Rørosmartan czyli największy, tradycyjny jarmark w północnej części Europy.

Norwegia to piękny kraj. Idealny jako kierunek podróży zarówno latem, jak i zimą. Szczególnie, że gdy północ skuwa lód i zasypuje śnieg, który skrzy się niczym diamenty, w mieście Røros w regionie Trøndelag, odbywa się doroczny tradycyjny jarmark. Rørosmartan czyli jarmark w Røros odbywa się w lutym i co roku przyciąga ponad 70 000 turystów. Na targach można poczuć ducha dawno minionych lat, zapomnieć o GPS, komórkach, samochodach i dać się porwać atmosferze.
fot. Rørosmartnan.no
W tym roku jarmark odbędzie się po raz 161 i trwać będzie od 18 do 22 lutego, spodziewana liczba odwiedzających ma wynieść 80.000 ludzi. Przybędzie około 250 wystawców spoza lokalnej społeczności.
fot. unesco.org
fot. Rørosmartnan.no
Na targach oprócz tradycyjnych rozrywek taki jak: kuligi, kosztowanie lokalnych potraw, aukcje, podziwianie i możliwość zakupu tradycyjnych wyrobów, wysłuchanie opowieści Saamów o życiu w surowych zimowych warunkach oraz snutych tu i ówdzie historii i legend, można też obejrzeć specjalnie przygotowane na tą okazję widowiska i koncerty.
fot. Rørosmartnan.no

fot. Rørosmartnan.no
Wieki temu, to przede wszystkim rolnicy z Härjedalen i Dalarna w Szwecji wyruszali saniami zaprzężonymi w konie przystrojone dzwoneczkami do Røros, aby sprzedawać i kupować oraz posłuchać wieści z innych miejscowości. Taka podróż zimą z Trøndelag, Hedmark, Gudbrandsdalen i Szwecji, czy jeszcze odleglejszych miejsc, była łatwiejsza do pokonania saniami niż pieszo, czy wozami kołowymi. Wszak dawniej brak było ubitych, twardych dróg, mostów i przepraw promowych, jak ma to miejsce dziś. Sanie mknęły więc ośnieżonymi dolinami, po jeziorach i rzekach w zimnych objęciach lodu ku Røros. Kolejnym argumentem przemawiającym za organizowaniem jarmarku zimową porą był fakt, że gdy ziemia leżała zamarznięta pod puchową kołdrą śniegu, rolnicy mieli niewiele pracy i mogli opuścić swoje gospodarstwa na jakiś czas.
fot. Røros.no
Røros było miastem górniczym, słynęło ze swoich kopalni miedzi. Kopalnie miedzi były w użyciu przez 333 lata, od 1644 r. do 1977 r. Górnicza miejscowość była całkowicie zależna od dostaw żywności i innych materiałów. Ludzie przyjeżdżali tu ze wszystkich stron sprzedawać produkty, takie jak zboża, groch, suszony dorsz, solone i wędzone mięso, śledzie, masło, ser, tytoń, chmiel, len, płótno, samodział, napoje spirytusowych i konie. Aby kopalnie mogły funkcjonowa potrzebowały też narzędzi, prochu, żelaza, lin. Tylko węgiel, drewno i tarcica były na miejscu. Jak najprościej i najłatwiej przetransportować taką ilość towarów? Oczywiście zimą na saniach! Tak więc ciągnęli zimą do Røros wszyscy skuszeni łatwy zarobkiem. Rozkwitał nielegalny handel, szczególnie wyrobami spirytusowymi, choć to kopalnia miedzi w Røros miała początkowo monopol na handel a miasteczku górniczym. W osiemnastym stuleciu przestali egzekwować ten monopol, a w  1801 r. kilku kupców otrzymało pozwolenie na działalność handlową w Røros za opłatą. Niestety nielegalny handel tylko wzrósł.
fot. unesco.org
Po wielu latach nacisków ze strony gminy Røros na Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (Indredepartementet) odbył się pierwszy jarmark w Røros. Był 1854 rok. Dekret królewski z 1853 stwierdzał, że począwszy od 1854 r. w Røros odbywać się będzie jarmark, rozpoczynający się we wtorek w przedostatnim tygodniu lutego i trwać będzie aż do następnego piątku. Szacuje się, że miasteczko górnicze Røros było ośrodkiem handlowym na co najmniej 30.000 osób w chwili utworzenia dorocznego jarmarku.
fot. unesco.org
Handel na Rørosmartnan stopniowo spadał. Uznano, że linia kolejowa Røros uczyniła do zbędnym.A jednak, wraz z rozwojem linii kolejowej, jarmark rozkwitał. Zawitali na niego żonglerzy, kuśnierze, dekarze, garncarze oraz obnośni handlarze z pociągu. Kolej zwiększyła napływ, a sprzedaż wzrosła.
fot. unesco.org
W ciągu pierwszych 50 lat istnienia jarmarku muzyka ludowa miała swoje stałe miejsce w tradycji jarmarcznej. Muzyka towarzyszyła mieszkańcom i przybyszom dzień i noc, a tańcom nie było końca. Z biegiem lat zainteresowanie muzyką osłabło. Jednak po II wojnie światowej zainteresowanie nią wzrosło i nastąpił powrót do dawnych tradycji. Zainteresowanie Rørosmartnan spadała od początku lat 60-tych XX w. Pod koniec dekady nie pozostało prawie nic z tradycyjnego zimowego święta. Agencja turystyczna Røros (obecnie Destinasjon Røros) objęła swoim patronatem jarmark.
Wraz z przedstawicielami  środowisk biznesowych i kulturowych powołano komitet jarmarku i powoli lecz pewnie odbudowano zainteresowanie świętem. Nie mały wkład w przywrócenie świetności jarmarkowi mieli też rolnicy. W 1981 r. przybyło na jarmark w Røros 10 ekwipaży (zaprzęgów) z Klövsjö. Od Klövsjö do Røros jest 165 km, podróż trwała pięć i pół dnia. Od ostatniej ich bytności na jarmarku minęło ponad 50 lat. Gospodarze z Klövsjö zostali przywitani na granicach
Røros przez burmistrza miasteczka. Dało to początek pięknej tradycji otwarcia jarmarku, w trakcie której rolnicy na swoich saniach wypełnionych towarem uroczyście wjeżdżają do miasta. Co roku, na jarmarku melduje się ponad 80 takich zaprzęgów.
fot. Røros.no 
Mimo, że z roku na rok, robi się coraz bardziej ciasno pomiędzy straganami, a wszelkie kwatery wypełnione są po brzegi. chętnych by wziąć udział w tym wydarzeniu nie brakuje. Chociaż elementy karnawałowe i koncerty świeżej daty, to Rørosmartnan nadal jest wydarzeniem gdzie żyją tradycje i gdzie historia i kultura są przekazywane przez tradycyjne lokalne jedzenie, atmosferę panującą w podwórzach starych domów, konne kuligi, pokazy starych rzemiosł, aukcje i wiele, więcej ...

fot. Rørosmartnan.no
fot. unesco.org
Kilka dodatkowych faktów związanych z Røros, lecz niekoniecznie z Rørosmartnan:
- Røros zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 1980 r.
- W Røros urodziła się biegaczka narciarska, Therese Johaug.
- Do Røros należy rekord najniższej odnotowanej temperatury w Norwegii, który wyniósł -50,4 ° C, ustawiony 13 stycznia 1914 r. Temperatura ta jest najniższą zanotowaną w historii, w południowej Norwegii. Tym Røros jest jednym z najzimniejszych miejsc w Norwegii.
- Z kolei rekord ciepła został ustanowiony w Røros w lipcu 2008 r., kiedy to słupki termometrów osiągnęły zawrotne 30,7 ° C.
- Film wytwórni Disney "Kraina Lodu" został zainspirowany m.in. fauną i florą oraz społecznością Røros. Zespół Disney`a odwiedził Rørosrein - rodzinę Saamów z południa Norwegii zajmujących się tradycyjną hodowlą reniferów, gdzie zapoznali się z różnymi aspektami hodowli, jak również tradycyjną odzieżą noszoną zimą
.

22 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Basiu, pojechałabyś tam ze mną? Nawet przy -30 stopniach? :D

      Usuń
    2. Z tobą Dysiu, to i na koniec świata. -30 powiadasz? :PPP Hmm, a mocno wieje wiatr? Bo to nie temp jest najgorsza, ale lodowaty wiatr, który nawet przy -3 stopniach może być gorszy niż te -30. Pojechałabym, pewnie!

      Usuń
    3. W Røros? Nie wiem, czy tam wieje. U mnie ostatnio mocno. I masz racje, przy lekkim mrozie wszystko zamarza. Ale może, jak tam takie tłumy to miałybyśmy się jak schować przed wiatrem ;)
      Musimy kiedyś sprawdzić :D

      Usuń
  2. ale fajnie, szkoda że ja nie mogłam się tam znaleźć. Zapraszam do mnie na bloga i zachęcam do zostawiania komentarzy i obserwacji oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika, może w tym roku albo za rok się uda :)

      Usuń
  3. świetne miejsce, jarmark i kuligi..eh marzenie;)) codo Krainy lodu to chcę ją obejrzeć pokazówki są prześmieszne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, pamiętaj! Marzenia się spełniają! :)

      Ale wiesz, że to śpiewany film? Bo mojego męża ten fakt rozczarował. Tzn. nie śpiewają non stop, ale dużo.

      Usuń
  4. Ja bym pojechała ! lubię Jarmarki :D
    A Ty byłaś ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię jarmarki :) Na tym konkretnym nie byłam, za to na innych tak.
      Żeby się teraz dostać na ten w Røros, to chyba naprawdę byłoby najłatwiej saniami i zajęłoby to ze 2 tygodnie :D

      Usuń
    2. to jak się dorobisz już sań to jedź i zrób ładne zdjęcia ! :D

      Usuń
    3. Jak ja się dorobię sani, to będzie oznaczać, że stać mnie na konie i na ich utrzymanie. A to z kolei oznacza, że będę Cie mogła tym saniami powieść na jarmark :D

      Usuń
    4. dorabiaj się zatem ! :D

      Usuń
  5. Wyśmiejesz mnie pewnie, ale juz zrobiłam sobie taką pseudo - skarbonke i odkładam pieniążki na wyjazd do - i tu mam problem Norwegii / Islandii / na Rugie. Na początek chciałabym zobaczyć Rugię (Słowianie, Słowiani i jeszcze raz Słowianie), ale te wszystkie Norweskie smaczki o których piszesz - targi, legendy, opowieści, kuligi, HODOWLE RENIFERÓW, chociaż przy minus 50,4 - działają na wyobraźnie i wcale, ale to wcale nie zniechęcają ani tłumy ani temperatura. Bardzo bym chciała kiedys mieć możliwość uczestniczenia w tej imprezie - ale to juz kiedy oswoje się z Norwegią - na sam początek raczej wybrałabym jakieś samotne wedrówki. :) Ale z drugiej strony ta Islandia, ta Rugia... wszystko kusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lustitia nie wyśmieję Cię! Sama mam takie marzenia podróżnicze, że trudno wybrać to największe. Wierzę, że zdążysz spełnić każde z nich :)
      Sama też chcę zobaczyć i Islandię i Rugię i więcej Norwegii. Do tego dochodzą też inne miejsca...

      Usuń
  6. Też bym chciała pojechać do Norwegii i do Skandynawii w ogóle. Taki jarmark to musi być coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci w takim razie spełnienia tego marzenia :)

      Usuń
  7. Aż muszę sprawdzić gdzie to dokładnie jest!

    OdpowiedzUsuń