"Wieczna księżniczka"

Tytuł: "Wieczna księżniczka"
Autor:  Philippa Gregory
Seria: Cykl Tudorowski
Oryginalny tytuł: "The Constant Princess"
Tłumaczenie:  Urszula Gardner
Wydawnictwo: Książnica
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 552

Najpierw się Wam do czegoś przyznam :) Podchodziłam z lekkim lękiem do tej lektury, ponieważ należy ona do gatunku, który od zawsze wywoływał we mnie mało przyjemny dreszcz - romans. Na szczęście moje obawy były delikatne, a to dzięki drugiej części dodawanej,w przypadku książek Philippy Gregory, do słowa romans - historyczny :) O! To jest coś co lubię! :) W ten oto sposób, przełamawszy swoje obawy, zabrałam się za I tom Cyklu tudorowskiego Philippy Gregory - "Wieczną księżniczkę".
Bohaterką powieści jest Catalina, hiszpańska infantka, córka Izabeli I Kastylijskiej i Ferdynanda II Aragońskiego, którą poznajemy jako pięcioletnią dziewczynkę towarzyszącą swoim rodzicom i ich armii w walkach toczonych z Maurami. Matka zabiera ją i jej siostry wszędzie, nawet na pole bitwy, nie okazując strachu, nie zważając na śmierć i brud wokoło. Wydawałoby się, że jest to miejsce mało odpowiednie dla księżniczek. Nic bardziej mylnego, według Izabeli. Izabela jest dla Cataliny ucieleśnieniem idealnej królowej. Mała infantka od urodzenia zaręczona jest z księciem Walii - Arturem, dlatego od najmłodszych lat wychowywana jest na przyszłą królową Anglii i tak też o sobie myśli.
W wieku 15 lat przenosi się do Albionu, by wypełnić swoje przeznaczenie. Porzuca ukochaną Hiszpanię, aby wziąć ślub z cichym i nieśmiałym Arturem. Napięcia towarzyszące podróży i przygotowaniom do ceremonii (i nie mam tu na myśli jedynie zwykłego stresu panny i pana młodych przed ślubem), nieporadność i brak zrozumienia między dwojgiem młodych sprawiają, że przez kila pierwszych miesięcy jako małżeństwo stanowią oni bardzo niedobraną parę. Kulminacją niesnasek między księciem i księżną Walii staje się wyjazd do Ludlow Castle. To także moment zwrotny w małżeństwie Cataliny, która odkrywa, czym jest prawdziwa miłość i jakim wspaniałym mężczyzną jest jej mąż. Czyżby happy end? Tak by zapewne było w zwykłym romansie, jednak nie tym napisanym przez Gregory. Małżonkowie cieszą się nowo odkrytym szczęściem niewiele ponad miesiąc, kiedy to Artur umiera złożony nagłą chorobą - prawdopodobnie tzw. "potami angielskimi". Na łożu śmierci Artur wymógł od Cataliny obietnicę, która nie pozwala jej wrócić do Hiszpanii i zmusza ją do pozostania w Anglii. Obietnicę, która sprawiła, że młoda infantka wypowiedziała kłamstwo wielkiej wagi, a które zaciążyło nad je całym przyszłym życiem.
Catalina nie jest już księżną Walii, a jedynie księżną wdową. Musi zmagać się z biedą, upokorzeniem i niechęcią angielskiej arystokracji, a także brakiem zainteresowania ze strony rodziców. Za to król Henryk VII, który owdowiał kilka miesięcy później, okazuje księżniczce coraz większe zainteresowanie. W końcu oświadcza się jej, lecz ta odrzuca zaręczyny, pragnąc poślubić jego drugiego syna - Henryka, czym czyni sobie w królu zapamiętałego wroga i zapewnia kolejne lata upokorzeń i zapomnienia. Dopiero gdy Henryk VII umiera, jej małżeństwo z Henrykiem VIII dochodzi do skutku i staje się Katarzyną Aragońską, królową Anglii. W ten sposób wypełnia też część złożonej przed laty obietnicy. Kto zna choć trochę historię i czytał o Henryku VIII ten wie, że Katarzyna była jego pierwszą żoną, oddaloną w wyniku unieważnienia małżeństwa i za sprawą knowań Anny Boleyn. Niemałą rolę, a kto wie, może nawet najważniejszą, w upadku Katarzyny, odgrywał fakt, że nie udało się jej dać Henrykowi upragnionego następcy tronu.

"Katarzyna Aragońska, królowa Anglii, proszona przed sąd! To o mnie mowa. To moja chwila. To mój okrzyk bitewny. Postępuje krok w przód."

Philippa Gregory przedstawia na łamach swojej książki jedną z niezapomnianych kobiet minionych wieków - Katarzynę Aragońską, infantkę Hiszpanii, księżną Walii i królową Anglii i Szkocji. Królową znaną jako ta, która została wypchnięta z trony przez Annę Boleyn. Mało kto pamięta o tym, że Katarzyna była pewną siebie i odważną kobietą, która pokonała w polu Szkotów; która mimo przeciwności losu, wytrwale dążyła do celu i nie porzucała swojej dumy. Była księżniczką, którą pokochała cała Anglia. Było to uczucie ze wzajemnością.
Historia nakreślona piórem Gregory nie ma w sobie nic z bajeczek o księżniczkach ratowanych przez dzielnych rycerzy. Pisarka tak dokładnie odtwarza realia historyczne epoki tudorowskiej i tak zgrabnie wplata w akcję wymyślone wydarzenia, że czytelnik ma wrażenie, iż wszystko, o czym pisze, wydarzyło się naprawdę. Postaci są wyraziste, namacalne, nie rażą sztucznością. Do tego należy dołożyć barwne opisy życia dworskiego, bajecznych krajobrazów Hiszpanii i jej mauretańskich zamków rodem z "Baśni tysiąca i jednej nocy",  surowej przyrody angielskiej i walijskiej, szczegółowe opisy strojów, pałaców, potraw. Całość składa się na interesującą i ekscytującą powieść o kobiecie, która zamiast poddać się, przejmuje kontrolę nad swoim życiem i dociera na sam szczyt władzy w Anglii.

"Jestem królową Katarzyną, Angielką na wskroś, nie młodą dziewczyną z odległej Hiszpanii, tak bardzo niegdyś zakochaną w pierwszym księciu Walii..."

Muszę napisać jeszcze o dwóch, technicznych, że tak powiem, sprawach związanych z książką "Wieczna księżniczka". Po pierwsze - nie podoba mi się okładka książki. Moim zdaniem sugeruje ona zupełnie inną lekturę mieszczącą się na tych ponad 500 stronach. Tak, wiem, "nie sądź książki po okładce". Ale ... Gdybym nie została zachęcona do jej przeczytania, gdybym nie była przekonana, że warto po nią sięgnąć, prawdopodobnie okładka skutecznie by mnie od tego zamiaru odwiodła. Z tego, co widziałam, pozostałe książki Philippy Gregory wydane na polskim rynku, mają równie "udane" okładki. Na szczęście okładka jest najmniej ważna w odbiorze książki po zapoznaniu się z jej treścią :)
Po drugie - bardzo podoba mi się pomysł pisarki na przeplataną narrację. Raz jest ona trzecioosobowa, by za chwilę przejść w pierwszoosobową. Gregory zrobiła to z taką wirtuozerią, że ten ciekawy zabieg nijak nie utrudnia i nie zakłóca czytania książki. Za to mam wrażenie, że w ten sposób, bardziej zgłębiam opowiadaną historię, poznają różne spojrzenia na przedstawione sytuacje. 

Ciekawa jestem, czy znacie książki Philippy Gregory i jakie jest Wasze zdanie na ich temat.

Książka bierze udział w Wyzwaniu: Czytamy Polecane Książki, a przeczytałam ją za sprawą Karoliny z bloga Zwiedzam Wszechświat ... i jej porywającej recenzji.

http://mkczytuje.blogspot.com/p/wyzwanie.html
Reakcje:

17 komentarzy:

  1. Nie, niestety nie znam żadnej z jej książek, ale z chęcią bym przeczytała, bo bardzo mnie zaintrygowałaś! Zdziwiłaś mnie z tą pokręconą narracją, bardzo ciekawie to brzmi i ... denerwująco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już przeczytałam cały cykl Tudorowski :D Jak zaczęłam to musiałam skończyć! I pewnie w przyszłości sięgnę po inne serie tej autorki, bo przyjemnie się ją czytało :)

      Usuń
  2. osobiście nie znam choć słyszałam, ale jak słyszę słowo "romans historyczny' to dostaję konwulsji bo nie lubię strasznie tego "gatunku" nie wiem może to z powodu książek, które czytałam z tego gatunku?? nie mówię nie, bo jej nie czytałam, ale raczej podziękuję tym razem;)
    ale ta narracja może być ciekawą rzeczą...będę gdzieś w księgarni i jak na nią trafię to przejrzę i pomyślę;) pozdrawiam ciepło i jak tylko dodasz u mnie w Wyzwaniu link to zamieszczam ją na liście;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja tez podchodziłam nieufnie do "romansu historycznego". Na szczęście, okazało się, że jest dobrze :) No, ale mnie przede wszystkim urzekła oprawa książki, to tło historyczne, które momentami się wybija na pierwszy plan i żadnym tłem nie jest :D

      Usuń
    2. Właśnie dodałam link u Ciebie :)
      Pozdrawiam !

      Usuń
    3. a ja nie przepadam za tym tłem historycznym;P Recenzja dodana do Wyzwania: Czytamy Polecane Książki;) xxx

      Usuń
    4. Ja nic na to nie poradzę, że historię bardzo lubię :D

      Usuń
  3. Nooo to była książka !
    Natchnęła mnie i zapoczątkowała iście Tudorowską lawinę !
    Ja uwielbiam powieści historyczne i za taki gatunek biorę tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie ucieszy Cie fakt, że pojawią się na moim blogu kolejne posty o książkach Gregory z cyklu tudorowskiego :D
      A ja już zamówiłam kolejną książkę o Tudorach :) Ale tym razem nie Gregory :)

      Usuń
    2. "W komnatach Wolf Hall" Hilary Mantel
      Mam nadzieje, że czeka mnie prawie 700 stron przyejemnego czytania :)

      Usuń
  4. Haha, u mnie słowo "romans" również wywołuje dreszcz, ale "historyczny" przeraża jeszcze bardziej. :D W związku z tym podziękuję tym razem, chociaż cały czas mam nadzieję, że kiedyś się przekonam i do romansów, i do historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha :D Mam nadzieje, że jednak kiedyś sięgniesz po ten gatunek i że trafisz na coś wartościowego :)

      Usuń
  5. Nie mam doświadczenia z tą autorką, ale oczywiście jest w moich planach czyetelniczych, które rozrosły się do rozmiarów XXXXXXXXXLLLLLL :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje plany czytelnicze tęż są monstrualnych rozmiarów :DDD
      Wystarczy zajrzeć do moich przechowalni w księgarniach internetowych :)

      Usuń
  6. Dodaję do listy "koniecznie przeczytać" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli, że lubisz takie książki?
      Fajnie byłoby się dowiedzieć, co o niej myślisz :)

      Usuń