"Requiem dla snu" Darren Aronofsky


Tytuł: "Requiem dla snu"
Reżyseria: Darren Aronofsky
Tytuł oryginalny:  "Requiem for a Dream"
Obsada: Ellen Burstyn, Jared Leto, Jennifer Connelly, Marlon Wayans, Christopher McDonald, Louise Lasser, Keith David 
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2000
Czas: 1 h 42 minuty



"To, co jest upragnione trzeba drogo okupić." (Emma Bull, "Wojna o dąb")

Marzenia... Ma je każdy z nas. Jedne są z rodzaju tych bardziej przyziemnych, łatwych do zrealizowania. Inne wydają się niedosiężne, bardziej na miarę bajek, które umilają nam życie, lecz nie liczymy za bardzo na ich spełnienie. Bywa, że za wszelką cenę staramy się spełnić swoje marzenia. Jesteśmy w stanie dla ich realizacji poświęcić bardzo wiele - szczęście innych, własne zdrowie, a nawet życie...

Film Aronofsky`ego to opowieść o czwórce zagubionych ludzi, dla których marzenie, staje się obsesją, która doprowadzi do ich upadku. Cztery życia. Cztery marzenia. Cztery drogi zatracania się w nałogach. Cztery historie o porażce i o tym, jak sen przekształcił się w koszmar. 

Harry Goldfarb to wrażliwy młody mężczyzna, który chce wieść szczęśliwe życie u boku swojej dziewczyny Marion Silver. Aby pomóc zrealizować jej marzenie - otwarcie własnego butiku z markowymi ubraniami - wraz ze swoim przyjacielem, Tyronem C. Love, zaczynają handlować heroiną. Dla Tyrona ma to być szansa na wyrwanie się z szemranego sąsiedztwa i zarzucenie drobnych przestępstw, jakimi chłopak się trudni. Tyron wciąż powtarza, że chce by jego matka była z niego dumna. Dla Marion własny sklep to sposób na uwolnienie się od uciążliwych i opresyjnych rodziców. Wszyscy troje są uzależnieni od narkotyków. Jest jeszcze Sara Goldfarb, matka Harry`ego, samotna wdowa uzależniona od telewizji. Gdy otrzymuje telefon z zaproszeniem do swojego ulubionego programu, jest pewna, że oto wkrótce jej marzenie się spełni i wystąpi w ukochanym Tappy Tibbons Show. Biznes narkotykowy nie przynosi przyjaciołom upragnionego bogactwa ani szczęścia, a Sara wpada w kolejny nałóg. Uzależnienia stają się więzieniem dla bohaterów, dając im jedynie iluzję szczęścia, która szybko pryska. Nałóg pożera ich ciała, dusze i umysły.

Pamiętam jak dziś, gdy wiele lat temu po raz pierwszy obejrzałam "Requiem dla snu". Pierwsze minuty po jego zakończeniu trwałam w jakiś dziwnym stuporze, niezdolna ruszyć się, myśleć, czuć, mówić. Czułam fizyczny ból! W żadnym konkretnym miejscu, po prostu każda komórka w moim ciele zwijała się z bólu. Ale nie ten fizyczny ból był najgorszy. Najtrudniej było mi znieść ten dziwny ucisk w piersi, to odrętwienie duszy. I nagle jakby coś zaskoczyło w moim ciele, złapałam głębszy oddech, gdzieś z trzewi wyrwało mi się westchnienie, myśli ruszyły. Zaczęłam przyswajać historie opowiedziane w filmie, "oglądać" je z różnych stron, rozmyślać na poruszonymi w "Requiem dla snu" problemami. Co tu dużo kryć, obraz Aronofsky`ego poruszył mnie do głębi. I tak mi zostało do dziś. Za każdym razem, gdy oglądam ten film cierpię, a równocześnie zachwycam się grą aktorską, montażem scen, doskonałością produkcji, muzyką. Poprzez uczucia bohaterów zaglądam w głąb samej siebie, obserwuję siebie, badam.

Film Amerykanina nie jest jedynie kolejnym głosem w debacie na temat tego, co z życiem człowieka robią narkotyki, czy też nawet szerzej - nałogi. Nie pokazuje tylko ich destrukcyjnej siły. Choć trzeba przyznać, że sposób w jaki autor ukazuje wpływ narkotyków na ludzki organizm i na ludzką psychikę jest niezwykły. Pełen wyrazistości, uderza w widza z olbrzymią mocą, dzięki czemu może wręcz namacalnie odczuć zarówno radość/przyjemność płynącą z zażywania środków zmieniających świadomość, jak i ciągły głód towarzyszący nałogowi. Szybkie, intensywne sceny genialnie pokazują gwałtowność zmian nastroju u osób zażywających narkotyki. Reżyser doskonale przedstawia prawdę o człowieku, o jego słabościach, o jego egoiźmie ale także zwraca uwagę na fakt, że każdy pragnie być szczęśliwym, kochanym, chce być komuś potrzebny. "Requiem dla snu" to film o przeraźliwej samotności i ogromnej potrzebie akceptacji. Na tym nie koniec, bo w filmie Aronofsky wytyka także pułapki konsumpcjonizmu, rozprawia sie z mitem amerykańskiego snu, gdzie marzenia stają się rzeczywistością, a każdy morze zrobić karierę w stylu od żebraka do milionera. Jednak reżyser nie moralizuje w swoim dziele, nie daje odbiorcy rozwiązań, nie potępia, on obserwuje i swoimi spostrzeżeniami dzieli się z nami, widzami.

"Requiem dla snu" to mocny, smutny film. Przedstawia człowieka prawdziwego aż do bólu, Istotę nieidealną, pogubioną, goniącą za ułudami wyidealizowanego przez media świata. Żaden bohater nie jest przerysowany, jest taki, jak my, nasi znajomi, sąsiedzi. Bardzo szybko w trakcie oglądania filmu zapominam, że oglądam coś wymyślonego przez kogoś, że Harry, czy Sara to jedynie świetnie odegrane postaci, że to tylko film.. Trudno jest mi pisać o tym obrazie, ponieważ każda próba ujęcia w słowa emocji, jakie towarzyszą mi po jego seansie, jest niemożliwa. Słowa wydają się zbyt błahe, mało dokładne, by wyrazić uczucia. Sceny w "Requiem dla snu" przytłaczają. Z każdą minutą opowiadanej historii coraz wyraźniej dostrzegamy dojmującą i przerażającą pustkę w życiu każdej z postaci.

Zakończenie filmu wbija w fotel. O, ludzie! Myślałam, że jestem gotowa na wszystko po wcześniejszych kilkudziesięciu minutach, a okazało się, że jednak nie. W jakiś niezwykły sposób Aronofky`emy udało się w końcowych scenach zawrzeć równocześnie wyciszenie i szaleństwo emocji, ukojenie i obłęd, koniec i ponowne narodziny... 

Każdemu, kto nie boi się trudnych filmów, polecam "Requiem dla snu" także ze względu na wspaniałą grę aktorską. To właśnie aktorzy tacy, jak Ellen Burstyn, czy Jared Leto, sprawiają, że obraz Aronofksy`ego jest tak realistyczny, tak mocno zapada w pamięć, że chce się do "Requiem dla snu" wracać. Szczególnie Burstyn jest ogromnie przekonująca, oglądając jak grana przez nią postać popada w szaleństwo, widz zadaje sobie pytania: czy aby aktorka nie ucierpiała na planie tego filmu, czy może Burstyn sama zetknęła się z problemami, z jakimi boryka się jej postać?


"Człowiek jest w życiu tak bardzo samotny, że zadaje sobie pytanie, czy samotność agonii nie jest symbolem ludzkiej egzystencji." (Emil Cioran, "Na szczytach rozpaczy")

28 komentarzy:

  1. Pamiętam, że kiedyś koleżanka polecała mi ten film. A ja całkowicie o nim zapomniałam. Dzięki za przypomnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że film może Ci się spodobać, więc koniecznie go obejrzyj :)

      Usuń
  2. Pamiętam to uczucie po obejrzeniu, bardzo zbliżone do Twoich odczuć !
    Za każdym razem jak to oglądam skupiam się na innej postaci.
    Film jest niesamowicie mocny i nie da się go zapomnieć !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jeden z tych filmów, który mocno zapada w pamięci.

      Usuń
  3. ja go jeszcze nie widziałam i jakoś boję się oglądać, ale muzykę uwielbiam;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marto obejrzyj koniecznie choć to trudny film :)

      Usuń
  4. Film wstrząsający. Książka zresztą także. Sama często wracam do ścieżki dźwiękowej, która jest poruszająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M. masz rację. To niezwykłe ale wszystko, co związane z filmem i książkę jest niezwykle poruszające.

      Usuń
  5. Muszę w końcu obejrzeć, już dawno miałam w planach, nie wiem czemu tak odkładam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. alicjamagdalena, może to zwykły brak czasu i natłok obowiązków? :) Ale jak znajdziesz chwilę to koniecznie obejrzyj.

      Usuń
  6. Jeden z moich ulubionych reżyserów i jedyny film, którego nie widziałem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sebastian, fakt, Aronofsky to niezwykle utalentowany reżyser. Ciekawa jestem jak by Ci się w takim razie spodobało "Requiem dla snu".

      Usuń
  7. Oglądałam ten film, ale to było kilka lat temu. Chyba będę musiała go zobaczyć jeszcze raz. I coś czuję, że tym razem odbiorę go całkowicie inaczej niż za pierwszym razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdalinne, ja za każdym razem oglądając ten film odkrywam coś nowego.

      Usuń
  8. Ten film wstrząsną mną bardziej niż Lśnienie czy Dziecko Rosemary... Chyba po raz pierwszy zapomniałam języka "w gębie"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zielonomi, tak to jest tego typu film, że człowiek zamiera... Sądzę, że duże znaczenia ma też tu montaż scen, który dla mnie jest mistrzowski!

      Usuń
  9. Widziałam jakiś czas temu. Do tej pory pamiętam to nieopisane wrażenie, jakie na mnie wywarł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga CM ja nawet teraz wspominając film, mam ciarki...

      Usuń
  10. Nic dodać, i nic ująć Dysiu. Wiesz, że ja jestem dozgonna fanką tego filmu... Oglądam go ponownie przynajmniej raz w danym roku. Uwielbiam obraz, aktorów, fabułę, muzykę - wszystko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Ewo, wiem, że i Ty uważasz "Requiem dla snu" za film wybitny:)

      Usuń
  11. Genialny film, a muzyka z niego, to mistrzostwo świata!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że wszystkim, którzy go oglądali spodobał się ten film, także i Tobie Basiu! :)

      Usuń
  12. Widziałam ten film kilka lat temu, ale niewiele z niego pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie przypomnij go sobie, bo sądzę, że warto.

      Usuń
  13. Bardzo mnie poruszył ten film. Uważam, że jest świetny, podobnie jak ścieżka dźwiękowa, której swego czasu słuchałam nałogowo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam Ci się Marto, że ja zanim ostatnio sięgnęłam po raz kolejny po ten film, to właśnie wciąż i wciąż sluchałam ścieżki dźwiękowej z tego obrazu ☺

      Usuń
  14. Jeden z lepszych i bardziej mięsistych filmów jakie miałam okazję oglądać. Uważam, że są takie filmy, które powinien obejrzeć każdy. To jeden z nich,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, stąd ja wciąż do niego wracam .

      Usuń