"Córka Dymu i Kości" Laini Taylor

Tytuł: "Córka Dymu i Kości"
Autor:  Laini Taylor
Seria: Córka dymu i kości, tom 1
Oryginalny tytuł: "Daughter of Smoke and Bone"
Tłumaczenie: Julia Wolin
Wydawnictwo:  Amber
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 360

Sporo czasu minęło odkąd "Córka Dymu i Kości" zagościła w moim domu dzięki wygranej w konkursie na blogu My Books i gdzie przeleżała na półce, czekając aż po nią sięgnę, długie 5 miesięcy. Jakoś nie miałam na nią czasu. Aż do teraz.

Plątaniną praskich uliczek podąża młoda niebieskowłosa dziewczyna z nieodłącznym szkicownikiem pod pachą. Żyje w dwóch różnych światach, dwoma odmiennymi życiami. Za dnia jest zwykłą uczennicą liceum plastycznego (zazwyczaj), a nocą (no, dobra, z tą nocą to przesadziłam ;)) zmienia się w posłańca, który udaje się przez magiczne drzwi w najodleglejsze zakątki świata by od wskazanych przez Dealera Marzeń szemranych kontrahentów odebrać ... zęby. Małe, duże, zwierzęce, ludzkie. W tym samym czasie na całym świecie na dziesiątkach drzwi pojawiają się tajemnicze wypalone odciski dłoni. I tylko ona wie, czym są te drzwi. Zna ich tajemnicę. Poznaje też jednego z tych, którzy odpowiedzialni są za owe zagadkowe znaki. I nie jest to przyjemne spotkanie. Pozostają jej po nim trzy rany cięte i wspomnienie przeszywających ognistych oczu. Nie dość, że dziewczyna ma poplątane życie (jak to bywa z nastolatkami, przeżywa swoje pierwsze rozterki miłosne), to dodatkowo nie wie kim tak naprawdę jest. Nie zna swoich rodziców. Nie ma rodziny. A przynajmniej tej zwyczajnej, ludzkiej. Czy w takim razie w ogóle jest człowiekiem? A teraz jeszcze jakiś anioł nastaje na jej życie, a magiczne drzwi zostały zamknięte na głucho. Poznajcie Karou.

"(...) była tajemnicza. Nie miała rodziny, nigdy nie opowiadała o sobie i osiągnęła mistrzostwo w unikaniu odpowiedzi na pytania (...) Potrafiła zaskakiwać w nieskończoność. Kieszenie zawsze miała pełne ciekawych drobiazgów; starożytnych brązowych monet, zębów, tygrysków z jadeitu (...) wyszło na jaw, że płynnie mówi w języku joruba. (...) Nie można jej było wystraszyć, no i jeszcze te blizny na brzuchu: trzy lśniące plamki, które mogły zostać tylko po postrzale z broni palnej." [26-27]

Historia wytatuowanej, osieroconej siedemnastolatki imieniem Karou wmieszanej w starożytną wojnę między aniołami i demonami brzmiała dla mnie całkiem interesująco. Tym bardziej byłam nią zaciekawiona, że internet aż huczy od pozytywnych opinii na jej temat (zachwycali się nią nie tylko blogerzy oraz czytelnicy, ale i redaktorzy/recenzenci takich gazet jak New York Times, Guardian, Los Angeles Times, Wall Street Journal i in.). Troszkę mnie to przerażało (obawiałam się kolejnego bestsellera), ale i jako, że przekorna ze mnie dusza, przyciągało; chciałam sama zweryfikować te wyjątkowość, bogactwo, liryzm i piękno wykreowanego przez Taylor świata. Po tych wszystkich wypowiedziach pełnych zachwytu spodziewałam się bardzo dobrej lektury. Myślałam sobie, że może i w zachwyt nie wpadnę, nie zakocham się w tej książce, ale jej lektura sprawi mi dużo przyjemności. Cóż ... Swoją wypowiedzią narażę się trochę fanom.

Na szczęście (dla mnie) Karou nie jest kolejną płochliwą i nieśmiałą nastolatką, która zakochuje się w największym przystojniaku książki i nic tylko rumieni się pod jego spojrzeniem i wzdycha. Trochę taki chwil jest w "Córce Dymu i Kości", ale na tyle mało, że człowiek mający więcej niż naście lat przetrwa te strony. Co dla mnie dziwne ta niemoc dotyka główną bohaterkę w drugiej połowie książki, gdzie już wie ona co nie co o sobie, a czytelnik wie, że twarda z niej sztuka i nie da się rozstawiać po kątach. (I ta twardość mi się podoba.) Trochę mi to nie pasowało. Jak już wspominałam Karou prowadzi podwójne życie, o czym nie wie nikt z gromadki jej znajomych z ziemskiego padołu. Aż tu nagle: trach! Dziewczyna wyjawia prawdę o sobie i o tym, co się wokół dzieje swojej najlepszej przyjaciółce Zuzanie. Świetlisty anioł z dwoma mieczami walczący z niebieskowłosą w powietrzu zwraca uwagę i nie da się tego zajścia nie zauważyć, więc trzeba to skomentować. Karou wybiera rozmowę. Mazgajowatą, drętwą, sztuczną. Według mnie nie w stylu bohaterki. A Zuzana jak gdyby nic wierzy jej od pierwszego słowa. Ba! Ona będzie jej pomagać, doradza jej i jest zachwycona Akivą (aniołem)! I wszyscy troje piją sobie herbatkę jak gdyby nigdy nic. Ilu z Was by tak postąpiło? W dodatku sposób w jaki Taylor opisuje to zdarzenie jest bardzo nieprzekonujący. Męczyło mnie też ciągłe podkreślanie przez pisarkę, najpierw, jaka to piękna jest Karou, a później - jacy to piękni są oni - Karou i Akiva. Idealni, zapierający dech w piersi i już wiadomo, stworzeni dla siebie. Nie przeszkadza mi zewnętrzne piękno bohaterów, o ile nie gra ono pierwszych skrzypiec w książce i nie przytłacza reszty fabuły. Im częściej Taylor pisała o wyjątkowej urodzie swoich bohaterów tym częściej nazywałam ich pieszczotliwe w myślach "moje śliczności-słodkości";) Pewnie też między innymi z powodu skupienia się pisarki na pięknie zewnętrznym bohaterów zupełnie nie przemówiła do mnie historia miłosna mająca miejsce w książce. Nie poruszyła mnie. Niby taka wielka, taka wyjątkowa, silniejsza niż śmierć i nienawiść, a ja odniosłam wrażenie, że najnormalniej w świecie chodzi tylko o seks :D Sposób w jaki autorka opisywała to uczucie sprawił, że dla mnie było ono co najwyżej zauroczeniem i/lub fascynacją erotyczną. Nie było głębi. Czegoś w niej zabrakło by była przekonująca. A szkoda ... bo pomysł na historię miłośną jest ciekawy.

Poziom fabuły "Córki Dymu i Kości" jest nierówny. Zupełnie jakby pisarka nie mogła się zdecydować, jaka ma być Karou. Czasami akcja jest wciągająca, tajemnica snuje się w zdaniach i nęci czytelnika, by zajrzał na kolejną stronę, a zaraz potem czar pryska. Niestety czytając tą powieść nudziłam się momentami i odkładałam ją na bok. (A miała być taka wciągająca.) Większość tajemnic jakie kryje w sobie historia Karou nie jest szczególnie trudna do odgadnięcia. Dodatkowo pisarka robi czasami coś zupełnie dla mnie niezrozumiałego. Chcąc chyba spotęgować tajemniczość, zmylić tropy domyślnemu czytelnikowi, zbudować napięcie, robi coś zupełnie odwrotnego! Nie mam pojęcia czemu i jak to robi, ale za każdym razem idealnie utwierdzała mnie w moich przeczuciach co do dalszego ciągu.

Pisarka stworzyła nietuzinkową postać młodocianą, inną niż te zazwyczaj występujące w książkach dla tej starszej młodzieży. Karou nie tylko jest inna ze względu na to, gdzie i przez kogo została wychowana oraz kim tak naprawdę jest. Dziewczyna jest inna, ponieważ w odróżnieniu od większości nastoletnich bohaterek, tudzież od bohaterek książek popularnego ostatnio bardzo nurtu YA (Young-adult fiction), jest inteligentna, pewna siebie, wygadana, zaradna, nie boi się o siebie walczyć, nie potrzebuje silnych męskich ramion, by być kobietą (choć ma chwile słabości). Nie jest wydelikacona, zahukana, rozmemłana, "niewinna jak wonna lilia". Nie wypatruje księcia na białym koniu ani nie wypłakuje sobie oczu z powodu zawodu miłosnego. Nie gra omdlewającej dziewicy, czekającej na tego jedynego. Ma inne cele w życiu i priorytety niż te w stylu "znaleźć chłopaka, który się mną zaopiekuje". "Córka Dymu i Kości" to również mnogość nadprzyrodzonych istot, pięknie opisanych, z detalami i dużą dozą wyobraźni. Fascynują. Tutaj pisarka się postarała i widać, że stara się stworzyć mitologię wykreowanego przez siebie świata, co idzie jej całkiem dobrze.

Muszę też przyznać, że Laini Taylor rzeczywiście potrafi dobrze i ładnie pisać. Język jakiego używa w książce często jest baśniowo hipnotyczny. Nie stara się na siłę być młodzieżowa czy pseudo-młodzieżowa i na szczęście nie używa slangu.  Tka całkiem przyjemne iluzje słowne, które przenoszą czytelnika a to do Pragi, a to do Maroka, a to do ciemnego, pełnego kurzu sklepiku Dealera Marzeń albo do krypt w twierdzy, czy na pole walki tuż po bitwie. Niestety bywają od tego odstępstwa, które są niczym nieprzyjemny zgrzyt wywołujący ból zębów i zamęt w głowie.

"Życzenia są nieprawdziwe. Nadzieja jest prawdziwa. Jest jedyną prawdziwa magią". [143]

A więc i ja mam nadzieję, że kolejna część bardziej przypadnie mi do gustu, że pisarka wykorzysta potencjał drzemiący w wymyślonej przez nią historii. Oby zakończenie z przytupem, w stylu Karou, którą lubię, zwiastowało lepszą lekturę. Bo choć czuję się rozczarowana "Córką Dymu i Kości" i spodziewałam się po niej więcej, to nie mogę napisać, że jest zła. Jest dobra. Tylko dobra. I liczę na więcej.


PS. Jeśli ktoś z Was może mi polecić godną przeczytania książkę o aniołach lub po prostu z aniołami w tle, to proszę, piszcie o nich w komentarzach. Gatunek literacki nie gra roli, bo mam  słabość do skrzydlatych ;) I tak w mojej biblioteczce są anioły Kossakowskiej razem z aniołami z ikonostasu:)


* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Córka Dymu i Kości" Laini Taylor


36 komentarzy:

  1. Mnie jakoś ta książka nie przekonała:/ Polecam Serię Upadli i powiem, że mnie zachwyciła. Mam na półce serię Szeptem, ale jeszcze po nią nie sięgnęłam. Słyszałam natomiast, że jest godna polecenia. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli, że nie tylko ja się nią nie zachwyciłam :)
      Przyjrzę się seriom, o których napisałaś.

      Usuń
  2. Czytałam tę książkę dawno temu, ale do teraz pamiętam jak mnie urzekła. Szczególnie tajemnicza, główna bohaterka. Bardzo się z nią utożsamiałam. Wszystko mnie w tej dziewczynie fascynowało- od koloru włosów, po imię, rysunkowych znajomych no i przede wszystkim historię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, ja niestety nie odnalazłam tam tego, co Ty, ale przecież nie możemy być tacy sami :)

      Usuń
  3. Ta książka w ogóle mnie do siebie nie przekonuje. Nie chcę się nudzić podczas czytania, a i sama kreacja bohaterki też mi się nie podoba.
    Hmm, jeśli chodzi o tematykę aniołów to ja jestem zauroczona książką "Zawsze przy mnie stój", recenzję możesz znaleźć na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie lubię się nudzić podczas lektury :)
      Dziękuję za polecenie książki :) Z opisy na Lubimy Czytać zapowiada się wspaniała lektura!

      Usuń
  4. Żeby naprawdę się zainteresować, musiałabym zakończyć czytanie na pierwszych akapitach. Dalsza część Twojej opinii podpowiada mi, że i ja znajdę w tej książce wiele wad. Nierówna fabuła i niekonsekwencja na szali z dobrym piórem? Ciężka decyzja. Być może kiedyś do niej zajrzę, bo historia zdaje się ciekawa, ale na pewno spotkanie to nie nastąpi w najbliższym czasie.

    Strasznie żałuję, że nie mogę polecić Ci niczego z aniołami. Ze smutkiem zdałam sobie sprawę, że naprawdę rzadko mam styczność z tymi postaciami w tekstach, które czytam. Jedyne dwa to chyba "Tam gdzie spadają Anioły" i "Angelfall" (którego - jak wiesz - nie polecam. :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że gdybym i ja natrafiła na tego typu opinie, jaką sama napisała o wiele dłużej zastanawiałabym się nad sięgnięciem po tą książkę.

      Terakowską chcę przeczytać :) I, tak, wiem, że "Angelfall" nie polecasz :)))

      Usuń
  5. Nie jestem jakoś przekonana. Sama bohaterka nie wzbudziła we mnie sympatii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie będę Cie przekonywała, bo uważam, że nie warto.

      Usuń
  6. Dealer Marzeń - chcę go poznać! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ta nazwa też przypadła do gustu :)

      Usuń
  7. Dysiu kwietniowe recenzje dodajesz do podsumowania marcowego:
    http://basiapelc.blogspot.com/2014/04/podsumowanie-marca-wyzwanie-czytam.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Basiu :) Widzisz, czyli jednak nie do końca zrozumiałam.

      Usuń
  8. polecane: Skrzydlak, Anioł z NK, ale to zupełnie inna literatura niż ta, którą tworzy Kossakowska :) dość przyjemna jest również taka mała, niebieska seria z Dolnośląskiego. Zaś co do recenzowanej pozycji, to mnie się ona całkiem podobała - wciągała, była oryginalna i czytało się ciekawie, a niczego więcej od literatury rozrywkowej nie wymagam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za polecone książki :)
      Zapewniam, że ja tez od literatury rozrywkowej nie wymagam wzniosłych przesłań :) ale jakoś tak za bardzo i za wiele rzeczy mi tu przeszkadzało.

      Usuń
  9. Ja fanką paranormal romance nie jestem, ale akurat "Córka dymu i kości" należy do moich ulubionych w ogóle. Muszę jednak przyznać, że część twoich stwierdzeń jest prawdziwa, ale podczas czytania nie czuje się żadnych z powyżej wypisanych wad. A druga część jest jeszcze lepsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marre S, niestety mnie one przeszkadzały. Były jak uwierający but, niby iść można, ale jakoś tak niewygodnie ;) Pociesza mnie jednak Twoje stwierdzenie, że druga jest lepsza, bo naprawdę mam zamiar po nią sięgnąć :) Autorka ma całkiem interesujący pomysł na fabułę.

      Usuń
  10. Ja o tej książce czytałam same średnie/złe opinie, ale mimo to przeczytałabym ją:) Jeśli chodzi o anioły czytałam tylko Upadłych Lauren Kate i była to najgorsza książka mojego życia (Oli bez obrazy:*) :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę! A ja tylko na same bardzo dobre opinie trafiałam. Beti G. pewnie, że po nią sięgnij, będziesz mogła sobie sama wyrobić o niej zdanie. Ja się trochę Upadłych obawiam. Boję się, że znowu będę czepialska ;)

      Usuń
  11. Bardzo dobra i wnikliwa recenzja!

    Pozdrawiam,
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Aż sobie raz jeszcze przeczytałam moją opinię.

      Usuń
  12. Edyta Ty juz piszesz jak rasowy recenzent ! uwielbiam Cię czytać ! nadawałabyś się na okładki !
    W sumie tematyka jak dla mnie, ale widzę, że opinie są podzielone !
    Zapiszę tytuł i zobaczymy czy do mnie przemówi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement! :) Zarumieniłam się. A na okładki się nie nadawałabym, bo za długo piszę ;)
      A zapisz sobie i jak przeczytasz napisz, co o niej sądzisz.

      Usuń
  13. Kurcze w sumie sam opis trochę kusi, choć zobaczywszy, że młoda przychodzi po zęby, od razu pomyślałam - o wróżka zębuszka ;)
    ale to wdychanie mnie odrzuca ;/
    Powiedziałabym Ci o Angelfall, o którym wiesz, a który niestety jest taki zepsuty :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie sam opis wydał mi się kuszący. Świetne skojarzenie są to wróżką zębuszką :))) I nawet coś w tym skojarzeniu jest.
      Właśnie jakiś czas temu bardzo chciałam przeczytać "Angelfall", bo opis ma wręcz genialny. Ale poczytałam tu i tam o pierwszej części i jakoś ta ochota mi przeszła.

      Usuń
    2. Szkoda, że tyle w zasadzie wręcz genialnych pomysłów rozbija się o stopień 'pod publiczkę' :(

      Usuń
    3. Bardzo. Tyle ciekawych pomysłów zmarnowanych.

      Usuń
  14. cieszę się , że główna bohaterka nie jest głupiutką i bezbronną nastolatką, ale ta nierówność znowu zniechęca...myślę, że przeczytam ją jeśli trafię na te pozycję w bibliotece;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie przeszkadzała, ale widzisz, jest wielu czytelników, którzy nie odnieśli takiego wrażenia :) Drugiej części też nie będę szukała na siłę, ale gdy na nią trafię z pewnością przeczytam :)

      Usuń
  15. Też niedawno ją przeczytałam, jednak nie stawiałam jej zbyt wysokich wymagań a szukałam po prostu jakiejś luźnej odmiany od maturalnych podręczników ;) I w takiej roli sprawdziła się świetnie. Obawiam się o swój obiektywizm, chyba za mało ostatnio czytuję.
    Niemniej jednak zgadzam się z Twoją recenzją, jest w niej wiele prawdy. A co do dobrych książek - poleciłabym coś, acz niestety ostatnio moje przygody z literaturą to jedno wielkie pasmo rozczarowań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście też nie stawiałam jej zbyt wygórowanych wymagań, bo wtedy moje rozczarowanie byłoby większe. Ale i tak mała zadra była.
      Oj, to przykro mi, że tak źle trafiasz z książkami. Czasami bywają takie okresy. Życzę Ci w takim razie lepszych lektur :)

      Usuń
  16. Ja jestem w trakcie czytania, a że mi tam trochę spoilerowałaś, to pominęłam te fragmenty ;) Ogólnie mi się na razie podoba, oryginalny pomysł, bohaterka z pazurem, dobre pióro. Ale jeszcze wszystko może się zdarzyć :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak, pomysł na fabułę pisarka miała rzeczywiście ciekawy :)
      Przyjemnej lektury Ci życzę :)

      Usuń
  17. Po pierwsze - zazdroszczę Ci Kossakowskiej palącym ogniem piekielnym - juz dawno temu pisałam o niej u siebie, poleciłaś mi jej męża, ale ja dalej czekam na zakup serii "Anielskie zastępu". Ale jakos pieniadze się mnie nie trzymają. *sigh... studenckie problemy*


    A po drugie - Boze, Edytko jak Tobie trudno dogodzić. Każdy normalny człowiek po stoczonej z aniołem walce siada i pije z nim herbatę. No a Ty co robisz? Idziecie na piwo? ;D Nie rozumiem co tu może dziwić. Heheheheehe :D

    Fajny pomysł, zęby spoczko (a propo zębów - oglądałaś film 'Darkness falls"? Uroczy.), ale "Gone" i "Talizman" mnie na moment skutecznie zniechęciły do literatury dla tinejdżersów. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uda Ci się skompletować Kossakowską, nie martw się :) Ja już studentką nie jestem, ale i tak wciąż mam za mało pieniędzy na książki :D

      Nie, no chętnie bym anioła zabrała na herbatę, przecież ja kocham herbatę :P A jeszcze chętniej zaprosiłabym ją na domowej roboty naleweczkę :)

      Nie, nie oglądałam tego filmu. I jak znam siebie ostatnimi laty, to nie dla mnie kino, bo nie lubię już horrorów. Chyba mi się przejadły w młodości ;)

      Usuń