Żel oczyszczający on the go cleanser Ole Henriksen

Kosmetyki Ole Henriksen są bardzo lubiane i popularne w Norwegii. Właściwie na każdym blogu urodowym (ale nie tylko) można o nich przeczytać i to zawsze w superlatywach, wszystkie internetowe (nieekologiczne) sklepy z kosmetykami mają tą markę w swoim asortymencie, a i w mediach takich jak czasopisma oraz tv można dość często o nich przeczytać, czy usłyszeć (oczywiście w odpowiednich czasopismach i programach). Dlatego też i ja postanowiłam wypróbować coś z bogatej oferty pana Henriksena i sprawdzić na własnej skórze działanie tych cudownych kosmetyków :)
W pierwszej kolejności mój wybór padł na żel oczyszczający on the go cleanser oraz tonik Balancing Cucumber Face Tonic. Dziś możecie poznać moją opinię na temat pierwszego z w/w produktów.
Żel on the go cleanser od Ole Henriksena przeznaczony jest do codziennego oczyszczania cery normalnej i mieszanej. Jak widać na zdjęciu poniżej zamknięty jest w pomarańczowej przeźroczystej butli. Można go kupić w dwóch pojemnościach: 207 ml i 355 ml. Ja zakupiłam to większe opakowanie.
Pojemność
355 ml

Cena
199 NOK (była to jednak cena promocyjna; regularna cena to jakieś 319 NOK za 355 ml i 239 NOK za 207 ml)

Skład
Water (Aqua, Eau), Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Decyl Glucoside, Glycerin, Sodium Lauroyl Sarcosinate, PEG-150 Distearate, Sorbitol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Tocopheryl Acetate, Thioctic Acid, Calcium Ascorbate, Ascorbic Acid, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Ulmus Fulva Bark Extract, Macrocystis Pyrifera Extract, Yucca Schidigera Leaf/Root/Stem Extract, Quillaja Saponaria Bark Extract, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Annatto, Fragrance (Parfum)

Żel ma konsystencję płynnego miodu i fantastycznie orzeźwiający zapach świeżych słodkich pomarańczy! Co ciekawe, podobnie pachną połączone razem pokrojone świeże czerwone i zwykłe pomarańczowe pomarańcze :D Wiem, bo jako fanka cytrusów, sprawdziłam to :P Zapach jest zupełnie niemęczący, a zmienia chwilę oczyszczania skóry w bardzo przyjemny zabieg.

Niewielką ilość on the go cleanser należy wycisnąć na dłonie i dokładnie nałożyć, masując, na skórę twarzy, szyi, dekoltu. Przez chwilę dokładnie, ale delikatnie masuję skórę pokrytą żelem, aż do wytworzenia się kremowej piany. No i spłukuję.

Żel w żaden sposób nie podrażnił mojej kapryśnej i łatwo ulegającej irytacji skóry, nie wysuszył jej ani nie spowodował niemiłego napięcia skóry. Za to zawsze pozostawia moją skórę świetnie oczyszczoną, odświeżoną, gładką, miękką i jakby taką bardziej promienną, z mniej widocznymi porami! Produkt Ole Henriksena nie zapycha porów i nie spowodował u mnie żadnych zmian skórnych w postaci wyprysków. Kosmetyk jest bogaty, m.in., w wit. C, która stymuluje syntezę kolagenu i zwalcza szkodliwe działanie otaczającego nas środowiska oraz wit. E, która łagodzi i odbudowuje zniszczoną skórę, a także ekstrakt z pestek winogron, bogaty w antyoksydanty, wzmacniający włókna kolagenowe i elastyny. Jest to więc kosmetyk nie tylko dla młodych mieszanych cer, ale może nawet przede wszystkim, dla kobiet, które rozpoczęły swoją walkę ze starzeniem się skóry.
Żel one the go cleanser, tak samo, jak inne kosmetyki firmy Ole Henriksen, nie jest testowany na zwierzętach, a jego opakowanie nadaje się do recyklingu.

Żel on the go cleanser nie należy do tanich, jednak jego wydajność, to jego kolejny plus. Używam żelu dwa razy dziennie, codziennie od prawie 2 miesięcy, a zużyłam zaledwie 1/3 butelki! Po pierwszych kilku użyciach nauczyłam się, jak niewielką ilość muszę użyć aby dokładnie oczyścić całą twarz, szyje i dekolt.

Oczywiście to nie jest magiczna różdżka, więc cudów nie czyni, jednak moja skóra pokochała on the go cleanser Ole Henriksena i na pewno nie porzucę go w najbliższym czasie. Mam z nim tylko jeden mały problem, jego zapach tak mi się podoba, ze w trakcie mycia skóry nie potrafię się opanować i robię głębokie wdechy wciągając w nozdrza jego aromat, co skutkuje puszczaniem baniek nosem :))))

4 komentarze:

  1. Bardzo lubie myjadla o zapachu pomaranczy, sa bardzo energetyzujace

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to fakt. To pierwszy czyściciel do twarzy, [o który chętnie sięgam również rano :)

      Usuń
  2. Hmmm... jeżeli chodzi o kupowanie jakiś marek typowo norweskich to nie zdarza mi się to powniewarz nie za wiele dziewczyn mieszkających w Norwegii prowadzi blogi i zawsze szkoda mi wyrzucic "kase w błoto" na jakiś produkt tylko poto aby go wypróbować bo jak wiekszość osób mieszkających tutaj wie że wszytsko jest dość drogie tak więc cieszę się że trafiłam na Twojego bloga ponieważ zawsze będę mogła co nie co się dowiedzieć o produktach dostępnych tutaj. Dzieki :D
    Zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, drogo tu i warto wiedzieć, czy warto wypróbować jakiś produkt, czy nie. Ja czytam trochę blogów norweskich po norwesku, ale takiego stricte urodowego/kosmetycznego jeszcze nie znalazłam. Mam więc nadzieję, że może coś Ci się z moich recenzji przyda, choć mój blog, jak widać, nie skupia się tylko na kosmetykach :)

      Usuń