"Zawód: Wiedźma. Część 1"


Tytuł: "Zawód: Wiedźma. Część 1"
Autor:  Olga Gromyko
Seria: Wolha Redna tom 1
Oryginalny tytuł: "Профессия: ведьма"
Tłumaczenie: Marina Makarevskaya
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 292

Każdy rozsądny człowiek wie, że wampiry nie istnieją oraz zna niepodważalne fakty mówiące o tym, że wampiry bardzo lubią ludzką krew, szczególnie wprost ze śnieżnobiałych łabędzich szyi nadobnych dziewcząt. Wiadomym jest także iż wampiry boją się czosnku, osiki i światła słonecznego. A także, że zakradają się chyłkiem pod postacią nietoperzy, są bezwłose i cuchnie im z ust zgniłym mięsem. Ciekawie byłoby się dowiedzieć, co mają do powiedzenia na ten temat same wampiry. Pewnie chętnie by się wypowiedziały, podzieliły swoimi doświadczeniami, gdyby tylko udało się im znaleźć odpowiednio bezstronnego i odważnego słuchacza. Panie i panowie! Przed wami - szczegółowe sprawozdanie na podstawie obserwacji osobistych, wykonane przez skorą do psot i pełną życia adeptkę Starmińskiej Wyższej Szkoły Czarodziejów, Pytii i Zielarek! Poznajcie Wolhę Redną! (tłumaczenie własne na podstawie fragmentów blurbu książki w oryginale)

fot. www.armada.ru
A było to tak ... Dawno, dawno temu. Za górami, za lasami ...  była sobie nikomu nieznana pannica imieniem Wolha, która pragnęła stać się wiedźmą/magiczką (ta druga nazwa pojawia się w polskim tłumaczeniu). Powody tego pragnienia są proste: przyzwoite zarobki i dobre wykształcenie oraz 100% gwarancja dobrego zachowania u napotkanych mężczyzn. Nie namyślając się zbyt długo (jeszcze by jej przeszło!), dziewczyna udała się do Starmińskiej Wyższej Szkoły Czarodziejów, Pytii i Zielarek i została adeptką. I jak przystało na szanującą się adeptkę zaczęła siać wśród profesorów i wykładowców zgorszenie swoją lekkomyślnością.  Okazało się też, że była pieruńsko zdolna. Czysty naturalny talent. Jak wiadomo (każdy student o tym wie) po części teoretycznej zajęć i zdanych egzaminach przychodzi czas praktyk. Każdy marzy o temacie ciekawym, acz łatwym do zaliczenia. Każdy, tylko nie Wolha. I tu zaczyna się właściwa opowieść.  Adeptka W. Redna zostaje wysłana do Dogewy z listem. I z misją dyplomatyczno-ratunkową ... Do wampirów ...  Nieszczęsnych krwiopijców, gnębi jakieś licho, z którym nikt sobie poradzić nie potrafi. "Nie jest ani żywe, ani martwe, ale na tyle dziwne i niezrozumiałe, że samo jego istnienie przeczy wszystkim znanym prawom. Ale ono o tym nie wie i sobie korzysta z życia." A bestia ta przebiegła jest! Bruździ, napuszcza na siebie ludzi i wampiry, wysysa krew, rozrywa wątłe ludzkie ciała na strzępy. Przy tym zmienia postać, podszywa się pod różne istoty nadprzyrodzone, nie da się podejść ni człowiekowi ni wampirowi. Teraz, mieszkańcom Dogewy do kompletu się jeszcze trafiła uparta wiedźma, która wprowadza w ich życie chaos i dysharmonię, mając głęboko w ... poważaniu zasady etykiety.  Tylko, czy potwór podda się wszechobecnemu zamętowi?
W przerwach, między pisaniem sprawozdania ze swoich działań oraz obserwacji poczynionych w Dogewie, a zmaganiami z potworem, Wolha zdołała ponaprzykrzać się Radzie Starszych i poflirtować z niejakim Lenem, przystojnym blondynem i wampirzym władcą Arr'akkturem tor Ordwista, w jednej osobie. Ma dziewczyna rozmach!

Tak, książka Olgi Gromyko jest nieco naiwna. Tak, napisana jest prostym i lekkim językiem. Tak, nie ma w niej zapierających dech w piersi zwrotów akcji. I, tak, jest nieco przewidywalna. Tu dobro zawsze zwycięża. Mimo to, przypadła mi do gustu. Wciągnął mnie odmalowany przez pisarkę świat, spodobała się mi Wolha - energiczna dziewczyna z niewyparzonym językiem, która zanim pomyśli, to już działa. Autorce udało się stworzyć całkiem oryginalny i piękny świat. Taki świat z klechd i ludowych podań, wypełniony kudłakami, leszymi, strzygami, wodnikami, polłudnicami, wijami i innymi nadprzyrodzonymi istotami . Mnie kojarzył się z ludowymi rosyjskim bajkami. Główni bohaterowie, choć nieco schematyczni, budzą sympatię i chce się ich bliżej poznać. Wierzę, że w dalszych częściach cyklu o przygodach Wolhy Rednej zarówno fabuła, jaki bohaterowie oraz folklor ulegną rozwojowi.
Spędziłam z tą książką wiele miłych chwil i czytałam ją z uśmiechem na ustach. Może to Wolha rzuciła na mnie jakiś czar? :)

***

28 komentarzy:

  1. Jednym słowem: nie ma to jak rosyjska fantastyka :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi interesująco, choć fantastyka ostatnim czasem mi się przejadła ;)
    PS Nominowałam Cię do Liebster Blog Award. Jeśli lubisz takie zabawy, będzie mi bardzo miło, gdy odpowiesz na moje pytania.
    http://fig-with-poppy-seeds.blogspot.com/2014/02/libster-blog-awards.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnij po książkę, gdy znów polubisz się z fantastyką albo gdy będziesz potrzebowała czegoś na poprawę nastroju :)
      Dziękuję za nominację :)

      Usuń
  3. Brzmi dość ciekawie, kiedy będę miała czas na pewno po nią sięgnę, szczególnie gdyż mój tata już ją czytał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Ci gorącą :)
      A, co tata sądzi o książce?

      Usuń
  4. Jak ja lubię takie książki, moja mama też :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dołączam do tego zacnego grona :D

      Usuń
  5. Szukam właśnie ciekawej i lekkiej fantastyki do przeczytania, tak że chętnie się zapoznam z Wolhą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta seria idealnie wpisuje się w Twoje wymogi :)

      Usuń
  6. Taka mała ciekawostka: autorkę książki będzie można spotkać w marcu na tegorocznym konwencie Pyrkon w Poznaniu ;>

    OdpowiedzUsuń
  7. Co jak co, ale rosyjskiej literatury to jeszcze nie czytałam chyba ;> Ale baśnie zawsze robili świetnie! Książka naprawdę wydaje się fajna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie mogą sobie pisać co chcą na temat tej serii, ale ja jestem bardzo zadowolona, że wreszcie po nią sięgnęłam :)

      Usuń
  8. Jej, mam wrażenie, że ta książka jest tak strasznie stara - podarowałam ją przyjaciółce jeszcze w liceum. Sama nigdy się nie skusiłam, mimo wielu namów i sugestii, że mogłaby mi się spodobać. Teraz za to mam traumę po "Mag Niezależny: Flossia Naren" i myślę że jeszcze długo nie sięgnę po rosyjską fantastykę o czarownicach. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie taka znowu stara, w końcu na polskim rynku pojawiła się w 2007 r. Ja dość długo koło niej krążyła i wreszcie postanowiłam dać jej szansę. I cieszę się :) Ale "Magiem Niezależnym" mnie zaintrygowałaś :P Nie znam książki, więc nie mam porównania.

      Usuń
  9. W.Redna jak to genialnie brzmi :) od jakiegoś czasu chcę przeczytać, ale zawsze coś innego wpadnie w ręce :D jednak kiedyś przeczytam napewno :) http://greczynkaaczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się spodobało to W.Redna :) Ostrzę zęby na wersję w oryginale, to dopiero musi się czytać!

      Usuń
  10. A, świetna recenzja- całkiem w moim stylu :D Świetnie piszesz, naprawdę :)

    A po książkę bym sięgnęła- cóż, czasami trzeba wierzyć w to, że dobro zawsze zwycięża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ale mi miło, że tak spodobało Ci się moja recenzja :)
      Tak, takie książki też są potrzebne, to taki plaster na zbolałe serce, kiedy wiesz, że nic złego się stać nie może :)

      Usuń
  11. Książka nie dla mnie, ale recenzję przeczytałam z przyjemnością. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję za komplement :)

      Usuń
  12. Ja podobnie jak Ania myślę, ze książka raczej mi nie przypadnie, ale przy czytaniu recenzji byłam zachwycona polotem naszej Edytki i nieźle się ubawiłam! Pisałam kiedyś ''recenzję'' "Znieczulenia miejscowego" Kornagi i jakoś mi sie przypomniała, kiedy przeczytałam ten fragment z ani martwym, ani żywym, korzystającym z życia stworzeniem. :D
    A ta piosenka jest genialna! Kiedy w pewnym momencie wydawało mi się, że usłyszałam słowa "gruszka, gruszka" wybuchnęłam niemal szaleńczo - opętańczym śmiechem! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jak mi miło :) Dziękuję :D
      Hahaha, niezłe skojarzenie ;)
      Zapewniam Ci, że w tej piosence nie ma żadnego "gruszka, gruszka" :P Musiałabym przesłucha piosenkę i zobaczyć, co też to za słowo. A zespół Troitsa bardzo lubię. Byłam na koncercie, baaaaardzo klimatyczny :) Pasuje jak ulał do tej książki.

      Usuń
    2. Ejjjjj nooooo, "gruszka" jest w 1:40 i nie próbuj mi wmawiać ze jest inaczej! :D Gruszka i koniec. Lubię gruszki. :D

      Usuń
    3. No, dobra, niech Ci będzie "gruszka", skoro je tak lubisz :)))
      Ale podpowiem Ci, że tam jest "Soniuszka" :P

      Usuń
  13. Nie słyszałam dotychczas o tej książce, ale muszę przyznać, że jej zarys fabularny brzmi całkiem ciekawie, dlatego mimo kilku niedociągnięć o których wspominasz jestem w stanie zaryzykować i przeczytać o ile nadarzy się ku temu odpowiednia okazja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uchylę Ci rąbek tajemnicy i napiszę, że w dalszych częściach jest lepiej :)

      Usuń