"Wiosna życia" Artur Kosiorowski

Tytuł: "Wiosna życia"
Autor:  Artur Kosiorowski
Wydawnictwo:  Sowa/Self Publishing
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 94

Któż z nas będąc młodym człowiekiem, dojrzewając i dorastając, nie szukał swojej drogi w życiu, nie szukał sam siebie? Zazwyczaj czyniliśmy to w sposób chaotyczny, bardziej intuicyjnie niż w sposób zaplanowany, czując gdzieś podskórnie, że zasady, które są nam narzucane (także przez rówieśników) godzą w naszą indywidualność, w nasze pojmowanie świata. Zadawaliśmy pytania i sami na nie odpowiadaliśmy. Szukaliśmy odpowiedzi na te jeszcze niewyartykułowane zagadnienia. Błądziliśmy, potykaliśmy się, eksperymentowaliśmy - ze swoim wyglądem, ze swoim światopoglądem, ze swoim życiem. Niektórzy z nas odczuli te poszukiwania bardzo boleśnie. A ich echo towarzyszy nam do dziś. 

"Do środków zmieniających świadomość zawsze miałem słabość. Zaczęło się tradycyjnie od papierosów i alkoholu, gdzieś w siódmej klasie podstawówki, a potem to już poszło jak z płatka." [str. 11-12] 
 
Właśnie o tym jest książka Artur Kosiorowskiego. O poszukiwaniu. Głównych bohater "Wiosny życia", Artur, jak wielu innych nastolatków przed nim, zetknął się ze środkami zmieniającymi świadomość. Już na początku swojej wędrówki przez życie, tej bardziej świadomej, kiedy otaczający świat już nie tylko zachwyca i zadziwia, ale i przeraża, młody chłopak wie, jak smakuje alkohol, papierosy, marihuana, amfetamina etc. To ucieka od nich, próbuje się wyrwać, to wraca. Ta niewielka objętościowo książka jest zapisem obserwacji samego siebie, które prowadził bohater. Z wielu zdań zawartych w "Wiośnie życia" jasno wynika, że Artur zauważał zmarnowane okazje, zaprzepaszczone szanse na lepszą przyszłość (i nie mam tu na myśli od razu świetnie płatnej pracy, lecz po prostu dzień jutrzejszy bez krępujących go uzależnień), popsute relacje z ludźmi oraz powierzchowność życia, jakie prowadził. A mimo to brnął dalej. Chciał być wolny, a stał się niewolnikiem, więźniem. Religia ku której się zwraca, również staje się jego przekleństwem. Mistycyzm, w którym upatrywał wybawienia, staje się jego pułapką. Nawet miłość, to jedno z największych ludzkich uczuć, nie jest w stanie go oswobodzić, lecz tylko spycha coraz  głębiej w otchłań obłędu. (Bohater oprócz tego, że był uzależniony, chorował także na depresję oraz schizofrenię paranoidalną.) Co ciekawe, wygląda na to, by przez te wszystkie lata włóczęgi, najpierw po rodzinnych Pabianicach, a później nawet po Polsce, Artur nie napotkał na swojej drodze nikogo, kto byłby w stanie mu pomóc. Możliwe, że sam musiał dojrzeć do tej pomocy, bo inaczej nie byłby w stanie jej dostrzec i z niej skorzystać. Jakkolwiek było, bohater został sam na pastwę swoich uzależnień i lęków.

Przyznam się, że mam mieszane uczucia odnośnie "Wiosny życia". Książka porusza istotny problem uzależnień, w jakie wpadają młodzi ludzie. Przedstawia relację osoby, która sama przez lata zmagała się z tymi dmeonami. Dla mnie jest ewidentną przestrogą przed sięganiem po środki zmieniające świadomość, które wypełniają życie bohatera lękami, pustką, samotność, ciągłym głodem.  Jednak sposób w jaki jest napisana, w formie luźnej opowieści głównego bohatera, która kojarzy mi się z opowieściami w jakich brałam udział jako nastolatka na imprezach, wydaje mi się zbyt lekkim. To opowieść typu: "Stary pamiętasz, jak wtedy mieliśmy jazdę po maryśce i ... (tu wstaw dowolna szalona przygodę)". Według mnie, szczególnie dla młodych ludzi, może być historią zachęcającą do sięgnięcia po narkotyki. Obawiam się, że oni mogą odczytać książkę jako zapis jednej wielkiej imprezy, gdzie wszystko jest łatwe i przyjemne i nie ma żadnych zmartwień. Sądzę, że przydaoby się dodać do "wiosny życia" kilkanaście, może kilkadziesiąt stron, traktujących o odwykach przez które bohater przechodził, o jego pobycie w szpital. Ta niełatwa zapewne droga uświadomiłaby dobitniej każdemu czytelnikowi, jak złudnym jest świat na haju, że środki zmieniające świadomość nie są rozwiązaniem żadnych problemów. To tylko ułuda, okłamywanie samego siebie. Prosty, potoczny, chaotyczny język "Wiosny życia" pozwala odczuć czytelnikowi, że tu nic nie jest wymyślone pod publikę, nic nie jest ubarwione, Artur naprawdę to wszystko przeżył. Tylko mnie te potoczność i chaotyczność czasami męczyły. Przeszkadzało mi ciągłe powtarzanie się tych samych słów, w szczególności "albowiem" i "ażeby" wydawały się być ulubionymi wyrazami autora, które w dodatku nijak nie pasowały mi do języka książki. Zachęcam mimo to do sięgnięcia po tą niewielką książeczkę, bo jest ona istotnym zapisem zmian (na gorsze) jakie zachodzą w człowieku, który pozwolił, by narkotyki przejęły kontrolę na jego życiem.

Książką Artura Kosiorowskiego wywołała we mnie wiele wspomnień. Sama zaledwie otarłam się o uzależnienia, za to przez narkotyki pożegnało się z życiem kilku moich znajomych. A było nam tak dobrze, tak radośnie, wesoło. Tylko ja potrafiłam powiedzieć stop, oni - nie. Ja dalej cieszyłam się życiem, oni - coraz częściej zapominali, co to radość. Ja ruszyłam do przodu, wszystko mnie ciekawiło, dalej szukałam, oni - utknęli w narkotykach. I ostatecznie, to właśnie one przekreśliły ich szanse na odnalezienie samego siebie, przecinając nic życia w "Wiośnie życia". Czy żałuję tego, co przeżyłam jako nastolatka? Nie! To wszystko mnie ukształtowało. Cieszę się jednak, że moja droga ku samej sobie nie była tak wyboista i bolesna, jak tytułowego Artura.

*** 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi :)
Zajrzyjcie koniecznie na fanpage książki na Facebooku - KLIK.
***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Wiosna życia" Artur Kosiorowski
Reakcje:

26 komentarzy:

  1. Takie życiowe historie są najlepsze moim zdaniem. Z chęcią bym zajrzała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest w nich prawda, której nie da się podrobić.

      Usuń
    2. I ja również, dla tej prawdy, z chęcią bym do niej zajrzała.

      Usuń
    3. Czyli jak będziesz miała okazję to sięgnij.

      Usuń
  2. Kontrowersyjna lektura, ale zaciekawiłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe,co byś o niej pomyślała po jej przeczytaniu? :)

      Usuń
  3. Oj, to nie dobrze, jeśli młodych ludzi książka mogłaby zachęcić do sięgania po zakazane używki... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, może to tylko moje odczucie? Szczerze, to mam nadzieję, że tak właśnie jest. Ale obawiam się, po tym co słyszę, czytam i widzę, że dla wielu nastolatków używki mogłyby się wydać po tej książce bardziej interesujące. Wszak młodym często brakuje rozwagi i dlatego sięgają po to, co nie tylko zakazane ale i niebezpieczne.

      Usuń
    2. I to jest strasznie smutne :( Czasami mam wrażenie, że nie rozumiem swoich rówieśników... Nie mówię tutaj o narkotykach (chociaż marihuna się tu zalicza), ale o piciu alkoholu, częstych balangach, nieumiejętności powiedzenia "stop"... Zastanawiam się, czy faktycznie jest im tak super i mają "fazę". Ja tego kompletnie nie rozumiem i czasami czuję się, jak "stara baba"...

      Usuń
    3. Nie martw się Kasiu, ja też często czułam się jak "stara baba", a choć szaloną młodość mam już za sobą, ja nadal czuję się młodo :) Nie byłam święta, zdarzało mi się sięgać po różne używki, ale nie potrafiłam katować swojego organizmu, kiedy zaczął się buntować i też spotykałam się z niezrozumieniem, bo przecież zabawa bez wspomagaczy to nie zabawa.

      Usuń
    4. Teraz tez napisałam, jak "stara baba" :P
      Ale przyszło mi jeszcze do głowy, co zauważyliśmy ze niektórymi znajomymi, że wśród Polaków (nie wiem, jak jest wśród innych narodowości) jest przymus picia alkoholu, bo inaczej to nie ma dobrej imprezy. I to mnie nieodmiennie zaskakuje.

      Usuń
    5. ja się tak Kasiu całe liceum i studia czułam... imprezy jak najbardziej, ale z rozwagą i "zabezpieczając się" przed niebezpieczeństwami. No i dla mnie papierosy i narkotyki nigdy nie istniały i nawet nie mam zamiaru poświęcać im sekundy.

      Usuń
    6. To ja jednak coś tam więcej liznęłam ;)

      Usuń
    7. Tak! Zgadzam się...W polskiej społeczności obowiązuje nieoficjalny przymus picia przy okazji każdej imprezy - czy większej, czy nawet głupiego grilla...Nie zapomnę jak zapytałam pewną bliska mi osobę, dlaczego popija (nie robi tego nałogowo). Odpowiedziała: "Bo jestem Polakiem". Cholernie mnie te słowa zabolały, bo to nie wygląda dobrze. Oczywiście nie generalizuje tu, bo nie każdy Polak ma ciągoty do alkoholu, ale...tych którzy nie wyobrażają sobie życia bez niego niestety nie brakuje.

      Usuń
    8. Oczywiście, że nie dotyczy to każdego Polaka, ale jednak coś w tym jest, skoro Ty także spotkałaś się z takim podejściem do picia alkoholu.

      Usuń
  4. Koniecznie muszę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chętnie przeczytam Twoja recenzję :)

      Usuń
  5. Przyznam, że zarówno o autorze jak i o wydawnictwie słyszę po raz pierwszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także wraz z tą książką usłyszałam po raz pierwszy o autorze. A wydawnictwo Sowa z tego, co wiem reklamuje się hasłem "Druk na życzenie" i m.in. można za ich pośrednictwem wydać swoja książkę.

      Usuń
  6. Dysiu bardzo fajne podejście do tematu po przez książkę! Ja osobiście lubię złe wzorce w książkach, ale musi być także w niej potępiane i powinny być ukazane wszelakie konsekwencje! Może braków o których piszesz nie ma w tej książce bo inaczej patrzysz na ten problem...w każdym razie bardzo inspirujący post i Twoje zdanie na temat problemu...<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci pięknie za tak miłe słowa :)
      Zawsze gdy piszę o jakiejś książce patrzę na nią chcąc nie chcąc przez pryzmat swoich doświadczeń, choćby były niewielkie. Do tego każdy jest inny i w nieco inny sposób odbiera świat, a więc i książki :) Możliwe też, że ta książka to wstęp do dalszego ciągu opowiedzianej w niej historii.

      Usuń
  7. Z chęcią bym przeczytała akurat teraz - ze względu na tematykę i objętość (brak czasu).Zgadzam się z Tobą w tej kwestii, że takie opisy o jakich pisałaś mogą być zachętą do sięgniecia po narkotyki. Widzę po sobie jak reaguję na takie rzeczy. Jedyne co mnie powstrzymuje to brak odpowiednich kontaktów - jakos nigdy nie trzymałam z towarzystwem mogącym "więcej". ;D Trochę przerażajacy jest taki brak samokontroli, pomimo znajomosci (tragicznych) skutków. Szkoda, ze autor nie zawarł opisu pobytu w ośrodkach - tu też sie zgadzam z Tobą. Nie wiem co prawda, czy to mogłoby powstrzymać potencjalnych "chętnych", ale na pewno by nie zaszkodziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że będzie ciąg dalszy i tam będzie bardziej "hardcorowo". Ciekawe, czy inni też tak odebraliby tą książkę?

      Usuń
  8. Zainteresowałaś mnie. Nie słyszałam o tym tytule. Szkoda, że nie sposób odkryć wszystkich ciekawych książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanna niestety tak to już bywa z książkami. Ja często żałuję, że o jakiejś nie słyszałam albo, że dowiaduję się naraz o kilkunastu czy kilkudziesięciu, po które bardzo chciałabym sięgnąć.

      Usuń
    2. Dokładnie. A potem chaos w głowie, gdy przychodzi wybrać jedną.

      Usuń