"Happy, Happy"

Tytuł: "Happy, Happy"
Tytuł oryginalny: "Sykt lykkelig"
Reżyseria: Anne Sewitsky
Obsada:  Agnes Kittelsen, Henrik Rafaelsen, Joachim Rafaelsen, Maibritt Saerens, Heine Totland
Produkcja: Norwegia
Rok produkcji: 2010
Czas: 1 h 28 minut

"Kaja i Eirik to na pozór udane małżeństwo. Kaja nosi serce na dłoni i duszę na ramieniu. Eirik odkrywa siebie tylko na tyle, na ile musi, żeby mieć święty spokój. Zdaje się, że kiedyś się kochali. Teraz łączy ich tylko syn i codzienność pełna pozorów. W końcu rodzina jest najważniejsza. Całe ich życie wywraca się do góry nogami, kiedy do domu naprzeciwko wprowadzają się Sigve i Elisabeth. Nowi sąsiedzi są doskonali. Wiodą uporządkowane życie, wiedzą o sobie wszystko i nawet adoptowali sierotę z Etiopii! Kaja, której mąż unika od roku, postanawia odkryć tajemnicę perfekcyjnego związku. Teraz wszyscy będą mogli być wręcz nieprzyzwoicie szczęśliwi…"
Film "Happy, Happy" zdobył kilka ważnych nagród, m.in. nagrodę "World Cinema Grand Jury Prize, Dramatic" podczas Festiwalu Filmowego w Sundance w 2011 roku. Jest to pierwszy norweski film, który zdobył nagrodę na tym festiwalu. Obraz był także wybrany jako norweski reprezentant do Oscarów w 2011 r. w kategorii Oscar dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego.
Lubię takie kino skandynawskie, gdzie, choć temat wydaje się banalny, nic nie jest czarno-białe i proste. Nie ma jednej winnej osoby, odpowiadającej za całe zamieszanie. Główni bohaterowie - Kaja i Erik - wiodą zwyczajne życie, pełne rutyny i goryczy, wydawałoby się szczęśliwe w swojej jednostajności. Kaja marzy o idealnej rodzinie, żebrze o miłość, a Erik jej unika, odmawia nawet seksu twierdząc, że Kaja nie jest atrakcyjna i woli chodzić na polowania. Mimo wszystko Kaja stara się przyjmować życie takim, jakie jest i z optymizmem patrzy na wszystko dookoła, nie daje się ponieść emocjom. Jednak, gdy pewnego dnia obok wprowadzają się nowi sąsiedzi (Sigve i Elisabeth wraz z adoptowanym z Etiopii synem Noa), główna bohaterka zaczyna się zmieniać. I choć marzy dalej o idealnej rodzinie, bo rodzina jest dla niej najważniejsza, pragnie też nareszcie poczuć, że żyje.
Z kolei Sigve i Elisabeth, którzy są dla Kai niedoścignionym wzorem idealnej rodziny, dalecy są od perfekcji. Za ich przyjazdem do zasypanej śniegiem Norwegii kryje się tajemnica. Również dla nich spotkanie z Kają i Erikiem jest początkiem czegoś nowego. Kiedy nadchodzi Boże Narodzenie, staje się jasne, że nic już nie będzie takie jak wcześniej.
"Happy, Happy" to czarny komediodramat o niewierności, niespełnieniu i tęsknocie, w którym reżyserka zderza ze sobą postaci o odmiennych potrzebach, pochodzące z różnych światów. Film mimo poruszanego tematu jest pełen ciepła, nie wywołuje w widzu przygnębienia.
Bardzo ciekawym zabiegiem zastosowanym w filmie jest wykorzystanie przez reżyserkę rockowego zespołu, który śpiewa ballady, będące puentą, komentarzem do przedstawianych scen.
Nie rozumiem tylko jednego: skąd w tym filmie wątek dwojga dzieci, białego chłopca, syna Kai i Erika oraz czarnoskórego chłopca, syna Sigve i Elisabeth, bawiących się przez cały film w pana i niewolnika. Nie pasują mi zupełnie te sceny do tego filmu.  Nie odgadłam do dziś, czemu miał służyć ten wątek.
Dla obydwu małżeństw ten przedświąteczny czas przyniesie zmiany. Na lepsze, czy na gorsze? Sami się o tym przekonajcie :)

                             polski trailer


0 komentarze:

Prześlij komentarz