"Grandhotel. Powieść nad chmurami" Jaroslav Rudiš

Tytuł: "Grandhotel. Powieść nad chmurami"
Autor:  Jaroslav Rudiš
Oryginalny tytuł: "Grandhotel. Román nad mraky"
Tłumaczenie: Katarzyna Dudzic
Wydawnictwo: Good Books
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 233

Jestem Chmuromirem. Jestem Szajbusem. Jestem Termometrem. I Tesilem. Ale na pewno nie jestem głupkiem.[str. 81]

Tak mówi o sobie Fleischman - główny bohater książki "Grandhotel. Powieść nad chmurami". Takimi przezwiskami obdarzyli go wiele lat temu szkolni koledzy i przylgnęły one do niego na dobre. Określenie Chmuromir Fleichman uznaje za najlepsze, bo odzwierciedla jego pasję, jego obsesję, jego miłość.

Fleischman to trzydziestoletni samotnik. W życiu się mu nie wiedzie. Nic nigdy mu się nie udało. Nigdzie nie był. Od dzieciństwa był maltretowany, przezywany i poniżany. Nie ma i nigdy nie miał dziewczyny. Nie ma przyjaciół, a jego najbliższym krewnym jest Jegr, który często go policzkuje, pomiata nim i nie zwraca się do niego inaczej niż per Waligrucho. Boi się opuścić rodzinne miasto - Liberec. Jest w nim dziwna blokada, która trzyma go z dala od rogatek. Każde przekroczenie granic miasta, czy to pieszo, samochodem, rowerem, pociągiem itp., kończy się niepowodzeniem i atakiem paniki. Jednak rozumie, co oznaczają, przesuwające się po niebie chmury, antycyklony, cyklony i kierunki wiatru. Jak powstają i dlaczego. Sens jego życiu nadają kreślone codziennie wykresy zmian warunków pogodowych, prowadzenie obserwacji chmur. Porządkują one świat głównego bohatera i pomagają mu pamiętać, o tym, co było i jak było. Chmury to wolność, której tak mocno pragnie Fleischman.

Grandhotel dumnie stojący na najwyższym szczycie Liberca - górze Ještěd, jest idealnym miejscem do prowadzenia takich obserwacji. Ale, czy jednak odpowiednim miejscem do życia? Stary hotel to pamiątka i równocześnie muzeum minionej epoki, tak bliskiej i z rozrzewnieniem wspominanej przez Jegra. Rakieta na 90 metrów wysoka. Przestrzeń, którą Rudiš oddaje we władanie swoim bohaterom jest ostoją przegranych. Schronieniem dla nieudaczników. Wśród nich jest, na przykład Patka, który zmagazynował (przywiózł z USA, jak sam twierdzi) i sprzedaje wszystkim "Happy Life", cudowny specyfik na wszelkie dolegliwości, środek, który nie tylko leczy ludzką duszę i ciało, lecz także np. zepsute silniki. Jest Zuzanna, która żyje pod dyktando wyników testów wypełnianych w gazetach. Jest Franz, stary Niemiec sudecki, który powraca do Liberca z dwoma puszkami po kawie, w których znajdują się prochy jego najbliższych kolegów. Jest Ilija, dziewczyna, która codziennie uwiecznia samą siebie na fotografiach. Jest Jegr, dla którego najważniejsze są piłka nożna (Wszystkich wrogów pokona tylko z Liberca Slovan![str. 47]) i seks (Ja ci powiem, co jest ważne - bara bara.[str. 56]). Każda z postaci pojawiających się w powieści, jest na swój sposób, więźniem. Wspomnień, miasta, własnych lub cudzych wyobrażeń o życiu, itp.

Źródło zdj. knihy.abz.cz
Protagonista "Grandhotelu" odkrywa przed czytelnikiem swoją historię ostrożnie, trochę nieśmiało, przekazuje ją w małych dawkach. (Świetnie współgra z jego opowieścią podział książki na krótkie rozdziały, często zaledwie jednostronicowe.) Dorastał w sierocińcu. Wylądował w domu dla skrzywionych ludzi. Wreszcie trafił pod opiekę Jegra. Teraz raz w tygodniu chodzi na terapię do psychologa. Urazy kompensuje mu zamiłowanie do meteorologii. Obserwując niebo w magicznym miejscu, pomiędzy niebem a ziemią, znajduje drogę ucieczki z miasta-więzienia oraz z własnego życia. Droga ta prowadzi przez chmury.
 
Życie daje człowiekowi tylko dwie drogi. Jedna prowadzi do góry. Druga też prowadzi do góry. Ale naokoło, przez dno. Przez waszą własną nieskończoność. Problem w tym, że nigdy nie wiadomo, na której drodze człowiek właśnie się znajduje.[str. 223]

Minęło już wiele lat, może nawet zbyt wiele, odkąd ostatni raz miałam styczność z literaturą czeską, a książki, po które sięgałam w ostatnim czasie były zupełnie inne niż "Grandhotel". Początkowo obawiałam się tej lektury. Bałam się, że oto w moje ręce trafiła mocno intelektualna, być może przeintelektualizowana, lektura, której nie zrozumiem, której główna treść i zasadniczy przekaz ukryte zostały pod powierzchnią zwyczajnych historii opowiadających o ludzkim życiu i ludzkiej niedoli, a ja tego nie zauważę. Bałam się, że przegapię coś ważnego, coś istotnego dla tej książki, a przy okazji znudzę się nią. Okazało się jednak, że powieść stworzona przez Rudiša była dla mnie czytelna i łatwa w odbiorze. (Nie żebym analizowała na tysiące sposobów każe jej zdanie. :)) I choć przedstawione w niej koleje losów zarówno głównego bohatera, jak i innych postaci, nie należą do tych kolorowych i lekkich, ostatecznie książka ma optymistyczny wydźwięk. Historia Fleischmana krok po kroku uświadamiała mi, że aby być prawdziwie wolnym, należy dobrze znać swoją przeszłość i należy się z nią pogodzić. Wtedy już nic nas nie krępuje. Jesteśmy gotowi, by uczynić krok do przodu, bez obawy, że coś porzucamy, o czymś zapominamy.

Język powieści jest zwyczajny, prosty, bez upiększeń, momentami nawet nudnawy i leniwy. Jednocześnie odznacza się swego rodzaju czułością i lekkością. (Takie odniosłam wrażenie.) Zdania są raczej krótkie, bohaterowie mówią często monosylabami, tak jakby obawiali się odsłonić albo przyznać przed samymi sobą do tego, jacy są naprawdę.

"Grandhotel. Powieść nad chmurami" rozbudził we mnie apetyt na twórczość Rudiša oraz na literaturę czeską.

Wspomnienia, przeżycia, spotkania, przekleństwa i rozstania, to wszystko to tylko drobinki kurzu, do których przylepia się inny kurz, inne wspomnienia i przeżycia - i tak powstaje życie. Po to, żeby potem znowu się rozpaść i zniknąć gdzieś na niebie.[str. 210]

***
Dla zainteresowanych dodam, że zanim powstała książka "Grandhotel. Powieść nad chmurami" Jaroslav Rudiš stworzył scenariusz do filmu o tym samym tytule. Jednak nie są to identyczne historie. "Książka nie jest scenariuszem filmowym, ani film nie stanowi adaptacji powieści. Jednak zarówno w filmie, jak i w powieści wciąż pozostajemy w tym samym świecie pełnym ludzkich emocji." (opis z okładki) Film wyreżyserował David Ondříček.
Oto czeski trailer filmu.


***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:



* Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Grandhotel. Powieść nad chmurami" Jaroslav Rudiš

22 komentarze:

  1. Z czeskim pisarstwem mam do czynienia rzadko. Ostatnio chyba tylko dzięki Hrabalowi... :) Ale tą książka mnie zaintrygowałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba czeska literatura nie jest zbyt popularna. Sama sięgam po nią bardzo rzadko.
      Cieszę się, że Cię zaintrygowałam :)

      Usuń
  2. Termometr :P
    Odkryłaś w języku czułość i lekkość. Ciekawe określenie. Chętnie bym przeczytała, bo czeska literatura rzeczywiście nie jest aż tak popularna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno było mi oddać w słowach dokładnie swoje wrażenie na ten temat :) Autor niby napisał prosto o nieco ułomnych, rozchwianych ludziach, a jednak czytając książkę czułam, że darzy ich miłością, czułością. Może powinnam to tak napisać? :)

      Usuń
  3. Hmmm... interesujące. Najbardziej podoba mi się ten motyw że każdy jest więźniem samego siebie. Teraz tylko kwestia czy autor umiejętnie rozwinął temat...

    http://wcieniuksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmmm Jak dla mnie dość interesująco :) Nie jest to duża objętościowo książka, więc autor nie miał miejsca, żeby się rozwodzić na ten temat, a jednak to, co napisał mi wystarczyło.

      Usuń
  4. Nie czytałam jeszcze nic z literatury czeskiej, więc ewidentnie muszę to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, po co sięgniesz, jak już zaczniesz nadrabiać :)

      Usuń
  5. fajny pościk...co do czeskiej literatury to kiedyś coś czytałam ,ale przyznam się że niewiele o niej wiem...i ja czasem boję się lektur nazbyt intelektualnych;) ale ogólnie nie mówię nie o tej...mimo jak piszesz nie łatwej tematyki ma pozytywny wydźwięk, więc czemu nie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Tak blisko mamy do Czech, a tak mało jest nam (a przynajmniej większości z nas) kultura czeska.

      Usuń
  6. Ale Ty to wyszukujesz te perełki we wszystkich stronach świata ;p Wchodzę do Ciebie i ciągle widzę jakieś cuda ;)
    Czy mi się wydaje, czy zmieniłaś tło bloga? a zdradzisz gdzie dostać takie słodkie kwiatki? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jest dobrze ami ;)
      Tak, zmieniłam tło na bardziej wiosenne :) Zazwyczaj wpisuję w wyszukiwarkę "free blog backgrounds" i przeglądam, ale to konkretne jest ze strony http://hotbliggityblog.com/

      Usuń
    2. acha :) ja też szukałam ostatnio jakiegoś tła innego, ale nie mogłam się zdecydować i ostatecznie zostałam przy kropkach ;p
      u Ciebie bardzo ładnie te kwiatki wyglądają :)

      Usuń
    3. Dziękuję :) Twojego kropki też są fajne :)

      Usuń
  7. Mnie również bardzo podoba się oprawa graficzna bloga :)

    Trochę to przerażające, ale uświadomiłaś mi, że jeszcze nie przeczytałam NIC z czeskiej literatury. Zastanawiam się od czego zacząć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Niestety nie jestem w stanie Ci nic polecić, bo sama kiepsko się orientuję w literaturze czeskiej. Możesz zacząć od klasyków: Hrabala albo Capek albo Kundera. A możesz też zacząć od tego, co wpadnie Ci w ręce :)

      Usuń
    2. Chyba tak zrobię. Zacznę od tego co wpadnie mi w ręce :)

      Usuń
    3. :)
      Ups! Dopiero teraz zauważyłam, że nie odmieniłam wszystkich nazwisk ;) Miało być: Hrabala albo Capka albo Kundery.

      Usuń
    4. Nie szkodzi :)
      ja dopiero narobiłam zamieszania, a tylko próbowałam przenieść bloga na inny adres mailowy ;)
      wygląda to jakbym korzystała z 10-ciu kont, ale cóż, takie skutki prób pójścia z duchem czasu :D

      Usuń
    5. Bloger i Google+ tez nie zawsze działają poprawnie :)

      Usuń
  8. Fleischman - ale mi się pozytywnie kojarzy. Jak z Przystanku Alaska. :) Ja ostatnio mało czytam. Chwilowo jestem bez pigułek hormonalnych i migrena szaleje jak chce, co utrudnia czytanie. :( Niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, Katia! Ja też jestem obecnie bez pigułek,a le na szczęście migrena była tylko jedna! Za to męczą mnie inne dolegliwości i czasami też nie mam sił, żeby czytać.

      Usuń