie nie odnajdziemy niczego choćby w małym stopniu porównywalnego z wielickim labiryntem. W tym solnym universum wszystko jest monumentalne, a jego unikalność zapiera dech. Każdy, kto próbuje ogarnąć skalę wielickiego skarbu, zachwyci się nim bez reszty. I trudno, żeby było inaczej… Wielicka kopalnia to w istocie podziemne miasto, budowane przez ponad czterdzieści pokoleń górników, przedstawicieli niemal wszystkich europejskich narodowości. To ponad trzysta kilometrów korytarzy, które prowadzą do ponad trzech tysięcy solnych komór, na dziewięciu poziomach, sięgających głębokości 327 metrów pod powierzchnią ziemi. To także podziemne solankowe jeziora, mioceńskie krajobrazy, pozostałości po wyrobiskach eksploatowanych rozmaitymi metodami i technikami. Kopalnia to również niespotykana w swojej wyjątkowości mapa geologicznej aktywności Ziemi z Karpatami w roli głównej. W ścianach wyrobisk odnaleźć można geologiczne świadectwa czasów sprzed milionów lat: solne kryształy, węgiel, koralowce, wulkaniczny pył i wiele innych.


***

"Szlachetny Żyd Hitlera. Życie lekarza biedoty Edwarda Blocha"
Autor: Brigitte Hamann
Rok wydania: 2013
ISBN: 97883-242-2287-2
Liczba stron: 492
Okładka: miękka ze skrzydełkami


Urodzony w Czechach dr Eduard Bloch (1872-1945) był lekarzem domowym matki Hitlera, Klary. Z pełnym cierpliwości oddaniem opiekował się swoją chorą na raka pacjentką aż do ostatnich chwil jej życia w 1907 roku. W tym właśnie czasie ten pobożny Żyd zawarł bliższą znajomość z osiemnastoletnim Adolfem Hitlerem. Gdy w 1938 roku przyjechał on, już jako „führer”, do Linzu, wielokrotnie i z wielką estymą mówił o swoim „szlachetnym Żydzie, dr Blochu”. Zadbał także o to, by gestapo „otoczyło go opieką”. W 1940 roku pozwolono Blochowi i jego żonie wyjechać do USA. Lecz Ameryka stała się drugą ojczyzną tylko dla niej, Lilli. Wykorzystując wiele prywatnych źródeł Brigitte Hamann opowiada o losach Blocha i jego licznej rodziny w czasach politycznego zamętu. W jej opowieści losy pojedynczych ludzi splatają się z historią okresu międzywojennego, pierwszej wojny światowej, austriackiego faszyzmu, „anszlusu”, drugiej wojny światowej i lat powojennych. W swojej książce Hitlers Wien Hamann przekonywająco wyjaśniała przyczyny antysemityzmu Hitlera, w tej natomiast obala ryzykowną i częstokroć dyskutowaną tezę, że jego prawdziwym powodem był żydowski lekarz Bloch.

Zapraszam na mój wpis na temat tej książki - KLIK.

***
Zapewniam Was, że każda książka wydana przez Universitas jest dopracowana i jest miła również dla oka. Mam nadzieję, że znaleźliście wśród propozycji coś ciekawego dla siebie lub dla swoich bliskich. Warto zaglądać na stronę Universitas, bo oprócz książek w bardzo korzystnych cenach w ramach Jesiennego Taniego Czytania, stale goszczą tam też inne promocje, w chwili obecnej są to: Promocje i Przeceny, Książki Tygodnia oraz E-książki w cenie uznaniowej.



13 komentarzy:

  1. niestety tym razem nic dla mnie, ale myślę, że niektóre pozycje są świetne dla osób zainteresowanych konkretną tematyką;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego zasugerowałam je jako prezenty :) Np. Ci Norwedzy, którzy byli w Wieliczce nie mogą wyjść zachwytu, że mamy podziemną komnatę i takie cuda w tej Wieliczce :)

      Usuń
  2. I zapomniałam napisać że strona wygląda bosko!

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że ta pierwsza książka spodobałaby się mojemu przyszłemu teściowi, więc może mu ją sprezentuję na gwiazdkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam teścia, ale książka wydaje się być interesująca :)

      Usuń
  4. Myślę, że coś na prezent by się znalazło wśród tych tytułów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O maaaamooooooooooooooooooo, mamooo!!! Odytko właśnie opustoszyłaś mój portfel! Jutro zamawiam chyba z pięć pozycji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz! To rozpaczliwe "ooo" było tak przepełnione bólem i potrzebą czytania, ze wskoczyło do Twojego imienia w ramach E! Odytko. ;) To tak z ukłonem w stronę Odyna. ;)

      Usuń
    2. Bardzo mi się spodobało to Odytko :D A jak jeszcze Odyn jest w to zamieszany, to ja sobie może w dowodzie zmienię? ;)

      Ja też chętnie ogołociłabym portfel na te książki, ale... zrobiłam to już wydając pieniądze na inne, więc zadowolę się jedna lub dwoma ;)

      Usuń
  6. Dziką Europę mam na półce. Jestem jej coraz bardziej ciekawa.

    OdpowiedzUsuń