Botanics Mattifying Cleansing Mousse SHINE AWAY

Botanics Mattifying Cleansing Mousse SHINE AWAY to produkt do oczyszczania skóry przeznaczony dla cery tłustej i mieszanej. Pianka brytyjskiej firmy Botanics nie zawiera parabenów, nie jest testowana na zwierzętach, a jej opakowanie składa się przynajmniej w 25% z materiałów pochodzących z recyklingu. Oczywiście po zużyciu produktu, opakowanie nadaje się do ponownego przetworzenia.

Pojemność
150 ml

Cena
70 NOK


Skład
Aqua (Water), Sodium lauroyl methyl isethionate, Cocamidopropyl betaine, Coco-glucoside, Glycerin, Glyceryl oleate, Lauric acid, Citric acid, Sodium methyl isethionate, Phenoxyethanol, Sodium chloride, Salix nigra (Willow) bark extract, Caprylyl glycol, Zinc laurate, Sodium benzoate, Ethylhexylglycerin, Dipropylene glycol, Geraniol, Tetrasodium EDTA, Limonene, Linalool, Citrus lemon peel oil, Juniperus mexicana oil, Citral, Lecithin, Ascorbyl palmitate, Tocopherol, Salvia sclarea (Clary) oil, Methyl hydrogenated rosin, Hydrogenated palm glycerides citrate, Triethyl citrate, Parfum (Fragrance), Artemisia herba-alba oil

Skusiłam się na tą piankę, ze względu na moją problematyczną mieszaną cerę i spory wysyp niedoskonałości oraz przez wzgląd na wcześniejsze pozytywne wrażenia ze stosowania innych produktów marki Botanics. Mattifying Cleansing Mousse SHINE AWAY ma za zadanie dokładnie oczyścić skórę z nadmiaru sebum, odblokować pory i pozostawić ją odświeżoną oraz matową na długie godziny. Pomocą ma tu służyć, zawarty w piance, wyciąg z kory wierzby, która znana jest ze swoich właściwości oczyszczających. I tu kosmetyk sprawdził się całkiem dobrze. Rzeczywiście czuć było, że po zastosowaniu pianki cera jest odświeżona i taka jakby bardziej czysta :) Do tego nie błyszczała się przez kilka godzin po jej zastosowaniu. Ale... Jest tez ale. Żeby uniknąć błyszczenia się skóry w strefie T, musiałam rezygnować z nakładania mojego kremu nawilżającego. W przeciwnym razie efekt matujący uzyskany dzięki piance znikał dość szybko. Niestety już po dwóch-trzech użyciach zauważyłam nasilające się wysuszenie skóry, a z każdym kolejnym użyciem pianki, moja cera stawała się co raz bardziej boleśniej ściągnięta. Nie mogłam się więc obyć bez kremu nawilżającego! Z czasem zaczęłam używać pianki Botanics co drugi dzień, później co trzeci, a w końcu  zupełnie przestałam ją stosować. Dlaczego? Efekt oczyszczania skóry nie był wart tak silnego przesuszenia i ściągnięcia skóry.
Pianka ma piękny, delikatny cytrynowy zapach. Mnie kojarzy się, że startą skórką cytryny :)
Być może Mattifying Cleansing Mousse SHINE AWAY sprawdziła by się lepiej w przypadku cery tłustej, która nie ulega tak łatwo przesuszeniu, jak moja skóra. Pianki jednak nie wyrzuciłam (nie lubię niczego wyrzucać i marnować), ponieważ czasami uda mi się namówić na jej użycie męża :)

4 komentarze:

  1. ja jestem strasznie zła, o ile w marcu czytałam jak najęta to w kwietniu nie miałam na to w ogóle czasu...

    OdpowiedzUsuń
  2. @Brain For Sale
    Cóż, bywają takie miesiące, kiedy nie udaje się nam czytać tyle ile byśmy chciały :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już myślałam, że znalazłaś metodę na błyszczenie !
    Jednak jeszcze nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, jeśli chodzi o moją skórę, to zdecydowanie mówię nie tej piance oczyszczającej. Teraz testuję żel Ole Henriksen i już wiem, że jest bardziej odpowiedni dla mnie, ale jeszcze sobie ją trochę potestuję zanim napiszę recenzję :)

      Usuń